Era Putina początek końca? Czy koniec początku?

Sfałszowanie wyników wyborów parlamentarnych w Rosji stało się faktem powszechnie znanym w tamtejszym społeczeństwie. Ponownie w Rosji mamy jawną sytuację przeciwstawienia obozu władzy względem obozowi lub obozom społeczeństwa, nie ulega natomiast dla nikogo wątpliwość, że władza już nie jest swoja, niektórzy już zaczynają dostrzegać, że swoją ona tak naprawdę w tym wykonaniu nigdy nie była. Protesty grudniowe unaoczniły milionom Rosjan, że jako społeczeństwo mają prawo się wyrażać, także wyrażać swoje niezadowolenie i brak akceptacji dla jawnych kłamstw władzy. Niestety obóz władzy pozostał niewzruszony, najpierw wyśmiewał (prezerwatywy) potem zgodził się dialogować, ale jak podkreśla nie ma z kim tego dialogu prowadzić bo opcje uznawane za opozycyjne to całe spektrum sceny politycznej, w swojej istocie właściwej dla reprezentacji dominującej ilości poglądów politycznych w całej Rosji.

Jedno zaskakuje – władza widząc tłum zdecydowała się zrezygnować z jakichkolwiek istotniejszych metod opanowania tłumu, rozbijania manifestacji, prześladowania dysydentów, pogłębionych prowokacji i innych metod, z których dotychczas banalnie łatwo i z regularną częstotliwością korzystała. Kreml zdał sobie sprawę, że już przegrywa i ani zaawansowany PR, ani czysta siła nie będą w stanie spowodować sukcesu w najważniejszych wyborach – w przyszłym roku, czyli wyborach nowego-starego Cara Putina. Co jest szczególnie ciekawe, początkowe próby ignorowania manifestacji (te osławione porównanie wstążek w klapach opozycjonistów do prezerwatyw) okazały się nietrafione i władza przestała ignorować wydarzenia. Nawet telewizja państwowa zrelacjonowała protesty, co prawda wygładzając hasła antyputinowskie.

W warunkach rosyjskich zbliżające się wybory będą silną niewiadomą, albowiem duża cześć społeczeństwa może głosować „przeciwko” jedynie słusznej kandydaturze. Nie byłoby z tego powodu żadnego problemu, gdyby Rosja była krajem demokratycznym. Niestety w realiach tamtejszych ewentualne niewybranie jedynego słusznego kandydata przez naród będzie oznaczać dla tego narodu i całego świata kłopoty. Wszystkie one będą wynikać z tego, że jedynie ten słuszny kandydat jest gwarantem stabilności państwa – gdyż tylko on spaja w sobie interesy najpotężniejszych grup wpływów i interesów polityczno-wojskowo-ekonomicznych, – czyli służb specjalnych w ogóle i w szczególe. Prestiżowa porażka Putina, to znaczy taki wynik, który byłby publicznie kontestowany i uznany za sfałszowany – będzie dla tego obozu znakiem konieczności szukania wariantów zmian, a zmiany te będą oznaczać konflikty. Oczywistym jest, że Putin zostanie Prezydentem federacji Rosyjskiej, jednakże jego pozycja – w przypadku realizacji niekorzystnego scenariusza – wewnątrz struktur – niewątpliwie ulegnie osłabieniu.

Problemem kremlowskich politycznych planistów jest okoliczność, że Putin będący mężem opatrznościowym Rosji i prawdziwym silnym człowiekiem, z charakterem – tym, który wyprowadził Rosję z jelcynowskiego marazmu i nadał nowy neoimperialny wizerunek wsparty siłą petrodolarów – skupia na sobie rosnące z wielu przyczyn niezadowolenie społeczne. Wynika to z faktu, że on jako premier ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje, a zarazem jest postrzegany jako ręka sterująca dotychczasowym Prezydentem.

Zwykli Rosjanie powszechnie mają dość szklanego sufitu, jaki wytwarza układ skonstruowany wokół Putina, a perspektywa jego powrotu na tron oznacza zakonserwowanie układu na kolejne 12 lat. Ludzie powoli przeglądają na oczy, widząc czym nie jest Putin i jego styl sprawowania władzy. Kryzys spowodował, że lekko syci Rosjanie zaczynają zadawać pytania o efektywność procesów rządzenia i o realny stan spraw w kraju, a tutaj niestety ogólny bilans rządów duetu Batmana i Robina nie jest pozytywny.

