F-35 samolot polityczny czyli piękne białe słonie (cz.2)

180411-N-ZB537-0005
PATUXTENT RIVER, Md. (April 11, 2018) The final SDD Test flight CF-2 Flt 596 is piloted by BAE Test pilot Peter Wilson, April 11, 2018, from the F-35 Pax River Integrated Test Force. The F-35C completed a mission to collect loads data while carrying external 2,000-pound GBU-31 Joint Direct Attack Munitions (JDAM) and AIM-9X Sidewinder heat-seeking missiles. (U.S. Navy photo courtesy of Lockheed Martin/Released) By National Museum of the U.S. Navy – 180411-N-ZB537-0005, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=70801294

Ponieważ nie mamy obrony przeciwrakietowej i jej nie będziemy mieli, to należy założyć, że nasze bazy lotnicze będą zniszczone w pierwszej chwili konfliktu. Oznacza to, że w ogóle nie powinno się planować użycia własnych sił powietrznych z regularnych baz lotniczych. Nie jesteśmy w stanie ich bowiem obronić, nie zapewnimy sobie sami możliwości działania operacyjnego. Proszę popatrzeć na mapę, jak daleko od granicy rosyjskiej i białoruskiej jest do Warszawy i do bazy w Łasku? A jak daleko jest do Mińska i Moskwy? Pierwszy atak na pewno będzie rakietowy i z użyciem inteligentnych dronów. On na pewno przyniesie efekt. Nie można mieć złudzeń, a co najciekawsze to proszę zwrócić uwagę, że tak było już w warunkach planowania II Wojny Światowej, wówczas nasze lotnictwo przed konfliktem zostało dyslokowane na lotniska polowe i dzięki temu uniknięto zniszczenia samolotów. W przypadku naszego kraju, zarówno w ówczesnych i obecnych granicach, planowanie bazowania samolotów w regularnych bazach na czas konfliktu jest po prostu trudne. Chyba, że działa się w odpowiedniej skali, a taką mieliśmy w warunkach Układu Warszawskiego.

Wzorem w tym zakresie jest Izrael, który ma tak silne Siły Powietrzne, że jest w stanie zdominować całe swoje otoczenie i co najmniej jeden kraj na pewnej odległości. W tym znaczeniu, że Izrael ma bieżąco monitoruje kraje sąsiednie i jest w stanie aktywnie przeciwdziałać wszelkim zagrożeniom. My o takim komforcie nie mamy co marzyć, jednak powinniśmy być w stanie chociaż samodzielnie monitorować strefę przygraniczną, tak żeby być w stanie reagować z wyprzedzeniem. Niestety nadal nie ma maszyn walki radioelektronicznej, nie ma samolotów zwiadowczych z prawdziwego zdarzenia, nie ma samolotów zdolnych do zarządzania walką powietrzną.

Pewną szansą są tzw. DOL-e, czyli Drogowe Odcinki Lotniskowe, na specjalnie przygotowanych pasach drogowych. Jednak one są znane każdemu i nie ma co liczyć na skryte działanie lotnictwa w erze zwiadu satelitarnego, demonów zwiadowczych i blisko 3 mln mniejszości obcojęzycznej w której mogą zakamuflować się zwiadowcy i dywersanci nieprzyjaciela. Poza tym amerykańskie samoloty nie za bardzo nadają się do startu z takich lotnisk. Przykładowo F-16 ma wlot powietrza w takim miejscu, że wymaga specjalnej klasy czystości pasa startowego. Jego silnik idealnie zasysa wszystko, co jest przed samolotem na pasie startowym. Dlatego strategicznie ważne są specjalne maszyny, które mają utrzymywać pasy startowe w odpowiednim standardzie czystości. Dodatkowo – rozkład podwozia tych samolotów powoduje, że nie nadają się do startów z wąskich pasów startowych. Przykładowo Su-22 mają podwozie rozstawione o wiele szerzej, co czyni je o wiele bardziej stabilnymi, a to przy prędkościach zwłaszcza lądowania – ma kolosalne znaczenie, zwłaszcza jak pojawiają się nagłe powiewy znad drzew. Można tylko żałować, że nie kupiliśmy szwedzkich Jas 39 Grippen, te samoloty były projektowane do używania z lotnisk polowych, po dosłownie wypchnięciu maszyn z lasu.

