Europa między Warszawą a Waszyngtonem

graf. red.Pomimo sezonu letniego sporo się dzieje, zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz na świecie – procesy zmian nie mają wakacji i zachodzą nieprzerwanie. Czasem trudno zrozumieć, które wydarzenia są najważniejszymi symptomami kontynentalnych przemian. Jakie będą następstwa wizyty Trumpa w Warszawie, protestów w Hamburgu podczas szczytu G20 i długiego spotkania Trumpa z Putinem? Analityk biznesowy, Krzysztof Sadecki, przewiduje, że lipcowe wydarzenia będą miały duży wpływ na kształt i wygląd relacji USA – Europa.

Rzućmy okiem na mapę znaków czasu. Przywódcy uczestniczący w szczycie G20 w Hamburgu opowiedzieli się za otwartymi rynkami oraz przeciwko protekcjonizmowi w handlu. Wszyscy zgodzili się z decydującą rolą odgrywaną przez międzynarodowy handel oparty na regułach zgodnych z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO). Ma to kolosalne znaczenie dla przyszłości Europy, bowiem unijni eksporterzy zgłaszają coraz większą liczbę barier handlowych – tylko w zeszłym roku ich liczba wzrosła o 10 procent, a koszty sięgają miliardów euro.

– Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że pod koniec ubiegłego roku w ponad 50 krajach będących partnerami handlowymi Unii Europejskiej istniały 372 bariery – 36 z nich wprowadzono w 2016 roku. Dla Brukseli szczególnie niepokojące jest to, że politykę wprowadzania barier handlowych, mimo wielokrotnych obietnic walki z protekcjonizmem, kontynuują kraje rozwinięte z grona G20 – twierdzi Krzysztof Sadecki. 

Na tym nie kończą się niepokoje, ponieważ z powodu sprzeciwu Rosji i Chin nie powiodła się próba włączenia do dokumentu końcowego podczas szczytu w Hamburgu fragmentu o międzynarodowych krokach przeciwko przemytnikom, brak też porozumienia w sprawie kar dla przemytników migrantów. Sytuacja tymczasem jest poważna, przykładowo włoskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało w ubiegłym tygodniu, że tylko do początku tego roku, do kraju napłynęło ponad 83 tysiące migrantów. Uwagę komentatorów zaprzątały jednak ważniejsze sprawy, szczyt w Hamburgu zelektryzował opinię publiczną przede wszystkim ze względu na pierwsze spotkanie Donalda Trumpa i Władimira Putina oraz na towarzyszące spotkaniu G20 protesty i demonstracje. Ich uczestnicy, lewicowi ekstremiści, przedstawiciele pro-anarchistycznych ruchów wolnościowych oraz inni radykalni działacze sprzeciwiający się procesom systemowym nadających ton cywilizacji szczególną niechęcią darzą Stany Zjednoczone. 

– Prezydent USA pomimo tego, ile już zdążył zrobić w kierunku poprawy sytuacji globalnej – wystarczy wspomnieć choćby o inicjacji procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie – ma na arenie medialnej bardzo zły PR, nie bez winy europejskich polityków. Jego przybycie do Hamburga podsyciło tylko wściekłość antyglobalistów, czego wynikiem są spore straty w mieniu i ponad 200 rannych policjantów. Nie są to jednak pierwsze protesty ani zamieszki towarzyszące szczytom gospodarczym, ich znaczenie jest tylko ciekawostką dalszego planu, znacznie ważniejsze było omówienie przez przywódców USA i Rosji problemów związanych z sytuacjami na Ukrainie, w Syrii oraz podjęcie kroków w kwestiach dwustronnych – kontynuuje analityk.

Ani Donald Trump ani Władimir Putin nie chciał kończyć spotkania, przez ponad 120 minut rozmowy poruszono problemy walki z terroryzmem i cyberprzestępczością. Porozumienie w sprawie rozejmu w Syrii zostało odczytane jako wielki sukces Trumpa, ale według słów nestora Partii Republikańskiej, byłego senatora Boba Dole’a nie tylko spotkania prezydenta USA podczas szczytu G20 w Hamburgu pozwoliły odbudować pozycję Stanów Zjednoczonych jako lidera wolnego świata. Równie ważna była tu wizyta Donalda Trumpa w Warszawie. 

