Gdybyśmy byli prowokowani do wojny co powinniśmy zrobić?

Wyobraźmy sobie sytuację, w której bylibyśmy prowokowani do wojny przez sąsiednie państwo posiadające od nas o wiele większy potencjał i będące w istocie potęgą. Prowokacje miałyby charakter wysublimowany tj. w przestrzeni nadgranicznej zaczęto by prowadzić wojnę wirtualną/hybrydową, na sieci komputerowe w naszym kraju „ktoś” stale przypuszczałby ataki, w kraju zaczęłyby wybuchać bomby – nagle aktywizujących się mniejszości narodowych i religijnych, bylibyśmy jako państwo stale na celowniku propagandy państwa sąsiedniego – oskarżani jako agresor o wszystko co najgorsze, w kraju aktywizowałyby się organizacje przestępcze, dochodziłoby do zamachów na najwyższych funkcjonariuszy państwa. Mówimy o sytuacji stałego wywierania presji na kraj i jego struktury, w tym o wywoływaniu kryzysów pod byle pretekstem.

Po etapie wojny psychologicznej i medialnej wspieranej elementami wojny wirtualnej/hybrydowej, doszłoby do skupienia wojsk sąsiedniego kraju przy granicy oraz do pojawienia się u naszych brzegów realnych sił morskich, zdolnych do dokonania inwazji.

Bardzo łatwo wytworzono by sytuację międzynarodowej presji, rozmów ostatniej szansy, pośrednictwa partnerów i sojuszników, którzy nie rozumieliby o co chodzi, ale namawiali nasz rząd do koniecznych ustępstw, które z każdym tygodniem byłyby większe o jedno oczko – dochodząc do absurdalnych roszczeń terytorialnych.

Taki stan spraw trwałby długo, na tyle długo, żeby mieć znaczenie dla przesilenia politycznego w naszym kraju, w którym nieprzyjaciel zapewniłby sobie agenturę oraz poparcie „pożytecznych idiotów”, którzy usiłowaliby zrozumieć jego argumenty i chcieliby zachować się pragmatycznie w związku z nadzwyczajną zmianą sytuacji. W kraju dochodziłoby do protestów i konfliktów, podziału elit – masowych demonstracji zwolenników twardego kursu, a rozmów. W końcu możliwe byłyby różne zachowania części armii i służb specjalnych – niekoniecznie polskich. Doszłoby do wyeliminowania najbardziej aktywnych i cenionych polityków w zamachu lub w niejasnych okolicznościach np. w wypadku lotniczym. Z czasem przeciwnik byłby zdolny przy pomocy mediów manipulować opinią publiczną, przy jej pełnej nieświadomości. Szczególnie w Internecie aktywizowałyby się portale wyspecjalizowane w wysublimowanej propagandzie i przekazie podprogowym, których informacje byłyby źródłem plotek i niebezpiecznego marketingu wirusowego. W efekcie społeczeństwo straciłoby zaufanie do elity, w tym w szczególności do rządzącego establishmentu.

Ze względu na komplikację sytuacji wewnętrznej i międzynarodowej kraju, brakowałoby realnej opozycji – poza partiami kanapowymi nawołującymi do współpracy z przeciwnikiem i dużym ilościowo ruchem siłowym, domagającym się usztywnienia kursu, nawet kosztem wojny. W momencie kulminacyjnym tenże kraj – agresor doprowadziłby do przerw w dostawie surowców strategicznych dla Polski, czym już jednoznacznie oddziaływałby negatywnie na naszą sytuację ekonomiczną.

Co w takim przypadku zrobić? Odnosząc ten scenariusz do sytuacji osobistej, to tak jakbyśmy wiedzieli, że na klatce schodowej jest nożownik i chce nas dźgnąć. Co wówczas? Jaką przyjąć strategię wobec ciągłej presji i nacisków ze strony sąsiedniego kraju, który zdecydował się na konfrontacje, a posiada siły i środki, którymi może pozwolić sobie na jątrzenie i doprowadzenie sytuacji na krawędź wojny.

