F-35 samolot polityczny czyli piękne białe słonie (cz.1)

180411-N-ZB537-0005
PATUXTENT RIVER, Md. (April 11, 2018) The final SDD Test flight CF-2 Flt 596 is piloted by BAE Test pilot Peter Wilson, April 11, 2018, from the F-35 Pax River Integrated Test Force. The F-35C completed a mission to collect loads data while carrying external 2,000-pound GBU-31 Joint Direct Attack Munitions (JDAM) and AIM-9X Sidewinder heat-seeking missiles. (U.S. Navy photo courtesy of Lockheed Martin/Released) By National Museum of the U.S. Navy – 180411-N-ZB537-0005, Public Domain, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=70801294

F-35 to samolot polityczny, kupowany przez nasz kraj w celu potwierdzenia pryncypiów polityki i w ten sposób powinien być jako zakup interpretowany. To będą piękne białe słonie w naszych Siłach Powietrznych, które już obecnie są publicznie oskarżane o sprzętowe kanibalizowanie najnowszych samolotów F-16. Proszę nie poddawać się negatywnej narracji w sprawie tych zakupów. Potrzebujemy więcej i możliwie jak najlepszych samolotów i wszelkiego sprzętu wojskowego, tutaj nie ma w ogóle żartów. Jeżeli jakikolwiek rząd chce kupić jakiekolwiek samoloty, należy się z tego cieszyć – żałując zarazem, że tylko 32, bo potrzeba o wiele więcej. Dlatego to będą białe słonie, bo będzie ich bardzo mało, za mało, żeby mogły się same i przy okazji nas obronić. Poza tym, to jedna z najlepszych opcji zakupowych, jakich tylko moglibyśmy w tych warunkach geopolitycznych dokonać.

Całe zamieszanie i nawet kwestionowanie tego zakupu nie ma racjonalnego sensu, ponieważ sam zakup jest polityczny, czyli nie musi być racjonalny. Taka jest idea białych słoni. Dlatego właśnie cała dyskusja nie ma sensu, liczy się bardziej nie to, czy kupić taki sprzęt, ale jak wykorzystać jego posiadanie w Siłach Zbrojnych, żeby mógł realnie wzmocnić nasz potencjał. Dzisiaj jeden z największych portali internetowych w naszym kraju, publicznie oskarża Siły Powietrzne o marnowanie potencjału najnowszych samolotów bojowych F-16. Zarazem czyniąc zakup nowego sprzętu jednym z elementów kampanii politycznej przeciwko rządowi. Jest to bardzo niebezpieczne, wręcz niszczące dla państwa. Ponieważ nowy sprzęt wojskowy jest bardzo drogi i jego zakup wymaga konsensusu politycznego. Za decyzje dzisiaj podejmowane będziemy płacić przez kolejne kilka kadencji władz. Dlatego nie ma żartów i nie można pozwolić na to, żeby problematyka wzmacniania obronności stała się elementem agendy codziennej politycznej sieczkarni. 

Argumenty polityczne są jednoznaczne, wybór tego samolotu w trybie “zamówień publicznych” bez żadnego trybu, jest dowodem na to, że polityka jest nadrzędną czapą nad wszystkim w tym kraju. Dokonaliśmy wyboru geopolitycznego i brniemy w zakupy za oceanem, zupełnie lekceważąc możliwości przemysłu europejskiego. Można to jednak zrozumieć w kontekście politycznym, jak również ze względu na kompatybilność w ramach sprzętu z głównym i jedynym realnym sojusznikiem (przynajmniej deklaratywnie). Ciężko jest jednak zgodzić się z trybem zamówienia, przecież inne państwa europejskie kupują amerykańskie samoloty, wybierając je w przetargach. Jest ciekawe ile samolotów alternatywnych więcej, moglibyśmy kupić w tych samych pieniądzach? Szczególnie ciekawa jest konstrukcja francuska. Samolot Rafale ma bardzo duże możliwości użytkowe i jest w zasadzie w pełni niezależny od USA jako system uzbrojenia. Tyle w temacie ewentualności dywersyfikacji sprzętu latającego. Można tylko wspomnieć, że u schyłku PRL-u, byliśmy w stanie wygenerować całkiem dobrze zapowiadający się samolot szkoleniowy, z pewnym potencjałem bojowym – I-22 Iryda. Dzisiaj nie ma nawet śladu takich możliwości technologicznych w naszym kraju, czy to znaczy, że cofnęliśmy się w rozwoju?

