Społeczeństwo

Emigrować? Zostać? Wracać?

 Odwieczny dylemat Polaków, czy wyjechać z naszego kraju i szukać lepszego losu za granicą? Warunki w kraju są dramatyczne, pomimo oficjalnych zapewnień rządzącej nami elity – stworzenia mitu zielonej wyspy, z kraju od wejścia Polski do raju utraconego wyjechało od 2 do 3 mln ludzi, którzy wolą zmywak, budowlankę, opiekę, kelnerowanie lub nawet innego rodzaju upokarzanie się niż walkę o przetrwanie w ich własnym kraju. Wiele napisano na temat tego fenomenu, ale z umiarem, żeby nie drażnić władzy a zarazem nie wykazywać tym, co tyrają codziennie na system nad Wisłą, że lepiej jest stąd uciec, albowiem na zachodzie za życia obecnie żyjących zawsze będzie się żyło łatwiej i lepiej niż tu, szczególnie się nie wysilając. Ludzie czują pod skórą, że na zachodzie pomimo poważnego i rozwijającego się kryzysu jest i będzie lepiej niż w świętującej kolejne gospodarcze triumfy ojczyźnie, ponieważ tak zawsze było! Przed pierwszą wojną uciekało się z wynędzniałej Galicji, masowo emigrowano z ziem polskich do Ameryki, Francji, Belgii. Przed drugą wojną było podobnie, wyjazdy do czasów wielkiego kryzysu były powszechne, potem także. Zawsze najistotniejszym czynnikiem skłaniającym do emigracji były kwestie ekonomiczne, dodatkowo nie bez znaczenia liczyły się kwestie wolnościowe, narodowościowe i religijne. Brak możliwości wyżywienia się nie jest niestety czymś, o czym Polacy zapomnieli w XXI wieku, nadal znaczna część społeczeństwa nie znajduje u nas miejsca dla siebie! To prawdopodobnie największa klęska i najwyższy koszt, jaki jako społeczeństwo ponosimy. Transformacja niestety bardzo wiele nas kosztuje, zbyt wiele, albowiem w wyniku decyzji milionów ludzi straciliśmy miasto o potencjale Warszawy! Najgorsze jest to, że w ogóle nikt w państwie nie myśli o tym, w jaki sposób tych ludzi zachęcić do powrotu do kraju, w zasadzie z polityki rządu nie wynika nawet taka potrzeba! Prawdopodobnie władze myślą o tym, że problem się sam jakoś rozwiąże, część ludzi wróci, przywiezie kapitał, zakupi w Polsce mieszkania, otworzy własne biznesy, będzie poosiadało nowe kompetencje zawodowe, znajomość języków. Wszystko się zgadza z jednym drobnym wyjątkiem, otóż nie ma żadnego powodu, dla którego ludzie, którzy z wielkim trudem, wyrzeczeniami i własnym wysiłkiem ustawili się na zachodzie – mieliby wrócić nad Wisłę, gdzie po kilku latach życia w uporządkowanym społeczeństwie brytyjskim, holenderskim, niemieckim, szwajcarskim – trudno byłoby się im odnaleźć nawet w zwykłych relacjach społecznych (opartych niestety na chamstwie i oszustwie), już nie wspominając o przestrzeganiu często nonsensownego prawa. Innymi słowy, lata emigracji powodują, że Polacy przyzwyczajają się do dobrobytu i tego wszystkiego pozytywnego, co spotyka ich na zachodzie. A z zachodniej perspektywy Polska, pomimo naprawdę istotnych i liczących się przemian nadal jest z tyłu, nieatrakcyjna, szara, biedna i coraz częściej niezrozumiała. Dylematy to smutek i samotność, często poczucie wyobcowania w obcym społeczeństwie, jednakże żołądek każe wybierać rozsądnie. Zachód to zupełnie inne standardy, we wszystkim – od czystości na ulicach, poprzez służbę zdrowia a na kwestiach kultury międzyludzkiej kończąc.