– Nie ma większego znaczenia, w jaki sposób będziemy interpretować wizytę prezydenta USA w Polsce, jeśli będziemy się do tego zabierać z punktu widzenia Polski i Polaków. Te dywagacje jeszcze długo nie ucichną, będą podnosić różne argumenty a uczestnicy poszczególnych dyskusji raczej nie osiągną porozumienia, które powiedzmy sobie szczerze, nie jest na forum medialnym czymś szczególnie pożądanym, jako że grozi stagnacją oraz znudzeniem odbiorców – uważa Sadecki.

Wizyta Donalda Trumpa z perspektywy zagranicznej

Warto przyjrzeć się, jak wyglądała wizyta w Polsce z perspektywy samych Stanów Zjednoczonych i z perspektywy Europy, a zwłaszcza z perspektywy lęków, o których europejscy przywódcy nie chcą głośno mówić. Przede wszystkim Polska była pierwszym krajem poza Arabią Saudyjską i Izraelem, który witał Donalda Trumpa owacyjnie. Reakcje Polaków były dla prezydenta USA takie same jak te, z którymi spotykał się na swoich wiecach i były bardzo pozytywnym wzmocnieniem tego, czego nauczył się o Polsce z wygłoszonego w Warszawie przemówienia. 

– Warto tutaj zwrócić uwagę na pewien układ sytuacyjny; przemówienie opierało się na motywie historii walki Polski z Niemcami i z Rosją, Donald Trump wygłasza je, po czym udaje się na szczyt G20, żeby spotkać się z przywódcami tych państw. Tam sugeruje Władimirowi Putinowi destabilizację sytuacji w Europie i daje do zrozumienia, że Rosja powinna się ucywilizować. Europie mówi o wolności budowanej na wolności osobistej, wspomina o zbyt dużej roli biurokracji, która doprowadza do przeregulowania systemu i wytyka gospodarzowi szczytu, czyli Angeli Merkel politykę proimigracyjną. Europejscy politycy robią dobrą minę do złej gry i zamiast odpowiedzieć prezydentowi USA wprost, krytykują Polskę zaznaczając, że Donald Trump nie rozumie Europy – twierdzi Krzysztof Sadecki.

Po wizycie Trumpa w Polsce na Zachodzie pojawiły się głosy mówiące, że Polska i Węgry nie będą mieć przyszłości z Trumpem, jeśli nie będą się solidaryzować z polityką UE. Można też było usłyszeć ostrzeżenie, że Donald Trump chce wciągnąć Europę w swoją grę. Jaką? O tym już mówi się przy pomocy ogólników, co nie wygląda za dobrze, w świetle tego, że politycy europejscy bali się Donalda Trumpa zanim jeszcze został prezydentem. Gdzieniegdzie padały słowa o zgubnej dla Europy „doktrynie Trumpa”, ale co ona tak naprawdę oznacza? Jest oczywiście świetnym straszakiem dla opinii publicznej, może brzmieć groźnie dla Polaków i świetnie podsycać niepokoje takie jak te, które doprowadziły do zamieszek w Hamburgu, ale w rzeczywistości jest tylko pochodną inicjacji procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, procesu na którym cały wolny świat może tylko zyskać. Cóż więc nie podoba się w doktrynie? Trump odizolował siedem krajów, z których pochodzi blisko 95 procent terrorystów. Czy jest w tym coś złego? 

– Na pewno dla państw, które handlują ropą, z tak zwanym Państwem Islamskim i dla tych, którzy mają chrapkę na odizolowane tereny, gdzie mogliby postawić, np. swoje zakłady produkcyjne, gdyż u siebie nie mają już na nie miejsca. Postawienie tamy nowej formie kolonizacji Bliskiego Wschodu i północnej Afryki przez zachodnie koncerny wspierające polityków UE zostało nazwane doktryną Trumpa. Ale jeśli faktycznie uda się doprowadzić do osłabienia nastrojów w taki sposób, by Stany Zjednoczone to poczuły, niezadowolenie Europejczyków skupi się na nich samych – kontynuuje Sadecki.

