Soft Power

Gdyby polskie władze mówiły jednym głosem miałyby dyplomatyczny sukces

 Gdyby polskie władze, tj. pan prezydent i rząd, a w szczególności pani premier i pan minister spraw zagranicznych – konsultowali się, zanim ktoś coś powie, a potem mówili by jednym głosem, to mielibyśmy dyplomatyczny sukces a nie porażkę, wstyd i policzek dla Polski w związku z wypowiedziami polityków w Berlinie na temat formatu rozmów.

Pan prezydent Duda w jednej z wypowiedzi dla dziennikarzy powiedział, że chciałby nowego formatu rozmówi i że będzie chciał o nim porozmawiać z liderami. Nic więcej pan Duda nie zrobił – nic nikomu nie kazał, na nikogo nie nakrzyczał, co więcej do niczego się nie zobowiązał – jedynie rozmawiał z dziennikarzami. Natomiast pan Petro Poroszenko, który w niezrozumiały sposób i z niezrozumiałego powodu powiedział, to co powiedział o formule rozmów – prawdopodobnie odniósł się do słów pana Dudy, co samo w sobie jest fenomenem. Jeżeli bowiem prezydent Polski jest tak niesamowicie wpływowym człowiekiem, że to co przepraszam powie do dziennikarzy przywódcy sąsiednich zainteresowanych krajów traktują jako powód do reakcji na poziomie oświadczenia głowy państwa – to znaczy się, że pan Duda musiał zrobić na naszych sąsiadach piorunujące wrażenie. Jeżeli do tego dodamy wypowiedzi pana Hollande i pani Merkel, to mamy jasny obraz ich przedziwnej reakcji i w zasadzie paniki, albowiem to była tak naprawdę reakcja paniczna. Gdyby pan Duda wysłał notę, albo chociaż przez media powiedział wyraźnie adresując to do pana Poroszenki lub naszych francuskich i niemieckich sojuszników, że domaga się miejsca przy stole – to tak, to by mogło zrodzić tak ostrą reakcję. Tymczasem przecież pan Duda rozmawiał z dziennikarzami, a ci o ile dobrze rozumiemy w Warszawie protokół dyplomatyczny nie są elementem dyplomacji ukraińskiej?

Widać więc jak rozdmuchano sprawę, jak zrobiono z małej chmury duży deszcz, jak sztucznie wykreowano rzeczywistość, głównie po to, żeby odciąć się od ewentualnych polskich pytań o sprawę, które przecież nie nastąpiły, a jedynie zostały zasygnalizowane. O ile pana Poroszenko można i należy zrozumieć, albowiem człowiek jest w trudnej sytuacji i ma prawo tak naprawdę do dowolnych emocji, to stanowisko naszych europejskich partnerów jest skandaliczne, albowiem oni w ogóle wykluczyli dyskusję zanim padła propozycja jej podjęcia. To jest rzeczywisty wyraz intencji tych krajów, ale to z drugiej strony dobrze, albowiem w ten sposób pan Duda i generalnie Warszawa, a nawet Europa Środkowa i pośrednio USA – mają czystą kartę, chcieliśmy pomóc, ale pomoc została odrzucona w przedbiegach. Oznacz to mniej więcej tyle, że bezwzględnie całą odpowiedzialność za skutki rozmów w Mińsku ponoszą Francja i Niemcy, nawet nie Unia Europejska, która teoretycznie jest informowana, ale jakie znaczenie ma informowanie post factum?

Gdyby pan Schetyna i generalnie rząd, zamiast sugerować niefortunność słów prezydenta powiedział coś w rodzaju, że: „Pan prezydent nieoficjalnym i niezobowiązującym sygnałem wywołał lawinę nie znających precedensu reakcji niektórych sąsiednich i sojuszniczych państw – co budzi nie tylko nasze zdziwienie, ale przede wszystkim poważne obawy o ich prawdziwe intencje w procesie, którego nie potrafią lub nie chcą doprowadzić do końca.” To mielibyśmy zupełnie inną sytuację, nie taką że prezydent Rzeczpospolitej jest sprowadzany do parteru przez jakieś zupełnie nie znające precedensu wypowiedzi, a społeczeństwu jeszcze nasz własny rząd sprzedaje to jako narodową klęskę.

