Polityka

Gdy historyk chlapnie

 Za czasów, w których dorastał miłościwie panujący już drugą kadencję nasz Pan Premier, na studia szło się, bo tak wypadało, no i bo wstyd było nie iść. Za czasów, gdy Pan Premier wybierał kierunek, wybierać można było sobie dowolnie, nic to nie kosztowało, ot trochę ślęczenia nad książkami. Potem już sam komfort i przyjemność studiowania, czytaj: balangi, miłe towarzystwo, luz blus a w niebie same dziury. Za czasów, gdy Pan Premier zdawał na historię, gdy się miało punkty za pochodzenie, można było na cokolwiek dostać się z palcem w dziurce.

Wybierało się więc kierunki, za tamtych czasów, nie pod kątem kosztów czy ewentualnego zatrudnienia, tylko pod kątem zainteresowań. Wielbiciele rozpłatywania żab i oglądania ich pod mikroskopem zdawali otóż na biologię, bardziej praktyczni na akademię rolniczą, miłośnicy rozpłatywania ludzkich zwłok – na akademie medyczne a ci, którzy nie bardzo wiedzieli na co zdawać, bo interesowali się głównie tym, czym młodzież się głównie interesuje, szli tam gdzie wymagana była umiejętność czytania, czyli na polonistykę, bądź tam, gdzie wymagana była dobra pamięć do dat, a więc na historię. Przy czym bardziej praktyczni pamięciowcy preferowali prawo.

Ci z zainteresowaniami zostawali potem lekarzami, architektami bądź ogólnie – naukowcami. Ci bez zainteresowań, za to z pamięcią lub umiejętnością czytania, lądowali na różnych posadach. Najczęściej w szkołach, by szykować następnych absolwentów nie-wiedzieć-czego i nie-wiedzeć-po-co, lub w redakcjach, by pisać byle co o byle czym dla byle kogo. Takie to były czasy, każdy sobie radził jak umiał, czy miał zainteresowania a więc i talenty, czy ich nie miał. Trzeba było być ostatnim tłukiem, by nie skończyć żadnych studiów, które były po prostu przedłużeniem młodości a także, co nie mniej istotne w wielu wypadkach – pozwalały uniknąć poboru w szeregi obrońców ojczyzny. Któż bowiem, dobrowolnie, chciałby cierpieć za ojczyznę, choćby w koszarach czy na poligonach. Szczególnie zimą.

Tak oto, wiedza o przeszłości, bądź co bądź już także historyczna, pozwala nam dziś oceniać jednostki ludzkie po wyborach jakich kiedyś dokonali a także domyślać się, czego po tychże jednostkach spodziewać się można. Niestety, niektóre z nich zostały premierami i dziś decydują nie tylko o losie naszej ojczyzny, to mniej groźne, bo ojczyzna od dawna zwykła dawać sobie radę sama w różnych okolicznościach. Dość wspomnieć jej losy w 1939 roku, gdy musiała sobie radzić bez rządu, ten bowiem udał się z pilną wycieczką do bratniej Rumunii. Gorzej, że jednostki te decydują także o losach złotówki i w ogóle finansów kraju. Na przykład Pan Premier, absolwent nauk historycznych, które wykorzystał w życiu dorosłym do malowania kominów, jak się zdaje, decyduje dziś o wartości akcji na giełdzie, budżecie państwa i o zawartości jego skarbu.

Dowiadujemy się oto, że absolwent ów palnął był w sejmie nieopatrznie o podniesieniu podatku od wydobycia surowców, w tym miedzi. Samo to wystarczyło, by z giełdy zniknęły 4 mld złotych. Ta sama informacja, chlapnięta przez nieprofesjonalnego premiera, spowodowała zubożenie Skarbu Państwa o 1,5 mld złotych. Bo trzeba trafu, że skarb ma 30 proc. akcji KGHM.

Czy musimy mieć premiera ekonomistę, by wiodło nam się lepiej niż się wiedzie? Niekoniecznie. Ale dobrze byłoby mieć premiera myślącego. Następnym razem wybierzmy więc, jeśli mamy oczywiście na to jakikolwiek wpływ, do sejmu kogoś, kto się interesuje czymkolwiek prócz własnej kariery. Niechby to była medycyna, chemia czy architektura. Broń Boże historia. Co było do wykazania.

 Nemo

One Comment

  1. Nemo!
    Gratuluję artykułu.
    Jednak jak się Pan postara, to można się nawet zachwycić!
    Tylko tak dalej.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

17 − 14 =