Argumenty technologiczne przemawiają w pełni za kupowanym amerykańskim samolotem, to będzie najbardziej zaawansowana lotnicza technologia bojowa świata zachodniego, udostępniona dla innych krajów przez USA. Każda konstrukcja lotnicza potrzebuje czasu, żeby przejść z fazy inkubacji, do fazy dojrzałości konstrukcyjnej. Dzieje się to poprzez zbieranie doświadczeń i po prostu uczenie się na błędach. Nie można więc się dziwić, że skoro kupujemy konstrukcję dojrzewającą, to ona po prostu musi dojrzeć. W momencie jak będziemy dostawać te samoloty, powinny już przejść konstrukcyjnie i programistyczne poza fazę wstępną. Więc wszelkie argumenty o niedopracowaniu konstrukcji nie mają sensu. To platforma na kolejne lata i warto już zawczasu pomyśleć o tym, żeby przez kolejne 20 lat po ich zakupie, kupować np. 4 rocznie z opcją na 6. Chodzi o to, żebyśmy mieli stałe dostawy tych samolotów, w takich ilościach jakie jesteśmy w stanie pokryć. One będą produkowane dla USA i krajów sojuszniczych, dlatego warto pomyśleć na początek chociaż o zakupie po 2 rocznie przez pierwsze 8 lat. To by i tak powiększyło flotę tych samolotów o połowę w ciągu tego okresu, w którym zakup takich ilości, nie byłby dla nas szczególnym obciążeniem. Jeżeli mielibyśmy więcej pieniędzy, moglibyśmy kupować więcej maszyn. Stopniowo szkolić pilotów, rozbudowywać bazy, gromadzić części, doświadczenie, aktualizować oprogramowanie. Dodatkowo, każda generacja tych samolotów byłaby tylko lepsza, miała większe możliwości i pozwalała nam na dobranie pakietów modernizacyjnych do poprzednich serii. To jest do zorganizowania, a finansowo na 2 samoloty rocznie zawsze będzie nas stać. Nawet na zasadzie zbiórki publicznej.

Ten zakup jak powiedzieliśmy na początku ma jednak tą jedną słabą stronę, że kupujemy tylko 32 piękne białe słonie, które wszystko co będą mogły zrobić przed konfliktem, to ewakuować się do baz NATO poza Polską, żeby nie zostać zniszczone na ziemi. 32 samolotu to po prostu za mało, żeby zapewnić im samym możliwość działania operacyjnego nad naszym własnym terytorium. O uderzeniach na terytorium nieprzyjaciela to już w ogóle nie ma nawet co marzyć, bo niby czym? 

