Ekonomia

Euro dusi Grecję i Europę – wspólna waluta jako problem polityczny

 Euro dusi Grecję, dusi Europę, nie można udawać dłużej że nie ma z tą walutą problemów strukturalnych, które wynikają bezpośrednio z konstrukcji tego pieniądza. Jeżeli nadal będziemy hipokrytami, którzy dostrzegają tylko niemiecki punkt widzenia, to skończy się katastrofą społeczną na południu Europy i trwałym odwróceniem się od Unii Europejskiej części społeczeństw. W konsekwencji dojściem do władzy sił politycznych nowego typu, dla których integracja nie będzie celem samym w sobie. Niestety mit „raju utraconego” przez kraje południa jest szokujący, ale nie da się nic na to poradzić, te społeczeństwa przeważnie otrzymywały dotychczas od globalizacji bardzo wiele, w zamian za niewiele. Dzisiaj się to zmienia, miliony ludzi w ogóle są poza obiegiem gospodarczym, nie mają szans na zarobkowanie, a poniżej pewnego poziomu nie pozwala im ich rozumienie rzeczywistości, choćby mieli siedzieć na często antycznych placach swoich miast, grać na gitarach i ćpać bez końca za to co otrzymali od babci lub mamy – wielu młodych ludzi z państw południa, nie zrobi tego co miliony Polaków. Te społeczeństwa już nie pamiętają skrajnej nędzy, mają się za dobrze w stosunku do realiów.

Oczywiście zwalanie na Euro jest bardzo proste, bez względu na okoliczności wewnętrzne można przecież bardzo logicznie argumentować, oskarżając Brukselę, która nie jest w stanie się bronić przed argumentami emocjonalnymi, w rodzaju że nie ma co dzieciom dać jeść. Rzeczywiście tak jest, jednak to nie jest nic nadzwyczajnego w takich krajach jak Polska, czy inne kraje Europy Środkowej. Jest bieda, nie ma miejsc pracy, ludzie muszą żyć, tak jak się da, albo się dostosują i w warunkach powrotu do pewnych rozwiązań autarkicznych i gospodarki naturalnej uda się, albo nie będzie niczego. Pokolenie bez dochodów zajmie miejsca swoich Ojców, a reszta zasili szeregi wykluczonych lub umrze bezdzietnie. Takie są realia i taka jest logika neoliberalnego systemu społeczno-gospodarczego wybranego przez Brukselę.

Nie da się dłużej ukrywać, że to w zestawieniu z realiami społeczno-gospodarczymi i polityką poszczególnych krajów nie zadziałało tak jak powinno. Oczywiście można podnosić, że Grecy nie powinni się tak zadłużać, w zasadzie że wszystkie kraje nie powinny się tak zadłużać, co więcej, że przynajmniej niektóre z nich nie powinny mieć tak rozbudowanego socjalu, czy nawet tak drogich kosztów pracy. Jednakże jakim hipokrytą trzeba być w dzisiejszej Europie, żeby nie widzieć, jak bardzo model socjalny Europy i związany z nim styl życia jest uzależniony od długu, a ściślej jego wzrostu. W zasadzie wszystko opiera się na długu, na wydawaniu pieniędzy których się nie ma, na rachunek przyszłych płatników. Tak działa Europa, tak działa cały Zachód, w zasadzie wszystkie bogate i uprzemysłowione państwa, z wyjątkiem Federacji Rosyjskiej, Szwajcarii, Niemiec i Chin są praktycznie bankrutami.

