Społeczeństwo

Elastyczny czas pracy i nadgodziny czyli traktowanie pracowników

 Zmienił się kodeks pracy, pan minister pracy i czegoś tam jeszcze dwojga nazwisk, który został ministrem bo był wspaniały – wprowadził tak fenomenalne zmiany, że wdzięczna ludność powinna oddawać mu córki na prawo pierwszej nocy! Zapisy prawne są bowiem zapisami a realia w jakich traktowani są ludzie, przez innych ludzi – w tym przypadku przedsiębiorców to coś innego, ciekawszego, wartego pochylenia się i rozważenia o co tak naprawdę w istocie tych relacji chodzi. Można bowiem postawić tezę, że od momentu wejścia w życie ostatnich tak szeroko krytykowanych regulacji dotyczących czasu pracy i nadgodzin – stosunki pracodawca-pracownik w naszym kraju w zawodach wymagających podporządkowania się reżimom porządków produkcyjnych przypominają stosunki pańszczyźniane, może nawet niewolnicze.

Zło jakie wprowadził rząd pana Tuska i jego nieszczęsnego dwojga nazwisk ministra pracy i czegoś tam jeszcze to cofnięcie relacji społecznych w dziedzinie stosunków pracy do pierwszej ćwiartki lat ubiegłego wieku. To co dzisiaj pracodawca może zrobić z pracownikiem, w jaki sposób stosować szykany przez dorozumienie i jak bardzo przerzucać koszty swojej działalności na ludzi – to rzecz niebywała, zasługująca na bicie po mordach i społeczny bunt, ponieważ to jakie możliwości w praktyce państwo otwarło to hańba dla tego państwa i nie ma żadnej dyskusji o kryzysie, potrzebach czy ratowaniu miejsc pracy – NIE MOŻE SIĘ TO ODBYWAĆ KOSZTEM PRACOWNIKÓW! Jeżeli już niech dotyczy wszelkich grup społecznych, ale nie tylko pracowników, przeważnie fizycznych w firmach produkcyjnych.

Klasycznym zagraniem pracodawców posiadających oddziały, jest delegowanie pracownika do oddziału poza jego miejscem zamieszkania. I nikogo nie interesuje to w jaki sposób pracownik tam dojedzie, że poniesie koszty, że straci zamiast dwóch godzin na dojazd do miasta lub w mieście i powrót do domu z pracy – aż cztery godziny lub pięć godzin dziennie. To się w ogóle nie liczy, pracownik dostaje polecenie udania się konkretnego dnia do oddziału w innym miejscu Polski, gdzie ma się stawić oczywiście na godzinę 7:30, jak to sobie zorganizuje nikogo nie obchodzi. Dodajmy, że pół biedy jeżeli pracownik ma auto służbowe lub pracodawca zapewnia transport – zgroza, jeżeli zarabia się nieco powyżej minimalnej netto i trzeba opłacać podróż oraz ponosić koszty pobytu poza domem przez realnie około 15 godzin dziennie! To jest po prostu horror ponad ludzkie siły – nie znajdujący uzasadnienia, ale takie praktyki dzisiaj mają miejsce, w Polsce, w Krakowie w jednym z właśnie prywatyzowanych zakładów strategicznych – problem dotyczy setek ludzi.

Drugi przykład – nocna zmiana w firmie produkcyjnej, gdzie pracownicy pracują przy taśmie. Normą było, że robili na czarno drugą zmianę, czyli pierwsza zmiana od 6:30 do 14:30 druga od 14:30 do 22:30 i do domu – sen, pocałowanie małżonka lub małżonki, pomachanie zaspanym dzieciom na dobranoc i do następnego dnia. W zamian za to można było brać praktycznie dwie pensje, nawet legalnie jeżeli miało się zatrudnionego małżonka, za którego się pracowało na drugiej zmianie podpisując listę – pilnującym to było nawet na rękę, bo wprawne ręce pracowników super-wykwalifikowanych są o wiele bardziej wydajne i robią mniej błędów niż studenci z doskoku. Niestety, zmiany wprowadzone do kodeksu spowodowały, że można zatrudniać ale płacić za nadgodziny można czasem wolnym w przyszłości – dodajmy nieokreślonej przyszłości! Nie da się opisać wściekłości ludzi doprowadzonych do płaczu przez tą regulację – kredyty, raty, lekarstwa, benzyna, jedzenie, cała organizacja życia legła w gruzach przez to że RZĄD ZDECYDOWAŁ SIĘ ZROBIĆ DOBRZE PRZEDSIĘBIORCOM A NIE OBU STRONOM STOSUNKU PRACY! Czyli w praktyce zrobił zmianę kosztem słabszych – pracowników! Teraz ludzie nie chcą pracować na darmowej zmianie, albowiem trzeba być po pierwsze frajerem, licząc na to że ktoś to prawidłowo bez błędu zaliczy, bo zawsze wlicza się „niepłatne” lub „przestojowe”, a po drugie po prostu trzeba zarabiać, żeby jeść – tego niestety chyba ani pan niestety premier Tusk i jego porażka minister żenujący pracy i czegoś tam jeszcze dwojga nazwisk nie rozumieją!

