Społeczeństwo

Elita traktuje Polaków jak zasób

 Rządząca naszym krajem elita, której prominentni przedstawiciele jawnie wskazują dołom społecznym szczaw, jako skuteczny sposób odżywiania się od lat traktuje obywateli państwa, jako zasób. Zasób, a nie obywateli, podatników, czy po prostu ludzi, których się szanuje! Szczególnie to widać poprzez pryzmat ustalanego przez elitę dla Polaków prawa, albowiem tamże wyziera na jaw cała bezwzględność i nieludzkość systemu stworzonego przez niewielu dla wielu – tylko po to, żeby tym niewielu i im licznemu potomstwu wiodło się doskonale kosztem wielu i ich nielicznego potomstwa. Dodajmy zasób, który można wytracić w jakiejś części – podczas transformacji, no, bo jakieś straty muszą być!

Po pierwsze system podatkowy – oparty na podatkach pośrednich, które przynoszą lwią część dochodów budżetowi – to nic innego jak brak szacunku do ludzi w ich własnym kraju. Rząd, a właściwie wszystkie kolejne rządy – z wielkim sukcesem łupią obywateli ograniczając ich konsumpcję. Te podatki nie są adresowane do miliarderów, milionerów ani nawet dobrze zarabiających – albowiem każdy człowiek zje mniej więcej tyle samo jogurtów! Biedni, zatem stanowiący zasób płacą niewspółmiernie więcej procent swojego rozporządzalnego dochodu w postaci VAT i akcyzy niż bogaci kupujący nawet przedmioty luksusu i zbytku. To zasób utrzymuje system.

Podobnie w przypadku podatków bezpośrednich – tu także nie jest łatwiej. Zasadniczo mamy w Polsce podatek liniowy – 18 % dla biednych i przedsiębiorców, przy czym ci drudzy mogą całkiem niezłą ilość rzeczy sobie odliczać od uzyskanego dochodu. Likwidacja III-ciego progu dochodowego dla najbogatszych doprowadziła do tego, że tylko biedni finansują ten kraj, z którego dobrodziejstw o wiele bardziej korzystają bogaci – po prostu nie przyczyniając się na poziomie wykorzystywania. Ponownie liczy się tylko zasób i gospodarowanie nim – wiadomo, zapłaci – nie ma innego wyjścia.

Nie inaczej jest po stronie wydatkowej, jeżeli już to państwo musi wydawać pieniądze, albowiem zupełnie nierozważnie zdecydowało się podtrzymywać zobowiązania poprzedniego „ludowego” systemu – robi to niechętnie i w sposób umożliwiający zaoszczędzenie jak największej ilości pieniędzy – nawet kosztem umierania części zasobu i jego, jakości życia. No, bo jak inaczej nazwać zbiorowy system eutanazji – eufemistycznie nazywany przez polityków publiczną służbą zdrowia? O co jak nie o umieranie w nim chodzi? Jednakże przecież nie ma się, „czym” przejmować, no, bo wiadomo, że o zasób chodzi!

Nie można się, zatem dziwić, – chociaż takowe zdziwienie masowo demonstrują politycy i ich mainstreamowe „przydupasy” z posłusznych łże-mediów (cytując klasyka), że zasób się samoogranicza. Duża część zasobu – wyjechała z tego grajdołu łez i nieszczęść wszelakich a inni się nie mnożą tak jak potrzeba, przez co całość smutnej i w istocie żałosnej sytuacji zmierza w kierunku samolikwidacji, albowiem już za 10-cięć lat będzie to kraj ludzi starych, domagających się opieki, wsparcia, pieniędzy – pozbawionych szans na godną starość, przez to bardzo szybko – dużo poniżej przeciętnej europejskiej umierających.

Jednakże wszystko jest w porządku – to nie Wojna Północna, to nie Potop Szwedzki, to nie Wojna z Rosją ani nie okupacja niemiecka – nie – to niepodległość i samodzielne rządzenie się Polaków, których liberalni liderzy doprowadzili na granicę ekonomicznej wydolności i psychicznej wytrzymałości – daleko już za fizyczną degradacją. Sami sobie spowodowaliśmy ten oto stan, który dzisiaj możemy obserwować w „naszym” (to chyba złe słowo) kraju! Nikt nam tego siłą nie narzucił – sami sobie wybraliśmy liderów, którzy zgodnie z demokratycznym mandatem rządzą nami w tym oto państwie prawa, określanym przez niektórych byłych ministrów, których partnerki życiowe kradną gdzie nie trzeba, że to „kraj dziadowski”.

Będąc konsekwentni powinniśmy po prostu zgiąć karki i nie narzekać, ponieważ jakieś koszty muszą być, czyli po prostu się poświęćmy dla dobra – no właśnie dla czyjego dobra i kogo dobra, – jeżeli dużą część z nas po prostu nie stać na posiadanie dzieci a reszta mających zdrowy rozsądek wysyła je za granicę?

Będąc już zupełnie konsekwentnym warto też pomyśleć o dostosowaniu hymnu do obecnych realiów – może zamiast słów: „(…) jeszcze Polska nie zginęła (…)” Wprowadzić: „już Polska właśnie ginie a jak zginie tym razem to się już nie podniesie”? To tytułem podsumowania!

4 komentarze

  1. Artykuł niczego nie odkrywa, choć jest potrzebny.

  2. Zmiana Hymnu jest konieczna! – o tym dokładnie przed południem 13-tego rozmawiali dzisiejsi chorzy, stojąc wraz ze mną w kolejce do króla internisty – w jednej z zusowskich świątyń.

  3. Artykuł zaliczam do kategorii MOCNY, odzwierciedla też moje poglądy. Tak na marginesie zauważyłam, że coraz częściej używam określenia: ten kraj, w tym kraju, zamiast Polska.

  4. O takim sposobie likwidacji Polski mówili mi Niemcy w czasie mojej pracy w Berlinie w roku 1990.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.