Polityka

Geopolityka syryjskiego konfliktu

 Konflikt w Syrii ma swój wymiar geopolityczny, rozważany w scenariuszach poszczególnych gabinetów politycznych, który można sobie jedynie przybliżyć. Wszelkie cywilne „symulacje” w tym zakresie nie będą tak dokładne jak wykonywane przez rządowych i wojskowych ekspertów – strategów, jednakże zestaw czynników jest jednolity, można uruchomić wnioskowanie i wysilić się na scenariusz zmian geopolitycznych w wyniku toczącej się właśnie wokół Syrii gry, uwaga to bardzo ważne – chodzi właśnie o grę wokół Syrii i Syrią, której los, stan konfliktu i ilość ofiar nie mają w tej symulacji żadnego znaczenia.

Dotychczasowy ład na lewantyńskim Bliskim Wschodzie trwał od 1973 roku, kiedy to po wojnie Yom Kippur Izrael ugruntował swoją hegemonię w regionie. Istotną zmianą w regionie było usunięcie Saddama Husajna przez USA, poza tym nic nadzwyczajnego się w tym regionie nie działo głównie, dlatego ponieważ państwa arabskie trwały w stalowym klinczu – zjednoczone mityczną wrogością do Izraela. Pokój trwał długo, Syria zbroiła się cały czas – dbając o potęgę swojej armii, szykowanej do inwazji na Izrael, który zagarnął syryjskie Wzgórza Golan. Syria była tak potężna, że była w stanie podporządkować sobie sytuację w Libanie, jak również być partnerem strategicznym dla bardzo silnej Turcji. Nie można było Syrii pominąć w żadnym regionalnym równaniu, gwarantowała to spoistość państwa pod kontrolą służb specjalnych i „partii władzy” oraz wspomniana potęga armii – naprawdę znaczącej w regionie.

Syria opierała swoją pozycję międzynarodową na sojuszu z ZSRR – Federacją Rosyjską oraz bardzo selektywnym wybieraniu przyjaciół i kontraktów na świecie. Syryjczycy bardzo umiejętnie rozgrywali wszystko to, co mogli, czerpiąc korzyści zewsząd przez długie lata. Najważniejszym aspektem ich możliwości oddziaływania był nacisk na Izrael – poprzez libański Hezbollah jak również własnym potencjałem. Utrzymywanie równowagi powodowało, że Syria była bardzo istotnym graczem w układance międzynarodowej, jednakże pozwoliła sobie na zbyt wiele – mianowicie sprzymierzyła się niebezpiecznie z Iranem, czego głównym powodem był wspólny wróg – Izrael oraz pieniądze Teheranu, który jest w stanie wysłać do Tartusu tyle ropy naftowej ile tylko Al-Asad jest w stanie reeksportować – w celu zakupu broni i wszystkiego, czego potrzebują irańscy pupile w Libanie.

Właśnie ten mariaż z Teheranem stał się bardzo niebezpieczny dla regionu i dla świata. Zagrożony poczuł się realnie Izrael, któremu ostatnia operacja wojskowa w południowym Libanie nie poszła tak gładko jak się spodziewał – media obiegły starannie usuwane zdjęcia potężnych izraelskich Merkav leżących na boku lub w rowie a ich wypalone kadłuby były żywą reklamą rosyjskich pocisków przeciwpancernych i ich irańskich klonów. To właśnie postęp technologiczny spowodował, że państwa regionu i świat poczuły się zagrożone. Nowe rakiety z Iranu przenoszone tunelami do Strefy Gazy osiągały Tel-Awiw! Irańskie pociski bazowania lądowego – stały się jednym z powodów pomysłu na budowę tarczy przeciwrakietowej (m.in. w Polsce). Do tego wszystkiego doszły jeszcze obawy, co do irańskiego programu jądrowego, a to przeważyło – gdyż nie ma łatwego sposobu zniszczenia irańskich instalacji rakietowych. Irańczycy nauczeni przykładami Iraku i Syrii – dobrze ukryli swoje reaktory i wszystkie inne zakłady i instalacje kluczowe dla procesu produkcji materiałów rozszczepialnych. Kosztowało to olbrzymie pieniądze, ale Irańczycy są bezpieczni – potężna obrona przeciwlotnicza gwarantuje też, że ewentualny atak nie będzie bezkarny, chociaż w czasach bezzałogowców wszystko jest możliwe.

Przy pierwszej lepszej okazji zaczęło się dziać to, że „wiosnę arabską” zainicjował przypadek – nie ma wątpliwości. Podpalenie się handlarza owoców z Tunezji – odpowiednio wzmocnione przez media społecznościowe podpaliło cały Bliski Wschód z wyjątkiem Iraku, który ma własne konflikty, bogatych krajów naftowych, posiadających rezerwy umożliwiające zatopienie roszczeń społecznych w dostatku i Iranie – posiadającym potężne służby specjalne niebawiące się w nadmierny humanitaryzm.

