Paradygmat rozwoju

Globalizacja stale modyfikuje paradygmat rozwoju

 Globalizacja to takie modne słowo, kilku poważnych ekonomistów tłumaczy jego znaczenie dla nas maluczkich na przykładzie knajpek z azjatyckich jedzeniem, jakie zlokalizowały się w naszych pasażach handlowych, docierając nawet do najmniejszych miast i miasteczek. Globalizacja ma najczęściej bardzo sympatyczne znaczenie, albowiem kojarzy się z pozytywnymi dobrami, których najczęściej nie potrzebujemy do egzystencji, ale które kupujemy, ponieważ tego wymaga od nas filozofia już globalnego konsumpcjonizmu. Nie ma przy tym znaczenia żadne myślenie, że na kupionym przez nas tablecie ktoś w odległym Hong Kongu zarobi na czynsz, a np. państwo chińskie zbuduje dzięki temu 2 mm kwadratowe swojego kolejnego lotniskowca. Liczy się przyjemność z chwilowego posiadania, nawet, jeżeli została wzbudzona tuż przed momentem zakupu. Wszystko inne tak naprawdę nie ma znaczenia, albowiem globalizacja nie pokazuje swoich sieciowych powiązań na końcówkach sieci – masz zapłacić i skonsumować, przypadkiem nie pytać!

Największą ofiarą globalizacji są rządy narodowe i społeczeństwa obywatelskie – a zwłaszcza te w trakcie transformacji. Globalizacja decydując o alokacji produkcji – zezwala na konsumpcję w oderwaniu od ośrodków produkcji tylko i wyłącznie, dlatego, ponieważ drenuje w ten sposób zasoby ośrodków konsumenckich. Nie jest problemem globalizacji to, czy konsumenci mają czym zapłacić za kolejnego smartfona! To problem osłabionych rządów, pozbawionych władztwa terytorialnego nad produkcją, które zastąpiło zglobalizowane – korporacyjne władztwo funkcjonalne! W takich realiach jedyną rozsądną odpowiedzią rządów może być tylko i wyłącznie – interwencjonizm i protekcjonizm, przynajmniej w takim stopniu, w jakim pozwoli na to sytuacja rynkowa, zwłaszcza, jeżeli się okazuje, że macki globalizacji sięgają krajów gdzie nie ma mowy o żadnej wolności, której nie byłoby w planie! W tym kontekście mamy do czynienia tylko i wyłącznie z próbą przesilenia, – kto okaże się na dłuższą metę frajerem a kto cwaniakiem.

Nowy zglobalizowany świat rządzony przez korporacje i przepływy olbrzymiej ilości kapitału, decydującego nie tylko o poziomie konsumpcji, ale o prawie do niej w ogóle nie powstaje w wyniku realizacji jakiejś politycznej wizji – wielkiego planisty, opierającego swoje dążenia na humanizmie, potrzebie ochrony zasobów planety, czy też chęci dołączenia do dobrobytu szerokich mas społecznych krajów dotychczas biednych. Nasza nowa rzeczywistość to coś wręcz przeciwnego do realizacji wizji, to wypadkowa wielu działań i starań szeregu dynamicznych podmiotów rządzących się olbrzymią ilością nieskoordynowanych motywacji, wynikających najczęściej z różnych interesów – dodajmy często sprzecznych, albo prawie na pewno konkurencyjnych. Śmieszność sytuacji polega na tym, że całość systemu to szereg stanów nieustalonych i nieskoordynowanych, w istocie nikt nad tym nie sprawuje kontroli – nikt nie planuje nawet głównych punktów dla całego systemu! Dzieje się! Po prostu się dzieje! Jedynie media i agencje ratingowe mają jakąś możliwość moderowania rzeczywistości, jednakże ich władza jest o wiele mniejsza niż się im wszystkim wydaje.

