Efektem stymulacji będzie inflacja

fot. red.

Efektem stymulacji będzie inflacja, w zasadzie to już jest. Podanie 3,2% dla Złotego w marcu 2021, to bardzo dużo, bo aż o 0,7% więcej rok do roku, niż przewiduje nasz cel inflacyjny. W stosunku do poprzedniego miesiąca, to o 1% więcej! Sytuacja nie jest krytyczna, nie trzeba jeszcze bić na alarm, ale pewne elementy układają się w większą całość, w tym przede wszystkim działania rządu – drukującego pieniądze (jego agend) i banku centralnego, który zrobił bardzo wiele, żeby przekonać rynek, że zależy mu na nie umacnianiu Złotego. Uwaga – nie umacnianie, nie oznacza jeszcze chęci osłabiania, bo to nie było jednoznacznie zakomunikowane, ale nie da się oszukać rynku. Sygnał to „sygnał”, jeżeli bank centralny sugeruje, że nie będzie bronił waluty, a do tego w kraju jest bardzo istotnie prowadzona polityka luzowania ilościowego, to nie ma żartów. Przecież nikt, kto zainwestował pieniądze w Złotego, nie jest idiotą, nie rozumiejącym że jak jest więcej Złotego a taka sama ilość Euro i Dolara na rynku, to Złoty nie pójdzie na pysk. No i poszedł, już uklęknął i popłakuje. Za chwile może leżeć w przydrożnym rowie i się miotać w konwulsjach. Kurs 4,8 PLN za 1 Euro jest jak najbardziej realny. Co więcej, będzie śmiesznie – jeżeli na koniec 2021 roku zobaczymy coś około 5 PLN za 1 Euro, to jest możliwe przy tej skali drukowania. Ponieważ nikt, kto ma możliwości wymieniania wielkich sum pieniężnych, nie zgodzi się na straty. Poza tym to jest ustawione przez systemy informatyczne, które pilnują kursu w widełkach, wielkie pieniądze się nie mylą.

31 marca br., miało miejsce bardzo ważne wydarzenie w świecie ekonomii, ważne w kontekście naszego kraju. Otóż, dowiedzieliśmy się że jedna z najważniejszych na świecie agencji ratingowych, obniżyła prognozę wzrostu PKB dla naszego kraju na 2021 rok o 0,4% z 3,8% do 3,4%. Co prawda utrzymano rating na dotychczasowym poziomie, ale on jest miarą względną. Ocenia stan istniejący w otoczeniu istniejący, więc ponieważ wszystko spada, to jak podmiot badania również, to wszystko jest w tym samym układzie.

W USA pan Prezydent Joe Biden mówi o 2 bln USD pakietu stymulacyjnego do wydania w 8 lat. W tym około 621 mld USD na infrastrukturę transportową, 400 mld USD na opiekę nad starszymi i niepełnosprawnymi, 300 mld USD na infrastrukturę zapewniającą wodę pitną, taka sama suma na budownictwo mieszkaniowe i budownictwo szkolne, oraz prawie 600 mld USD na badania i rozwój, nowoczesną wytwórczość i szkolenia zawodowe. Źródłem mają być podatki od korporacji, ale w praktyce będzie nim nowy dług. Wykreowany przez FED w ramach luzowania ilościowego – wszyscy będą szczęśliwi, bogaci będą jeszcze bogatsi, a przy okazji powstanie trochę infrastruktury. Do tego Amerykanie podostawali od rządu tysiące Dolarów bezpośrednio na konta, oczywiście wydrukowanych Dolarów. Co ciekawe, nikt z wielkich piewców neoliberalnego porządku o tym nie mówi i nie pisze, blogi największych „znafcóf” ekonomii, kreujących przez lata trendy i opinie oraz mendia (tu nie ma błędu), wmawiające ludziom na całym świecie, że to jedynie słuszne poglądy – milczą i nic nie mówią. Ponieważ w interesie wszystkich jest to, żeby Ameryka mogła nadrukować jak najwięcej i kupić za bezużyteczne papierki jak najwięcej na całym świecie, licząc na to, że jej gospodarka ruszy i będzie w stanie wytwarzać coś więcej, niż kolejne płci kulturowe i broń.

Tyle, jeżeli chodzi o skalę makro – widać, że dzieje się wiele i że pieniądz jest tylko zapisem na nośnikach elektronicznych. O wiele ciekawsze jest to, co się już dzieje w naszych koszykach zakupowych. Na jednym z krakowskich placów targowych autor widział „naocznie” paprykę szklarniową po 23 zł, pomidory po 19 zł, a jak wiadomo jesteśmy jednym z największych producentów tego typu popularnych warzyw w Europie. Jeden pomidor zakupiony przez autora w celach konsumpcyjnych kosztował 5,05 zł. Czy możecie to sobie Państwo wyobrazić? Jako komentarz niech będzie przypomnienie, że minimalna stawka godzinowa to 18,3 zł.