Oczekiwanie w tych warunkach, że kraje południa dalej będą ciąć socjal, pogarszając warunki życia swoich obywateli w celu wypełnienia wymagań jakiegoś ponadnarodowego banku daleko na Północy bogatej Europy, to fikcja. Politycy wiele zrobili, żeby wcisnąć mieszkańcom konieczność zaciskania pasa, w Hiszpanii, a jeszcze bardziej w Irlandii, dokonała się prawie rewolucja socjalna. Jednakże jeżeli mamy ograniczyć koszty społeczne, do takiego poziomu, żeby nie pojawiły się wyzwania polityczne, dla których stara Europa będzie przeszłością, to o wiele lepiej jest milczeć i nic nie mówić, niż nakazywać państwom południa dalsze oszczędności. Zresztą i Włochy i Grecja, jak i chyba wszystkie kraje południa poza wielką Francją, mają od kilku lat mniej więcej zrównoważone budżety, przy generalnym deficycie całego sektora finansów publicznych. Nie da się bowiem wyczarować pieniędzy, których się nie drukuje. Euro jest niczym standard złota do lat 70-tych, nie da się mieć więcej niż jest pewna podaż.

W tej chwili rozpoczęto luzowanie ilościowe na Euro, powinno to ulżyć nieco niektórym, jak również spowodować, że w obrocie pojawi się nieco więcej pieniądza. Do Rosji on nie ucieknie, do Azji chyba też raczej mu się nie uda. Jeżeli będzie wydany w Europie, to owszem te kwoty nie „robią szału” w skali Unii, jednakże z punktu widzenia poszczególnych budżetów narodowych poluzowanie kilkunastu miliardów Euro, może oznaczać przetrwanie rządzącej koalicji.

Zanim i jeżeli wielki europejski silnik znowu ruszy, upłynie sporo wody we wszystkich rzekach naszego pięknego kontynentu. Być może Grecy poniosą straszną ofiarę i przetrwają, albo nie dadzą rady i wprowadzą walutę subsydiarną, bez formalnego porzucania Euro, tylko stanie się to w ramach następujących po sobie czynności faktycznych? Być może model dwuwalutowości, byłby w sumie dobrym rozwiązaniem dla całej Europy. W tym znaczeniu, że być może warto pomyśleć o tym, żeby Europejski Bank Centralny, wypuścił drugą, subsydiarną wobec Euro walutę, którą luzowałby do woli, w ramach Wspólnoty, na tyle na ile potrzeba i byłaby ona akceptowana jako prawny środek płatniczy, jednakże jej kurs ustalałby w pełni Europejski Bank Centralny w oparciu o popyt zgłaszany przez państwa zainteresowane, z wykluczeniem prawa do spekulacji giełdowej. To jest możliwe jak najbardziej, ponieważ Europejski Bank Centralny, może emitować tyle Euro na ile ma tylko ochotę. Waluta substytucyjna, zawsze miałaby pokrycie w Euro, w praktyce byłaby wekslem opiewającym na Euro. Jeżeli całość transakcji wymiany byłaby możliwa, jedynie w bankach narodowych, jako filiach Europejskiego Banku Centralnego, to mielibyśmy wspaniały zamiennik, który nadążałby do Euro, zarazem pokazując skalę rzeczywistej potrzeby dewaluacji, która uśredniałaby stan gospodarek biedniejszych krajów południa – i nie tylko. Oczywiście Europejski Bank Centralny musiałby jakoś nadążać za rynkiem, w tym znaczeniu że bez nacisków politycznych a jedynie ekonomicznie moderować kurs waluty substytucyjnej, codziennie podając jawne dane, kto ile złożył obligacji i ile waluty w zamian pozyskał. Jeżeli doszłoby do fikcji, czyli waluta substytucyjna byłaby wyceniana gorzej przez rynek (nie można zakazać handlu) niż wyceniałby ją Bank Centralny, to poza widełkami – kurs musiałby się automatycznie dostosowywać, tak żeby ograniczać spekulację. To można zrobić, przez lata był w Europie system walut połączonych i nie było z tym problemu, wobec 12 krajów! Wcale nie trzeba do tego rezygnować z Euro, wystarczy je jedynie substytutować, co już samo w sobie na pewno zmniejszyłoby jego wartość do innych głównych walut. Byłby to niesłychanie ciekawy eksperyment, w którym państwa za pomocą banków centralnych, mogłyby robić to co w tej chwili Grecja, w zamian za własne obligacje, przekazywane Europejskiemu Bankowi Centralnemu, pozyskiwać wedle potrzeb tą substytucyjną walutę. Przy czym uwaga – dla zachowania równowagi, te obligacje powinny być zobowiązaniem w Euro, a wypłata z tytułu ich zdeponowania powinna się odbywać wedle przeliczenia kwoty po kursie waluty substytucyjnej na dany dzień złożenia. Pieniądze z luzowania ilościowego powinny iść na wykup tych obligacji, co byłoby sprawiedliwe dla wszystkich i stymulowałoby rynek całej Unii, a zarazem umożliwiałoby państwom południa dopasowywanie swoich gospodarek do gospodarki unijnej, poprzez pozyskiwanie kolejnej transzy waluty substytucyjnej.