Nie wiadomo na ile Putin staje się niepopularny w elitach rosyjskiego społeczeństwa, albowiem z tą opozycją będzie mu bardzo trudno sobie poradzić metodami innymi niż sypaniem przywilejów odcinających Kreml od pieniędzy z eksploatacji wszelkiego rodzaju surowców. Prawdopodobnie im bardziej spadną jego notowania, tym większe koneksje będzie musiał udzielić, a to spowoduje jego dalsze osłabienie, albowiem bogaci będą jeszcze bogatsi, możniejsi i bardziej wpływowi. Dlatego prawdopodobne są scenariusze alternatywne, albowiem dla władzy nad Rosją warto poświęcić wszystko, stąd stosowanie w skali marko polityki kija i marchewki to najbardziej sprawdzone i skuteczne metody.

Pierwszym z możliwych scenariuszy byłby tak sprawdzony i lubiany przez kręgi decyzyjno-siłowe scenariusz walki z zagrożeniami. Nie ma problemu z kolejną małą lokalną wojną, czy to Czeczenia, czy Gruzja, z pewnością kandydaci do zbombardowania i rozjechania gąsienicami się znajdą. Do tego kilka udanych lub mniej udanych akcji antyterrorystycznych i społeczeństwo rosyjskie szybko sobie uświadomi w sytej Moskwie – jak bardzo potrzebuje silnego człowieka u steru władzy.

Drugi scenariusz równoległy to stara rzymska metoda chleba i igrzysk. Tak się akurat składa, że ceny ropy i gazu biją historyczne rekordy – wykazując stabilizację w górnych pułapach cen, a w lutym 2014 roku w Soczi odbędą się XXII Zimowe Igrzyska Olimpijskie, co będzie sprzyjać wprowadzeniu społeczeństwa w dryf ideowy – albowiem ludzie po prostu zajmą się konsumpcją i oglądaniem sportu, a kraj dzięki obrazkom ze zbudowanego na nowo Soczi – będzie wyglądał równie alpejsko i ciekawie jak Szwajcaria.

Trzeci scenariusz to scenariusz najbardziej niebezpieczny, ale prawdopodobny w momencie faktycznego rozprężenia, byłoby to zarządzanie chaosem. Nikt inny niż oficerowie KGB nie potrafią tak skutecznie zarządzać ciągłymi zmianami i opierać swoich działań na wynikach własnej dezinformacji. Tego się można po Putinie spodziewać, aczkolwiek w praktyce oznaczałoby to, że kraj ten znowu wszedłby w okres wielkiej smuty – wystawiając się na realne zagrożenia zewnętrzne i odśrodkowe.

Reasumując, problemem Rosji nie są sfałszowane wybory, nie jest nim bunt budzących się z długiego snu ludzi. Co więcej problemem Rosji nie jest Putin i popierająca go elita. Problemem Rosji nie jest narastająca fala oburzenia „na system”. Rzeczywistym problemem Rosji jest to, że rządzący i rządzeni mają zawsze jedynie gorsze alternatywy. Tak było w tym kraju zawsze, albowiem od czasu wprowadzenia Polaków na Kreml, w tym kraju jakakolwiek zmiana oznaczała konieczność wyboru jakiejś skali zła, będącego alternatywą na funkcjonujące już niedoskonałości. Prawdopodobnie w tamtym układzie sił i sposobie jego funkcjonowania nie ma dobrych rozwiązań, a scentralizowany autorytaryzm jest optymalny. Jako kraj musimy wyciągnąć z tego wnioski.

3 myśli na temat “Era Putina początek końca? Czy koniec początku?

  • 29 grudnia 2011 o 08:51
    Permalink

    W sumie ciekawe to co napisał pan o Rosji, u nich każdy wybór był zawsze wyborem gorszym…

    Odpowiedz
  • 29 grudnia 2011 o 13:59
    Permalink

    Ja bym się tam o P. nie martwił, bardziej przejmuje mnie to jak to wpłynie na naszą sytuację czyli 1. bezpieczeństwo 2. ceny surowców energetycznych

    Odpowiedz
  • 30 grudnia 2011 o 19:56
    Permalink

    “Pro­ble­mem Rosji nie jest nara­sta­jąca fala obu­rze­nia „na sys­tem”. Rze­czy­wi­stym pro­ble­mem Rosji jest to, że rzą­dzący i rzą­dzeni mają zawsze jedy­nie gor­sze alter­na­tywy. Tak było w tym kraju zawsze”

    Tu sie nie zgadzam z autorem. To wlasnie system (prawie identyczny jak w Polsce) jest powodem oburzenia. Rosjanie nie maja wplywu na to kto zasiada w parlamencie (identycznie jak w Polsce) chca wybierac bezposrednio.

    Medwiedew juz zaproponowal reformy ale nie poszedl zbyt daleko. Tylko bezposrednie wybory kwalifikuja sie by nazywac je DEMOKRACJA. Bo tylko to gwarantuje niezaleznosc Parlamentu.

    Listy wyborcze i proporcjonalna reprezentacja koncentruje wladze w rekach partyjnych dyktatorow a parlament staje sie farsa.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.