Polityka

Gazoport się opóźni? To wina Tuska?

 Niepokojące wieści dochodzą z Pomorza. To już pewne – nie dość, że Gazoport ma mieć planowe opóźnienie, będzie dobrze jeżeli będzie oddany na koniec przyszłego roku. To dodatkowo jeszcze rzekomo mamy renegocjować umowę z Katarem na dostawy gazu, prawdopodobnie ze względu na to opóźnienie – nie będziemy mieli gdzie odebrać.

Ten skandal powinien już mieć winnego i ścięte głowy – nie obchodzą nikogo żadne okoliczności – są pieniądze, wolny otwarty teren – ma być zrobione w terminie, jeżeli opóźnienie jest z winy wykonawcy – nałożyć kary umowne, zgodnie z umową. Jeżeli nie ma kar umownych – prokurator, dla tego kto zaakceptował taką umowę. W ogóle należy rozważyć przywrócenie kary śmierci na tym fragmencie państwa – do zakończenia budowy, bo prawdopodobnie inaczej nie da się wyegzekwować terminów. Mechanizm ma być jasny i klarowny – budowa ma postępować zgodnie z harmonogramem – technologia jest znana, zakłócenia mogą wynikać z przyczyn naturalnych lub historycznych, nic ponadto. Dlaczego więc się znowu nie udało?

Szczególnie niepokoi wizja renegocjowania umowy z Katarem. To nie chodzi nawet o ośmieszenie się, ale przede wszystkim o ewentualne koszty. Wydobycie gazu w Katarze jest tak olbrzymie, że nasze nieodebrane ilości nie są nadzwyczajnie niezbędne do utrzymania podaży. W tym kontekście dostaw, które miały być w ten sposób dywersyfikowane nie będzie niczego, chyba że operator gazowy zdecyduje się przesłać gazowiec do innego portu i np. transferować go potem zwrotnie do Polski itp. W biznesie nic przecież nie jest za darmo, nie można podejrzewać, że nawet jak arabscy partnerzy pójdą nam na rękę to zrobią to za przysłowiowe dziękujemy! Zawsze się za takie usługi płaci, do wysokości kary umownej za nieodebrany surowiec.

Na krajowym podwórku pozostaje kwestia przeglądnięcia całego procesu, tak żeby wyeliminować podobne ryzyko w przyszłości w przypadku innych inwestycji strategicznych. To oczywiście zadanie dla służb specjalnych oraz kwestia zlecenia usługi analitycznej dużej zagranicznej firmie badawczej. Nie chodzi nawet o wspominane wskazanie winnych, ani nawet tradycyjne i normalne w Polsce szukanie ognisk korupcji. To można zawsze zrobić przy okazji procesu – na pełnym luzie i w sposób przyjęty standardowo przez powołane do tego i sprawdzone ograny. Dla państwa liczy się wskazanie powodów systemowych porażki i oczywiście związanego z nią wzrostu ceny ogólnej za całość przedsięwzięcia, bo przypomnijmy sobie – gazoport był budowany po to żeby dywersyfikować dostawy, a to miało służyć zwiększeniu bezpieczeństwa dostaw surowca energetycznego do Polski i jeżeli się uda także zmniejszenia kosztów w stosunku do cen gazu kupowanego wiadomo od kogo.

Jeżeli będzie trzeba – można powołać komisję sejmową, ale absolutnie i totalnie tajną, gdyż kwestie związane z „wielkim gazem” to kwestie strategiczne – najwyższej możliwej próby w naszym kraju.

Premier powinien działać energiczniej w tej sprawie, dążąc do zmniejszenia strat i uniknięcia blamażu, gdyż naprawdę każde opóźnienie tej inwestycji o kolejne pół roku to wielka strata dla naszej gospodarki. Albo zaczniemy bezwzględnie działać na swoją korzyść – wykorzystując władztwo na swoim terytorium w sposób omnipotentny, albo to państwo zacznie się walić jak domek z kart. Co nas obchodzą jakieś opóźnienia i to że komuś się interes zawalił? Naprawdę szkoda, że nie ma kary śmierci, gdyż za takie pieniądze ile to kosztuje – to już dawno powinno być zbudowane.

W ostateczności winę za opóźnienie ponosi pan premier, ponieważ to jego administracja już sześć lat buduje ten gazoport i nie da się niczego zwalić na inicjatora czyli na Prawo i Sprawiedliwość, którego rząd rozpoczął ten projekt. Pod względem politycznym – wszelka krytyka jest tutaj nie tylko uprawniona, ale i mile widziana. O ile jeszcze bowiem w przypadku porażek w wyrobach autostradopodobnych można to zrozumieć i tłumaczyć różnymi problemami, to w przypadku jednego obiektu – budowanego w szczerym polu i na podstawie gotowego projektu – nie ma żadnego uzasadnienia i żadnej litości. Ostateczną winę za spartaczenie i obsuwę terminów ponosi pan premier Donald Tusk. Od którego należy oczekiwać rozliczenia winnych.

To oczywiście nie dotyczy tej sprawy, nie można tu sobie pozwolić na żadne oskarżające domniemania, ale czas na rozważenie takich zmian w prawie, które zagwarantują państwu prawo bezwzględnego egzekwowania swojej racji. Nie ma żadnych przeszkód, żeby zmienić prawo w ten sposób, aby np. kodeks karny przewidywał możliwość automatyzmu kary jeżeli strona podpisywanego z państwem kontraktu się na to zgodzi w razie niewywiązania się (braku skutku).

One Comment

  1. niestety w zamkniętej przestrzeni przetargów publicznych (świadomie piszę zamkniętej ponieważ istnieje trylionów sposobów na ograniczenie dostępu do udziału w tzw przetargach nieograniczonych) funkcjonują zasady, które nijak się mają do niezależnej i rzeczywistej wyceny. większość wymagań terminowych stawianych składającym oferty brana jest z klucza związanego z określonymi terminami (np wyborów czy okresów rozliczeń UE). składający ofertę ma do wyboru wliczyć koszt opóźnień (których w 90% nie da się uniknąć) w ryzyka lub liczyć na przychylność zamawiającego przy renegocjacjach warunków umowy. ze względu na silną konkurencję większość oferentów zakłada wariant drugi. i dlatego mamy taki obraz rzeczywistości polskiej przetargowej…. komu się uda ten płynie dalej….

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.