Mechanizm sam by ograniczał chęć do zadłużania się, w ten sposób, że dług zawsze byłby w Euro, można byłoby go spłacić w Euro lub w walucie substytucyjnej, jednakże wszyscy musieliby mieć świadomość, że im więcej się substytuują, tym bardziej Euro, które zwrócić się zobowiązali staje się droższe. Na pewno system stymulowałby eksport, bardzo opłacałoby się eksportować wewnątrz Unii i za Unię, w celu pozyskania nadwyżek walutowych. W interesie każdego państwa, byłoby minimalizowanie substytucji. Teoretycznie, jeżeli gospodarka finansowa tych państw, które korzystałyby z waluty substytuowanej, byłaby prowadzona zgodnie z wymogami dla Strefy Euro, wówczas obie waluty powinny się zrównać. W takiej sytuacji co jakiś czas, dla stymulowania tego procesu, Europejski Bank Centralny mógłby przeprowadzać obowiązkowe przewalutowanie. Tj. mocą swojej uchwały przewalutować wszystkie pieniądze substytucyjne na Euro po danym kursie, który byłby korzystny i przybliżałby walutę substytucyjną do Euro. Po czym ponownie umożliwiałby emisję, nowych substytutów, kolejnej serii i zabawa zaczynałaby się od nowa. Oczywiście, jedni byliby większymi wygranymi od innych, ale zawsze tak jest – nie ma co się oszukiwać. Natomiast, na pewno gospodarki krajów pogrążonych w kryzysie zyskały by nie tylko oddech, ale jeszcze rezerwę. Miałyby realną dwuwalutowość, w której część gospodarki funkcjonowałaby mniej więcej tak jak w okresie PRL-u funkcjonował jej „sektor walutowy”, a reszta nadążałaby za tymi, którzy są lepsi. Z czasem, zgodnie z prawem dyfuzji, gdzie pieniądz gorszy wypiera pieniądz lepszy (prawo Kopernika-Greshama) i tak wszyscy chcieliby mieć Euro, a waluta substytucyjna, byłaby uznawana w bilansach, miała swój rynek instrumentów dłużnych, wszystko by się kręciło nadążnie, ale z tą świadomością, że co jakiś czas jest to równane do Euro, na tyle na ile się da i na ile jest potrzeby. Każde takie przeprowadzenie „reformy” czyli przejście z waluty substytucyjnej na Euro, byłoby wielką szansą dla krajów „gorszego pieniądza”, na poprawę swojej ekonomii. Najważniejsze jednak jest to, że nie traciliby na tym ludzie, no może nieco straciliby Niemcy i inne bogate kraje. Jednakże i tak stracą, jeżeli będziemy mieli „Grexit”, a po Grecji pęknie Portugalia lub – co jest nie do wyobrażenia Hiszpania, nie mówiąc już o Włoszech lub Francji.

Pieniądz jest tylko zobowiązaniem do realizacji w przyszłości, opiera się na zaufaniu, że będzie coś wart w przyszłości i na przymusie państwowym. Nie można fetyszyzować Euro, ale też nie można stracić wspólnej waluty, która jest rzeczywistym spoiwem Wspólnoty. Zaproponowany model, to po uproszczeniu i nazwaniu jego składowych kategoriami prawa cywilnego, to byłoby zwykłe dyskonto weksli, którymi de facto byłyby substytuty Euro. W najgorszym możliwym scenariuszu, doszłoby do dewaluacji Euro, wobec substytutu i byłoby „po kłopocie”, w znaczeniu makro. Wszyscy znowu mieliby równe szanse, zachowano by proporcje bogactwa, jedynie całość zdewaluowałaby się względem otoczenia, w tym głównie Dolara, Funta i Franka Szwajcarskiego. Może to jest lepsze niż upadek Strefy Euro a za nim Europy?

