Paradygmat rozwoju

Globalizacja zabiła polski przemysł – rozwijajmy rolnictwo

 Globalizacja i outsourcing

Obecnie globalizacja jest jednym z najbardziej obwinianych zjawisk, przez wielu jest uważana za przyczynę i zarazem paliwo kryzysu. Ludzie słusznie nie są zadowoleni z efektów globalizacji, ponieważ dla dominującej większości nie przyniosła ona tylko korzyści. Niestety bowiem wraz z korzyściami zglobalizowały się także kłopoty i problemy. W wielu krajach w tym w Polsce zlikwidowano lub ograniczono możliwości rozwoju przemysłu. Niestety globalizacja zabiła nasz przemysł a Unia Europejska uczyniła warunki odbudowy i rozbudowy jego potencjału w oparciu o środki własne i krajowe centra decydenckie (decyduje pochodzenie kapitału) praktycznie niemożliwym, a na pewno niemożliwym w wielkiej skali.

Outsourcing koncernów zachodnich, który zaowocował inwestycjami na Dalekim Wschodzie spowodował wzrost gospodarczy w krajach przyjmujących inwestycje i utratę miejsc pracy na zachodzie dla ludzi o średnich i niskich kwalifikacjach. W zamian za to nastąpił gwałtowny spadek cen produktów masowych produkowanych pod zachodnimi markami na Dalekim Wschodzie. Globalizacja idei spopularyzowała wolny rynek i ideę wolności oraz praw człowieka a także islamski dżihad i Al-Kaidę. Globalizacja dodatkowo jeszcze przyśpieszyła wszystkie procesy czyniąc bogatych jeszcze bogatszymi a biednym pozwoliła wyjść z biedy, albo ich zupełnie pogrążyła. Globalizacja procesów gospodarczych dała olbrzymie zyski krajom eksportującym wartość dodaną w wyrobach na rynki zbytu. Nie bez znaczenia w tym procesie było przyciąganie inwestycji zagranicznych, które przynosiły kapitał i technologię, oznaczającą często nowe standardy w świecie, w którym jeszcze kilkanaście lat temu nie było nawet prądu elektrycznego lub pochodził tylko z agregatów.

Kto najbardziej skorzystał na globalizacji?

Dzisiaj widać, że najbardziej skorzystały na globalizacji te państwa, które aktywnie sterowały swoją polityką gospodarczą stymulując i kanalizując rozwój na pola i dziedziny gdzie był on najbardziej korzystny dla lokalnych czynników. Natomiast kraje, które uwierzyły w niewidzialną rękę rynku i mechanizm samoregulacji odnotowały niższą wygraną, albo tak jak Polska natknęły się na szklany sufit który nazywa się brak renty w gospodarce z tytułu działalności grupowań gospodarczych alokujących kapitał i czerpiących zyski z wielu etapów pracy ludzkiej a nie tylko niektórych, tych na które pozwolą zagraniczni inwestorzy (ich centra decyzyjne). Ten kto to rozumiał na początku lat 90-tych ten wygrał. Niestety Balcerowicz i Bielecki tego nie rozumieli a chińscy towarzysze jak najbardziej. Odpowiednio w porę zrozumiał to jeszcze nawet Władimir Putin, zrozumieli to Turcy, wcześniej Koreańczycy i jak wiadomo Japończycy, ale nie Polacy i nie Donald Tusk, zresztą ten ostatni po długim okresie naszej rabunkowej transformacji (w tym reformach Buzka) nie miał już czego rozumieć.

A komu… no zgadnijcie państwo komu się nie do końca udało?