Łącznie z F-16 mamy dysponować 80 samolotami typu zachodniego. To przerażająco mało jak weźmie się pod uwagę zagrożenia z którymi nasze Siły Powietrzne mają się mierzyć. Trzeba mieć świadomość, że zarówno z terenu Obwodu Kaliningradzkiego, jak i Białorusi oraz z okrętów na Morzu Bałtyckim, można systemami przeciwlotniczymi objąć prawie całe terytorium naszego kraju. W jednej z niedawnych informacji z USA, można było ze zdziwieniem przeczytać, że ten kraj planuje zakup większej ilości maszyn F-15 w najnowszej wersji, jako maszyn dla lotnictwa Gwardii Narodowej. To dziwi wielu Amerykanów, ekspertów i innych ludzi z branży, ponieważ te samoloty produkowano od lat już tylko na eksport dla sojuszników. Jest to jednak tak potężna, tak sprawdzona i tak doskonała lotniczo – jako system uzbrojenia maszyna, że nie ma co się dziwić, że Amerykanie do niej wracają. Być może warto pomyśleć o podczepieniu się pod amerykańskie zakupy (podobnie zrobili Słowacy ze śmigłowcami Black Hawk) i kupić np. 24 sztuki tych doskonałych samolotów? Na pewno by nam nie zaszkodziły, a jako maszyny dwusilnikowe o imponującym udźwigu i fenomenalnym zasięgu, mogłyby być wyjątkowo użyteczne w przypadku wojny z krajem, który posiada rozległe terytorium.

Konstrukcje lotnicze mają to do siebie, że jak są sprawdzone i działają, to warto je utrzymywać w linii, jeżeli tylko są na tym samym poziomie technologicznym, co konstrukcje konkurentów. Dotyczy to zarówno lotnictwa cywilnego, jak i wojskowego i warto o tym pamiętać, w kontekście zakupów. W naszych realiach bowiem, lepiej byłoby kupić większą ilość maszyn F-16 i F-15 w najnowszych wersjach i najnowszą awioniką, realnie porównywalną do tej w F-35, niż mniejsza ilość F-35. Z tego i tego powodu, ponieważ w przypadku naszych zagrożeń niesłychanie liczy się ilość.  Realnie w przypadku wojny z Federacją Rosyjską, poza absolutną dominacją Rosji w systemach obrony przeciwlotniczej, należy liczyć się z użyciem około 1000 samolotów bojowych. Chodzi o to, że nawet jak będziemy mieli doskonałe, najlepsze maszyny – zestrzeliwujące po kilka samolotów wroga w każdym locie, to ilościowo przegramy. Jakość supernowoczesnych samolotów i zdolności stealth są bardzo ważne, ale ważniejsze w ataku, a my chyba nie zamierzamy nikogo atakować? Do walk obronnych i przeciwuderzeń po prostu trzeba mieć czym latać. Śmiało można założyć, że w przypadku wojny, połowa maszyn naszych Sił Powietrznych będzie zniszczona na ziemi, nad lotniskami lub nie będzie mogła wystartować, ze względu na zniszczenie infrastruktury. Przecież chyba dla każdego jest oczywistym, że samoloty F-35 będą drugim celem, zaraz po bazie rakietowej w Redzikowie?

Zapraszamy jutro na 2-gą część felietonu.

29 myśli na temat “F-35 samolot polityczny czyli piękne białe słonie (cz.1)

  • 5 lutego 2020 o 05:40
    Permalink

    bardzo rozsądna opinia i ważny głos w sprawie

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 05:43
    Permalink

    Dobry tekst i piękna fotografia.

    A te 32 samoloty F-35, to na razie na defilady wystarczy.

    Bo o to tu tylko chodzi.

    Chodzi o podniesienie ducha Narodu, co wstał z kolan i nie musi już trzymać się żadnej nogawki.

    I na to nie ma żadnej ceny.

    Tak to już jest w Nadwiślańskim Macondo.

    Ma być MAGICZNIE.

    Oczywiście te F-35 już na etapie produkcji dla nas, powinny być WYŚWIĘCANE w USA.

    Czy Ambasada RP w Waszyngtonie ma odpowiednią liczbę kapelanów?

    Na to też nie należy żałować grosza.

