Etatyzm Jarosława Kaczyńskiego a gospodarka

Dzisiejsze przemówienie pana Jarosława Kaczyńskiego powinno przejść do historii. Jeden z czołowych polityków naszego kraju pan Jarosław Kaczyński przedstawił katalog bolączek polskiej gospodarki i systemową wiązkę przyczyn niedorozwoju naszego państwa, jako społeczno-gospodarczej całości, zarządzanej politycznie.

Katalog postulatów, a raczej żalów pana Kaczyńskiego wskazuje na dziwną właściwość naszych polityków, jaką jest amnezja. Albowiem wszystko to, co wymienił mówca, tj. dążenie do odbudowy przemysłu, wsparcie dla przedsiębiorców działających za granicą, potrzebę budowy narodowych koncernów, konieczność odejścia od modelu gospodarki nadążnej i podwykonawczej – subsydiarnej względem niemieckiej lokomotywy, postulat „polonizacji” banków i inne – to w istocie nic nadzwyczajnego jak etatyzm. Szczególnie ciekawie zabrzmiało wychwalanie przez lidera Prawa i Sprawiedliwości osiągnięć sanacyjnych rządów II RP w reformowaniu kraju! Generalnie podsumowując jego przemówienie, można stwierdzić, że polityk ten postuluje więcej państwa w gospodarce i skonstruowanie jakiejś formuły na narodowe (państwowe) przeorientowanie rodzimego biznesu.

Na szczęście pan Kaczyński, nie mówi jeszcze o odwrotności prywatyzacji, czyli upaństwowieniu banków i innych kluczowych zakładów przemysłowych, jednakże biorąc pod uwagę, że grozi nam zacieśnienie pętli kryzysowej – jego etatystyczne poglądy mogą ewoluować. Co to oznacza w praktyce? Generalnie kłopoty, albowiem pewnych trendów w gospodarce odwrócić się nie da, nie ma takiej możliwości chyba, że zdecydujemy się działać poza prawem, lub przeznaczać pieniądze publiczne na wykup prywatnych akcji, – ale to tylko pod warunkiem, że prywatni właściciele zdecydują się nam określone aktywa odsprzedać. Samo mówienie o tym jest niestosowne, albowiem psuje nastrój dla biznesu – do inwestowania w Polsce. Jakiekolwiek odwrócenie trendów globalizacyjnych, które w Unii Europejskiej mają szczególnie silne oblicze pod postacią jednolitego rynku i swobód unijnych – jest szkodliwe dla Polski. Słabość naszej gospodarki, o jakiej mówi pan Kaczyński nie ma nic wspólnego z niszczeniem polskiego przemysłu przez zachodnich inwestorów.

W ogóle percepcja w kategoriach przemysłu narodowego to niebezpieczny intelektualnie wsteczny prymitywizm. Wsparcie dla narodowego przemysłu przez sprawne państwo – zawsze będzie oznaczać albo zamknięcie granic i zobligowanie do kupowania polskiego, albo inne administracyjne ograniczanie rynku. To głupota. Mówienie o odbudowie polskiego przemysłu nie może być rozumiane, jako budowanie czegoś od nowa, albo wręcz nadążanie za globalnymi standardami. Zastanówmy się czy kupilibyśmy polski samochód tylko, dlatego albowiem miałby on zaświadczenie od lokalnej komórki partii prawdziwych prawicowych Polaków, że jest w 100% nasz narodowy? Wytworzony przez nasz narodowy przemysł, na narodowych maszynach, z narodowych surowców i komponentów – a przy tym oczywiście rękami narodowych pracowników, rzecz jasna rzymskich katolików? Czy państwo polskie powinno stworzyć koncern elektroniczny na wzór Apple, w celu wytworzenia narodowego Ipoda, czyli PolPoda? Oczywiście narodowego, w kształcie krzyża z Krakowskiego Przedmieścia i opasanego różańcem z ustawioną stroną pewnego radia a może już nawet telewizji?

