Soft Power

Globalna telewizja informacyjna i wywiad jawnoźródłowy

 Al Jazeera, CCTV, Russia TV, CNN, BBC, Euro News, Deutche Welle, France 24, TV 5 Monde, Canal 24 horas i inne to przykłady doskonale realizowanych telewizji globalnych. Wszystkie one mają podobny profil, jednakże każda z nich służy nieco innym celom. Trudno wśród nich szukać TVP Info, TVP Polonia lub nawet TVN 24. Nasze media publiczne, zdobyły się jedynie na tłumaczenie na pasku wszelkiej maści domowych seriali, nadawanych przez satelitę. Media prywatne w kontekście globalnym nie istnieją, brak zasięgu języka polskiego poza naszą narodową przestrzeń adresowania i częściowo inne kraje słowiańskie – wyklucza korzyści z proliferowania treści. Jeżeli dodać do tego fakt, że żadna polska agencja informacyjna ani informacja prasowa się nie liczy, to medialnie, jako kraj w praktyce nie istniejemy. Nie mamy kanałów dotarcia do światowej opinii publicznej prezentujących nasz punkt widzenia, zdolnych do generowania informacji o Polsce i nie tylko o Polsce, w sposób strawny dla społeczności międzynarodowej. Nie wspominając już o próbach przekazania naszej wizji świata.

Jest to sytuacja w znacznej mierze zadziwiająca i zmuszająca do refleksji, albowiem odzwierciedla w praktyce zdolność naszej dyplomacji do działania oraz prestiż i międzynarodowe istnienie kraju. Jest oczywistym, że język polski w komunikacji międzynarodowej NIE ISTNIEJE. Dzieje się coś ciekawszego, w zasadzie trudno jest znaleźć pracę w Warszawie, jeżeli ktoś posługuje się jedynie nim. Dlatego nie można mieć pretensji do świata, że nie ma globalnego zapotrzebowania na polską mowę i informację po polsku, UWAGA nie tylko z Polski! Ale przede wszystkim informacje po Polsku ze świata. Nawet nasze czołowe telewizje informacyjne są na satelitach zakodowane, w przeciwieństwie do włoskich, czeskich, hiszpańskich lub francuskich (i wielu innych) odpowiedników. Jest to w znacznej mierze wynik polityki finansowej koncernów i platform medialnych, które po prostu chcą na nas zarobić. Nie maja interesu adresować komunikatów na zewnątrz. Publiczne próby formułowania tego typu przekazu np. TVP Kultura, lub wspominana TVP Polonia mają znaczenie efemeryczne, niszowe, nikną na satelicie w natłoku kanałów „porno” i „telezakupowych”, a przede wszystkim są odbierane głównie w naszym rejonie Europy.

Podobnie dramatycznie przedstawia się oferta dostępności sygnału w Internecie. Legalnie, jako powszechnie bezpłatny jest praktycznie niedostępny. Sygnał przeważnie jest ograniczony do polskiego Internetu, poza tym za wszystko trzeba płacić, np. za TVN 24. Nie ma publicznej strony, łatwo dostępnej, po wejściu, na którą użytkownik z kraju „X” posługujący się językiem „x+1” z łatwością może obejrzeć przekaz audio-video po polsku, lub w innym języku, ale nadawany przez Polaków. Jest to bardzo smutne, bo ani informacyjnie, ani kulturowo po prostu nie istniejemy. Nie ma nas i nie ma nawet jak nas znaleźć, poza tym, kto by nas szukał, skoro nic o nas nie wiadomo, a dlaczego o nas nic nie wiadomo? No, bo nie jesteśmy obecni ani na satelicie ani w Internecie i generalnie w mediach. Oczywiście pomijamy zakodowane telewizje kablowe dużych koncernów medialnych.

W tym negatywnym obrazie rzeczywistości, nie można zapomnieć o pewnej stacji radiowej i związanej z nią telewizji, o charakterze religijno-misyjnym. Czy to się nam podoba czy nie, jest to najbardziej rozpowszechniony Polski kanał telewizyjny – dostępny darmowo w Internecie, bez ingerencji i pieniędzy polskich władz publicznych.

