Europa potrzebuje nowego Führera, Cezara, Napoleona

Nie ma nic ważniejszego w życiu narodów i tworzonych przez nie społeczeństw niż dążenie do szczęścia. Wymaga to pracy, wysiłków, rygorów, utrzymywania porządku i ładu, a przede wszystkim stworzenia systemu, w którym ludzie mają szansę na samorealizację i rozwój. Od końca ostatniej wielkiej wojny, która spustoszyła przestrzeń Europy udało się Europejczykom wypracować ramy nowego systemu, opartego na innym niż przemoc paradygmacie myślenia, stawiającym na pierwszym planie wartości wynikające ze współistnienia i wspólnie sterowanego rozwoju. Systemem tym jest oczywiście nasz wspólny dom Europa. Niestety, system ten powstał na gruzach przeszłości, ukształtowanych od XVIII wieku i silnie wzmocnionych przez obawy o powtórzenie szaleństwa ostatniej wojny.

Polska wybrała drogę europejską licząc, że tym sposobem wreszcie wejdzie do narodów zjednoczonego Rzymu. Bez względu na odniesione korzyści, należy pamiętać, że kosztowało nas to sporo, m.in. straciliśmy zdolność do samodzielnego stanowienia o własnej gospodarce, zamknięto sposoby tworzenia narodowych konsorcjów gospodarczych, spora ilość Polaków wyemigrowała za granicę do pracy, utrwalamy rachityczną kulturę rolną itd. Nie jest tajemnicą, że dotychczasowy model funkcjonowania Unii się nie sprawdził, cały kontynent powoli zanurza się w kryzysie, kolejne państwa Wspólnoty nie tylko tracą rating, ale co najgorsze tracą pomysł na samych siebie i na swoje miejsce we Wspólnocie. Komisja Europejska nie ma nic do zaoferowania, to organ umożliwiający jedynie zarządzanie biurokracją unijną, – ale już nie samą Wspólnotą. Parlament? To w najlepszym wypadku po prostu fikcja i klub dyskusyjny, niezdolny do odgórnego określenia interesu wspólnotowego i bez kompetencji do egzekwowania go. Poszczególni politycy? Czy w ogóle mamy polityków rangi europejskiej? Czy klasa polityków ponadnarodowych ma jakiekolwiek szanse się wykształcić w realiach dominacji polityków krajowych?

Nie ulega wątpliwości, że to, co obecnie dotyka Europy to właśnie kryzys przywództwa, a raczej jego rozdrobnienia i jego faktycznego braku. Nie da się rządzić przy pomocy 27 głów lewiatana. Niemcy, faktyczna lokomotywa – nie mają mandatu do konstruowania polityki a poza tym nie są w stanie przejąć odpowiedzialności za Europę, co najmniej ze względów historycznych. Patrząc na to jak łatwo rozbito solidarność europejską i w jak prymitywny sposób Europejczycy nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoją przyszłość, oczekując manny z nieba, można i trzeba się zastanowić – czy czas obecnych wyzwań nie wymaga przywództwa nowego typu.

Podstawą dla konstrukcji nowego przewodnictwa w Unii powinien być unijny paradygmat, to znaczy, zespolenie władztwa krajowego z odpowiedzialnością za Wspólnotę. Dotychczas najbardziej pro europejską postawę przejawiały rządy Republiki Federalnej Niemiec oraz rząd Republiki Francuskiej. Bezwzględnie te dwa kraje posiadają największy potencjał w całej Unii i spoczywa na nich ciężar utrzymania Wspólnoty. Jak pokazał dotychczasowy rozwój wypadków, w Unii wszystko działało do momentu aż nie pojawił się problem z zadłużeniem. Tutaj niestety padła Wspólnotowa solidarność, – ponieważ Niemcy nie chcą zgodzić się na ujednolicenie zadłużenia, mając pełną świadomość, że czerpią kolosalne makroekonomiczne korzyści z globalnej siły Euro. Ekonomia nas zjednoczyła i ekonomia nas dzieli, przy czym takie kraje jak Polska będące biorcami w rzeczywistości nie mają prawa głosu. Nikt nie traktuje na poważnie państw, które nie tylko nie mają własnej ekonomii, ale co ważniejsze są skazane na klientelizm w układach międzynarodowych – nie umiejąc nawet zapewnić parasola nad głowami najważniejszych unijnych przywódców.

