Paradygmat rozwoju

Euro będzie tematem kampanii wyborczej 2015?

 Wszystko prowadzi do tego, że problematyka wprowadzenia wspólnej waluty Euro stanie się tematem numer jeden zbliżającej się małymi kroczkami kampanii wyborczej w Polsce. Wyboru roku 2015 będą jednymi z najważniejszych od lat, ponieważ w przypadku defragmentacji lewicy i dalszego zacietrzewienia się prawicowej-prawicy oraz jej stopniowego rozkładu na mniejsze organizmy partyjne – możliwe jest kolejne zwycięstwo partii liberalnej pod przewodnictwem Donalda Tuska. Ludzie mogą nie mieć na kogo głosować, ponieważ są zniechęceni całą naszą bezideową i oderwaną od rzeczywistości sceną polityczną, co może działać na plus obecnie rządzących, ponieważ wiadomo czego można się po nich spodziewać. „Szału nie ma”, ale nie spowodowali też jakichś większych dramatów, raczej są nastawieni na powolną entropię systemu wynikającą z jego ogólnej niesterowalności.

Jednakże umiejętne zagranie kwestią wspólnej waluty Euro może spowodować, że kampania wyborcza nagle nabierze nieoczekiwanych rumieńców, w tym w szczególności okaże się że zagadnienie w istocie techniczne z punktu widzenia przygotowywania finansów państwa, zostanie rozdmuchane do rozmiaru politycznego decydowania o przyszłości państwa. Tego typu działanie jest dla nas niezwykle charakterystyczne, ponieważ u nas nie działa się planowo, tylko akcyjnie – jak będzie akcja „Euro” to pojawią się przeciwnicy i zwolennicy no i może niewielka grupa ludzi rozsądnych, przypominająca, że decyzja o przyjęciu Euro została już dawno podjęta wraz z podpisaniem traktatu akcesyjnego.

W naszym interesie jest niedopuszczenie do sytuacji, w której opowiadanie się za Euro będzie oznaczało opowiadanie się za Donaldem Tuskiem i ministrem Rostowskim a zdanie przeciwne, czyli dezaprobata dla Tuska a tym samym dezaprobata dla Euro będzie utożsamiana z osobą pana Jarosława Kaczyńskiego oraz co jest bardzo możliwe liderów mniejszych partii prawicowych. Innymi słowy – nie można dopuścić do dychotomicznego pozornego podziału na zwolenników Euro i jego przeciwników i przeniesienia go na obowiązujące medialnie schematy „po smoleńskich” podziałów politycznych. Byłby to dramat dla naszego kraju, aczkolwiek może to być niezwykle nęcący scenariusz dla wszystkich uczestników życia politycznego, a w szczególności dla głównych graczy, ponieważ pozwala im na zachowanie inicjatywy i rozgrywanie meczu na własnych warunkach i na własnym boisku.

Być może liderzy partii liberalnej będą tak cyniczni, że pójdą do wyborów w 2015 roku właśnie z Euro na ustach, podnosząc że to jest ich program – zawierający się w jednym słowie – Euro, a oznaczający modernizację i ostateczne zerwanie Polski z jej dramatyczną i biedną przeszłością. Co ważniejsze z pełną świadomością, że z tej drogi nie ma odwrotu. Automatycznie lider partii prawicowej-prawicy będzie jeszcze bardziej cyniczny i pójdzie do wyborów pod hasłem odwrotnym – grożąc, że po dojściu do władzy jednak odwróci ustalony przez „zdrajców i sprzedawczyków sprawy narodowej” porządek i wycofa Polskę ze strefy Euro a jak trzeba i z tego „ogniska dekadencji” jakim jest Unia Europejska „bo na inną Unię żeśmy się umawiali”, kiedy wiadomo jaki prezydent podpisywał traktat w atmosferze totalnego skandalu.

I co wówczas? Czy przez kolejne 50 lat będziemy utrzymywali przy władzy monopartię, ewentualnie zmieniając jej przystawkę, w oczekiwaniu aż umrą ostatni apologeci „mitów około smoleńskich”? Być może jest to bardzo interesujące dla liberalnej prawicy, albowiem siłą rzeczy panowie z Platformy Obywatelskiej mogą się okazać zbawicielami ojczyzny, ratującymi jej nowoczesne i postępowe oblicze przed „zaściankiem” i oszołomami. Jednakże czy o to chodzi, żebyśmy nie mieli alternatywy? No ewentualnie tylko prawo do wymiany przystawki z wygłodniałej partii interesu klasowego ludności nie opłacającej składek na obciążenia społeczne lub partii interesu jej lidera i kolegów z kanapy, z suflerem włącznie? Jeżeli tak ma wyglądać nasza scena polityczna – utrzymywana poprzez strach przed zburzeniem istniejącego państwa przez narodowościową opozycję to najlepiej już ogłośmy wojnę domową, za rok może dwa lata walk zaczniemy się odbudowywać i będzie normalnie. Ponieważ ten paradygmat do niczego jak do kompleksu ciągłego podziału i strachu przed obleganiem twierdzy nie prowadzi.

Najbardziej na tym ucierpi kwestia Euro, ponieważ ma ona dla nas znaczenie strategiczne i nie tylko trzeba dobrać dobry moment ale i umiejętnie wyznaczyć kurs przeliczenia, to z pewnością jeżeli rozgrzeją to sprawy polityczne – będziemy mieli do czynienia ze spekulacją i ktoś znowu zarobi na Polakach. Jednakże może właśnie o to chodzi w tej zabawie?

One Comment

  1. mieszczuch

    Nie wiadomo, czy strefa Euro przetrwa te kilka lat.
    Dlatego radziłbym się nie spieszyć z wchodzeniem do tego klubu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.