Wszystko można zrozumieć, ale nie można zrozumieć gry politycznej na interesie państwa poprzez poniżanie jego wizerunku. Owszem pan prezydent popełnił błąd swoją szczerą i niekonsultowaną wypowiedzią. Jednak nawet jak nasz prezydent popełnił błąd, to znaczy że nie mamy się go wyrzekać lub dokładać się do poniżania jego osoby, wręcz przeciwnie – powinniśmy w tym dostrzec szansę. Właśnie taką szansą byłoby zademonstrowanie lekkiego zdziwienia szefa polskiej dyplomacji – ostrą i naprawdę bez precedensu reakcją głowy sąsiedniego rzekomo przyjaznego nam państwa, które prosiło wiele razy o naszą pomoc i nadal się o nią zwraca oraz naszych rzekomych sojuszników. Nic więcej nie trzeba było robić, właśnie tylko PR-owo wyrazić zdziwienie, również w mediach, a za tym ewentualnie pchnąć do tych trzech stolic lekkie noty, dziękujące za wyrażenie jasnego stanowiska w sprawie i że naszą tj. pana prezydenta intencją nie było domaganie się tak jednoznacznej odpowiedzi, a na pewno już nie jest naszym celem komunikowanie się z przyjaciółmi i sojusznikami przez media w tak kluczowej sprawie. Słowa „przyjaciele” i „sojusznicy” można byłoby wziąć w cudzysłów.

W efekcie przekaz medialny byłby spójny, w tym znaczeniu że jako państwo nie mielibyśmy sobie nic do zarzucenia, albowiem pan Duda naprawdę niczego nie spowodował, co zmuszałoby naszych przyjaciół i sojuszników do takiej reakcji. Po drugie pokazalibyśmy im wszystkim dookoła, że wiemy jak prowadzi się grę i nie podoba się nam to, że decydują o bezpieczeństwie regionu – bez uwzględnienia naszych uwag, a przecież jeżeli to co robią się zawali, to my będziemy jako pierwsi ponosić konsekwencje.

Jednak stało się tak jak się stało, protekcjonalny i nieco bufonowaty ton pana Poroszenki oraz symfonia francusko-niemieckiej słuszności, to ostateczne powody, dla których możemy się na sprawę Ukrainy po prostu uniewrażliwić i poszukać optymalizacji istniejącej sytuacji w formie np. prób zbliżenia z Federacją Rosyjską, której co prawda Francja odmówiła sprzedaży helikopterowców, ale za to bez problemu sprzedaje termowizory do czołgów. Proszę sobie zadać pytanie, co jest dla nas groźniejsze – helikopterowce koło Władywostoku (tam miały stacjonować), czy tysiące rosyjskich czołgów wyposażonych w doskonałe francuskie termowizory? To tak, odnośnie kreowania rzeczywistości w dyplomacji. A panu prezydentowi, z czystej sympatii można zasugerować tylko tyle, że byłoby dla niego i dla nas o wiele bezpieczniej jakby miał jako rzecznika od tego typu spraw jakiegoś doświadczonego doradcę z długim stażem dyplomatycznym znającego co najmniej angielski i francuski, przez którego wypowiadałby się w takich kwestiach. Wówczas, zawsze istnieje szansa – sprostowania, złej interpretacji itd. Natomiast jeżeli pan prezydent – z dobroci serca i z woli kontaktu ze społeczeństwem sam rozmawia z dziennikarzami, to zawsze jego słowa będą mogły być manipulowane przez ludzi o złych intencjach. Mniej więcej tak jak w tej sytuacji lub jeszcze gorzej.

3 komentarze

  1. Plan doskonały! Gratuluje

  2. Nic dodać nic ująć! Lepszego wskazania przez Rzeźnika Ukrainy miejsca w szeregu Prezydentowi Rzeczpospolitej nie można by wymyślić, nawet po wódce czy narkotykach!

    Ale Pan Prezydent, niestety powie że to deszcz pada a nikt mu nie napluł obelżywie w twarz…

    To mogą być osobiste odczucia Pana Prezydenta. Może nie zauwazył że został publicznie spoliczkowany? Może tak jak poprzedni Prezydent, który krzyczał w Wierchownej “Sława…” by za chwilę po tym UPO-wców ta Wierchowna uznała za bohaterów swojego “narodu”…

    Ale jest tak, że Prezydent to też Godność Narodu. DLatego też znieważanie Prezydenta jest ścigane u nas prawnie. Bo nie chodzi o osobę która akurat piastuje tę funkcję – ale o Symbol!

    Dlatego Pan Duda i jego otoczenie może się uśmiechać i twierdzić że nic się nie stało! Stało się! Bardzo dużo się stało…

  3. Nie mówią – to nie mają.

    Wygląda na to, że w Polsce są DWIE WŁADZE,
    Tylko głupi by nie wykorzystał takiej sytuacji, żeby to rozegrać przeciwko frajerom.

    Tymi frajerami jesteśmy MY wszyscy w Polsce.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.