Paradygmat rozwoju

Elastyczność w funkcji dywersyfikacji to główny filar wzrostu gospodarczego

 W geopolityce nic nie jest pewne i wieczne, musimy się z tym pogodzić i odpowiednio ustawić do niewiadomej. W przypadku resetu blokowego w naszym regionie może to oznaczać dla nas – albo utratę niepodległości, albo okrojenie państwa z części terytorium, ponieważ w konfliktach zbrojnych praktycznie zawsze chodzi o ziemię – to najcenniejszy zasób, wyjątkowo rzadki, w szczególności w Europie.

Brzmi to jak czarnowidztwo i jest to czarnowidztwo w czystej postaci, niestety jednak w naszych realiach tylko widzenie rzeczywistości w najczarniejszych barwach może nas uczulić na rzeczywiście czarny scenariusz. Problemem długofalowym dla naszego kraju nie jest Rosja, Ukraina i w ogóle kwestia wschodnia, ona owszem jest problemem ale samo w sobie, sama dla siebie a przy okazji – dla najbliższego otoczenia, przy czym tylko od nas samych zależy, czy uda nam się wywinąć z ponoszenia kosztów sąsiedztwa, czy też wpakujemy się w sam raz w moment jak dominujący gracz w regionie będzie wystawiał rachunek. Problemem długofalowym dla naszego kraju – w istocie również nie jest problem Niemiec, tak długo jak długo ten kraj działa w ramach paradygmatu euro-atlantyckiego. Problemem jest to, że ten paradygmat dewaluuje się z każdym dniem, a w przypadku zmiany pryncypiów polityki niemieckiej chociażby na kanwie gospodarczej po potencjalnej porażce projektu Unii – wszystko jest możliwe, zwłaszcza że Niemcy natychmiast powrócą do brutalnej koncepcji Mitteleuropy, którą będą realizować wszelkimi dostępnymi metodami, z wyjątkiem dotacji bo te były przewidziane na Unię. Problemem jest przede wszystkim to, na ile będziemy w stanie jako kraj prowadzić dialog z otoczeniem i w wymiarze globalnym – na tych polach właściwości, na których jesteśmy w stanie i czy przez pośredników jak w tej chwili w ramach Unii, czy też jako państwo satelickie wobec wielkich Niemiec, czy wcale nie – jako zamknięta w sobie autarkia polerująca stare Kałasznikowy?

To stała zdolność do modernizacji i elastycznego dostosowywania się kraju do wyzwań rzeczywistości decyduje o tym, czy dane państwo w ogóle kwalifikuje się do dialogu konkurencyjnego lub kooperacyjnego w ramach procesów globalizacji. Obecnie mamy bardzo łatwo, ponieważ działamy przez Unię Europejską i generalnie w ramach istniejących powiązań gospodarczych. Przykładowo polskie kremy, pasty do zębów, proszki do prania, materiały higieny osobistej, materiały opatrunkowe, chemia gospodarcza i inne – z markami globalnych super potęg handlowych są do kupienia na całym świecie. Można się z tego śmiać, ale wystarczy popatrzeć na asortyment sprzętu AGD w krajowych sklepach, ze względu na ceny transportu i nasze tanie koszty pracy, nie opłaca się go przywozić w całości, bardziej się go opłaca produkować i składać w Polsce, ponieważ wychodzi taniej niż opłacać drogiego pracownika w Chinach. W konsekwencji jesteśmy potęgą w produkcji sprzętu AGD, chociaż nie ma już chyba żadnej polskiej marki w rękach Polaków. Czy mamy się na to obrażać? Może inaczej, czy wolno jest nam być niezadowolonym z takiego układu rzeczywistości? Czy mamy być zadowoleni z takiego stanu rzeczy? Na tym ma się skończyć nasza suma aspiracji?