W tym kontekście zasadnym jest nie tylko pytanie o miejsce Polski w obecnej i nowej Europie, ale także o jej relacje z najważniejszymi państwami w nowym rozdaniu Unii Europejskiej. Najdobitniej o naszej pozycji na zachodzie świadczy tzw. Weimarer Dreieck, czyli polityka gestów i kreowania fikcji, nikt nas na zachodzie od 20 lat nie traktuje jak partnera i jesteśmy temu sami sobie winni. Serwilizm naszych elit i „piękno polskich kobiet” powodują, że od wieków nasz kraj jest areną gry obcych potęg, jednakże swoje „nowożytne” relacje z zachodem zepsuliśmy sobie sami. W nowych realiach poniesiemy tego konsekwencje, skazując się na los kraju klasy ”B”, z powodów ekonomicznych, ale także i politycznych. Najlepszym dowodem na naszą banalność jest owoc polskiej prezydencji – sześć słynnych strzałek! Czyli klęska polityki wschodniej, ze względu na ogólny brak zainteresowania wschodem, rozszerzeniem i akcję ukraińskich władz z byłą premier tego kraju.

Pamiętając niemieckie dążenia do dominacji nad naszą częścią Europy, wszystkie zło, jakiego doznał nasz kraj ze strony Niemiec, nie można patrzeć na nową koncepcję Mitteleuropy w sposób inny niż kolejną próbę zdominowania, a przynajmniej sterowania sprawami za pomocą soft power. Niemcom nie opłaca się z nami walczyć, po prostu po Stalingradzie nie mają na to, jako społeczeństwo ochoty, to wspaniały, demokratyczny kraj ciężko pracujących ludzi – nienawidzących faszyzmu i błędów własnych dziadków i ojców. Miejmy nadzieję, że nie zmienią swojego obecnego nastawienia do Europy i do świata, będą nadal chcieli ukierunkowywać swoją energię na budowę wspólnego unijnego domu, a przy okazji dzielić się swoim bogactwem z między innymi naszym skromnym krajem.

Europa potrzebuje niemieckiego pragmatyzmu, niemieckich pieniędzy i niemieckiego przywództwa. Utrata wspólnego Europejskiego dorobku poprzez upadek Euro będzie dla nas bardziej kosztowna niż nawet drukowanie pieniądza. Niestety na to rozwiązanie Niemcy z powodów genetycznych (lęk przed hiperinflacją) same się nie zgodzą. Strach pomyśleć, co by się stało gdyby Niemcy odeszli od Euro. Wprowadzenie „Deutche Marki” w jedną noc – to scenariusz, którego nikt na poważnie nie bierze pod uwagę. A jest to ostateczna broń Niemiec zdziwionych wyparowywaniem bogactwa swojego potężnego państwa.

Jeżeli zachowanie jedności Unii, będzie wymagało zgody na niemiecką dominację – należy się na to zgodzić w zakresie polityki gospodarczej, polityki zagranicznej i standardów polityki społecznej. Przyjęcie niemieckiego modelu państwa może być dla nas jedynie błogosławieństwem, aczkolwiek przy naszym ogólnym braku szacunku do państwa, prawa i samych siebie – nie można mieć złudzeń, że możemy zdecydować się na reformy. Naszym problemem jest mylenie złudzeń z rzeczywistością. Nikt nam nie da za darmo kolejnych 70 mld Euro tylko, dlatego by kontynuować model polityki spójności, czyli zadośćuczynienia za przejęcie naszego rynku. Wynika to z faktu, że „zagraniczny inwestor” już ma ten rynek i nie możemy sobie pozwolić na utratę jego dostaw – albowiem nie mamy alternatywy. Nie chodzi o czekoladki w sieciówkach, ale o najważniejsze urządzenia decydujące o funkcjonowaniu kraju w energetyce, transporcie i szeregu innych dziedzin, – które bezpowrotnie straciliśmy wraz z likwidacją takich firm jak „Elwro”, „Pollena”, lub „Polfa”.