Po Brexicie Donald Trump może prowadzić rozmowy z Wielką Brytanią bez pośrednictwa UE, a bez obecności Anglii w Unii Europejskiej i przy niechęci żywionej przez Niemcy, Francję i Belgię takie same rozmowy może prowadzić z Rosją, również ponad głowami Europejczyków bez ich udziału i bez uwzględnienia ich interesów. Po tym jednak, co spotkało go w Warszawie i po zrozumieniu roli Polski i Polaków w procesach nowoczesnego świata, być może wybierze nasz kraj jako dodatkowego partnera w negocjacjach, a Europa znajdzie się na linii między Warszawą a Waszyngtonem. I tak naprawdę właśnie o tej możliwości świadczą wypowiedzi o konieczności solidaryzowania się z polityką europejską – inaczej współpraca Polaków z Donaldem Trumpem nie przyniesie pożytku. Być może najbliższe tygodnie zmienią opisywaną sytuację na bardziej wyrazistą. 

Na zakończenie zwróćmy uwagę na jeszcze jeden efekt wizyty prezydenta USA w Polsce. Minister finansów i przewodniczący Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów Mateusz Morawiecki zapowiedział inicjację procesu uzyskania przez Polskę niezależności energetycznej w ciągu najbliższych pięciu lat. Temat ten został wcześniej poruszony w artykule publikowanym przez szereg portali pod tytułem „Czy Polska będzie niezależna energetycznie?”. W tekście tym, Krzysztof Sadecki nakreśla wizję takiej sytuacji wykorzystywanej przez polski rząd i w dodatku związanej kontekstowo ze współpracą z USA. 

Autor: Krzysztof Sadecki

18 komentarzy do “Europa między Warszawą a Waszyngtonem

  • 12 lipca 2017 o 05:10
    Permalink

    Trochę inne spojrzenie na sytuację “po szczycie G20”, ale równie ciekawe i współbrzmiące z tym co pisał Krakauer.

    Odpowiedz
  • 12 lipca 2017 o 05:11
    Permalink

    Nowy autor? Jest ok, poprawna – nieco cukierkowa analiza…

    Odpowiedz
  • 12 lipca 2017 o 06:42
    Permalink

    Uczestniczymy w tej “grze” w roli pionka a nam się wydaje że jesteśmy co najmniej Damką. Wroćmy już lepiej do sojuszu z San Escobar,mniej nas będzie kosztował

    Odpowiedz
  • 12 lipca 2017 o 07:31
    Permalink

    Czy Polska będzie niezależna (energetycznie)? Gdyby do tego doszło, to trzeba by wiedzieć co z tym zrobić, by sobie i innym nie zaszkodzić. To trudne, kto to u nas pociagnie!

    Odpowiedz
  • 12 lipca 2017 o 09:21
    Permalink

    Wszystko pięknie tylko, że Rosja nawet gdyby chciała nie może stać się sojusznikiem Ameryki jak Wielka Brytania. No chyba, że Putin chciałby rozpocząć wojnę z Chinami. Po prostu gdy Putin i Trump zaczną się częściej spotykać Chińczycy zainicjują proces dezintegracji Rosji. A że kasy na korumpowanie rosyjskich elit zwłaszcza na prowincji mają sporo i chińskich zielonych ludzików też mogą zorganizować więcej niż wynosi liczba dorosłych mężczyzn w Rosji rozczłonkowanie tego kraju na kawałki nie byłoby dużym wyzwaniem. Tak naprawdę dziś tylko Chiny i Niemcy podtrzymują jedność Rosji. Chiny udzielając wsparcia politycznego reżimowi Putina a Niemcy wspierając jego finansowanie. Nawet gdyby Ameryka przejęła na siebie te zadania to jednak nie jest w stanie wysłać na Syberię miliona marines by ganiać się po tajdze za kilkunastoma milionami Chińczyków. Tym bardziej, że logistycznie łatwiej wspierać żołnierzy na Syberii z terytorium Chin niż z europejskiej części Rosji. A na wojnę atomową o Syberię nawet Rosjanie się nie zdecydują. Po prostu chociaż Rosja ma znacznie więcej głowic atomowych to jednak większe szanse, że Chińczycy zlikwidują Rosję niszcząc kilka jej głównych miast niż że Rosjanie zniszczą całkowicie Chiny niszcząc ponad sto dużych chińskich dużych miast. A i tak po takiej wymianie ciosów liczba Chińczyków pozostałych przy życiu byłaby większa niż liczba mieszkańców Europy łącznie z Rosją chociaż pewnie ich życie byłoby bardzo trudne jak i wszystkich ludzi na planecie. Tak naprawdę Chińczycy wyciągają wnioski z polityki Putina, który pokazuje, że dysponując straszakiem atomowym można bezkarnie prowadzić wojny hybrydowe.