Do tego dochodzą jeszcze głupie decyzje podatkowe rządu, jak skandalicznie naliczany podatek od cukru, jak również podatek handlowy, który sieci i tak przerzucą na kupujących.

Najważniejsze jednak jest to, co się dzieje z cenami energii elektrycznej, cieplnej i paliw. Mamy taki ciekawy system, że bez względu na to, czy cena baryłki ropy to około 180 czy 60 USD, benzyna kosztuje zawsze około 5 zł i ma tendencję rosnącą do 6 zł. To się przekłada na koszty wszystkiego, ponieważ transport, a to oznacza paliwo, jest składową wszystkiego i wszędzie. Chyba, nie ma takiej dziedziny życia społeczno-gospodarczego, gdzie cena paliwa nie miałaby znaczenia. Pamiętajmy również o cenach energii elektrycznej i cieplnej. To wszystko w ostatecznym rozrachunku powoduje, że rośnie ilość pieniądza w obrocie, który nie znajduje pokrycia w nowych towarach i usługach, a to MUSI OZNACZAĆ WZROST CEN.

Chyba, że wydarzy się pewien cud współczesnej neoliberalnej ekonomii opartej na kłamstwie, wyzysku i oszustwie oraz przede wszystkim sprawianiu pozorów. Otóż, może się wydarzyć tak, że te wielkie pieniądze pompowane do gospodarki przez rządy (i banki centralne), zostaną przejęte przez wielki kapitał, który w ten sposób zrealizuje stare długi publiczne i – uwaga – najważniejsze – przyjmie nowe długi, oddając te pieniądze do obrotu gospodarczego ZADOWALAJĄC SIĘ ODSETKAMI, KTÓRE WZROSNĄ, ŻEBY TŁUMIĆ INFLACJĘ. To samo w sobie jest tak genialne, że musi się wydarzyć. Nie odkrywamy tutaj koła, może jedynie pokazujemy, że pod błotnikiem znajduje się właśnie koło.

Efektem stymulacji będzie inflacja, efektem inflacji będzie wzrost stóp procentowych, efektem wzrostu stóp procentowych będzie to, że bogatsi będą, jeszcze bogatsi. Oto esencja neoliberalnej gospodarki kapitalistycznej.

7 myśli na temat “Efektem stymulacji będzie inflacja

  • 11 kwietnia 2021 o 08:37
    Permalink

    Takie są uroki każdej gospodarki wolnorynkowej, gdzie nie ma regulacji cen a państwo żyje z podatków. Jak świat światem, zawsze bogata mniejszość rządziła w takiej gospodarce i usiłowała utrzymać się na powierzchni kosztem większości. Inflacja jest tylko jednym z narzędzi władzy kapitału, także jej sztuczne ograniczanie czy wręcz wywoływanie.
    Niewielkim wyjątkiem był okres Polski Ludowej, ale w układzie gospodarki międzynarodowej i wpływów zachodniego kapitału także wtedy inflacja odgrywała rolę destrukcyjną a rządy PRL były pod jej presją, mimo dbania o interes całego społeczeństwa, a nie wybranej kasty burżuazyjnej. Po prostu nie można było się odciąć od rynków międzynarodowych, a komunizmu przecież nie wprowadzono.

    Warto też przeczytać:
    „Ukryta nikczemność. Kto zyskuje, a kto traci na inflacji?” Tomasza J. Ulatowskiego
    „Nie ma lepszego, bardziej subtelnego i pewniejszego sposobu niszczenia podstaw funkcjonowania społeczeństwa od psucia pieniądza. Przez ciągły proces inflacji rządy mogą w niedostrzegalny sposób konfiskować ważną część bogactwa swoich obywateli… PROCES TEN WYKORZYSTUJE WSZYSTKIE UKRYTE SIŁY EKONOMII PO STRONIE DESTRUKCJI I CZYNI TO W SPOSÓB, KTÓREGO NAWET JEDEN CZŁOWIEK NA MILION NIE JEST W STANIE ZROZUMIEĆ”. Te słowa ekonomicznego guru Johna Maynarda Keynesa dają wiele do myślenia. Czyżby rządy doprowadzały do destrukcji swoich społeczeństw?”
    https://dzienniknarodowy.pl/ukryta-nikczemnosc-kto-zyskuje-kto-traci-na-inflacji-tomasza-j-ulatowskiego/

    Odpowiedz
  • 11 kwietnia 2021 o 09:49
    Permalink

    Będzie 700 + i wszyscy będą zadowoleni, a ci co zarabiają więcej niż minimalną zapłacą podwójny podatek.

