Religia i państwo

Funduszu kościelnego nie powinno w ogóle być

 Fundusz kościelny [źródło] opiera swoją konstrukcję na rzekomej odpowiedzialności państwa polskiego za dobra martwej ręki, Kościoła i innych podmiotów kościelnych przejęte przez państwo po wojnie w wyniku ówczesnych regulacji prawnych (tzw. dobra martwej ręki). Jego geneza jest oczywista, był formą zadośćuczynienia za przejęcia majątku wobec Kościoła, a zarazem był formą uzależnienia Kościoła od państwa. Fundusz otrzymuje pieniądze z budżetu państwa i przekazuje je na cele wskazane w statucie, z których jednym z najważniejszych jest opłacanie stosownych składek za osoby duchowne. Fundusz dofinansowuje około 80 % wysokości składek na ZUS i NFZ dla tych duchownych, którzy nie są płatnikami podatku dochodowego od osób fizycznych, ale płacą zryczałtowany podatek dochodowy od przychodów osób duchownych. Dodatkowo członkom zakonów kontemplacyjnych i misjonarzy Fundusz pokrywa składki w całości. W konsekwencji przekłada się to w najlepszym razie na prawa emerytalne do najniższych świadczeń możliwych do uzyskania w ZUS.

Zdaniem wielu osób ze strony kościelnej, Fundusz sam w sobie jest reliktem dawnych stosunków państwo-kościół i powinien być zlikwidowany, a należne Kościołowi mienie zwrócone.

Problem jest jednak bardzo szeroki i sięga generalnego problemu z reprywatyzacją i zwrotem mienia zajętego przez władze ludową. Trzeba pamiętać, że w trakcie wojny państwo polskie przestało istnieć, po wojnie otworzyło się w części na nowym terytorium, w konsekwencji musiało dostosować swoje możliwości do posiadanych zasobów. Jednym z elementów odpowiedzi na wyzwania tamtych czasów była m.in. reforma rolna i inne, które w zasadzie najbardziej dotyczyłyby mienia kościelnego. Czy dzisiaj mamy tym wszystkim potomkom uwłaszczonych wówczas na mieniu formalnie kościelnym ludzi – odebrać ich własność, ponownie wtłaczając ich do izb folwarcznych swoich panów, czy to dziedziców, czy to księży? Do tego dochodzi przecież także majątek całego szeregu innych wyznaniowych osób prawnych jak Gmin Wyznaniowych Żydowskich i kościołów ewangelickich z terenów byłej Rzeszy Niemieckiej, obecnie należących do Polski i innych. Czy mamy płacić za zaorane cmentarze ewangelickie? Wysadzane w powietrze przez wycofujących się Niemców majątki Junkrów pruskich? Za to wszystko mamy zapłacić, żeby Kościół dominujący mógł odebrać swój majątek?

Alternatywnie – czy mamy zapłacić za to odszkodowanie? My dzisiejsze – nadal biedne społeczeństwo polskie, składające się z ludzi, których nie stać na dzieci, albo których nie stać na wysłanie tych dzieci na wakacje jak już je mają, czy my mamy dzisiaj odbierać sobie od ust i płacić Kościołowi dominującemu i innym uprawnionym – odszkodowania za przejęty przez państwo po wojnie majątek?

Przepraszam, czy ktoś nam cokolwiek kiedykolwiek zapłacił? Przecież nawet ziemie poniemieckie są na prawie silniejszego, a nie jako jakieś tam odszkodowanie. Oczywiście Kościół nie odpowiada za to, że państwo nie potrafiło zagospodarować posiadanego majątku i wiele zmarnowało i zniszczyło, jednak to państwo dzisiaj to my – podatnicy. Bo nie ma czegoś takiego jak wolne zasoby w naszym państwie, a ten majątek który jeszcze pozostał, jest tak mizerny, że lepiej chyba aby służył interesowi publicznemu (jak np. lasy) niż był przedmiotem spekulacji i niewiadomego przeznaczenia. Jakkolwiek jednak na złodziejstwie budować się nie da i musimy mieć tego pełną świadomość. Przynajmniej – nie wypada budować na ukradzionym, czy też zawłaszczonym.

Jednak w przypadku Kościoła tej dyskusji w ogóle nie powinno być, albowiem żyjemy w XXI wieku. Kościół nie jest instytucją okupacyjną, zewnętrznym inwestorem, czerpiącym pożytki z eksterytorialnego charakteru swojej własności. To element naszego społeczeństwa i państwa, jest naturalnym, że np. za utrzymanie i renowacje elementy dziedzictwa kulturowego w postaci zabytków architektury – płaci państwo. Jednak byłoby miło, gdyby wierni, byli w stanie zapłacić chociaż ubezpieczenie od pożaru! Właśnie o to chodzi w tym problemie związanym z finansowaniem Kościoła, że zbyt łatwo jest wyciągać rękę do państwa, powołując się na dawne krzywdy, gdzie zapomina się, że nie było się jedynym pokrzywdzonym. Domaganie się dzisiaj de facto od potomków innych pokrzywdzonych, żeby płacili rachunki za przeszłość to fikcja i nieuznawanie rzeczywistości.