    Odpowiedz
    • 12 lipca 2017 o 10:57
      Permalink

      @bob……przedstawil Pan z grubsza problem jaki niosa masywnie przeludnione Chiny, z nadprodukcja w wiejszosci branz w tym w przemysle metalurgiczno-hutniczym, co powalilo absolutnie caly swiat na kolana.. z tym sukcesem gospodarczym Chin idzie ich ekspansja we wszystkie zakatki swiata,widac to glownie w Afryce a wiele panstw zaczyna lamac sobie glowe z dnia na dzien przybierajacym na sile militaryzmem Chin na Pacyfiku …Japonia, Rosja, Filipiny zaczynaja miec obawy jak sytuacja sie bedzie rozwijac…w Japonii ma byc referendum o zmiane konstytucji , by z panstwa pacyfistycznego bez armii przejsc do panstwa zaczepnego z mocna armia przeciw Chinom i Korei Polnocnej…zaczyna byc w tym regioniebardzo niebezpiecznie Chinczycy faktycznie osiedlaja sie kawalek po kawalku na terenie Rosji, na Syberii wkroce ilosciowo przeforsuja liczba ludnoscii Rosjan…tak oto przepowiesci z przed ponad 50 -60 lat o dominacje i stopniowe opanowanie swiata przez zolta rase zaczyna byc realnoscia, Rosja z uwagi na olbrzymie terytorium ale bardzo slabo zasiedlone moze stac sie pierwsza ofiara tych chinskich zagrywek….w tym ukladzie znaczenie Rosji dla stabilizacji Europy i swiata w obliczu chinskiej expansji ma przeolbrzymie znaczenie….nie bedzie i to w najkrotszym czasie formy UE od Lizbony do Wladywostoku Europa stanie sie prowincja Chin.. .wlasnie juz ostatni dzwonek zadzwieczal ……

      Odpowiedz
      • 12 lipca 2017 o 14:11
        Permalink

        Chińczycy potrzebują źródła surowców niezależnego od innych. Transport surowców morzami może być odcięty nie tylko przez znacznie silniejszą US Navy czy flotę japońską ale także indyjską i wietnamską(Wietnam niedawno kupił w Rosji nowe okręty podwodne). Najlepszym rozwiazaniem dla Chin byłoby więc przejęcie bogactw Syberii aby wyeliminować ryzyko, że Ameryka dogada się z Rosją i odetnie Chiny od surowców. Dostęp do Syberii oznacza również koniec zależności od spekulantów na rynku surowców. Czyli pieniądze za surowce nie zasilałyby rywali a szły na potrzeby wewnętrzne. W takim przypadku Chiny mogłyby nawet wrócić do polityki izolacji bo to już nie eksport byłby tak konieczny dla bogacenia się kraju. Zauważmy, że Ameryka eksportuje per capita nawet mniej niż Polska. A mimo to PKB per capita ma nawet większe niż Niemcy, które eksportują per capita prawie pięć razy więcej niż Ameryka.