    Jak się bawić, to na całego.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 08:08
    Permalink

    Rodzi się tylko jedno pytanie: Jaki interes może mieć Federacja Rosyjska w niesprowokowanym podboju Polski? Może więc zamiast przebudowywać Polskę w niezatapialny lotniskowiec USS “Poland”, lepiej było by budować polską oświatę, kulturę i naukę. Rozwijać potencjał technologiczny i społeczny z korzyścią dla narodu własnego i sąsiadów. Wchodzić z państwami sąsiednimi w więzi kooperacyjne, handlowe, naukowe, kulturalne, społeczne i polityczne. Takie więzi czynią każdą wojnę nieopłacalną. Jeżeli więc Rosja dokona na Polskę napaści, to tylko na tę w wersji lotniskowca, a nie zamożnego i mądrego sąsiada. A musimy pamiętać, że pieniądze przeznaczane na zbrojenia (bez własnego wkładu technologicznego) muszą uszczuplać wydatki na oświatę, kulturę i naukę. To uczyni z naszego narodu gromadę skłonnych do fanatyzmu najemników których, z punktu widzenia sąsiadów, lepiej jest unicestwić. Nie trzeba jednak w tym celu zajmować naszego terytorium. Wystarczy kilkanaście ładunków jądrowych nad największymi miastami, reszta spośród nas zagryzie się wzajemnie. Nie zapominajmy, że celem “polskiego odcinka” drugiej wojny światowej było właśnie unicestwienie Żydów i Polaków. Po upadku III Rzeszy Żydzi zrobili wiele by w przyszłości nie paść ofiarą kolejnego genocydu. My ponownie weszliśmy na znaną z niedawnej historii drogę “dobrej zmiany” z lat 1926-39. Nie zapominajmy, że tamtą zakończyła ucieczka elit i rzeź mieszkańców, której nie udało się dokończyć tylko dlatego że przeszkodziła Armia Czerwona.
    P.S. Miewam wątpliwości czy owej pierwszej “dobrej zmiany” nie datować do 1945 roku, bo pewne elementy sanacyjnego państwa przetrwały klęskę wrześniową i zupełnie sprawnie, na usługach okupanta, funkcjonowały do zakończenia wojny.

    Odpowiedz
    • 5 lutego 2020 o 23:30
      Permalink

      Czułem, że Pan zamieści taki komentarz. W pełni się zgadzam. Za to nie rozumiem pana Krakauera. Po co ten zachwyt takim bublem? I co ten bubel faktycznie nawojuje kiedy będą spadały bomby jądrowe na nasze miasta.

      PROSZĘ PANA KIEDY PADA DESZCZ WYSTARCZY ROZŁOŻYĆ PARASOL, ALE JEŻELI STOJĄ POLEWACZKI I LEJĄ PANU W TWARZ, TO WARTO BYĆ SYMPATYCZNYM DLA POLEWAJĄCYCH, A DLACZEGO TO NIECH PAN SOBIE SAM DOPOWIE. POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

      Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 09:17
    Permalink

    Skoro Rosja z Obwodu Kaliningradzkiego trzyma nad Polską rakietowy parasol ochronny, to po co nam w ogóle samoloty? Chyba tylko do podtrzymania kształcenia i szkoleń lotników, bo w razie “W” możliwe, że oni raczej nie będą mieli szansy nawet wystartować?

    Odpowiedz
    • 5 lutego 2020 o 23:32
      Permalink

      Oczywiście, że nie będą miały czasu. To będzie tzw. krótka piłka. A potem koniec meczu.

      Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 09:28
    Permalink

    Zakup F15 to byłby bardzo dobry pomysł. Doskonały samolot do rajdów nad Moskwę.

    Odpowiedz
    • 5 lutego 2020 o 11:52
      Permalink

      I TO jest klasyczny przypadek “odmóżdzenia umysłowego” , czyli nieuleczalna (?) choroba ddddd-ddddd np. dziś w radio słuchałem jak przed
      siódmą pewien mędrzec wypowiadał się że jakoby nam nic nie grozi BO
      mamy sojuszników -… USA i… Izrael. TO jak się pytam kiedy czołówka
      cccc-cccccc złoży hołd lenny w ccc-ccccc bojcam NKWD,
      i innym policjom politycznym b. ZSRR? 🙂 TO CHORE, p. WPK, pana ‘nada” leczyć, kto wie czy nie “w kaftanie”?
      Naszym odwiecznym wrogiem jest świat Zachodu “Anglosasi i Watykan”.
      I w tej materii nic nie zmieniło się… Wy poniali? Goowno tam… 🙂

      Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 09:58
    Permalink

    Też uważam, że 32 to mało. Trzeba więcej maszyn.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 10:28
    Permalink

    Bardzo drogie zabawki dla chlopczyków bawiących się w politykę którym marzy się radosna wojenka .Albo też przypomina biedaka w siermiędze, który dla poprawy samopoczucia kupuje najdroższe lakierki .

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 11:16
    Permalink

    Myślę że lepiej byłoby produkować swoje LIMy, bo dzisiaj produkowali byśmy je jako drony bojowe.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 11:46
    Permalink

    Najlepsze w tym wszystkim jest to, że koszty takiego uzbrojenia to nie tylko samoloty. Kosztują również aktualizacje oprogramowania i kosztuje uzbrojenie. Będziemy płacić jak za zboże.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 12:03
    Permalink

    Zakupy uzbrojenia w kwocie 170 miliardów $, to nie racjonalne budowanie możliwości obronnych, antykryzysowych, ale TRYBUT, wspierający kulejącą gospodarkę Suwerena.
    I tak też należy te decyzje polityczne traktować.
    Nasze komponenty wojskowe, doskonale pasuja do korpusu ekspedycyjnego, i w tym kierunku są rozwijane.
    Nie mają służyć obronie.

    Generałowie zawsze przygotowują się do wojny która już była.
    Na zachodzie brakuje chyba kogoś klasy Guderiana i jego “Uwaga czołgi”.
    W dzisiejszych czasach byłoby to “Uwaga drony”, systemy antyrakietowe i antybalistyczne, środki zakłócające łączność, wytwarzające impuls elektromagnetyczny, automatyczne systemy uzbrojenia, systemy kryptograficzne i analizy danych.
    Nie istnieją takie typy uzbrojenia w naszym kraju, nawet w niewielkiej ilości.

    Więc porywanie się z motyka na słońce, nie ma sensu- w starciu z równorzędnym przeciwnikiem, a nie z gromadą pasterzy kóz i wielbłądów.
    A i tak wspaniale wyposażone formacje dostają łupnia……

    Poza Francja i GB, państwa europejskie praktycznie sa rozbrojone.
    Na przykład, niemieckie lotnictwo i marynarka, funkcjonuje w 20-30% sprawności i gotowości.
    I Niemcom to NIE PRZESZKADZA.
    Medialna histeria rosyjskiego zagrożenia, nakręcającego zbrojenia i zakupy, naciski Trumpa, mają natomiast sens EKONOMICZNY.
    Coś trzeba zrobić z deficytem handlowym USA i podtrzymać $ jako walutę światową.
    Więc wierny polski wasal, zazbroi się na śmierć……

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 12:03
    Permalink

    Zdumienie budzi militarystyczna argumentacja Autora. Można zgodzić się tylko z ostatnimi zdaniami, że większość samolotów nie zdąży wystartować. Zabawa ta będzie kosztować około 20 miliardów złotych, co stanowi tylko 30 procent kosztu używania tych samolotów. Czyni się to w sytuacji gdy jak podają coraz więcej pacjentów umiera na SORach, a na specjalistę czeka się latami. Polskie uniwersytety nie mieszczą się w pierwszym tysiącu rankingu uczelni światowych, i średnia emerytura mieści się poniżej 1500 zł.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 16:44
    Permalink

    TYCH BZDUR KRAKAUERA NIE DA SIĘ STRAWIĆ !!!