Niestety żyjemy w kraju, który się sprzedał a istniejące w nim regulacje prawne i kultura zaufania publicznego wyklucza podejmowanie ryzyka systemowego warunkującego powstawanie, rozwój, przetrwanie i sukces wielkoskalowego biznesu. Te kilkanaście firm z branż strategicznych w jakich państwo zachowało kontrole to kropla w morzu potrzeb. O naszej niemocy przebicia szklanego sufitu i słabości przede wszystkim finansowej zadecydowało sprzedanie bankowości. Kto z właścicieli banków w Unii Europejskiej ma interes kredytować powstanie w Polsce wielkiego innowacyjnego, albo nawet opartego na licencjach biznesu, który naturalnie stanowiłby konkurencję dla finansowanych przez banki-matki tych banków biznesów w Europie, czy outsourcowanych gdzieś indziej? Nie bądźmy idiotami – właśnie dlatego zarabiamy mniej i będziemy zarabiać, ponieważ nie mamy instytucjonalnej siły, żeby przebić barierę efektywności poprzez koncentrację i korzyści skali. Za niedługo już nie będzie się nic opłacać, a na pewno nic co opłaca się nawet na Ukrainie lub w Turcji u nas przez wymagania środowiskowe Unii Europejskiej będzie nieefektywne. Czy ktoś zapytał wielbicieli paktu klimatycznego jaką mają alternatywę dla 38 milionów Polaków? Emigrację? Uprawy przyzagrodowe? Prostytucję dzieci? Z czego mamy żyć w tym kraju – jeżeli nie mamy przemysłu, bo nie mamy kapitału i innowacji a naturalne procesy grupowania i koncentracji tego co jest są niemożliwe bo nie mamy pieniędzy i przepisy unijne (przypadek przemysłu stoczniowego) to uniemożliwiają a za chwilę jeszcze będzie problem z emisją CO2 i NOX!

Czy naprawdę nikt o tym nie pomyślał? To ma być kraj emerytów? Bardzo chętnie – tylko poproszę o niemiecką lub belgijską emeryturę – przyznawaną w takim wieku jak we wspaniałej Francji! Jeżeli nie możemy w sposób skuteczny tworzyć zakładów przemysłowych, które umożliwiałyby nam agregowanie i koncentrowanie potencjału oraz sprzedawanie wartości dodanej – z rentą oczywiście niższą niż na zachodzie, to z czego mamy żyć? Jak ma wyglądać rozwój tego kraju w przyszłości? Przecież ścieżkę takich krajów jak Japonia, Korea Południowa czy Turcja sami zamknęliśmy sobie wchodząc do Unii!

Unia Europejska to szansa a nie dawca!

Oczywiście odrębnym problemem jest to czy lepiej być w Unii na statusie podwykonawcy jak my obecnie czy poza Unią i rozwijać się swobodnie? Tego nie da się bez analizy wielokryterialnej rozstrzygnąć. Jednakże już widać po okresie prawie 10 lat członkostwa, że pewne poziomy odniesienia będą zawsze dla nas nieosiągalne, nawet jeżeli dalej będzie się tak rozwijało inwestowanie i przenoszenie produkcji z firm zachodnich jak dotychczas. Zawsze będziemy montowniami, podwykonawcami, usługodawcami, elementami w łańcuchu logistycznym itd. Uwaga – nie narzekajmy, bo to jest doskonała pozycja, dzięki której co najmniej 30% pracujących w realnej gospodarce ma pracę uniezależnioną od krajowej koniunktury. Jednakże z istoty rzeczy zawsze będziemy gorsi i słabsi, no nie może jajko ważyć więcej od kury!

Zwolennicy globalizacji mówią o innowacjach i budowie gospodarki opartej na wiedzy. Super! Jednakże przez następne 50 lat nie będzie ona stanowić więcej niż kilku procent gospodarki w przeliczeniu na generowany PKB. Nie będzie w niej milionów miejsc pracy, najwyżej setki tysięcy! Nie ma po co pytać co z resztą ludzi! Oczywiście nie można tego odpuścić, ponieważ to słuszny kierunek rozwoju, jednakże trzeba pamiętać, że startujemy z zupełnie innego poziomu rozwoju w tym biegu – niestety tego nie uwzględnia strategia Europa 2020 i o tym nie chce pamiętać nasz rząd! Zachód daje nam góry pieniędzy, ale oczekuje wyników – nie można z pieniędzy na innowacyjność finansować firm zajmujących się laserowym grawerowaniem śmiesznych napisów na kubkach lub obudowach przenośnych pamięci komputerowych!

Wykorzystajmy swój potencjał – rolnictwo i przetwórstwo żywności to szansa dla Polski

Widocznym na tą chwilę i jak na razie niestety jedynym polem na którym możemy odnieść sukces nie narażając się na konflikt z konkurencją i przy tym będzie to sukces pewny, którego efekty odczuje cały kraj to rozwijanie rolnictwa i przemysłu przetwórstwa żywności – umożliwiającego globalną skalę adresowania masowego eksportu standaryzowanych produktów rolnych wysokiej i bardzo wysokiej jakości. To jeszcze możemy zrobić i to w oparciu o środki własne wspierane środkami pomocowymi, wymaga to jednak odwagi politycznej, której brakuje. Można nawet postawić złośliwie tezę, że łatwiej było w tym kraju podjąć decyzję o Powstaniu (przykro to boli), niż decyzję o zmianie alokacji rolnych funduszy pomocowych i wymuszenie zmiany całej kultury rolnej.