Niestety nie jest nas stać na 320 samolotów typu F-35, bo tyle powinniśmy mieć, żeby móc zabezpieczyć swobodę działania własnych Sił Powietrznych nad własnym terytorium w warunkach bazowania w kilku, a może i kilkunastu bazach lotniczych. Chodzi o to, żeby mieć tyle maszyn, żeby były w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo, przewagę i atakować nieprzyjaciela. Poza tym jest jeszcze problem ataków rakietami balistycznymi, potencjalny przeciwnik posiada broń zdolną do zniszczenia naszych baz, przed którą nie jesteśmy w stanie się obronić. Systemów Patriot będzie za mało, żeby mogły zagwarantować bezpieczeństwo stolicy i głównych baz lotniczych. 

Być może uzupełnieniem potencjału lotniczego naszego kraju byłby zakup używanych samolotów, już niewykorzystywanych przez naszych sojuszników. Straciliśmy kilka bardzo dobrych okazji zakupowych, jak Holandia czy Norwegia lub Portugalia sprzedawały używane F-16.  Właśnie ujawniono kolejne informacje prasowe, w świetle których Rumunia zamierza kupić kolejne używane samoloty od Portugalii. W naszych warunkach to na pewno nie byłyby łatwe decyzje, jednak warto o tym pomyśleć, bo od ręki można mieć maszyny zdolne do podjęcia walki, chociaż jako samoloty uderzeniowe (przenoszące bomby i rakiety powietrze – ziemia). Brakuje nam maszyn właśnie w tej roli, które mogłyby osłaniać nowsze i z lepszą awioniką już posiadane F-16. Chyba nikt nie myśli poważnie o wysłaniu Su-22 nad terytorium nieprzyjaciela? To piękny samolot, co więcej to doskonała konstrukcja lotnicza, a w pewnych warunkach nadal groźna broń pozwalająca na skuteczne bombardowanie. Jednak, nie jest to na pewno samolot, który w latach 20-tych XXI wieku, można wysłać na pierwszą linię w celu przełamania jakiejkolwiek, powtórzmy – jakiejkolwiek – nawet lufowej obrony przeciwlotniczej.

Poza tym o czym się nie mówi, ale mamy wielką ziejącą dziurę w lotnictwie morskim. Na Bałtyk najlepsze okrętem naprawdę jest samolot. Już samo posiadanie kilku maszyn zdolnych do wykonania uderzeń powietrze-woda z prawdziwego zdarzenia, spowodowałoby, że każdy potencjalny przeciwnik musiałby dostosować strategię operacyjną użycia własnej floty, do warunku istnienia naszego lotnictwa. Lotnictwo morskie jest istotnie brakującym elementem w systemie bezpieczeństwa narodowego. Operowanie nad morzem, nawet tak małym jak nasze wymaga specjalnego szkolenia i najlepiej dwusilnikowych maszyn. W kontekście F-35, można kupić kilka maszyn w wariancie pozwalającym na pionowy start i lądowanie. To byłyby bardzo drogie białe słonie, ale ŚMIERTELNIE groźne dla nieprzyjaciela, ponieważ byłyby uwolnione od lotnisk. Ten samolot może wystartować i wylądować wszędzie, zabiera wówczas mniej uzbrojenia.  Jednak na tyle dużo, że jest ŚMIERTELNYM zagrożeniem dla każdego okrętu nad Bałtykiem. Realnie zakup chociaż 6 takich maszyn miałby dla nas znaczenie strategiczne i zupełnie zmieniłby realia wojny nad Bałtykiem. Warto o tym pomyśleć i o to apelować do władz państwa.

Reasumując, to bardzo dobrze że kupimy dla wojska najbardziej perspektywiczne samoloty bojowe jakie oferuje nasz największy sojusznik. Szkoda, że nie zrobiliśmy tego w przetargu, być może byłoby ich o 2 lub 4 więcej za tę samą cenę? Natomiast na pewno będzie ich za mało, żeby mogły same zabezpieczyć swoje własne bezpieczeństwo funkcjonowania. Będziemy mieli 32 piękne białe słonie, na pewno doskonałe i świetnie funkcjonujące. tylko trzeba pamiętać, że istnieje ryzyko, że nasz główny sojusznik będzie w stanie nam je uziemić jeżeli nie zapłacimy za kolejną aktualizację oprogramowania lub np. nie wykonamy uchwały ich Senatu w sprawie wypłacenia odszkodowań ofiarom niemieckich zbrodni wojennych na terenie naszego kraju w trakcie poprzedniej wojny. Właśnie dlatego warto byłoby pomyśleć o zakupie konstrukcji francuskiej, to potężny, przemyślany i niezależny od USA system uzbrojenia.

