Polityka

Euoobligacje – nagląca konieczność Unii Europejskiej?

 Wiele negatywnego i pozytywnego powiedziano na temat pomysłu Euroobligacji (Eurobonds), jest to bardzo ciekawy a zarazem trudny do przeprowadzenia pomysł na stabilizację finansów Wspólnoty. Kraje jeszcze posiadające gotówkę bronią się przed tym pomysłem, albowiem w praktyce oznaczałoby to, że gwarantują długi bankrutów. Kraje na ścieżce bankructwa uważają, że to doskonały pomysł, coś na wzór Unii, jaką w XVIII wieku zawarły dawne brytyjskie kolonie w Ameryce północnej, tworząc Stany Zjednoczone.

Najbardziej zainteresowani sprawą Niemcy podnoszą, że nie ma możliwości budowy „unii dłużników” bez integracji fiskalnej i bankowej, a w istocie politycznej. Nie ma, bowiem skutecznego sposobu, że raz oddłużeni dłużnicy, nie będą zachęceni do kolejnego zadłużania się na rachunek państw płatników. Jest to argumentacja spłaszczająca problem, albowiem odnosi się generalnie do sprawy, bez wskazania wielu licznych zależności i konsekwencji, jakie mogłyby być przez tego typu rozwiązanie skonsumowane.

Podstawowym celem dla Euroobligacji powinno być skonsolidowanie Unii Europejskiej. Wszelkie cele cząstkowe, jak chwilowa ulga w odsetkach, przejęcie zobowiązań, czy też inne utopie, w których gustuje także niestety nowy Prezydent Francji – to strata czasu, która skończy się w ten sposób, że Republika Federalna Niemiec stosunkowo szybko powróci do Marki, ryzykując przy tym deflację i kryzys. Jeżeli zatem zgodzimy się, co do celu głównego, to należy przyjąć argumenty niemieckie, albowiem trudno jest odpowiadać wspólnie za długi innych, jeżeli każdy ma pełną dowolność i swobodę w generowaniu nowych zobowiązań. To ekstremalna głupota i na taką unie dłużną nie zgodzi się nawet najgłupszy Polityk! Jest oczywistym, że jeżeli struktura ponadnarodowa ma przejąć wspólne obowiązki (zobowiązania), to powinna otrzymać też kompetencje. Najprościej byłoby wprowadzić mechanizm ustalania dorocznego poziomu długu, upoważniającego Europejski Bank Centralny do Emisji określonej ilości Euroobligacji dla danego kraju. Należy wprowadzić zasadę, że emisja nowych papierów dłużnych jest możliwa tylko i wyłącznie przez ten bank, banki narodowe, ani inne instytucje działające nawet na zlecenie rządów państw członkowskich nie miałyby prawa emitować i wprowadzać do obiegu papierów wartościowych. Oznaczałoby to, że wszelkie nowe zadłużanie się na rynku byłoby możliwe tylko w ramach przyznanych przez Komisję Europejską limitów, a faktycznym emitentem papierów dłużnych byłby zawsze EBC. Do banków narodowych, czy też rządów należałoby wprowadzanie obligacji do obiegu, poprzez ich sprzedaż i skup wedle własnych kryteriów, – ale zawsze w ramach limitów i za pośrednictwem systemu nadzorowanego (prowadzonego) przez EBC. To rozwiązałoby problem dalszego zadłużania się państw strefy Euro metodami innymi niż oficjalne pożyczanie wprost na rynku finansowym.

Pozostaje jednak kilka problemów, najważniejszy – problem starego długu. Jak unormować jego refinansowanie? Czy należy przenieść całość zobowiązań na Wspólnotę? A poszczególne kraje zobowiązać do wpłat? Czy też dać jedynie gwarancje Wspólnoty i niech państwa same finansują swoje obligacje? Zdecydowanie należy się opowiedzieć za pełnym transferem wierzytelności i nałożeniem sztywnego kagańca na państwa w zakresie odpłatności. Ten wariant byłby bardziej wiarygodny. Powstały by liczne metody finansowania długu z dochodów Wspólnoty. Można by otworzyć dyskusję na temat polityki strukturalnej, wspierania rolnictwa i innego rozdawnictwa środków zgodnie z najlepszymi wzorcami realnego socjalizmu. Jest oczywistym, żeby taki model mógł działać, państwa wkładające zadłużenie do wspólnego koszyka nie mogłyby odpowiadać za więcej zadłużenia niż posiadają. Ponieważ to prawdopodobnie nie rozwiązałoby problemu, potrzebne byłyby dochody wspólnotowe oraz ewentualnie jakiś współczynnik dodatkowej spłaty wyliczany w przypadku wzrostu gospodarczego w danym kraju – proporcjonalnie do możliwości danego kraju.

Taki system mógłby działać, byłby efektywny. Po okresie ogólnego zamieszania, nastąpiłaby stabilizacja rynku, a dług „wspólnotowy”, stałby się idealnym walorem do odniesienia dla wszystkich inwestorów, w Europie i globalnie. Prawdopodobnie bardzo szybko, płacilibyśmy głównie odsetki, rolując zadłużenie do coraz to niższych poziomów oprocentowania. Zysk z różnicy pomiędzy wielkością odsetek sprzed ery Euroobligacji mógłby przez jakiś czas służyć, jako dodatkowy czynnik pokrywania wcześniejszej spłaty zobowiązań, albo kwota do spłaty długu państw bankrutujących. Przy mądrym zarządzaniu byłby to prawdziwy filar Wspólnoty.