Rosja bardzo szybko zorientowała się, o co chodzi i do czego zmierza zachód. Izrael zapowiedział atak na Iran, więc ponaglani przez sojuszników z południa Zatoki Amerykanie zaczęli działać. Utopienie Syrii w kontrolowanych chaosie ma umożliwić usunięcie zagrożenia Irańskiego, ponieważ w mętnej wodzie lepiej się łowi ryby. Od Libii poprzez Liban, Syrię, Irak, do wschodu Pakistanu panuje chaos. Jedynym trzymającym się krajem jest Iran, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jak padnie Syria, to zaraz potem zostanie wyłuskany Hezbollah ze swoich jaskiń w Libanie, a wówczas już nie będą mieli narzędzi łatwego oddziaływania na Izrael. Jedynym sposobem oddziaływania Iranu wówczas będzie blokada cieśniny Ormuz, bo inwazja na południe mająca trwałe cele jest niemożliwa. Jednakże władze irańskie zdają sobie sprawę, że cieśninę mogą zablokować tylko raz i będzie to doskonały powód do wojny.

Wszystko byłoby proste w zachodnio-arabskim planie zniszczenia Iranu, jednakże do konfliktu wmieszały się Chiny, Indie i Turcja a cały czas obecna jest Rosja, której rozsądek i wyrachowanie podtrzymuje legalny syryjski rząd przed zalewem islamistów – walczących w tej chwili w interesie Izraela, Zachodu i państw południa Zatoki Perskiej płacących za ich broń.

Turcja gra swoją grę o Kurdów, tyle może ugrać, to znaczy nie dopuścić do powstania państwa kurdyjskiego a zarazem mieć korzyści z kurdyjskiej ropy naftowej i gigantycznych złóż gazu. Przy okazji sam brak Syrii, przy słabym Iraku oznacza Turecką supremację w regionie. Kraj ten gra sam, na zachód ogląda się tylko na tyle, na ile jest mu potrzebny do osłony przed Federacją rosyjską oskarżającą Ankarę o wspieranie czeczeńskich terrorystów.

Chiny potrzebują ropy naftowej i mogą ją kupić od diabła lub kosmitów, jeżeli tylko będzie ona dostępna. Ponieważ Iran chętnie sprzedawał Chinom – spowodowało to ich naturalne zainteresowanie układem w Zatoce Perskiej, co miało ten walor, że zarazem spowodowało wejście na podwórko USA, albowiem ewentualny atak na Iran oznaczałby zmniejszenie dostaw do Chin. Kraj ten jeszcze jest zbyt słaby, żeby grać otwarcie przeciwko USA i ultra-bogatym krajom południa Zatoki, jednakże Chińczycy starają się wejść wszędzie miękko – zapewniając kontenery dostaw wszystkiego, na co tylko jest zapotrzebowanie.

Indie też są uzależnione od irańskiej ropy. Ponieważ uważają się za największe mocarstwo w regionie – jedynie problemom wewnętrznym Pakistanu zawdzięczamy to, że nie są bardziej aktywne w tym znaczeniu, że nie wspierają jawnie Iranu. Mają zbyt wiele do stracenia w polityce z zachodem.

Te wszystkie kraje jednak będą walczyć o pozycję na Bliskim Wschodzie – jak Ameryka tylko pokaże słabość, a Saudyjczykom wyda się, że mogą się sami obronić i czymś narażą się USA. W grę wchodzi jeszcze Rosja, dla której opłacalnym jest wszystko, co powoduje wzrost cen ropy a w konsekwencji gazu – zwłaszcza w dłuższej perspektywie.

Wszystko zmieni jak zwykle postęp technologiczny… w wiertnictwie, pozyskiwaniu i wydobyciu ropy ze źródeł niekonwencjonalnych w Ameryce Północnej. Okazuje się bowiem, że będące w zasięgu amerykańskich firm wydobywczych technologie mogą nie tylko uniezależnić Amerykę i Kanadę od importu ropy naftowej, ale mogą także umożliwić eksport! Nie przez rok, nie przez kilka lat, ale mówimy, co najmniej o perspektywie jednego wieku. Co do gazu ze źródeł niekonwencjonalnych to już się stało, właśnie rozwijana jest infrastruktura – Ameryka Północna ma nieograniczone zasoby bardzo taniej energii.

Czy Wojna w Syrii stanie się początkiem przetasowania i nowego chaosu na świecie? Czy zachód i Izrael – może wraz z państwami południa Zatoki Perskiej zaatakować Iran? Jak na to zachowa się Rosja? Co z Chinami? Przyjdą na gotowe, czy stoczą konflikt z Indiami? Czy powstanie niepodległy Kurdystan? Może Turcja odbuduje swoją potęgę – połykając północną Syrię i iracki Kurdystan – w konsekwencji występując z NATO?

Naprawdę ile ofiar jeszcze zginie w Syrii nie ma dla graczy żadnego znaczenia. Bardziej liczy się o ile wzrośnie cena ropy naftowej. Rosja ma problemy budżetowe (jak każdy), ale jej budżet opiera się w połowie na dochodach z eksportu surowców energetycznych, dla niej to mogą być żniwa. Jedne czego możemy być pewni, to tego że Izrael sobie poradzi. Warto brać przykład z tego kraju.

2 komentarze

  1. inicjator_wzrostu

    Niezwykle wnikliwy artykuł.
    Odszczekuję moje podejrzenia i wygłaszane poprzednio opinie, jakoby @Krakauer mógłby być “byłym księdzem”.
    Teraz widzę, że może być nawet konsultantem instytucji typu BBN lub analitykiem jakiegoś Biura ds. Bliskiego Wschodu.
    Nigdzie nie spotkałem tak niezależnej analizy.
    Naprawdę niezależnej.
    Gratuluję autorowi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.