W rozważaniach zakupowych warto pomyśleć o lotnictwie morskim. Samolot F-35 ma wersję umożliwiającą pionowy start i lądowanie, kilka takich maszyn zmieniłoby sytuację nad Bałtykiem, czyniąc nas zarazem niezależnym od lotnisk. Jest to tak niesamowicie ważna sprawa, że należy ją uzmysłowić politykom, chociaż jeden samolot o takich możliwościach, kosztowałby mniej więcej jak półtorej samolotu w zwykłej konfiguracji. To jednak warto o tym pomyśleć, bo przy szczupłości sił własnych, możliwość użycia tak nowoczesnych samolotów z ukrycia, to jedna z najważniejszych kart przetargowych w konflikcie.

Jeżeli chcemy wykorzystać możliwości tego samolotu, to musimy stworzyć mu środowisko do działania. Zabezpieczyć sieć baz i innych lądowisk, z których mogą one operować. A dodatkowo posiadać obronę przeciwrakietową, pozwalającą chociaż na punktową obronę najważniejszych celów. Bez tego, nie należy się dziwić, że w chwili napięcia nasze lotnictwo opuści nasz kraj, tylko czy sojusznicy pozwolą mu działać ze swojego terytorium, to już inna sprawa. 

8 thoughts on “F-35 samolot polityczny czyli piękne białe słonie (cz.2)

  • 6 lutego 2020 o 05:00
    Permalink

    Pomysł na zakup kilku maszyn pionowego startu i lądowania jest genialny. Na pewno będzie zrealizowany.

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2020 o 05:19
    Permalink

    DOL to dla Jaków śmigłowych, a odrzutowce potrzebują lotnisk.

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2020 o 11:54
    Permalink

    Rzeczywiście pomysł na odtworzenie lotnictwa morskiego jest bezcenny i to realną wartość dodana. Popieram.

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2020 o 13:09
    Permalink

    Członek parlamentu australijskiego Dennis Jensen poinformował, że wie z anonimowego źródła, z dostępem do wyników testów finalnych F-35, że Su-35 zmienia zasady walki powietrznej, sprowadzając bardzo drogie te zachodnie myśliwce typu ,,F … ,, do roli glinianych krążków wyrzucanych z maszyny podczas praktykowania strzelectwa.

    Odpowiedz
  • 6 lutego 2020 o 14:37
    Permalink

    MAKS 2019 ✈️ Su-57, Error: Physics.exe has stopped working – HD 50fps
    https://www.youtube.com/watch?v=7l2_T-h5qqQ

    Mało tego – ‘podobnież”m dwa i pół r. tańszy od ameryckiego analoga, ale to info. niewiarygodne BO… pochodzi ze źródeł zbliżonych do Rosji. 😏
    Na wiarygodność, prawdę, demokrację, nowy komunizm, monopol dzierży
    płomienny rewolucjonista amerykański, zatroskany stanem praw człowieka
    i…. ubywatela na całej kuli ziemskiej. Teraz ONY walczą o “szczytne” idee Światowej Republiki Rad…

    Odpowiedz
    • 6 lutego 2020 o 19:05
      Permalink

      Szkoda, że nikt polskich pilotów nie pyta o zdanie, na jakich maszynach chcieliby latać i prowadzić działania wojenne ewentualnie? To od ich przemyślanej opinii powinny zależeć decyzje polityków, gdybyśmy mieli normalny kraj z myślącymi, a nie modlącymi się politykami. Bo to piloci mogą kiedyś ginąć na zachodnim złomie, a nie politycy, co to w zanadrzu podobno mają już plany ewakuacji. Taka to smutna rzeczywistość.

      A polscy piloci potrafią na słowiańskich maszynach wiele zdziałać:
      https://www.youtube.com/watch?v=zwulAzVt4BE

      Odpowiedz
      • 6 lutego 2020 o 20:33
        Permalink

        Chcesz znać oficjalną odpowiedź? Tylko amerykańskie, przecież piloci w służbie czynnej to (jeszcze) nie kamikadze…nie po to kończyli “Dębliny” by wartować w ochronie marketów. 🙂

        “A polscy piloci potrafią na słowiańskich maszynach wiele zdziałać”
        Myślę że niewiele więcej niż inni, to tylko nadinterpretacja zdolności
        bojowej (polskich pilotów), rozsławiona parę lat temu słowami b. prezydenta… niepotrzebnie zresztą. 🙂

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.