    Odpowiedz
  • 11 kwietnia 2021 o 12:15
    Permalink

    Interesujący artykuł, tylko że w Naszym Nadwiślańskim Macondo obowiązują inne zaklęcia.

    Prezes NBP twierdzi inaczej, żeby nie trzymać oszczędności w bankach, tylko w domu – w gotówce!

    To jak tu zarobić na odsetkach?

    Po prostu żyjemy w świecie magii i czarów.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 11 kwietnia 2021 o 21:40
    Permalink

    Odniosę się do treści tytułu artykułu: Efektem stymulacji będzie inflacja.
    Niekoniecznie, bo stymulacja może, ale nie musi prowadzić do inflacji. Wszystko zależy od jej przeznaczenia.
    Jeśli stymulacja (np. w formie bardzo nisko oprocentowanego kredytu, lub innej) jest kierowana na konsumpcje (lub ewentualnie zakup aktywów), to inflacja jest naturalna (lub możliwa). Jeśli jednak stymulacja jest przeznaczona na inwestycje, to inflacja nie wystąpi.
    Przykładowo, amerykańskie QE kierowane do banków na akcję kredytową pomogło tamtej gospodarce (jako pierwszej) na wydobycie się z kryzysu.
    Jasne, że “dodruk” jest z natury zły, ale niekiedy, gdy jest sensowny, może istotnie pomóc w wydobyciu się z kłopotów.
    Niewątpliwie najgorszym rozwiązaniem jest stymulacja konsumpcji, co wywoła inflacje, a w sumie niewiele załatwi (nieco opóźni kryzys). Chyba, że takiemu podejściu przyświeca inny cel.

    Odpowiedz
    • 12 kwietnia 2021 o 07:54
      Permalink

      @Ali
      Nie całkiem się z tobą zgodzę. Weźmy nasz przykład po wejściu do UE w 2004 roku. Zaczął się wtedy bum kredytowy na inwestycje, ludzie na potęgę zaczęli budować domy i remontować, kupować mieszkania, a to natychmiast się przełożyło na inflację, bo wszelkie materiały budowlane i mieszkania z dnia na dzień zaczęły drożeć. W tamtym czasie dzieciom pomagałem się urządzać na swoim i szlak mnie trafiał na to jak biznes wykorzystuje i tak trudną sytuacje Polaków do wzbogacenia się. Teraz wiele tych firm jest już zamkniętych, bo ich handel okazał się krótkoterminowy, jak i zysk. Owszem wielu Januszy biznesu się wtedy ustawiło, ale Polacy nadal spłacają kredyty od tego bumu i dlatego gospodarka zaczęła padać, bo spłacając bankom pożyczki przy stagnacji wynagrodzenia dysponują mniejszą siłą nabywczą. Na to nałożył się kryzys 2008 roku i kredyty frankowe i masz klops. 4 lata prosperity po wejściu do UE z życiem na kredyt okazało się być gwoździem do trumny domowych budżetów i wielu drobnych biznesów.

      A teraz przyrównaj to do Polski Ludowej gdzie były regulowane ceny i w latach gierkowskich 70-80 cała Polska wieś praktycznie się odbudowała wychodząc z powojennych glinianek do murowanych domów, nie wspominając o zbudowaniu przemysłu. Trochę się to przełożyło na inflację, ale nie w takim zakresie jak obecnie. Natomiast pomijam inflację lat 80-90-tych wynikającą z kryzysu gospodarczego jaki nam zafundował zachód sankcjami i wiosną solidurni oraz sztucznie wywołaną w latach 90-tych po to, aby przejąć majątek narodowy i zniszczyć do reszty gospodarkę państwową.
      https://businessinsider.com.pl/finanse/makroekonomia/sierpien-1980-21-postulatow-zwiazkowcy-chcieli-hiperinflacji/nxpemht

      Niestety w każdej gospodarce wolnorynkowej pozbawionej jakiejkolwiek kontroli państwa kapitał w pogoni za zyskiem niszczy po drodze wszystko a potem inflacja zjada także ten kapitał z czego ci ludzie pozbawieni inteligencji społecznej nie zdają sobie nawet sprawy. Wszystko zwalają na kolejne kryzysy gospodarki kapitalistycznej nie zastanawiając się nad jego źródłami.