No, ale czym skłonić tyrających na cud nad Wisłą rodaków do porzucenia marzeń o emigracji? Czy jesteśmy w stanie, jako państwo stworzyć jakiekolwiek skuteczne i realne systemy motywacyjne, skłaniające najczęściej młodych, świeżo wykształconych ludzi do porzucenia myśli o emigracji? Problem polega na tym, że myśl o emigracji jest jedną z najczęściej rozważanych przez całe pokolenie absolwentów naszych wyższych uczelni! To jedno z najczęściej rozważanych pragnień Polaków, albowiem uroki życia w Polsce są znane wszystkim, zwłaszcza każdemu, kto tutaj musi opłacać rachunki za tutejsze pensje. Naprawdę niesłychanie ciężko jest spowodować, że ktoś rozsądny uwierzy, że to wszystko, co tu się dzieje ma jakikolwiek głębszy sens. Prawdopodobnie, dlatego, o wiele łatwiej jest utrzymywać gawiedź w nieświadomości, niedoinformowaniu, poczuciu prymitywnej futbolowo-biesiadnej wspólnoty, opartej na klęskach narodowej reprezentacji i „Koko-euro-spoko”. Jednakże długofalowo, tego typu strategia utrzymania społeczeństwa w lojalności będzie oznaczać zgodę na jego wykruszanie się w miarę, jak ludziom z różnych przyczyn będą się otwierać oczy. Nasze państwo, poza poczuciem swojskości nie ma żadnych, absolutnie najmniejszych atutów, skłaniających własne społeczeństwo do pozostania w kraju. Bardziej możemy bazować na czynnikach zewnętrznych jak narastające nacjonalizmy na zachodzie, lęk przed nowością itp. Naszą specyfiką jest „jakoś tam będzie”, ale niestety tym razem, może w ogóle nie być.

Jak zatem, jeżeli nie możemy w żaden skuteczny sposób nakłonić ludzi do pozostania w kraju spowodować, żeby wrócili? Ponieważ nie mamy nic do zaoferowania, warto pomyśleć o rozwiązaniach nadzwyczajnych jak np. propozycja zwolnienia z połowy podatku dochodowego przez pięcioletni okres prowadzenia działalności, dla każdego emigranta, który zainwestuje w Polsce i powróci z emigracji. Ewentualnie inne tego typu zachęty, które byłyby adresowane do dokładnie zdefiniowanej grupy docelowej. Jednakże bez pojawienia się nadzwyczajnych okoliczności np. w postaci bardzo znacznego nasilenia się kryzysu na zachodzie, w stopniu, gdy tamtejsza bieda będzie „biedniejsza” niż nasz względny dobrobyt – nie ma szans na masowe powroty Polaków. Oczywiście nie bierzemy pod uwagę nadzwyczajnej zmiany stosunków, w znaczeniu upadku idei europejskiej i zakończenia przywilejów związanych ze wspólnym rynkiem. Jednakże trzeba pamiętać, że już przed wojną np. z Francji masowo deportowano polskich robotników wraz z rodzinami, – kiedy tylko przestali być potrzebni i zabrakło dla nich pracy. Niestety oblicza kryzysu czasami bywają okrutne.

Reasumując całokształt powyższych rozważań należy stwierdzić, że emigracja z Polski po wstąpieniu naszego kraju do Unii Europejskiej jest jednym z kolejnych rozdziałów narodowej traumy znacząco osłabiającej nasz kraj. Osoby, które wyjechały nie mają zamiaru tu wracać, państwo nie ma sposobu na to, żeby ich zachęcić do powrotu, co więcej brakuje argumentów do utrzymania ludzi do pozostania tu. Jest oczywistym, że wszyscy nie wyjadą, ale naszego państwa ze względów demograficznych nie jest stać na stratę kolejnego miasta wielkości Warszawy. Rząd powinien przygotować sensowną politykę repatriacyjną, zachęcającą Polaków za granicą do powrotu. Powinno to dotyczyć w ramach specjalnego podprogramu także osoby, które siłą lub podstępem zostały pozbawione polskiego obywatelstwa. Im szybciej dojdzie do zmian w tym zakresie tym lepiej, ponieważ mamy coraz mniej czasu.