        Odpowiedz
  • 12 lipca 2017 o 10:37
    Permalink

    Bob,tobie się popierd…..w głowie.Jedyny konflikt to starcie amerykańsko chińskie.Nie ulega najmniejszej wątpliwości że Rosja stanie po stronie Chin! A ty ze swoimi Homarami polegniesz w imię sojuszu z wujkiem Samem jak w Wietnamie US Army!

    Odpowiedz
    • 12 lipca 2017 o 11:12
      Permalink

      Hey ! Komentatorze @wlodek nie mow hop !!! zanim nie przeskoczysz….Chiny sie za bardzo rozwinely i swoja miliardowa populacja moga zmiazdzyc nie jeden organizm panstwowy…powalily wszystkie panstwa swiata w branzy metalurgiczno-hutniczej, maja masywna nadprodukcje…..nie ma zartow..do tego z tym absolutnym sukcesem gospodarczym zmieniaja swoja orientacje.polityczna w kierunku agresywnej polityku zaczepnej…Japonia, Korea, Filipiny a nawet Malezja, Indonezja itd. zaczynaja miec stracha przed expansja polityczna Chin, co ma.juz miejsce na wodach otaczajacych morz…..”pieniadze psuja charakter”……juz dziadkowie nam to mowili…..

      Odpowiedz
      • 12 lipca 2017 o 14:14
        Permalink

        królowo,jedyny sojusz to rosyjsko chiński ! świat amerykańskiego żandarma się skończył .Yanki go home!

        Odpowiedz
      • 12 lipca 2017 o 16:45
        Permalink

        Ależ Królowo, bez paniki…!
        – fakt, analizy Bobka mają sens, ale proszę zauważyć, że robione są z punktu widzenia zachodniego, a wręcz zaoceanicznego przygłupa.
        Opierają się na dotychczasowej, krowopaskiej doktrynie “opanowywania Swiata”.
        A Swiat, wraz z upadkiem bloku ZSRR, rozpoczęciem w latach 90-ych ub.w. procesu globalizacji, militarnymi konfliktami na Bałkanach, a na ostatnich przykrych wydarzeniach na Bliskim Wschodzie i rozpoczęciu procesu stagnacji i przyszłego rozkładu Zachodniej Europy (wraz ze swoimi dotychczasowymi “sojusznikami” t.j. NATO i tzw. “układu transatlantyckiego”) kończąc, zmienił się diametralnie.
        Ględzenie Bobka że “Rosja uczyni to, Stany tamto, Chiny owo, itd.) dotyczą Swiata już prawie NIEISTNIEJąCEGO.

        To, że istnieją jeszcze podziały na strefy, regiony, czy kraje zawdzięczamy jedynie sztucznie podczymywanymi konfliktami i armiom wraz z ich uzbrojeniu powołanym do “obrony” tychże .

        W ostatnich 25 latach rozwoju Swiata, ilość ludzi na Ziemi i dysproporcja pomiędzy bogatymi, a biednymi, a właściwie pomiędzy “panami-właścicielami”, a pozostałą częścią ludzkiej populacji stała się tak trastycznie wielka (2% “posiadaczy”/98% pozostali t.j. ok. 140 mln do 7 mld), że te 2% w krótkim czasie nie będzie w stanie uchronić swoich bogactw,a zarazem utrzymać w ryzach taką masę ludzi/niewolników, lub jak to woli, biedoty.

        Dotychczas, proporcje przedstawiały się zupełnie inaczej. Swiat składał się z bogatych i tzw. warstwy “średniej”. Stanowili oni większość. Odsetek drastycznie biednych stanowił niewielki ułamek całości, więc większości zależało na utrzymywaniu całości we względnej stabilności.
        Ostatnie jednak lata rozwoju tzw neoliberalnego kapitulizmu pozwoliły na przejęcie wąskim grupom (banki, koncerny itp) większości dóbr występujących na Ziemi i dosłowne zniewolenie pozostałej części ludzi. Ba, na przykładzie Grecji, widzimy, jak zniewalane są nawet całe społeczeństwa!