W wyniku powyższego, mamy do czynienia z sytuacją, w której nasz rząd jest skazany na dyktat lub łaskę obcych mediów (czytaj obcych rządów). Nie ma niczego takiego, w czym np. w razie konfliktu z innym krajem, międzynarodowa opinia publiczna, mogłaby z pierwszej ręki dowiedzieć się informacji sformatowanych z polskiego punktu widzenia. Jeszcze gorzej w razie konfliktu z krajem, który taką telewizję ma, bylibyśmy przedstawieni, tak jak np. konflikt w Libii w RT np.: Biggest success? NATO proud of Libya op which killed thousands, lub w anglojęzycznym serwisie agencji Xinchua. Jest to GIGANTYCZNE niebezpieczeństwo, skazujące nas na medialną bezradność. W przypadku konfliktu o ograniczonej skali, komunikaty z pierwszej ręki, pokazujące np. przemoc wobec ludności cywilnej to podstawa. Przypomnijmy sobie komunikaty z wojny w Gruzji w 2008 roku, dzięki telewizji Rustavii 2 – świat miał natychmiastowy wgląd w bezgraniczny rozmiar gruzińskiego cierpienia. W naszym przypadku, poza Youtube i Twitterem (pana Ministra Sikorskiego), nie ma kanału transmisji informacji, który by nam do tego posłużył w sposób skoordynowany i zgodny z przyjętym scenariuszem. Można spodziewać się, że rodzime telewizje chciałyby pokazać np. mordowanych cywilów, – co byłoby pożądanym „kontentem” na transmisję międzynarodową, ale prawie na pewno była by blokada informacyjna w kraju, żeby nie wprowadzić ludzi w panikę. Nie ma nic za darmo, nie ma żartów, musimy coś przedsięwzięć, albowiem inaczej w razie np. wojny cybernetycznej zupełnie przestaniemy medialnie istnieć.

Polska potrzebuje rzetelnie prowadzonej telewizji informacyjnej o zasięgu globalnym, nadawanej wielojęzycznie, z rozbudowanym serwisem internetowym oferującym swobodny dostęp do treści, foto, video a zarazem stanowiący bogata bazę informacji z Polski i o Polsce oraz o polskim sposobie rozumienia spraw światowych – przynajmniej w zakresie wskazanym dla rozumienia naszej racji stanu. Było by to potężne wsparcie naszej dyplomacji, gospodarki i relacji społecznych.

Planowana telewizja globalna powinna być wielojęzyczna, powinna obsługiwać kilka pasm równoległych w różnych językach adresowanych do zewnętrznych grup interesariuszy naszego soft power. Po części pełni taką role całkiem dobrze przygotowany Belsat, ale to tylko i wyłącznie jeden kierunek, zresztą kompletnie niszowy, albowiem pomimo całej sympatii, oddziaływanie na Białorusinów, bez oddziaływania na Rosję, po prostu mija się z celem. Co ciekawe, warto na to zwrócić uwagę, ale do tej pory żaden kraj, żadne mocarstwo, żaden duży koncern medialny poza BBC i DW TV nie odważył się na adresowanie mainstremowego przekazu do Rosjan, o Rosji i świecie. Szkoda, że Polska nie korzysta z szansy, jaką daje Internet i wolno dostępny sygnał HD na satelicie! Korzyści dla naszej racji stanu, dla naszego punktu widzenia mogłyby być gigantyczne. Mamy czym się pochwalić, zarówno pod względem kultury, nauki, oferty turystycznej, jak i stylu życia.

Spośród kręgów językowych, do jakich powinien być adresowany przekaz można wymienić przede wszystkim język angielski, z powodów, których nie trzeba tłumaczyć. Jednakże adresowany trójtorowo – na odbiorcę w USA, w UK i na resztę świata. Nie chodzi o różnice w języku, bardziej o formę i treść przekazu. Drugim językiem z pewnością musi być język niemiecki, albowiem relacje z tym krajem są fundamentem naszej racji stanu i interesów gospodarczych w Europie. Gdybyśmy mieli kanał dotarcia do niemieckiej opinii publicznej, bezpośrednio w niemieckich domach, z pewnością przyczyniłoby się to do większego zbliżenia pomiędzy naszymi narodami. To ponad 100 mln mieszkających w pobliżu nas ludzi, potencjalnych klientów, turystów, gości, często pracodawców, a może nawet nowych mieszkańców! Trzecim językiem adresowania powinien być język rosyjski. Chodzi głównie o dotarcie do rosyjskiej opinii publicznej, z przekazem omijającym blokady informacyjne Kremla. Przy odrobinie wysiłku można by osiągnąć wspaniałe rezultaty, nie chodzi tylko o geopolitykę, ale także o zwykłe ludzkie sprawy, albowiem Polska jest w rosyjskich mediach obecna głównie w negatywnych konotacjach! Czwartym językiem adresowania powinien być język ukraiński. Oddziaływanie przekazem, na postrzeganie polski u tego sąsiada jest dla nas bardzo ważne. Powodów nie trzeba tłumaczyć, jest wiele wspólnych interesów, a Polska czy jej się to podoba czy nie, musi próbować odgrywać pewną rolę w ukraińskiej polityce wewnętrznej. W dalszej kolejności można się zastanawiać, czy stawiamy np. na promocję Polski w Azji i np. język Japoński i Chiński? Czy też ważniejsze jest dla nas np. odczarowanie krajów arabskich po „misji” w Iraku? Tutaj kierunki mogą być różne, każdy jest potrzebny. Jednakże ze względu na naszą rację stanu nie można zapominać o krajach hiszpańsko- i francusko- języcznych. Odrębnym, bardzo delikatnym kierunkiem poszukiwań powinien być Izrael. Mądrze sformułowany przekaz, pokazujący Polskę przeciętnym mieszkańcom Izraela, jako coś więcej niż zapomnianą ojczyznę ojców, mógłby mieć dla nas kolosalne znaczenie. Warto o tym pomyśleć i nie tylko o tym.