Łączna suma korzyści, jakie mogą wyniknąć z ogólnego obniżenia łącznego oprocentowania wszystkich krajów Unii Europejskiej, w przypadku emitowania wspólnych obligacji powinna zniwelować straty państw o najwyższym ratingu (co wymaga dokładnych obliczeń w przypadku Niemiec – albowiem 2 bln Euro długu to masa krytyczna, która mogłaby zabić cały pomysł rozsadzając go wzrostem kosztów utrzymania odsetek). Prawdopodobnie, jako cała Wspólnota nie moglibyśmy liczyć na najwyższą ocenę AAA, ale ocena o jeden lub dwa stopnie w skali niższa, – jako ocena dla całej wspólnoty nie byłaby niczym zły, a wręcz przeciwnie – działałaby mobilizująco, jako czynnik strachu.

Przełamanie oporu Niemiec jest stosunkowo proste, albowiem wystarczy dać im kontrolę nad prawem emisji długu przez EBC, np. w postaci prawa Veta jednego kraju. Być może byłby to bardzo brutalny mechanizm, ale jeżeli każdy z krajów miałby prawo zablokowania emisji Euroobligacji to stworzylibyśmy nowy niezwykle ciekawy mechanizm. Ze względu na ryzyko polityczne, warto by było pokusić się o rozwiązanie wprowadzające możliwość odblokowania veta pojedynczego kraju mocą decyzji Komisji Europejskiej lub coś innego równie podobnego w sensie wagi oddziaływania.

Reasumując, Euroobligacje mogą okazać się bardzo dobrym sposobem na wydobycie Europy z kryzysu zadłużenia, jednakże wymagają odwagi politycznej, zdecydowanego i szybkiego działania – nie można wykluczyć, że dobre było by działanie z zaskoczenia dla rynków, aby uniknęły wysiłków antycypowania, a zostały postawione przed nową rzeczywistością, aczkolwiek to może być niemożliwe z wielu, w tym proceduralnych względów.

W naszym interesie mogłoby się okazać, że byłoby pełne oddanie długu do wspólnego unijnego koszyczka, nawet kosztem całego wsparcia, jakie otrzymujemy (z rolnictwem włącznie), albowiem zmniejszenie obciążeń obsługi długu o połowę lub więcej – czego można się spodziewać, że względu na jego wielkość w realiach zadłużenia krajów Wspólnoty – odblokowałoby nam 20-30-40 mld wolnych środków budżetowych, czyli niższą, ale porównywalną ilość do corocznie wpompowywanych funduszach unijnych w gospodarkę. Poza tym, pragmatyzm nakazuje zachowywać się stadnie, jeżeli pojawiłby się cień szansy, że nasze długi moglibyśmy transferować na strukturę ponadnarodową a następnie partycypować maksymalnie do wartości zadłużenia, to byłby to najważniejszy bodziec rozwojowy, o jakim moglibyśmy w ogóle marzyć w najnowszej historii. Dlatego bardzo dobrze, byłoby wejść w ten system, nie mając nawet Euro, – ale pod warunkiem uchronienia się od ryzyka kursowego, czyli długi złotówkowe płacimy do końca w złotówkach.

2 komentarze

  1. PowePointRangers (ret.)

    Podatnicy europejscy muszą po prostu spłacić długi i luki w zasobach prywatnych banków. Polacy też się do tej akcji zgłosili. Na ochotnika chcą się dołożyć ok. 7 mld Euro, pożyczając w tym samym czasie 750 mln USD od MFW.
    Minister 66 milionów Vincent Rostowski – poddany brytyjski – jako europejski ochotnik! Koniec świata!
    Ale to są PIENIĄDZE budżetu Państwa Polskiego, nie Jego.

  2. To, iz Polska chce sie dolozyc do wspolnego kapitalu, nie ma -moim zdaniem- celow prestizowych, tylko stoi za tym proste rozumowanie: trzeba sie liczyc, ze takze, moze juz niedlugo, bedziemy musieli skorzystac z mozliwosci wziecia kredytu.

    Sam artykul rzuca nowy wariant rozwiazania, godny przemyslenia i dyskusji. Obecnie mam wrazenie, ze brakuje pomyslow, co by mozna zrobic. Kazda nowa propozycja powinna byc mile widziana, jako podstawa dyskusji. Moze by sie cos z tego wyklulo.

    Jednakze przedstawione rozwiazanie oznaczaloby, iz nalezaloby najpierw przeprowadzic rzetelny remanent u siebie. Nalezaloby wiedziec, jak rzeczywiscie wygladaja finanse danego panstwa. A na to rzadzacy sie nie zgodza, jeszcze zbyt wiele przyslowiowych trupow lezy w piwnicy. Kazdy oglada sie na innego z nadzieja, ze to wlasnie u niego wyplyna one najpierw na powierzchnie. Juz chociazby po to, aby moc powiedziec: to tamten wciagnal mnie w swoj wir.

    Nie wierze w taki “remanent” zwlaszcza w krajach poludniowych. Ale i ludnosci krajow bogatszych zaparloby dech, gdyby poznano prawde.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.