        Wracając więc do meritum, oczywiście, prędzej, czy później dojdzie do ludnościowej ekspansji Chińczyków m.in. na syberyjskie tereny. Przecież ani Putin, ani rosyjscy, czy inni oligarchowie nie zabiorą tych dziewiczych terenów ze sobą do trumny. A życie człowieka jest krótkie i szybko mija. Przyrost naturalny jest większy w Chinach, więc to oni realnie zasiedlać będą te tereny.
        Ale nie tak, jakby tego chcieli neoliberalne przygłupy z Bobkiem na czele t.j. militarnie i przemocą.
        Bobek, kieruję to bezpośrednio do Ciebie:
        – zaoceaniczny przygłupie, czasy wzajemnego podjudzania już się skończyły! Już nie podjudzicie setek milionów ludzi do wzajemnego się wymordowania. By potem przyjść “z pomocą i stabilizacją”
        Ludzkość, a szczególnie narody słowiańskie, czy Azjaci to nie “Wasz” poziom. Nic nie wskóracie.
        To będzie naturalny proces. I myślę, że ani rosyjscy autochtoni, ani chińscy przybysze nie będą mieć nic przeciwko temu, a wręcz odwrotnie, wzajemna koegzystencja ułatwi im ciężkie warunki życia na Syberii. Zresztą, już kiedyś snułem podobne rozważania, więc nie będę się powtarzać.
        Co do ewentualnych “zagrożeń” od strony Chińczyków, nie miałbym raczej żadnych obaw. Oczywiście, kulturowo to inne społeczeństwo.
        Politycznie, organizacyjnie, strukturalnie i hierarchicznie również.
        W porównaniu jednak ze współczesną formą niewolnictwa, jaką oferuje nam obecny neoliberalny Zachód na przyszłość, to wolę jednak chińską ekspansję na Syberię, niż smartfony, LCDeki, HiFi i inne cuda naszej “demokracji i wolności”. Koszt tych “zachodnich wytworów” to poświęcenie własnego życia na rzecz konsumpcji dla dobra i zysków swojego “Pana”.
        Co się tyczy ewentualnego zagrożenia od strony azjatyckich, czy chińskich bogaczy, czy dynasti, to również nie mam najmniejszych obaw. Relacje ilościowe są na podobnym poziomie, jak u nas (2%/98%), więc oni również zdają sobie z tego sprawę, że nawet najsilniejsza armia nie jest w stanie przeciwstawić się większości.
        A taka sytuacja wymusi na nich dostosowanie się do społeczeństwa. Nie na odwrót, bo to już nie jest XIV, czy XV wiek.

        W jednym Soros ma chyba rację, struktury obecnego światowego porządku zanikną niedługo, a ludzie wymieszają się między sobą.
        I im nastąpi to wcześniej, tym będzie lepiej dla Ludzkości…
        – ludzie dojrzeli już chyba do tego, by niezależnie od rasy, wyznania, języka, czy innych mało istotnych różnic, koegzystować w jednym, wspólnym Swiecie.

        Ja, ze swoją prawie 60-tką na karku nie robię sobie już wielkich ani nadziei, ani obaw. Robi mi się jednak smutno, gdy wrócę pamięcią do Swiata w którym myśmy żyli i porównam go ze Swiatem, który przygotowaliśmy naszym dzieciom.
        Wojna na wojnie, miliony ofiar, pożoga, zagrożenia, choroby, pazerność, złodziejstwo, brak pracy, przyszłości, zanik ludzkich uczuć, empatii, kultury, zmiany klimatyczne, dewastacja środowiska itd., itp…..
        Liczy się tylko mamona!
        – czy myśmy naprawdę chcieli takiego Swiata !?

