Polityka

Egipt, Turcja i Syria – wolny świat popiera przemoc która niweluje tyranię

 To co się stało w Egipcie, to co niedawno miało miejsce w Turcji i to co dzieje się przez cały czas w Syrii, nie wspominając już nawet o Iraku, Libii, Tunezji czy Algierii, no i oczywiście nie o państwach Zatoki – to jedno wielkie zdeptanie praw człowieka, czyli wartości na jakich Zachód opiera całą swoją retorykę, cały swój przekaz i czym uzasadnia całą swoją „moralną” i ustrojową wyższość nad resztą świata.

W Egipcie widzieliśmy na własne oczy na żywo w telewizji jak wojsko, policja i służba bezpieczeństwa – strzelały z broni automatycznej do demonstrujących islamistów. Przemilczał to świat, jedynie lekko apelując o humanitaryzm, ponieważ zadziałała zasada – nie ma wolności dla wrogów wolności. Generał El-Sisi robi właśnie to, co trzeba zrobić z radykałami, którzy chcą zrobić ludziom wodę z mózgu i w imię religii przejąć władzę. Jakoś to nikomu nie przeszkadza? Nie podnoszą się głosy sprzeciwu wśród Muzułmanów, nie krzyczą głośno, że deptane są prawa ich braci, a właściwie że ich bracia są dosłownie rozstrzeliwani. Świat arabski milczy – problemu nie ma, jest wewnętrzna, brutalna rozgrywka o władzę. Wygrywa silniejszy, który jest na tyle potężny (Egipt posiada chyba najpotężniejsze tajne służby w świecie islamu), że nie opłaca mu się przeciwstawić, gdyż rano może się okazać że zostaje nam już tylko recytowanie wersetów z Koranu. Ciężko się walczy przeciwko swoim i to ma właśnie miejsce w Egipcie.

W Turcji mieliśmy sytuację odwrotną, ale w istocie bardzo podobną – zgromadzeni na placu Taksim domagali się wolności, której skutecznie odmawia im tureckie państwo – demokracja, w której większość mają „soft” islamiści, w tureckim wydaniu prawicowcy i nacjonaliści podlani nutką radykalnego islamu, który co pokazują wskaźniki gospodarcze – akurat w Turcji sprawdza się doskonale! Jednakże to znowu państwo, tym razem stojące na straży tradycyjnych wartości nie chciało pozwolić na sprzedaż alkoholu (wprowadzono ograniczenia), jak również poszło o ważne miejsce lokalnych spotkań. Ludzie się zbuntowali i wyszło jak wyszło, na szczęście sytuacja rozeszła się po kościach – zbitych przez tureckich policjantów i zlanych wodą z kwasem z armatek policyjnych „Tomów”. Jednakże tam także zachód nie protestował, nawet jak siepacze reżimu w sposób bardzo brutalny po prostu pobili protestujących zwykłych ludzi. Wśród protestujących był nasz korespondent – mamy relacje z pierwszej ręki, po prostu nie była możliwa żadna walka przeciwko doskonale wyszkolonym tureckim policjantom – to była seria pogromów i pobić, jeżeli tylko Policji udało się odseparować cześć tłumu na tyle małą, że nie było widać co z nią robią. Brutalność była dramatyczna – nawet nasz korespondent dostał kopniaka.

Syryjczycy niestety mieli mniej szczęścia. Tam rząd – może nie mający zbyt wiele wspólnego z demokracją w rozumieniu wolnych wyborów opartych na pluralizmie wymiany poglądów politycznych – ale mimo wszystko legalny rząd syryjski uznawany przez cały świat – zaczął strzelać do własnego narodu. Demonstracje wymknęły się spod kontroli tamtejszej policji i tajnej policji, całość została nieumiejętnie spacyfikowana, a brutalność wyznaczyła nowe standardy. Nawet w Iraku za czasów Saddama Husajna, nie strzelano z artylerii ciężkiej do miast! Chociaż znane są przypadki ataków gazowych na ludność cywilną, o co reżim prezydenta Al-Asada jest podejrzewany (ale tego nie potwierdzono). W efekcie ogólnego rozprężenia w Syrii doszło do przeniknięcia do tego kraju bojowników islamskich z innych miejsc oraz stale szmuglowana jest broń. Obecnie mamy sytuację, w której już chyba wszyscy walczą ze wszystkimi, na południowym zachodzie kraju – przy granicy z Libanem, mamy do czynienia z rzeczywistą libanizacją konfliktu. W którym powoli nie wiadomo o co chodzi, a Al-Asad, naprawdę broni się przez islamistami – tak jak El-Sisi w Egipcie, a przeciwnie do „soft” islamisty Erdogana w Turcji.

Jeżeli więc potępiamy Al-Asada, to dlaczego nie potępiamy El-Sisiego? Czy chodzi o ilość trupów? Gdzie jest granica tolerancji dla zła? Może w bombardowaniu miast – co robi Al-Asad? Jednakże zaraz zaraz… czy aby przypadkiem, niosące demokrację lotnictwo zachodu nie bombardowało Iraku? Jak to w tej historii było? Może lepiej sobie nie przypominajmy, bo nie ma tam wielu powodów do chwały. Zresztą wystarczy włączyć arabską telewizję, żeby zobaczyć kolejne ofiary ataku dronów w Pakistanie, Jemenie, czy gdzie tam wielkie Imperium nie wyśle swoich maszyn śmierci.

Wniosek – nie ma czegoś takiego jak moralność uniwersalna, zawsze liczy się brutalna siła i możliwość zabicia nieprzyjaciela, to znaczy tego kogo uważamy za nieprzyjaciela akurat teraz w tym fragmencie historii. Warto zdjąć różowe okulary i zdać sobie sprawę z brutalnych i atawistycznych reguł rządzących naszym światem, ponieważ takich Syrii, Turcji, Egiptów, jest o wiele więcej wszędzie wolny świat popiera przemoc, która w jego mniemaniu niweluje tyranię, nawet za cenę krwi. Przy czym uwaga – nie ma czegoś takiego jak standardy, a nawet jak są to jest ich wiele – zawsze definiują je najsilniejsi.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.