7 komentarzy

  1. Próby uszczęśliwiania ludzi ODGÓRNIE, decyzją rządu i Partii mamy już za na szczęście sobą.
    Proszę pozwolić ludziom wybierać.
    Tu w Polsce i tak nic się nie zmieni, dopóki nie wkroczy Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza albo Izrael nie odpali kilkudziesięciu z 200 swoich głowic nuklearnych na np. Iran …

  2. artykuł o emigracji i powrotach zbiegł się z kampania prasowa o emigracji. Dzis w wielu gazetach (RP, Wprost) ukazały się artykuły o czekającej na emigrantów Kanadzie. Oczywiście tylko w tytule. Emigracja w Polsce jest częścią wiekowej polityki, jest wentylem bezpieczeństwa otwieranym przez kolejne reżimy w chwilach zbyt dużego stężenia niezadowolenia. Kazda fala była inna. Najciekawsza to jednak fala 80-81 bo najlepiej wykształcona, wzbogacona w nowych ojczyznach. Po 30 kilku latach opowieści o powrotach kierowane do bogatych emerytów brzmią śmiesznie. Rzeczywiście, presja na emigracje i jej promocja jest obecnie ogromna. Ponad polowa młodzieży ma dosyć “zielonej” wyspy. Wentyl trzeba otworzyć.

  3. leming bez kredytu

    Jakoś tak pro-kaczyńskie prawicowo-centusiowe komentatory nie zauważają, że emigracja “wybuchła” akurat w okresie rządów najjaśniejszej koalicji POS-Samoobrona-LPR. Jednym z argumentów podawanych przez ówczesnych emigrantów była ucieczka przed ciemną nocą kaczystanu.Cudnie unia się w tym czasie otworzyła…

  4. mroczny i sprawiedliwy

    To państwo nie ma w obecnej chwili i pewnie nie będzie mieć przez wiele lat żadnych zachęt do powrotu. O repatriacji też nie ma co marzyć z jednego podstawowego powodu, nikt nie ma pomysłu co z tymi ludźmi tutaj zrobić. Nawet jeżeli gminy zaoferują repatriantom mieszkania to nie ma dla ich pracy! Tu dochodzimy do sedna sprawy w tym kraju nie ma dla młodego pokolenia które opuściło ojczyznę oraz dla repatriantów żadnej sensownej pracy. Ile można pracować na umowach śmieciowych lub na etacie za 1500 zł?! W najgorszym scenariuszu za 100 lat, po ty,m jak naród polski wyginie będą w Europie uczyć się o nas jak my o narodzie Prusów.

  5. Artykuł bardzo dobry i celnie trafiający w sedno. Sam, razem ze znajomymi, łapię się na myślach emigracyjnych całkiem często. Nie mam w zasadzie nic do dodania, ale chciałem zapytać się o sprawę o której tylko Pan napomknął.

    Zainteresowała mnie mianowicie kwestia pozbawiania polskiego obywatelstwa. Kołacze mi, że od dłuższego czasu jest to prawnie niemożliwe (choć mogę się oczywiście mylić). Czy kiedyś było inaczej? Czy mógłby Pan rozwinąć tę kwestię, być może w osobnym artykule? Ostatnio czytałem, że przeforsowano jakieś zmiany w prawach i obowiązkach osób posiadających podwójne obywatelstwo i to mógłby być dobry punkt wyjścia do ewentualnych rozważań.

    Pozdrawiam.

  6. To bardzo smutne ale niestety ekonomia jest brutalna, wielu ludzi 50 + jest zagrożonych pogorszeniem się warunków bytu, eksmisją, bardzo niską emeryturą.
    W takim przypadku po 2 latach na emigracji wróciłem z 4 osobową rodziną, na szczęśćie do poprzednich prac i z dużymi jak na warunki emigrantów oszcżędnościami, po 2,5 roku szarpaniny mówię dość i tym razem wyjeżdżam na stałe, lepsze perspektywy dla dzieci i mniejsza szarpanina na codzień, nie dam rady wychować moich cudownych dzieci na elitę, bez zaplecza finansowego a przed chamstwem i braku kultury nic ich nie uchroni, ponieważ ja spędzam po 12 godzin poza domem wiecznie pracując, bardzo to przykre, że przez 20 lat brak było długofalowej polityki rozwoju, długofalowej koncepcji ekonomicznej, a jeśli mam być najemnikiem w koncernie to wolę to robić w UK, skąd bliżej do zarządu, niż z oddalonego w PL centrum produkcyjnego, zorganizowanego ajk małe Chiny w centrum Europy, wykształcenie nie obroniło mnie przed beznadzieją a jedynie dobre zarobki miałem właśnie dzięki pracy w koncernach międzynarodowych, szkoda że ubędzie lekarza, inżyniera IT oraz prawie 250 K USD jak sprzedamy wszystko co mamy i zabierzemy ze sobą, bye Polsko, mam nadzieję że zaopiekuję się swoimi rodzicami na starość w UK

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.