        Ps.- Królowo, czegokolwiek nie mówiłoby się o Chinach, ponoć życie jest tam bardzie znośne, niż w “naszym” Swiecie.
        Bliski krewny (wraz z rodziną) siedzi tam już 10-y rok. Właściwie to zostali na stałe.
        Zył kilka lat w Londynie i służbowo został przeniesiony do Chin (był wówczas zatrudniony w brytyjskiej firmie).
        Proszę sobie wyobrazić, po krótkim czasie zatrudniono go w chińskiej. I to na dużo lepszych warunkach.
        Nie wiem jak (nie pytałem), ale mają teraz chińskie obywatelstwa (krewny, żona plus 2 dzieci), ładne, obszerne mieszkanie w średniej wielkości mieście i żyją sobie na takim poziomie, że nawet nie myślą o wyjeździe. Dla krewniaka najważniejsza jest pewność egzystencji, a, jak wiele razy podkreślał, ta jest porównywalna do warunkow lat 70-ych PRLu.
        Nie wiem, jak jest w rzeczywistości, bo pomimo, że mnie tam zapraszali, jakoś nie udało mi się ich jeszcze odwiedzić.
        Za to byli tam ich rodzice (a nasi kuzyni) i z ich opowiadań wynika, że tak wygląda tam rzeczywiście.
        Może wybiorę się tam kiedyś
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • 14 lipca 2017 o 03:12
          Permalink

          50-parolatek…….z zainteresowaniem czytalam powyzsza analize…te same watpliwosci , te same troski miotaja moja osoba, z pewnoscia wszystko, jak to zwykle w zyciu bywa pojdzie jeszcze inna droga niz nasze chwilowe wyobrazenie…..wiecej jest osob z Europy i wogole swiata, ktore osiedlily sie w Chinach, te sa zadowolone, ktore zostaly wyslane przez firmy “zachodnie” i z uwagi na wiedze fachowa za konkurencyjne uposazenie zostaly pozyskane przez Chiny….nie wszyscy maja takie szczescie ….w Chinach jest duzo ludzi wyrzuconych poza margines min.tzw. ” WanderArbeiter” / = wedrujacy robotnicy, ktorzy wedruja z plecakiem po calych Chinach z sa za dniowki i godzinowki zatrudniani bez zadnych ubezpieczen na wypadek choroby, wypadkow, zgonu , zyja i umieraja anonimowo, wysylaja pieniadze wynedznialym rodzinom w zacofanych ale nadal liczbych wioskach dalekich od metropolii prowincjach…. dla mnie taka pokusa byl Hong Kong , mowiono hey ! to nowy New York….i dla Chin to cale “kapitalistyczne okno na swiat”. ale tam obecnie wielki polityczny niepokoj, wcale mnie tam nie ciagnie… po prostu wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma…
          Jako sensacje podawano w srode, 12, ze kolo afrykanskiego Dzibutti Chiny zakotwiczyly olbrzymi statek wojenny z wyrztuniami rakiet i chyba pasen startowym i kontroluja bardzo wazna czesc swiata i komunikacyjnego szlakumorskiego, podobne wujkowi wypadly obie szczeki z zawiasow na wiadomosc o tym…..bezsprzeczny jest fakt, ze wujka Chiny juz wyzuly z pozycji “krola swiata” , jeszcze nie wtracaja sie do awantur na Bliskim Wschodzie… Pozdrowienia……

          Odpowiedz
          • 14 lipca 2017 o 16:57
            Permalink

            Chmmm…
            – nawet w PRLu istnial pewien odsetek obywateli stanowiacych tzw “margines”
            Najczesciej byli to ludzie, ktorzy do marginesu dostawali sie “na wlasne zyczenie” Albo byl to “element”, albo uzaleznieni, ktorzy nie potrafili z tego wyjsc, albo tacy, ktorzy probowali bazowac na innych.
            Kto jednak chcial mogl wyjsc ze swojego marazmu.
            Nie wiem, ale mysle, ze te same procesy zachodzic moga rowniez w chinskim spoleczenstwie, a biorac pod uwage ilosc ich obywateli moze sie to juz rzucac w oczy
            pozdrawiam

  • 12 lipca 2017 o 21:54
    Permalink

    Tytułem dopowiedzi …p. Miecławie, w którymś z kom.
    poruszył p. temat XIX w. Towarzystwa Demokratycznego,
    inaczej, socjalistycznych oszołomów z tegoż…
    Wówczas (ledwie ) wstrzymałem się z ripostą…. 🙂
    W zamieszczonym wyżej wideoroliku dr Przybył nadrabia
    (moje) zaległości w temacie tej zbieraniny (rusofobskiej)
    na Zachodzie. Moim zdaniem skutecznie rozwiewa mity,
    “naszych’ oszołomów, tak, gdzieś około 37′ min. jednak
    rekomenduję wywiad w całości…

    Odpowiedz
  • 13 sierpnia 2017 o 21:14
    Permalink

    Aby spekulować o rezultatach G20 warto wcześniej opisać globalne układy jakie są na siwcie.