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 17:09
    Permalink

    “Powołanie Instytutu Myśli Narodowej przez Ministra Glińskiego byłego działacza Unii Wolności obecnie pisowca, to nic innego jak „ucywilizowanie” wielkich postaci myśli narodowych Polaków, tak by dla młodych Polaków, pokazywać te dwie postacie jako „europejczyków antyrosyjskich”, „światowców”, wpajać przy okazji lewicowe ideologie, wdrażane przez PIS i inne dotychczasowe antynarodowe partie.”

    https://marucha.wordpress.com/2020/02/05/antynarodowcy-powoluja-instytut-im-r-dmowskiego/

    JA, …takie sqr*stwo, nazywam po imieniu zwykłym (solxxxxxxxxxxx-katxxxxxx) qrev*em…………………. zamiennie,
    Kosmopolityczno-lewicowym qrev*wem…………………………….
    —————————————
    https://marucha.wordpress.com/2020/02/05/ponad-2-mln-osob-w-polsce-zyje-w-skrajnym-ubostwie/

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 17:54
    Permalink

    Zgadzam się, zakup tych samolotów na pewno nam nie przeszkodzi w niczym. Szału nie będzie bo to mało, ale ważne że będą i tyle się liczy, bo nie mamy na czym latać po tym jak rozebraliśmy na cześci swoje F-16

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 18:03
    Permalink

    Artykuł to kolejna odsłona ballady o polskich F-35, służących (według szefa MON) do “odstraszania ewentualnego przeciwnika”.
    Dużo zależy od tego, kto miałby być tym “ewentualnym przeciwnikiem”. Cechą charakterystyczną tych samolotów, jest całkowita zależność od USA, które mogą je w jednej chwili pozbawić je ich funkcjonalności, czyli po prostu je “wyłączyć”. Oznacza to więc, że samo użycie tych samolotów, i jego zakres jest całkowicie w rękach Amerykanów. Nie jest to zatem samolot, który gwarantuje nam jakąkolwiek suwerenność, a co najwyżej jej pozory na potrzeby wewnętrznej propagandy. Tylko bowiem z pomocą takiej propagandy da się uzasadnić wydatkowanie tak dużych pieniędzy bez jakichkolwiek pozorów.

    Sam samolot F-35 jest dość specyficzny.
    Wynika to stąd, że powstawał od zera, a nie jako rozwinięcie jakiegoś wcześniejszego modelu. Głównymi założeniami było zapewnienie: (1) uniwersalności samolotu, oraz (2) niskiej jego wykrywalności. W rezultacie mamy samolot do wszystkiego i do niczego.
    Projektowanie “od zera” spowodowało, że po ponad 10 latach eksploatacji, nie osiągnął on wystarczającej dojrzałości i niezawodności. Jego problemy są wykazywane coraz jawniej, bo naprawdę trudno jest je dłużej ukrywać.

    Do ewidentnie negatywnych cech F-35 można zaliczyć m.in. niewielki zasięg i udźwig, oraz niską prędkość. Wynika to wprost z zapewnienia niskiej wykrywalności (stealth), bo wówczas paliwo i całe uzbrojenie muszą mieścić się w kadłubie. Jeśli jednak dołoży się zewnętrzne uzbrojenie i zewnętrzne zbiorniki paliwa, to koniec ze stealth.
    Samo określenie “stealth” (skryty) nie oznacza wcale, że samolot jest niewykrywalny, lecz to, że chociaż się go wykryje, to trudno go zidentyfikować (dlatego USA droczą się z Turcją o umieszczenie tam S-400). To się jednak zmienia, bo USA chcą sprzedać ostatnio F-35 nawet Finlandii, a więc systemy radarowe nauczą się już łatwiej identyfikować F-35.
    Od razu dodam, że głównymi zaletami F-35 są rozwiązania elektroniczne i informatyczne z zakresu “kontroli pola walki”, ale są one jednocześnie najbardziej zawodne, a obsługa i uaktualnianie oprogramowania jest ciągłe i słono płatne.