To oczywiście totalna fikcja gospodarcza, niemożliwa do wykonania nie, dlatego że nie jesteśmy w stanie – albowiem po odpowiednim zaangażowaniu finansowym bylibyśmy w stanie bez problemu wystrzelić własnego satelitę, eksploatować głębiny morskie, produkować myśliwce, bombowce, łodzie podwodne i czołgi – jednakże, dlatego albowiem to jest w obecnych realiach gospodarczych nieopłacalne. Dlaczego? Proszę przejść się do dowolnego dyskonta spożywczego, supermarketu, albo na dobrze zaopatrzony bazar. Wejdźmy do części spożywczej, albowiem to porównanie jest najbardziej adekwatne, gdyż nasz przemysł spożywczy podtrzymywany przez przyzwyczajenia żywieniowe ma się całkiem dobrze, a wręcz żywność „polskiego typu” staje się pożądanym produktem importowanym na półki sklepów (głównie znienawidzonych sieci hipermarketów) Europy Zachodniej. Co ukaże się naszym oczom? Konkurencja! Polskie piwo (piwo produkowane w browarze w Polsce pod polską marką), obok piwa zagranicznego (przeważnie też piwo produkowane w polskim browarze, ale pod obcą marką). Często cenę mają podobną, konkurują ze sobą, czym? Marką! Czyli percepcją potrzeby konsumpcji zrodzoną przez reklamę. Nikt nie macha konsumentom flagami narodowymi chyba, że w kontekście narodowej kuchni – jak popularna sieć niemieckich dyskontów, oferująca żywność doskonałej jakości z całej Europy. Nie opłaca się nam wymyślać i produkować produktów, które lepszej jakości, w dowolnej ilości i po akceptowalnej cenie można kupić za granicą lub wyprodukować na licencji w Polsce. To podstawa międzynarodowego podziału korzyści ze specjalizacji produkcji. Wie to, a przynajmniej powinien wiedzieć, każdy student pierwszego roku ekonomii, politologii, stosunków międzynarodowych, ale nie polityk!

Czy zatem etatystyczne pomysłu pana Kaczyńskiego są pozbawione sensu? Otóż nie do końca, ma on rację w tym znaczeniu, że system gospodarczy, jaki posiadamy w naszym kraju – powinien skłaniać wszystkich zainteresowanych naszym rynkiem do postepowania zgodnie z regułami korzystnymi dla naszych konsumentów i naszego urzędu skarbowego. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Prawo i Sprawiedliwość przy wsparciu masowych organizacji katolików świeckich skupionych wokoło popularnej stacji radiowej i telewizyjnej z Torunia – utworzyło „narodowy” bank w Polsce. Wystarczy jedynie spełnić wymagania ustawowe, to nie jest problem dla chcącego i mającego pieniądze. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przedsiębiorcy słuchający etatystycznych pomysłów pana Kaczyńskiego utworzyli izby i zjednoczenia gospodarcze, zajmujące się wspólną promocją, wsparciem finansowym, ubezpieczeniem, generalnie rozłożeniem ryzyka oraz ekspansją na nowe rynki. Jeżeli pan Kaczyński uważa, że jego pomysły gospodarcze są tak dobre, niech wcieli je w życie najpierw na małym wycinku naszej rzeczywistości gospodarczej, a potem, jeżeli się sprawdzą przekaże, jako wzory do naśladowania Polakom. Przyznaje, że sam bym uwierzył panu Kaczyńskiemu, jeżeli zobaczyłbym, że stworzony z jego inicjatywy bank zyskał np. 30% rynku detalicznego i kredytowego w Polsce! To by było coś, takie przekuwanie pomysłów gospodarczych pana Prezesa w czyn.

Niestety nie wierzę panu Kaczyńskiemu z jednego prostego powodu. To on pozwolił na zlikwidowanie trzeciego progu podatkowego dla najlepiej zarabiających. Nie ma znaczenia, że było to słuszne systemowo, albowiem przed nim Leszek Miller podarował przedsiębiorcom podatek liniowy. Jednakże w gospodarce liczą się realia, niestety cytując klasyka liczy się „tu i teraz”. Nie ma miejsca na eksperymenty, ani nawet przedstawianie kompromitujących pomysłów. Gospodarka, jaką mamy to efekt wyrzeczeń i poświęceń 22 lat 38 milionowego społeczeństwa, nie można pozwolić na eksperyment w imię mrzonek o słuszności decyzji etatystycznych w II RP, lub jakichkolwiek mniej lub bardziej nacechowanych narodowo poglądów.

Jest to szczególnie niebezpieczna retoryka w czasie kryzysu. Nie można pozwolić na bezkrytyczne przedstawianie tego typu poglądów jak te zaprezentowane dzisiaj przez pana Kaczyńskiego, któremu jednak w znaczeniu systemowym należy przyznać rację.

One thought on “Etatyzm Jarosława Kaczyńskiego a gospodarka

  • 20 maja 2012 o 21:26
    Permalink

    SOLIDARUCHY obudziły się, że nie obowiązuje już teza Syryjczyka, sformułowana 20 lat temu i że to niedobra droga.
    Brzmiała ona: Najlepszą polityką przemysłową PAŃSTWA, jest brak tej polityki.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.