W momencie upadku Euro – upadku Unii, wszystko to straci na znaczeniu, zupełnie inaczej będzie wyglądać nasza sytuacja międzynarodowa. Nie można wykluczyć zastosowania wobec Polski wariantu gruzińskiego. Mając do wyboru scenariusz konfliktu i pauperyzacji a scenariusz stopniowego bogacenia się w zamian za podporządkowanie – wybór należy do nas. Długo nie mieliśmy tak ciągłego okresu pokoju i spokoju jak od zakończenia II Wojny Światowej, większą część tego okresu zawdzięczamy dominacji Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, jednakże nie ulega wątpliwości, że najlepszym okresem był czas ostatnich 22 lat, okres tzw. wolności. Jeżeli chcemy, chociaż w części kontynuować scenariusz pokojowego rozwoju musimy zgodzić się i popierać przywództwo Niemiec w Europie. Czy to się nam podoba czy nie nasz kontynent potrzebuje prawdziwego zjednoczenia, potrzebuje wspólnotowych autorytetów, potrzebuje jednego centrum decydowania o sprawach kluczowych. Wszystkie te warunki spełniają Niemcy.

Warto pamiętać jeszcze o innym aspekcie, otóż Niemcy nawet, jeżeli upadnie dotychczasowa idea integracji – zapewniająca im supremację – na pewno nie zrezygnują z dążenia do niej. Oznacza to, że alternatywą dla niemieckiego przywództwa jest tradycyjny niemiecki imperializm. Ten kraj z pewnością nie zrezygnuje z zapewnienia sobie ekonomicznego, politycznego i militarnego bezpieczeństwa. Ma możliwości, ma potencjał, może oddziaływać na swoje bliższe i dalsze otoczenie nie tylko za pośrednictwem modelowania strumieni Euro – jak do tej pory. Jeżeli nie będą mieli wyjścia – Niemcy znowu zaczną maszerować, czy to się nam podoba czy nie. Z racji historycznych, niezdolności do zapewnienia sobie samemu bezpieczeństwa i braku możliwości do przeprowadzenia głębokich strukturalnych reform – musimy postawić na kartę europejską.

Współczesna Europa potrzebuje nowego Führera, bardziej niż w czasach rzymskich lub w czasach Napoleona, nie wspominając już o nowszych próbach rządzenia Europą. Zdecydowanie się na nową europejską drogę jest tożsame ze zrzeczeniem się części suwerenności. Trzeba zapłacić za zaproszenie do pokoju i dobrobytu, jeżeli w naszym przypadku ceną będzie zrezygnowanie z części omnipotencji nieudolnego polskiego rządu – to zgódźmy się z tym, że jest to cena bardzo niska i w pełni możliwa do zaakceptowania. Problem polega jednak na tym, że musimy zapewnić trwałe podpięcie naszego wagonika do unijnej lokomotywki, niestety w tym stanie naszej polityki zagranicznej będzie to raczej, – co najmniej trudne.

Należy pamiętać, że wszystkie decyzje polityczne mają za sobą konkretnych ludzi nawet, jeżeli stoją za nimi państwa lub najpotężniejsze instytucje. O wszystkim zawsze decydują ludzie. Niestety na obecnym firmamencie europejskich polityków nie ma osób myślących paneuropejsko i unijnie, wszyscy politycy i komisarze w większym lub mniejszym stopniu zawsze są jedynie przedłużeniem interesów narodowych. Nie ma prostego sposobu na to jak wygenerować nowego ogólnoeuropejskiego przywódcę! Niestety na tym polu nie ma łatwego rozwiązania.

Tylko spójne przywództwo może nas obronić przed chaosem, ład i porządek to fundamenty naszego stylu życia. Zaczynają się nowe czasy, rozdrobnieni nie sprostamy wyzwaniom.

