Festiwal politycznej nienawiści w Sejmie

To, co widzieliśmy wczoraj w Sejmie, to prawdziwy festiwal politycznej nienawiści. Tyle jadu już dawno nie przelało się przez salę obrad sejmowych, jak również nie ujawniono tyle nienawiści w licznych programach publicystycznych. Nie można tego skomentować inaczej niż wściekły atak opozycji na rząd.

W rzeczywistości to czysty PR, oczywiście najczarniejszy z możliwych, bo wykorzystujący półprawdy i przekłamane tezy medialne z ujawnionych nagrań. Opozycja nadzwyczajnie skutecznie wpisała się swoją retoryką wrogości w dążenia niewidzialnego demiurga mające na celu odwołanie rządu. Fakty się tutaj nie liczą, tutaj po prostu powiela się materiał prasowy, czyniąc z niego informacje w obrocie publicznym mające ciążyć politycznie.

Można to obserwować z zewnątrz jako zjawisko, nie wyrażając żadnego stosunku, albowiem ta piana opadnie tak jak każda, chociaż zdaje się, że nawet wypowiedzi pana premiera były stosunkowo ostre w znaczeniu zero-jedynkowym. To pokazuje temperaturę politycznego sporu, którego osią formalnie jest osoba jednego z nagranych ministrów, a w rzeczywistości jednak celem jest właśnie osoba pana premiera. Tutaj przecież nie chodzi o nic innego, niż to o co apelował do premiera „premier z tabletu”, wnosząc bez osobistej urazy, żeby tenże ustąpił.

Można jednak zagadnienie potraktować jako problem ważący na państwie, gdyż nim w istocie jest. Przecież ciosy w premiera – w rząd – są w istocie ciosami wymierzonymi w państwo, czy to się nam podoba czy nie. Jak słabym bylibyśmy krajem, gdyby przy pomocy artykułu prasowego można było rozpętać polityczną burzę i na tej podstawie napastliwie domagać się od rządu dymisji, a dla premiera i wskazanych ministrów Trybunału Stanu, bo i takie głosy przecież się pojawiły. Wiadomo, że opozycja może składać każde wnioski, to nie jest problem inny niż dobrych obyczajów. Jeżeli bowiem pozwolimy na takie obniżenie standardów, żeby szum medialny po nielegalnych nagraniach obalał w Polsce rząd, to równie dobrze możemy za przyczynę do odwołania rządu uznać brzydkie napisy w dworcowych szaletach. Proszę się nad tym głęboko zastanowić, przecież w istocie to się niczym nie różni. Na jakim poziomie mamy się zatrzymać? Co może wzruszać naszą polityką? Nielegalne nagranie? To już wiemy, że tak. Strach pomyśleć co było by gdyby niewidzialny demiurg dysponował nagraniami wideo pokazującymi polityków w sytuacjach nazwijmy to dwuznacznych obyczajowo, a z tego co można wynieść z ćwierkania skowronków w Parku Skaryszewskim, to obecnie na świeczniku są co najmniej dwie osoby, które mają się czego obawiać.

W ogóle sama główna teza lidera opozycji, zgodnie z którą rząd jest skompromitowany jest błędna. To, że jest ośmieszony – to niestety prawda. W tej chwili cały spór polega na tym, żeby pomimo całego czarnego PR-u (w tym wyśmiewania) przełamać sytuację i sprawę wyjaśnić pokazując mechanizm afery oraz wskazując winnych i rzeczywistych inspiratorów.

Haniebna porażka dotycząca polityki wschodniej jest faktem, jednakże w szerszym znaczeniu, bo porażką jest całe partactwo wschodnie, a nie tylko niezaproszenie nasz do stołu w poważnej fazie negocjacji. Przerażają słowa przywołujące zastrzeżenia zmarłego brata prezydenta dotyczące osoby obecnego niestety ministra spraw zagranicznych. Co jest takiego strasznego w życiorysie pana Sikorskiego, że „wszystko składa się w jedną całość”.

Natomiast czy rząd pana Tuska gardzi społeczeństwem? Tutaj jest bardzo wąski margines do interpretacji, ponieważ trudno jest kwestie polityczne przełożyć na odpowiedzialność osobistą jak również związany z nią stosunek osobisty „ludzi władzy” do „reszty”. Jakieś tam naiwne cygara, to przecież nie jest nic innego jak anegdota, przy czym lepiej dla niej jeżeli dorobiona do rzeczywistych wydarzeń. Jednakże jak się wyraża we wszystkim negatywne intencje, to oczywiście można zrobić z pudełka cygar problem polityczny. Przy czym kwestie odpłatności za spotkania robocze, jeżeli mają one komercyjną oprawę należy po prostu uregulować odpowiednim rozporządzeniem i po sprawie. Nie ma się nad czym rozwodzić w znaczeniu ilu letnie wino minister może pić za państwowe pieniądze, a od którego rocznika ma dopłacić? To przecież są naprawdę kwestie poniżej krytyki.

Niepotrzebnie jednak skrócono czas panu szefowi opozycji, albowiem zaczął zadawać bardzo intrygujące pytania do premiera – np. o służbę zdrowia, co do której rząd prawdopodobnie wolałby, żeby jej nie było. Można pozostać z wrażeniem, że w sumie nic się nie stało, ale tak w ogóle, jakie to ma znaczenie praktyczne? Realnie nie ma co przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu, a że śmieją się z nas na salonach Europy to już oczywiście inna kwestia.

2 myśli na temat “Festiwal politycznej nienawiści w Sejmie

  • 10 lipca 2014 o 09:49
    Permalink

    Wierzę Autorowi w jego “sprawozdanie” i ocenę bo na szczęście staram się unikać “dla zdrowotności” tych pożałowania godnych kabaretów…
    Mam w telewizorze jakiś kanał francuski, gdzie często są dyskusje polityczne. Nie znam niestety francuskiego, ale mimo tej “wady materiałowej” z przyjemnością oglądam widac czasem że zażarte dyskusje, ale prowadzone z uśmiechem, kindersztubą i poszanowaniem przeciwnika…
    Niestety, ale “przedstawiciele NArodu” obrazują sporą i najgorszą jego część…
    “…sami z siebie się śmiejecie…” – a parafrazując: “tacy jesteśmy” – NIESTETY…
    50 lat cywilizowania naszego narodu już było – i trzeba by jeszcze kolejne 50 lat…

    Odpowiedz
    • 10 lipca 2014 o 18:28
      Permalink

      Czytając artykuł jak i wpis przypomniała mi się opowiastka sprzed lat, ponieważ opiszę swoimi słowami nie biorę w cudzysłów. Idzie sobie mężczyzna polną drogą i niesie na plecach worek z którego dochodzą różne piski,gdy piski milkną mężczyzna uderza w niego kijem. Zagadnięty, co tam niesiesz? szczury, a dlaczego uderzasz co trochę w ten worek kijem?, szczury wówczas gryzą się między sobą a ja mam spokój, morał z przypowiastki nasuwa się sam.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.