    Z kolei do uwidocznienia problemów niezawodnościowych F-35, proponuję zapoznać się z publikacją “Aircraft mission-capable rates hit new low in Air Force, despite efforts to improve”:
    https://www.airforcetimes.com/news/your-air-force/2019/07/26/aircraft-mission-capable-rates-hit-new-low-in-air-force-despite-efforts-to-improve/
    W tabeli: MISSION-CAPABLE RATES, w kolumnie 2018 MC Rate podane są dane o gotowości operacyjnej (sprawności) poszczególnych typów samolotów. W roku 2018 ta gotowość dla F-35A wynosiła nieco poniżej 50% (w USA). Odpowiednio, dla F-16 ta gotowość wynosiła średnio około 70%. W przypadku polskich F-16 wynosi to około 35% (to połowa sprawności amerykańskiej). Zachowując tę proporcję, można przypuszczać, że sprawność polskich F-35 może będzie wynosić około 25%. Czy tego nie rozumiemy?
    Więcej o zaletach i wadach F-35 można znaleźć tutaj:
    https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=28616

    Wróćmy teraz do pieniędzy.
    Na koniec 2019, ceny za F-35A wahały się od niecałych 90 mln do około 110 mln USD, w zależności od wyposażenia. Amerykanie zapowiadali, że ceny w tym roku obniżą się o około 10%. Ważne jest również to kiedy się płaci, teraz czy dopiero po dostawie samolotów.
    Tymczasem my zapłacimy: 4600 / 32 = 143.75 mln USD za jeden F-35. To bardzo dużo, ale rozumiem, że zawsze na początku generowane są dodatkowe koszty.
    Właśnie z powodu funkcjonalności, “niesuwerenności”, awaryjności i kosztów eksploatacyjnych, z programu F-35 wycofują się lub ograniczają Australia, Kanada i Wielka Brytania, a Francja i Niemcy w ogóle do niego nie weszły.

    Amerykanie zresztą już zdali sobie sprawę, że czas pomyśleć o zakończeniu projektu F-35. Planują teraz sprzedać do roku 2040 około 3000 tych samolotów, tak aby chociaż odzyskać część wyłożonych na program kwot. Jak dotąd (przez ponad 10 lat) sprzedali łącznie około 400 samolotów, więc teraz muszą intensywnie szukać klienteli, i to robią. W przyszłości większość środków ma być przekierowana na broń hipersoniczną i drony.

    Wróćmy do podpisanej umowy – oto kilka cytatów z: https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=29848
    – Sprzedane nam F-35A są “bez uzbrojenia i znacznej części wyposażenia niezbędnego do ich normalnej eksploatacji”.
    – Dostawy będą realizowane “od 2024, po 4 rocznie, a pierwsze dwie partie pozostaną w USA” (dla dodatkowo płatnych szkoleń).
    – Umowa zapewnia “przeszkolenie zaledwie 24 pilotów” (na 32 samoloty).
    – Całkowite koszty zakupowe i obsługowe (zewnętrzne) wyniosą około 7,5 mld USD.

    Na koniec zauważmy, że umowę z wielką pompą podpisał szef MON jednostronnie, bez obecności drugiej strony. Nikt stamtąd nawet się nie pofatygował tutaj (była obecna jedynie pani ambasador USA). To się nazywa obopólnie korzystna współpraca odstraszająca ewentualnego przeciwnika.

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 18:52
    Permalink

    Powinni kupić nie 32 a 48 F35 i 100 F15 do dalekich rajdów na Wschód…

    Odpowiedz
    • 5 lutego 2020 o 19:52
      Permalink

      @Mercyngoretex II. To brzmi DEBILNIE. tak, jakbyś z upodobaniem bił się
      po własnej głowie. Lubisz sadomasochizm? Na takiego mi obok “Polski Katolickiej” prezentujesz się.
      a’ propos- rajdów, już za Bugiem – ‘szlak was trafi”, co daj Boże. Amen! 🙂

      Odpowiedz
      • 5 lutego 2020 o 20:09
        Permalink

        A niby po co kupujemy te samoloty? Ok jak pisał inicjator, mogą być do parad – będą pięknie wyglądały głośno hucząc, przy spalaniu nie taniej nafty lotniczej. Jeżeli realne dojdzie do konfliktu, to te samoloty polecą atakować na Wschód i bronić krajów Bałtyckich. to będzie pierwsza linia obrony NATO przed Rosją.