Oczywiście nic nie jest jednoznaczne, tak samo globalizacja nie jest procesem jednorodnym, najbardziej cierpią ci, którzy nie mają możliwości za nią nadążyć. Zostają nie tylko poza procesami globalizacji, ale przede wszystkim natychmiast, jako najsłabsi stają się jej ofiarami. Tradycyjne źródła dochodu stają się niedostępne, nieosiągalne albo po prostu niemodne, w skutek wmówienia ludności, że „się nie opłaca”, co przy dostępności tanich dóbr z importu jest bardzo łatwe. Źle zaczyna się dziać, jak brakuje środków na wymianę, a brakuje kwalifikacji i kapitału do zajęcia się czymś, co pozwoliłoby na uczestnictwo w międzynarodowym podziale pracy i dochodu. Zjawisko to dotyka zarówno biednych krajów jak i już stosunkowo rozwiniętych, gdzie szerokie rzesze społeczeństwa są wykluczone np. z powodów ekonomicznych, edukacyjnych lub tak banalnych jak transportowe (np. Polska wschodnia).

W efekcie procesów globalizacji – bogatsi stają się jeszcze bogatsi, a jedynym sposobem na wyjście z biedy jest zaciskanie zębów i praca przez jedno – dwa pokolenia za przysłowiową miskę ryżu, chociaż jej wielkość z roku na rok staje się coraz większa. Na tym etapie są obecnie Chiny i większość krajów gwałtownie industrializujących się, podobnie Polska, chociaż rozwija się na podstawie paradygmatu postindustrialnego. Jesteśmy wszyscy dopiero w przedpokoju do zamożności umożliwiającej bezpieczną egzystencję jednostek, nawet w przypadku utraty pracy.

Tak jak pokazał to obecny kryzys, problemem jest brak koordynacji, w tym regulacji. Podobny problem jak w Unii Europejskiej występuje globalnie, dlatego świat potrzebuje reformy ponadnarodowych instrumentów nadzoru – tak, żeby stworzyć sytuację równoważną dla globalnej władzy korporacji, równoważąc ją jakąś formą władzy politycznej mającej demokratyczne, a przynajmniej państwowe pochodzenie. Obecne instytucje międzynarodowe to cień zimnowojennej równowagi wpływów, wymagający pilnej i głębokiej reformy. W interesie wszystkich jest takie ułożenie globalnych relacji ekonomicznych i politycznych, żeby po pierwsze nie opłacało się prowadzić wojen, a po drugie, żeby wymusić na graczach obowiązek bilansowania przepływów, traktując długotrwałą nierównowagę w międzynarodowych przepływach pieniędzy i towarów, jako coś nieuprawnionego.

Globalizacja stale modyfikuje paradygmat rozwoju to proces, który zachodzi ciągle i nie jest przez nikogo sterowany.

One Comment

  1. Doskonały wstęp do szerszej analizy, opisującej zjawiska globalnej gospodarki. Wydaje mi się, że powstawała ona jako odpowiedź na gospodarkę planową w krajach realnego socjalizmu. Miała tę przewagę, ze nie ściskał jej gorset ideologii i wymuszona przez granice systemów – autarkia …
    Po prostu jakiś mądry kapitalista oglądając w TV nasze kolejki z lat 70-tych za wszystkim (a potem nawet kartki), pomyślał sobie, że to dla niego idealny system.
    Tylko przenieść to na większą skalę.
    Odpada zmora kapitalizmu – NADPRODUKCJA.
    Wszystko jest wyprzedawane, a ludzie do tego na całe życie są niewolnikami KREDYTÓW, żeby tylko posiąść produkowane dobra czy usługi …
    I to im się częściowo udało i udaje.
    A doprowadzenie do porządku w świecie globalnych finansów i decyzji o globalnym finansowaniu, do czego wzywa @krakauer – pomoże bardziej samym korporacjom, niż społeczeństwom rządzącym przez niewydarzonych polityków …
    Korporację globalne ostatecznie wygrają, bo mają lepszy dobór kadr zarządzających plus MEDIA.
    Bo za wszystko płacą.
    Ocaleć może samotny CZUKCZA w myśliwskim domku syberyjskiej tajgi, który potrzebuje tylko parę kilogramów soli i kilkadziesiąt naboi do strzelby rocznie, aby przeżyć.
    Pozostali są zakładnikami globalnych korporacji.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.