No i weź się postaw pracodawcy, gdzie nie ma związku zawodowego albo tenże nie działa tak jak powinien, ewentualnie jawnie kolaboruje z pracodawcą, zmuszając pracowników do posłuszeństwa. Wcześniej przynajmniej można było zarobić, dorabiając po godzinach – nawet na czarno na drugim etacie, a dzisiaj? Dzisiaj pracodawca zyskał przewagę. Po pierwsze może zmusić człowieka do dowolnego upodlenia się, bo trudno jest inaczej nazwać obowiązek pracy i dojeżdżania do niej przez 5 godzin dziennie a po drugie może zupełnie „na legalu” nie płacić ludziom, tłumacząc, że odbiorą sobie jak będzie przestojowe.

To nie powinno tak funkcjonować, zwłaszcza że z podatków tak ciężko pracujących ludzi – upodlanych przez system utrzymuje się dotacje i subwencje dla rolników i górników. Mowy nie ma o równym traktowaniu i sprawiedliwości, nie można się na to dłużej godzić. To nie jest nawet kwestia prostego odwrócenia skutków głupich i krzywdzących ludzi przepisów, ale także odszkodowań, albowiem konkretni ludzie stracili konkretne pieniądze i czas! Potem się rząd dziwi i ubolewa, że mamy małą dzietność, że Polacy nie mają dzieci. Boją się je mieć, bo nie mają za co, a pracodawca stał się pod rządami Tuska i jego pomagiera – panem i władcą, może zrobić z pracownikiem wszystko.

Żegnaj Polsko, jeszcze kilka takich regulacji a skończysz się szybko!

3 komentarze

  1. Dopowiem tylko tyle, ze powoli juz nawet duze korporacje zaczynaja placic za nadgodziny czasem wolnym, co jeszcze dwa lata temu bylo nie do pomyslenia. Za nadgodzine ladnie wyplacali 150 lub nawet 200% normy i nikt nie marudzil (firma biedna nie jest, oj nie)

    Teraz juz placa jednak tylko za dyzur pod telefonem, natomiast za wszelkie zaplanowane, weekendowe “okienka serwisowe” otrzymuje sie godziny wolne, co i tak mi nic nie daje, bo jak w poniedzialek bede pracowac 4 godziny, bo 4 sobie odbiore, to we wtorek bede musial odrobic 10, zeby sie odkopac z poniedzialku.

    Nie to, zebym marudzil, bo zle nie mam, a moje nadgodziny to lezenie cieplym lozku z laptopem w miedzy czasie czytajac Obserwator Polityczny, ale gdybym mial nadgodziny gdzies na tasmie w montowni za ktore nic bym nie dostawal, to frustracja po czasie pewnie przerodzila by sie w agresje.

    Ogolnie widac zla tendencje, bo jezeli juz duze korpo, dla ktorych nasze wynagrodzenia to pryszcz zaczynaja tak kombinowac z wysoko wykwalifikowana kadra, to co moze sie dziac w tym wszelkich montowniach, gdzie rotacja jest gigantyczna a pensja zblizona do minimalnej. Zgroza.

  2. Rosja bolszewicka też przywiązywała robotników do maszyn,chłopom do 59 roku nie wydawano paszportów(rosyjski dowód osobisty),żeby nie migrowali.Za spóźnienie do pracy<bo tramwaj się spóźnił,robotnik dostawał ostrzeżenie,jak się to powtórzyło ,to rozmowa z NKWD ,za trzecim spóźnieniem deportacja do obozów poprawczych. To nam właśnie zaserwował rząd Tuska.Gratulacje

  3. Z PRAWDZIWĄ PRZYJEMNOŚCIĄ UMIEŚCIMY PANI REKLAMĘ W RAZIE ZAINTERESOWANIA PROSZĘ O KONTAKT Z REDAKCJĄ. WEB. JÓZ.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.