Podstawowym problemem przy dużej dysproporcji sił jest tutaj właściwe odnoszenie się do presji i prowokacji. Ponieważ w tej grze istotą jest kłamstwo, trzeba kłamać jeszcze bardziej, a nawet poprzedzać kłamstwo przeciwnika, ale w taki sposób żeby ugiąć się, ale nie dać się złamać. Chodzi oczywiście o przesunięcie konfrontacji w czasie na ile się da, poza jednym jedynym przypadkiem – sytuacji, w której sąsiedni kraj nie ma żadnego strategicznego interesu w pokonaniu nas. Wówczas chodzi tylko o PR i o długotrwałe osłabienie przeciwnika, mające na celu doprowadzenie do zmian politycznych i przewartościowania nastrojów społecznych. Uwaga, to tylko i wyłącznie wówczas jeżeli widać, że przeciwnik nie ma jasnego celu – interesu strategicznego o który opłacałoby mu się wejść w spór i ryzykować wojnę.

Niestety w takiej sytuacji, w zależności od rozpoznania skali problemu i postawy sojuszników – należy rozważyć scenariusz sprowokowania agresji i zmasowanej odpowiedzi na nią. Nie ma bowiem innego sposobu na wygranie konfrontacji z przeciwnikiem o większym potencjale niż skrócenie dystansu. Okolicznością łagodzącą mogą być lojalni sojusznicy – pomagający propagandowo, finansowo i oczywiście militarnie np. stale zwiększający ilość wojsk na naszym terytorium w tym np. dokonujący rozmieszczenia taktycznej broni jądrowej – żeby przeciwnik widział, że nie będzie żartów. Nie ma innej możliwości na przezwyciężenie tego typu kryzysu, ponieważ od pewnego etapu przeciwnik będzie mówił o „Polsce właściwej” i konieczności ustąpienia przez nasz kraj terytorium, a tak się składa, że na nasze terytorium mogą być też inni chętni.

Wnioski – w przypadku przeprowadzenia przez nieprzyjacielski sąsiedni kraj scenariusza silnej presji politycznej, gospodarczej i wojskowej na nasz kraj z elementami scenariusza chaosu skierowanymi do wewnątrz kraju – należy w zależności od skali zaangażowania sojuszników dążyć do skrócenia dystansu przez wyładowanie zbrojne konfliktu w wyniku prowokacji, w taki sposób żeby wykorzystać efekt zaskoczenia i miejscowej przewagi nad przeciwnikiem do odniesienia sukcesu, który można będzie odpowiednio opakować i sprzedać propagandowo – wykazując złe intencje sąsiada agresora.

Pod żadnym pozorem, nie można wdać się w konflikt przechodząc od etapu do etapu, ponieważ wówczas jest się już tylko i wyłącznie ofiarą scenariusza i sprawności aktorskich nieprzyjaciela. Ponieważ w naszym przypadku, ze względu na różnicę potencjałów w możliwym konflikcie na co najmniej jednym kierunku możliwych zagrożeń może to być walka o wszystko, to nie można się wahać. Trzeba skutecznie wykorzystać wszelkie atuty i możliwości, szukać sojuszników nawet na końcu świata, ale działać skutecznie – w taki sposób, żeby nieprzyjaciel odczuł presję nie tylko z naszej strony – na nią jest przygotowany, ale właśnie żeby musiał poradzić sobie z nowym ogniskiem problemów.

2 thoughts on “Gdybyśmy byli prowokowani do wojny co powinniśmy zrobić?

  • 8 października 2014 o 11:17
    Permalink

    Chyba tylko pozostałoby nam się modlić

    Odpowiedz
  • 11 października 2014 o 04:48
    Permalink

    Zbroić się na potęgę…………..
    Dobrze uzbrojonych i gotowych do walki nikt nie atakuje….
    Chcesz pokoju to szykuj się do wojny…………….

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.