      „Moje podstawowe zarzuty wobec neoliberalizmu są dwa. Pierwszym z nich jest to, że promuje on znęcanie się ludzi nad innymi ludźmi, drugim natomiast to, że – pomijając już oczywisty fakt, iż znęcanie się jest zawsze zjawiskiem moralnie nagannym – w neoliberalizmie znęcający się są z wielu względów bardzo lichymi ludźmi” [1] – dr Jacek Kardaszewski
      [1] Cytat pochodzi z wywiadu Arkadiusza Mellera z Jackiem Kardaszewskim w serwisie „Konserwatysta.pl.” w dniu 16.04.2012 r.
      https://myslpolska.info/2021/03/28/w-pulapce-neoliberalizmu/

      Odpowiedz
      • 12 kwietnia 2021 o 17:29
        Permalink

        @Miecław (12 kwietnia 2021 o 07:54)
        Chyba źle mnie zrozumiałeś, albo ja zbyt skrótowo wyjaśniałem.
        1.
        Dla mnie wzrost zasobności lub kredytowania ludzi, że stać ich było (w 2004) na budowę i remont domów, kupno mieszkań, to NIE INWESTYCJE.
        Kredyty inwestycyjne, o których napisałem, to kredyty na rozwój firm, poprawienie ich konkurencyjności na (już wówczas) rynku UE i światowym. Tego nie było, tego właśnie brakowało. Wzrost wartości PLN wynikający z dołączenia do unijnego rynku, to raczej wyzwanie do unowocześnienia i wzrostu efektywności, a nie hasło do “przejadania”.
        2.
        Wspominasz o PRL za Gierka. Właśnie wówczas prawidłowo zdefiniowano potrzebę inwestycji w nowoczesność, ale próba realizacji tego zakończyła się fiaskiem.
        W zasadzie każda większa inwestycja wymaga kredytowania. Jednak wówczas cele inwestycyjne wyznaczały gremia partyjno-rządowe, które miały ogólnikowe rozumienie sensu ekonomicznego, a realizacja przebiegała bez świadomości zapewnienia konkurencyjności na rynkach zewnętrznych. W rezultacie nie zapewniało to zwrotu FINANSOWANIA oraz późniejszych korzyści produkcyjnych i FINANSOWYCH – na rynkach zewnętrznych, bo stamtąd brano pożyczki.
        Wspomniane fiasko wynikało z obowiązującego, antyefektywnościowego systemu gospodarczego i finansowego. To nie mogło się wówczas zakończyć sukcesem.
        3.
        Czy można było inaczej, czyli czy można było wyjść poza ramy systemu?
        W PRL chyba nie, bo linia “ekonomii socjalizmu” była nie do przejścia.
        Wyjście poza skostniały system biurokratyczno-rozdzielczy było jednak możliwe – zrobiono to w Chinach, a konkretnie Deng Xiaoping (od 1978). Postawił on na efektywność i konkurencyjność, wprowadził reformy rynkowe, zlikwidował kolektywizm na wsi, sprowadził “obcy kapitał”, sformułował zasadę “jeden kraj, dwa systemy” (socjalizm i kapitalizm), zreorganizował zarządzanie gospodarką państwową, i co bardzo ważne: skończył z monopolem jednego banku – powstało kilka tysięcy banków lokalnych, które wspierały rozwój lokalnej przedsiębiorczości.
        Deng Xiaoping był pragmatykiem, nie żadnym ideowcem. Podpatrywał gwałtowny rozwój Japonii (po 2 WŚ) i umiał z tego wyciągnąć praktyczne wnioski.

        Odpowiedz
        • 13 kwietnia 2021 o 00:12
          Permalink

          @Ali

          pkt. 1 – zgoda, masz rację.
          pkt. 2 – z tą konkurencyjnością w wielu dziedzinach nie było tak źle, naprawdę mieliśmy wiele sukcesów, przykładów można by podać wiele, choćby obrabiarki i wiele innych, ale wrogowie zewnętrzni i wewnętrzni sypali piasek w tryby systemu, więc musiało się to zawalić.
          pkt. 3 – zgoda, ale zauważ, że to co robi się w Chinach od 1978 to my namiastkę tego mieliśmy w PRL, bo banki były także spółdzielcze, które kredytowały lokalnie rzemieślników, wolny rynek i konkurencja też była tylko system kulał z braku potencjału intelektualnego, jak nadać temu rozmach trzymając się wartości socjalistycznych. Chińczykom nie zabrakło inteligencji, nam tak, bo mieliśmy zdradziecki styropian i Kościół dominujący, których interesy kolidowały z rozwojem państwa. W Polsce nie było komu przygotować odpowiedniej strategii aby urynkowić system nie tracąc potencjału przemysłu państwowego. Zostaliśmy oszukani i zdradzeni w samo południe.
          https://pl.wikipedia.org/wiki/Tomasz_Sarnecki#/media/Plik:PilsPlac51_DSC0844.JPG

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.