Dochodzimy ponownie do problemu – w jaki sposób przebić szklany sufit, żeby utrzymać wszystkie możliwe filary wzrostu wydajności i efektywności pracy, być jeszcze bardziej produktywnym i dostarczać wyroby najbardziej poszukiwane z wyższą stopą zwrotu niż dotychczas i co jest szczególnie ważne – niż inni, ponieważ bez nawiązania dialogu konkurencyjnego nie ma w ogóle o czym mówić.

Do tej pory nasz rozwój gospodarczy był oparty o zasoby proste, odbywał się bez angażowania własnego kapitału i w znacznej mierze bez ponoszenia innego ryzyka niż systemowe. Nawet kryzys finansowy nas nie dotknął, bo w skali działalności banków matek naszych banków – ich aktywa, to był niewielki procent i nie opłacało się przeprowadzać żadnych gwałtownych operacji. To samo w sobie pokazuje gdzie jest nasze miejsce w szeregu, jednak wszyscy mamy świadomość, że to nie jest stan nas zadowalający. Obecnie pojawiają się głosy, że może być gorzej, w tym znaczeniu, że może być o wiele gorzej w przyszłości, ponieważ konkurencja jest i będzie tak samo ostra, a zakres możliwych inwestycji w zasadzie się wyczerpał. Nie mamy już wolnych zasobów prostych, które można po prostu włączyć, o czym najlepiej świadczy prawie trzy milionowa rzesza emigrantów, motywowanych głównie ekonomicznie.

Jeżeli w dającej się przewidzieć przyszłości nałożą się na siebie trzy procesy – po pierwsze zmniejszenie zainteresowania inwestycyjnego Polską z powodów politycznych, ograniczenie i wygaszanie funduszy unijnych (proces nieuchronny) oraz nasilenie się turbulencji zewnętrznych (np. zmuszających nasze państwo do wydawania pieniędzy na obronność), to możemy mieć poważne problemy z fundamentami wzrostu – głównie dlatego ponieważ prawie w ogóle nie dokonujemy akumulacji kapitału, a ta która jest dokonywana jest rozdrobniona, nie jest spójnie zarządzana. Dodatkowo nawet jeżeli udałoby się nam zgromadzić kapitał niezbędny do tworzenia wartości dodanej w nowoczesnej gospodarce, to i tak musi upłynąć stosunkowo sporo czasu, zanim uda się nam cokolwiek wdrożyć, zwłaszcza w skali adekwatnej do wyzwań. Z tego względu celowym jest stworzenie systemu wspierania selektywnego poszukiwania nisz gospodarczych dla naszych przedsiębiorców, być może coś takiego jak specjalizacja narodowa jest dzisiaj bardzo trudne, ale np. w kontekście masowej produkcji żywności mamy wiele do powiedzenia. Jednak to dywersyfikacja decyduje o elastyczności gospodarki i na nią jako na najważniejszą składową filarów wzrostu trzeba stawiać. Elastyczność w funkcji dywersyfikacji to główny filar wzrostu gospodarczego naszej gospodarki w przyszłości.

3 komentarze

  1. Już się nie mówi,wyszedł jak Zabłocki na mydle,ale,wyszedł jak Litwa na skroplonym gazie z Norwegii,a będzie się mówić, wyszedł jak Polska na skroplonym gazie z Kataru,i strategicznym partnerstwie z Ukrainą!!!

    • No @wlodek “ujal” tematyke ….
      niezwykle to dziwaczne, ze I’m panstwa mniejsze i biedniesze to szukaja najdrozszego rozwiazania…
      To tzw.”syndrom paradoksalny” i duzo terapeutycznej roboty dla psychologa / psychoanalityka ….
      Oh ! Zrobie mamie na zlosc, nie wloze cieplej czapki , wole dostac zapalenia uszu i pluc i po malu zdychsc, a czapki nie wloze ….

  2. Je Suis Obserwatorpolityczny.pl

    Nasza gospodarka jest gospodarką nadążną, nie jesteśmy w stanie być elastyczni inaczej niż przez:
    a) dewaluację waluty
    b) obniżenie wartości waluty przez inflację
    c) obniżenie pensji i świadczeń (emerytury, zasiłki itp.)

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.