Oczywiście proponowane przedsięwzięcie wymagałoby zaangażowania znacznych środków, ściągnięcia utalentowanych dziennikarzy z zagranicy, albowiem to musi mieć poziom profesjonalny, czyli nic nie może być gorsze od CNN! Przydałaby się do tego kompleksowa agencja informacyjna, o charakterze globalnym, gromadząca informacje, ze światowych agencji i własnych źródeł, obrabiająca je i „puszczająca”, jako niezależne medium w świat, – ale w pożądanym przez nas formacie i kontekście.

Byłaby to doskonała okazja do stworzenia w kraju i na nasz użytek za granicą, potężnego narzędzia wywiadu jawnoźródłowego, zdolnego do nadawania komunikatów moderowanych i badania oddźwięku, jaki powstaje globalnie. Jest to zagadnienie fundamentalne w epoce globalizacji, stanowiące podstawę dla wywiadu właściwego.

Gromadzenie informacji nie jest zakazane ani skomplikowane, wystarczy odpowiednie oprogramowanie (do pracy grupowej i bazodanowe), struktura zarządcza klasy call center, i trzy grupy ludzi: znający języki obce, umiejący redagować wiadomości i analitycy. Trudno początkowo ocenić ile osób potrzeba do obsługi jawnoźródłowych komunikatów, jakie codziennie wydaje np. strefa języka rosyjskiego. Z pewnością gdybyśmy myśleli o skali globalnej, czyli interesowaniem się wszystkim wszędzie, a także Polską wszędzie, to powinniśmy myśleć o potencjale około 20 tyś osób, w pełni oddanych gromadzeniu, segregowaniu, tłumaczeniu i przetwarzaniu informacji. Z czasem, wraz z powstawaniem bazy danych można by myśleć o ograniczeniu ilości zatrudnionych osób, w zależności od stopnia specjalizacji. Natomiast w początkowym okresie, z pewnością potrzeba byłoby bardzo dużej ilości ludzi działających wedle określonych schematów i procedur.

Jeżeli chodzi o oprogramowanie, to dostępne są narzędzia wiodącej firmy internetowej, umożliwiające analizowanie Internetu. Można się pokusić o wykorzystanie ich, a także skopiowanie ich w stopniu, w jakim jest to możliwe. Nie bez znaczenia jest tworzenie własnych skryptów, w tym specjalistycznego oprogramowania podwójnego zastosowania, które nie tylko gromadziłoby dane, ale promowało informacje przez nas moderowane i uznane przez nas za korzystne. Sieć stwarza gigantyczne możliwości manipulacji informacją, wystarczy z nich umieć i chcieć korzystać, a na pewno trzeba umieć się bronić przed takimi zakusami innych.

Potencjał organizacyjny call center posiadamy dzięki rozwiniętemu zapleczu firm outsourcingowych. Postulowane przedsięwzięcie silnie wzmocniłoby krajowe kadry i krajową szkołę zarządzania w tej dziedzinie. Oczywiście, ze względu na koszty, przeprowadzenie tego przedsięwzięcia od strony zarządczo-organizacyjnej, należałoby wręcz celowo przeprowadzić, we współpracy z liderami branży np. IBM.

Co ciekawe, wszystko to możemy osiągnąć i to w zasadzie własnymi rękami. Trzeba jedynie chcieć i postarać się o odpowiednia organizację oraz zapewnić adekwatny poziom finansowania. Niestety jesteśmy na razie na etapie uświadamiania sobie potrzeb. A to bardzo mało, nawet nie weszliśmy do przedpokoju, jesteśmy w mrocznych pomieszczeniach informacyjnej piwnicy. Można postawić tezę, że bez organizacji tego typu zaplecza jawnoźródłowego, nie jest możliwe skuteczne prowadzenie działalności wywiadowczej ani przygotowywanie kampanii soft power ukierunkowanej lub globalnej. W tym kontekście podjęcie tego tematu, leży w interesie polskiej dyplomacji, gospodarki i myślenia o kraju na poważnie. Docelowo należy dążyć do powołania ciała na wzór Rand Corporation, ale to już jest temat na osobne opracowanie.

2 komentarze

  1. Propozycja bardzo ciekawa, a co szczególnie istotne – chyba jedyna tego typu w Polsce. mamy kilka instytutów które można by połączyć i przy udziale np. części mediów coś takiego zbudować w oparciu o uczelnie humanistyczne no i wywiad – wywiad w tym wszystkim musi odgrywać kluczową sprawę. Ale żeby mógł musi być zapotrzebowanie na jego wsparcie przy podejmowaniu decyzji na najwyższych szczeblach państwowych.
    A tak to jest jak jest…. równie dobrze możemy myśleć o locie na Marsa lub budowie polskiego Apple 🙂

  2. Dziwne, jeden z najciekawszych artykułów branżowych w tym temacie a tu jeden komentarz…

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.