        Odpowiedz
        • 7 lutego 2020 o 21:23
          Permalink

          do Mercyngoretex II, to nie Rosja atakuje NATO lecz NATO atakuje Rosję. Weź pan sobie mapę z roku 1990 i nanieś pan tam bazy NATO, a potem weź pan mapę z roku 2020 i nanieś tam bazy NATO i ameryckie. Ponieważ w roku 2020 bazy ameryckie są bliżej Rosji niż w 1990 roku, a granica zachodnia Rosji jest na razie niezmieniona, to uruchom pan swój pomyślunek i pomyśl, czy to Rosja zaczęła okrążać NATO, czy raczej NATO okrąża Rosję. Można użyc mózgu do samodzielnego myślenia, coby nie przyjmować bezkrytycznie propagandy main stream. Nawet jeżeli pan ma tylko 20 lat, to niech pan spróbuje wyciągnąć historyczne wnioski.

          Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 19:03
    Permalink

    Kupować, kupować, nie ociągać się…

    Odpowiedz
  • 5 lutego 2020 o 23:14
    Permalink

    Cieszę się, że w zasadzie oficjalny portal GRU w Polsce nie neguje zakupu F-35

    Odpowiedz
  • 7 lutego 2020 o 09:28
    Permalink

    Zachwyty nad tymi F-… KROWOPASÓW są co najmniej nieuzasadnione, delikatnie mówiąc. Samoloty te posiadają liczne wady i usterki które rzekomo są eliminowane, ale już kosztują po minimum 200 mln dolarów za sztukę… Słabe uzbrojenie i żałosna zwrotność czynią je łatwym celem, oczywiście tzw. stealth technologia ma im dawać przewagę, ale tylko w teorii lub w grze komputerowej… Stealth to nie jest czapka niewidka, albo niewidzialna peleryna: W czerwcu 2008 roku została przeprowadzona symulacja walki powietrznej w której uczestniczył Su-35 przeciwko mieszanej flocie amerykańskich myśliwców a F-35, co ciekawe, „oberwał” bardziej od reszty. Gra wojenna została przeprowadzona w Hickam Field – bazie Sił Powietrznych USA znajdującej się na Hawajach. Świadkami tego zdarzenia było co najmniej czterech przedstawicieli australijskich Air Force oraz członek wojskowego wywiadu Australii – Defence Intelligence Organisation (DIO). Członek parlamentu australijskiego Dennis Jensen poinformował, że w ściśle tajnej symulacji. Su-35 zmienia zasady walki powietrznej, sprowadzając bardzo drogie myśliwce krowopasów do roli glinianych krążków wyrzucanych z maszyny podczas praktykowania strzelectwa.

    Odpowiedz
  • 7 lutego 2020 o 21:16
    Permalink

    “Dzisiaj nie ma nawet śladu takich możliwości technologicznych w naszym kraju, czy to znaczy, że cofnęliśmy się w rozwoju?” Cofnęliśmy się, gdyż pani S zniszczyła cały przemysł, (wyjątek przemysł drzewny), gdyż montownie to nie przemysł, nie ma już przemysłowej bazy badawczej. Naród to zrobił, naród do tego dopuścił, naród ma to, na co zasługuje. Nasza młodzież pracuje na dobrobyt w innych krajach a z usług wypompowuje obcy kapitał pieniądze.

    Odpowiedz
  • 22 lutego 2020 o 22:16
    Permalink

    Fajny ten nowy układ treści doskonała robota webmasterze józefie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.