6 komentarzy

  1. Wierny_Czytelnik

    Dobra wyważona publicystyka ze świetnym pomysłem na rozwiązanie problemu

  2. Tytul felietonu “€uro dusi Grecje i Europe – wspolna waluta jako problem polityczny” , zgadza sie , reszta niestety nie bardzo odpopowiada faktom i ekonomicznym regulom, jest poboznym zyczeniem autora, , jakos modli sie autor do tego €uro, jak do boskiego zjawiska …
    1.
    Niemcy musza opuscic €uro, tak jak tego chciala partia “ALTERNATIVE FÜR DEUTSCHLAND “, inne panstwa w
    powolnym sobie przypisanym tempie takze, powrot do walut narodowych
    2.
    Nigdy Unie pieniezne nie mialy sukcesu, wrecz odwrotnie bogacenie nastepowalo w drodze roznic wartosci pieniadza.
    Merkel wcisnela autorowi felietonu “Scheitert €uro, scheitert Europa”/”Upadek €uro, to upadek Europy” odwrotnie , zostanie €uro trzeba liczyc sie z wojna w Europie , sytuacja Francji w bezruchu …
    3.
    Niemcy sa tez zadluzeni/sa bankrutem,
    dzieki milinom z Grecji i strasznego zamordyzmu wenerznego w Niemczech / wyniszczenia malych i srednich firm, totalna pauperyzacja az do glodu ok. 6 osamln. ludzi, odejcie od demokratycznych regul w /sadownictwie, administracji, wykrwawienie sie komun miejskich, gminnych, ktore zyja na pozyczkach i doja od obywateli na kazdym kroku, ze ludzie nie maja na wode, opal, swiatlo, komunikacje i wyzywienie…

  3. …dzieki milinom z Grecji i zamordyzmowi w stosunku do wlasnych obywateli i wprowadzonego przez EZB oprocentowania do 0,1 % minister finansow osiagnal tzw.”czarne zero ” tzn. nie wypuscil niwych obligacji na poczatku 2015 roku.
    WPROWADZENIE €URO BEZ ISTNIENIA UNII POLITYCZNEJ ( STANY ZJEDNOCZONE EUROPY ZE WPOLNYM RZADEM I WSPOLNA POLITYKA GOSPODARCZA, FINANSOWA, PODATKOWA I SOCJALNA ) JEST SKAZANE NA NIEPOWODZENIE !!!
    €URO OBECNIE TO UZDANIE KONIA OD. OGONA / ZACZYNANIE CZEGOS OD KONCA !!!

  4. Przecież cały czas światowej finansjerze chodzi o to aby wszyscy byli zadłużeni i z przykrością stwierdzam, że tejże finansjerze się udaje.

  5. Pomysł autora doskonały! to nic innego, jak rozbicie amerykańskiego luzowania ilościowego na 2 linie w tym jedna ze znaczonymi banknotami

  6. Lata dobrobytu zachodu wzięły się z uniwersalnego opodatkowania społeczeństw.System rzeczywiście działał z małym ale….Jest on obliczony na populację jakiegoś spoleczenstwa gdzie bezrobocie nie przekracza pewną ilość procentową ogólu.Przyszły lata chude, zwięksyło się bezrobocie a więc pękł trybik w systemie.Rozpoczęło się pozyczkobranie.Zarazem zwiększyła się liczba osób wymagająca pomocy.Takiego natłoku system nie przewidział.I na dzień dzisiejszy brak rozwiązania.Kazde rozwiązanie jest gorsze bo wyprowadza ludzi na ulice.
    http://litera.fr/category/news/

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.