Kierunek (długiego marszu): Azja – rynek dla 100 typów markowych produktów rolnych

Nie korzystając ze swoich przewag strategicznych, które właśnie tkwią w możliwościach rozwoju produkcji i przetwórstwa rolnego (ziemia, ludzie, technologia, rynki zbytu) – skazujemy się na samoograniczenie potencjału ogólnego, którego ukoronowaniem ośmieszającym nas będzie trwałe zmniejszenie populacji a docelowo nawet import części żywności. Jakim niedorozwojem intelektualnym i szkodnikiem gospodarczym trzeba być, żeby dzisiaj nie widzieć szansy dla eksportu żywności za kilka może kilkanaście lat jak Azja, a zwłaszcza Chiny uświadomią sobie, że z polityką jednego dziecka czeka ich bomba geriatryczna! Kraje arabskie i kraje Dalekiej Azji będą zmuszone importować żywność, już to robią! Chiny i Indie jak podniosą chociaż trochę przeciętną stopę życia – zaczną masowo zgłaszać popyt na żywność, albowiem choćby wyszły z siebie i stanęły obok nie będą w stanie zapewnić w pełni odpowiedzi podażowych na własny popyt. Nie bez powodu obcokrajowcy (a zwłaszcza Chińczycy kontynentalni) mają problemy ze studiowaniem kierunków bio i kierunków zaawansowanej produkcji rolnej na uniwersytetach Tajwanu i Japonii. Żywność i kwestia wyżywienia populacji będzie dla Azji kwestią strategiczną a nawet można zaryzykować stwierdzenie, że zapewnienie stałego poziomu dostaw żywności o jakości adekwatnej do potrzeb i smaku to będzie być lub nie być całych tamtejszych systemów państwowych. Jeżeli umiejętnie się do tego procesu przygotujemy, który podkreślmy już dzisiaj jest widoczny! To eksportując np. 100 typów markowych produktów rolnych – standaryzowanych w olbrzymich ilościach umożliwiających magazynowanie/sezonowanie – staniemy się zaufanym źródłem, z którym będzie się opłacało współpracować. Trzeba pamiętać, że o tym samym myślą Kanadyjczycy, Amerykanie, Argentyńczycy, Chilijczycy i Australijczycy – widząc w zmianie przyzwyczajeń żywieniowych Azjatów przyszłość swojej gospodarki rolnej, a zarazem kreowania polityki. W tym jest właśnie nasza szansa, od naszych decydentów zależy czy i w jakim stopniu ją wykorzystamy.

Standaryzacja + Jakość + Masowość = Globalny Eksport

Współczesne rolnictwo może być doskonałą gałęzią gospodarki opartej na wiedzy, wymagającą własnego parku przemysłowego obsługującego samo rolnictwo i technologie związane z nowoczesną uprawą oraz oczywiście przetwórstwem na masową skalę zapewniającym najwyższą jakość i odpowiednią trwałość standaryzowanych masowych produktów. Mamy w tym kierunku wszystkie atuty, to może się udać, co więcej to może stanowić źródło generowania wartości dodanej dla naszej gospodarki na co najmniej sto lat. Ludzie zawsze będą chcieli jeść! Oczywiście jeść dobrze i do syta! Dlatego zawsze sprzedamy nadwyżki żywności! Wraz ze wzrostem liczby ludności – ilość krajów dysponujących możliwościami ich generowania będzie się kurczyć. Dla nas głównym ograniczeniem naturalnym jest deficyt wody słodkiej, jednakże tą słabość można ograniczyć i nawet wyeliminować poprzez stosowanie najnowszych technologii upraw. Wszystko jest przed nami, globalizacja może być dla nas powodem do zadowolenia, jeżeli tylko będziemy umieli się w nią wpisać ze swoim potencjałem.

One Comment

  1. Doskonały i wnikliwy tekst.
    No i interesujące propozycje wyjścia z trudnej sytuacji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.