    W Stanach scierają się dwie koncepcje jak postępować z Rosjanami.

    – Kongresmeni podtrzymują linie wypracowana za prezydenta Obamy (za Obamany, nie przez Obamę), że w Rosję trzeba walić gdzie się da i tak silnie jak tylko można w nadziei żę Rosja się w końcu zawali.

    – Prezydent Trump i jego koledzy doszli do wniosku, że na pewien czas trzeba zmienić sposób postepowania z Rosjanami bo metoda liberałów nie przynosi rezultatów. Dowód Trumpa: na naszych oczach Rosja obciążona wojną w Syrii, sankcjami, z nożem w plecach od Ukrainy, nie tylko wstała z kolan ale zaczyna znowu być graczem na globalnej arenie.

    – Chiny nie stanowią problemu dla Stanów bo ich potęga w dużej mierze zależy od zbytu swoich towarów na rynku amerykańskim. 10 -15 lat i załatwią Chiny tak jak kiedyś załatwili Japonię.

    Co zostało załatwione w Monahium: Na prośbę wszystkich pozostałych uczestników G20, Amerykanie i Rosjanie postanowili zakończyć walki w Syrii w nadziei, żę to powstrzyma falę uchodzców.

    —————————
    Tego nie ustalono oficjalnie ale warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań.
    To taki żart na czasie.

    1) Czy jest możliwe pokojowe współistniene Stanów i Rosji w nadchodzacych czasach?
    Nie. Walą się przez pośredników od końca Drugiej Wojny Swiatowej i tak będzie dalej.

    2) Gdzie się będą teraz walili?
    W Afganistanie.

    3) Dlaczego właśnie w Afganistanie?
    Bo tędy prowadzi najkrótszy, rosyjski “jedwany szlak” do Pakistanu i Indii.

    4) Kto będzie walczył?
    Po stronie rosyjskiej Talibowie. Po stronie amerykańskiej bojownicy ISIS (Paśtwa Islamskiego), NATO oraz armia Afgańska.

    Odpowiedz
  • 13 sierpnia 2017 o 22:35
    Permalink

    Ciąg dalszy żartu.

    5) Czy Amerykanie wiedzą co się szykuje.
    • Czują pismo nosem. Dlatego nakładają na Rosje coraz to nowe sankcje i też są zainteresowani zakończeniem konfliku w Syrii i na Ukrainie. (Sporo tutaj żołnierzy doświadczonych w boju i chetnych do walki).

    6) Kto wygra?
    • To zależy od wielu czynników.

    7) Np. jakich?
    • Wielu “uchodzców” do Europy to byli żołnierze armii Kadafiego. Zależy ilu zechce walczyć w szeregach NATO. Ponadto na świecie pojawiła się duża grupa osób, które jedno co lubią i umieją to walka na “śmierć i życie”.
    • Jaka liczba ukrainskich i polskich pilotów od helikopterów skusi się dobrymi zarobkami.
    • Jakie uzbrojenie amerykanie dostaczą sojusznikom do samolotów F-16.
    • Jaka liczba doświadczonych bojowników z Syrii i Ukrainy weżmie udział w walkach.
    • Jaka liczba “psów wojny” z byłych republik Sowieckich weżmie udział po stronie Talibów.

    8) To wszystko?
    • Nie. Najważnieszym elementem będzie końcowa “postawa” w tej konfrontacji Pakistanu. Przypomnę niespodziewny “zwrot w pogladach” Turcji i jego wpływ na przebieg wojny w Syrii.

    Koniec żartu.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.