Jak „fajnie” jest napisać coś pozytywnego o własnym rządzie!

fot. red.Szacunkowe dane o wykonaniu budżetu państwa za okres styczeń – marzec 2014r., – napawają optymizmem. Szczegóły w informacji Departament Budżetu Państwa z Ministerstwa Finansów znajdziecie państwo [tutaj]. Warto zapoznać się z tą niesłychanie przejrzystą i jasno podaną informacją.

Generalnie w pierwszym kwartale 2014 roku zrealizowano: dochody budżetu państwa na kwotę 66.971,9 mln zł, tj., 24,1% z całości dochodów przewidywanych na ten rok, czyli z 277 782,2 mln zł. W tym samym czasie zrealizowane wydatki budżetu państwa stanowiły kwotę 84.464,4 mln zł, tj. 26% z całości wydatków przewidywanych na ten rok, czyli z 325 287,4 mln zł. Oznacza to osiągnięcie poziomu deficytu budżetu państwa w wysokości 17.492,5 mln zł, tj. 36,8% z całości planowanego deficytu na ten rok, czyli z 47 505,1 mln zł.

W praktyce oznacza to, że budżet ma się wskaźnikowo świetnie a rząd doskonale wywiązuje się z przyjętego planu. Nie można pod względem wykonywania budżetu niczego rządowi pana Donalda Tuska zarzucić. Na pewno duża zasługa w tym pana Mateusza Szczurka nowego Ministra Finansów. To są naprawdę dobre wiadomości dotyczące nas wszystkich.

Jeżeli wrócimy do podlinkowanego pliku PDF – warto zwrócić uwagę na pozycję „podatki pośrednie” po stronie dochodów podatkowych. To dzięki temu, że zbieranie VAT-u (i akcyzy) dało spodziewane rezultaty nie mamy problemów z płynnością. Rząd założył 179 030,0 mln zł dochodów z podatków pośrednich, zrealizował w pierwszym kwartale 25,1% czyli 44 856,3 mln zł. Ta statystyka oczywiście nie obejmuje wzrostu zakupów w okresie Świąt Wielkiej Nocy. Mimo wszystko cieszy to, jak trafnie udało się przewidzieć wzrost wpływów i to pomimo wcześniejszych obaw, czy aby nie przekombinowano ze wzrostem akcyzy, którą zrealizowano jedynie w 22%.

Jest dobrze. Nie przeraża nawet ten nieszczęsny deficyt będący wynikiem przyjęcia takiej a nie innej filozofii finansowania potrzeb państwa długiem. Na to w tej chwili nic się już nie da poradzić. Można liczyć jedynie na to, że dzięki wzrostowi gospodarczemu będzie się udawało z czasem go utrzymać na tym samym poziomie względem dochodów, może nawet okresami pomniejszyć. Obecnie płacimy już takie kwoty odsetek, że po prostu opłaca się pożyczać, zwłaszcza, że aukcje naszych obligacji, czy też bonów mają znaczne redukcje ograniczające jednostkowy popyt – zainteresowanie zawsze jest większe niż podaż. Niekorzystanie z taniego pieniądza byłoby nierozsądne.

Być może nieco martwi skala udziału inwestorów finansowych zza granicy w finansowaniu naszego długu, jednakże, ponieważ są to wskaźniki wcześniej przyjęte w założeniach i uznawane przez praktycznie wszystkich ekspertów za bezpieczne – nie ma, nad czym rozprawiać. Przyjmujemy po prostu, że spece od żonglowania długiem wiedzą, co robić. Zarządzanie długiem przez polskie ministerstwo finansów to jedna z niewielu mocnych stron tego rządu, być może, dlatego się udało, bo tymi zagadnieniami zarządzają prawdziwi profesjonaliści, którzy doskonale znają rynek od „drugiej strony”. Nie da się zrozumieć, dlaczego rząd się nie chwali osiągnięciami tych wspaniałych ludzi? Po prostu premier ma podany sukces na tacy – może pokazać ile miliardów złotych oszczędzono przez siedem lat jego nieszczęsnych rządów – ładne słupki można zrobić. No widocznie się nie da, a szkoda, – bo to naprawdę jest coś. Wielka wiedza, wielki szacunek dla ludzi za jej posiadanie i doświadczenie powodujące, że nie boją się podejmować aktywnych decyzji.

W ogóle pan minister Szczurek w swoim, co prawda stosunkowo krótkim okresie urzędowania – prezentuje się jednak DOSKONALE i to nie tylko na tle miernot swoich koleżanek i kolegów, ale generalnie widać, że to fantastyczny fachowiec znający się na rzeczy. Do tej pory nie popełnił jeszcze ani jednego błędu – uwaga – nie oceniamy jego wypowiedzi – te można krytykować, ale ten człowiek ma prawo do swoich poglądów i CHWAŁA MU za to, że ma odwagę je przedstawiać (nie musimy się z nim zgadzać). Dzięki temu kreuje wizerunek kogoś obliczalnego i sensownego – taki właśnie powinien być profesjonalny urzędnik państwowy. Minister finansów nie musi być wizjonerem, może korzystać z dobrych doradców i zlecać opracowanie tematów – autorytetom, sam – wystarczy, że zna się na słupkach i wie, jaka kryje się za nimi mechanika, dzięki czemu nie da sobie wcisnąć kitu.

Można nawet powiedzieć, że zrobiło się spokojniej i mniej kontrowersyjnie w rządzie od czasów, kiedy mamy nowego ministra finansów. Miejmy nadzieję, że rzeczywistość jest taka jak ją malują i niczym negatywnym nie będziemy zaskoczeni.

A panu premierowi życzymy więcej takich ministrów jak pan Szczurek, Siemoniak i super-wicepremiera Piechocińskiego… Tak „fajnie” jest napisać coś pozytywnego o własnym rządzie!

3 komentarze do “Jak „fajnie” jest napisać coś pozytywnego o własnym rządzie!

  • 28 kwietnia 2014 o 13:57
    Permalink

    Świat się kończy… krakauer chwali rząd w Polsce! Ludzie przecież to pocałunek śmierci jest!

    Odpowiedz
  • 28 kwietnia 2014 o 16:49
    Permalink

    Bez przesady @Autorze, bez przesady.
    Jedno normalne zachowanie urzędnika państwowego w randze ministra – wiosny nie czyni.

    Odpowiedz
  • 9 maja 2014 o 16:15
    Permalink

    nie jestem rpzekonany czy rowne idealne 25% w kwartale jest wiecej warte niz domkniecie budzetu z data domkniecia…
    nie zebym krakal, ale sXXXXXXXXXe sie nad tym ze w 1/4 roku mamy 1/4 wydatkow rowno jest krotkowzroczne. w kazdym budzecie sa okresy wiekszych wydatkow

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.