Błąd jest popełniony zupełnie gdzie indziej, mianowicie w samym statusie Kościoła (ów) w państwie. W świetle naszego prawa, jest to inny byt na tym samym terytorium, który ma Kościelne osoby prawne, za każdym razem jak takie utworzy. Zgodnie z art. 4 ust. 2 Konkordatu nasze państwo uznaje osobowość prawną wszystkich instytucji kościelnych terytorialnych i personalnych, które taką osobowość uzyskały na podstawie przepisów prawa kanonicznego. Pozostałe Kościoły i związki wyznaniowe mają oddzielne regulacje. To właśnie jest błędem – to uprzywilejowanie podmiotowe. Ponieważ nadal nie wiadomo czym jest Kościół? Okazuje się, że jest on po prostu Kościołem! Zgodnie z prawem w istocie – substratem własności oraz praw niematerialnych, zarządzanym zza granicy. Powstaje pytanie, dlaczego Kościoły i związki i wszelkie inne organizacje religijne, nie są po prostu stowarzyszeniami, zgodnie z polskim prawem? Dlaczego państwo polskie zgadza się tak bardzo wyróżniać Kościół spośród innych podmiotów? Można wręcz odnieść wrażenie i chyba tak jest w rzeczywistości, że Kościół funkcjonuje na terenie państwa polskiego, równolegle z państwem polskim, jako równoprawny podmiot. To bardzo duże uprzywilejowanie, mające znaczenie faktyczne, zwłaszcza jeżeli popatrzymy na to, jak przeważnie organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości w państwie odnoszą się do ścigania osób duchownych.

Jeżeli więc państwo toleruje okoliczność występowania na jego terytorium innej organizacji, również mającej swoją strukturę terytorialną w tej samej przestrzeni, to jeszcze okoliczność płacenia za przywileje jej funkcjonariuszy, to już nic innego jak okup!

Reasumując, bezwzględnie Fundusz kościelny trzeba zlikwidować jako relikt stosunków państwo-kościół z okresu PRL-u. Nie ma mowy o żadnym automatyzmie zwracania majątku, jeżeli Kościół chce, może się starać o zwrot na zasadach ogólnych, które jakie są każdy wie, a i tak miał uprzywilejowanie w postaci komisji majątkowej. Co więcej, ze względu na specyficzne miejsce Kościoła w państwie, w którym stanowi on w istocie byt równoległy, nie może być mowy o żadnej odpłatności ze strony państwa, za cokolwiek. Kościół ma swoje struktury i swoich wiernych. W wolnej Polsce miał 26 lat czasu, na wypracowanie metod i sposobów pozyskiwania od nich środków na funkcjonowanie, w tym na finansowanie swoich funkcjonariuszy. Jeżeli tego nie uczynił, to co my mu jesteśmy wszyscy winni? Przecież wśród podatników są osoby niewierzące, które nie chcą płacić na Kościół. Dlaczego więc państwo decyduje wbrew ich fundamentalnym interesom osobistym?

Niestety szanowni państwo mamy kapitalizm w wersji skrajnie atawistycznej – neoliberalnej. Jego fundamentalną zasadą jest to, że każdy odpowiada sam za siebie i ma sam dla siebie tworzyć warunki. Nie ma żadnego uzasadnienia, dla którego państwo miałoby finansować, komukolwiek – cokolwiek, w zamian za nic. Już o wiele sprawiedliwszą z punktu widzenia społecznego zasadą, byłoby normalne płacenie pensji osobom duchownym przez państwo, tak jak urzędnikom. Jednak wówczas powinny one świadczyć swoją posługę, na rzecz społeczeństwa za darmo. Ciekawe, czy gdybyśmy zaproponowali takie rozwiązania Kościołowi, czy by się na nie zgodził? Oczywiście mówimy o wysokości pensji ustalanej przez lokalny samorząd w ramach widełek ustalonych przez stosowne tabele wynagrodzeń we właściwym ministerstwie. Niech samorządy ustalają ile ma być etatów w parafiach, gdzie są potrzeby i niech za to płacą, dostając oczywiście refundację z budżetu centralnego. Wówczas wszystko, byłoby czytelne, tylko Kościół miałby schować cenniki i tace. Wszelkie darowizny – poprzez konta bankowe! Dokładnie tak samo, jak funkcjonują organizacje pozarządowe.

2 komentarze

  1. “W wolnej Polsce miał [KK] 26 lat czasu, na wypracowanie metod i sposobów pozyskiwania od nich [wiernych] środków na funkcjonowanie, w tym na finansowanie swoich funkcjonariuszy. Jeżeli tego nie uczynił, to co my mu jesteśmy wszyscy winni?” Ależ szanowny Panie, kościół tych lat nie zmarnował! Działając w “paralelnej rzeczywistości” po cichu zbudował nie tylko finansowe imperium, które aktualnie działa tylko szczątkowo. Jak na razie korzysta z każdej okazji uzyskania jak największej ilości dóbr materialnych do dalszego swojego rozwoju. Z chwilą odcięcia od finansowania przez państwo, z czym się realnie liczy, machina ruszy i zacznie żyć własnym życiem stanowiąc potęgę materialną zupełnie niezależną od Państwa. Będzie tylko problem z opodatkowaniem tych biznesów. A będzie co opodatkowywać. Działalność, podatki gruntowe i ew. katastralne i wiele, wiele innych. Płacz nad własną biedą i prześladowaniami doznawanymi zewsząd, to tylko krokodyle łzy mające na celu wyciągnięcia wszystkiego co się da, od każdego od kogo da się jakiekolwiek dobra wyszarpać.

  2. Fundusz kościelny jest reliktem PRL , jestem zatem bardzo zdziwiona, że ten Fundusz nie obraża dominującego Kościoła, ponadto został już dawno został spłacony, no cóż pecunia non olet.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.