4 thoughts on “Europa potrzebuje nowego Führera, Cezara, Napoleona

  • 27 listopada 2011 o 08:47
    Permalink

    Zapomina sie o jednym: Merkel czy Sarkozy sa wylacznie figurantami. O polityce decyduje armia 5000 lobbystow rezydujacych w dzielnicy rzadowych Berlina. To oni i tylko oni zadecydowali o rozszerzeniu uni na wschod z powodow czysto ekonomicznych. Ale lobbysci nigdy nie stanowili jednolitej sily, stad konflikty interesow. Nie ma sie czemu dziwic, ze Europa nie sprowadzi wspolnej polityki.

    Odpowiedz
  • 27 listopada 2011 o 10:37
    Permalink

    Niby racja, ale lobbyści są raczej we Frankfurcie nad menem bo nad Szprewą nie ma dla cywilizowanych ludzi nic ciekawego 🙂

    Odpowiedz
  • 28 listopada 2011 o 14:51
    Permalink

    Co do wspomnianej w tekście suwerenności: w całości procesów tworzących rzeczywistość społeczną (nie obejmuje ona np. wulkanizmu należącego do rzeczywistości przyrodniczej) można wydzielić zjawiska elementarne (ze), z których jedne rozstrzygają się w skali jednostki (np. decyzja zakupu ubrania), inne w obszarze regionu, państwa, … i globalnie. Gdy takim ze usiłujemy kierować w skali innej, niż ono realnie istnieje, ponosimy szkodę. Tak jest, gdy np. państwo narzuca jednostkom ubiór (Mao Tse Tung w Chinach), lub gdy dbamy o czystość powietrza, a kilka kilometrów od granicy inni zbudują dymiącą fabrykę. Rozsądek nakazuje, by zarządzanie poszczególnymi procesami organizować na obszarze, na którym taki proces realnie kształtuje się i żadna “suwerenność” nie ma tu nic do rzeczy.
    Gdy chodzi o niemiecką gospodarkę (a także każdą inną), to jej urynkowienie sprawia, że decyduje o niej równowaga podaży i popytu, a w tym ważnym jest, by kupujący mieli za co kupować (Keynes). Tak to w dużym uproszczeniu.
    http://klubwmpg.pomorskie.pl

    Odpowiedz
  • 28 listopada 2011 o 16:52
    Permalink

    Co do artykulu to pelna zgoda z tym czego brakuje w Europie. Dyzurnym krytykantom nawolujacym do upadku UE, odejscia od Euro i tak dalej polecam zastanowic sie dwukrotnie jak skutki takiej gospodarczej zapasci odczuje Polska – ktora to 23% handlu ma z Niemcami, a prawie 80% z Unia.
    Natomiast jesli chodzi o kleske polityki wschodniej to mam nieco inne zdanie na ten temat. Zarowno Litwa, jak i Ukraina swoja suwerennosci kreuje bezposrednio w opozycji do Polski. Nie zapominajmy o OUN i UPA, bo akurat tak dyktuje obecna poprawnosc polityczna. Wspomaganie i Litwy i Ukrainy jest i bylo w Polskim interesie, ale nie za wszelka cene. Widzac, ze rosyjskiej gaz rurki przez Baltyk zatrzymac sie nie da trzeba bylo sie dolaczyc do niej i miec wplyw. Ukraina za poparcie odwdzieczyla sie odznaczeniem Bandery, ktory mordowal Polakow.
    Podobnie ma sie obecna sytuacja z Litwa, jesli 3 milionowy kraj uwaza, ze da sobie rade z Rosja sam to trzeba Litwie dac te mozliwosc. Wspomagac Polakow na Litwie, tak aby mogli sie przeniesc do Polski razem z biznesem, jesli to mozliwe – mieszkan z okresu banki w Warszawie az nadto.:) Mozliwe iz taki kubel zimnej wody podziala otrzezwiajaco na Litwe, w przeciwienstwie do obecnych przepychanek ktore do niczego nie prowadza (oczywiscie medialnie idzie nam wspaniale). 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.