Polityka

€50 + (plus) – możliwa strategia podejścia

 Znana jest już propozycja cypryjskiej prezydencji, co do kształtu punktu wyjściowego do negocjacji budżetu Unii Europejskiej na najbliższe lata. Nie ma tam niczego szczególnie odkrywczego lub zwalającego z nóg, liczy się propozycja rozsądnego ograniczenia wielkości strony wydatkowej budżetu o kwotę 50 mld Euro z możliwością jej zwiększenia poprzez szczegółowy przegląd poszczególnych polityk unijnych. Szczegółowo opracowanie „Revised Negotiating Box for the Multiannual Financial Framework (MFF) for the period 2014-2020”, można zobaczyć [tutaj] (j.ang.).

W praktyce oznacza to dla nas konieczność liczenia się ze zmniejszeniem finansowania środkami unijnymi z polityki spójności (Cohesion Policy) jak również innymi ściętymi przez tą propozycję politykami wspólnotowymi. Co ciekawe może oberwać po głowie odwieczna święta krowa, czyli polityka rolna, tutaj może zrobić się naprawdę ciekawie, albowiem kryteria podziału tych środków są bardzo nierówne, przykładowo produkujący żywność dla tysięcy ludzi farmer we Francji dostaje więcej dopłat niż pseudo-rolnik w Polsce, a jeszcze więcej dostaje grecki pasterz kóz na jakiejś zapomnianej wysepce na Morzu Egejskim, albowiem ma szczególnie trudne warunki! Przykład ten ma dla nas olbrzymie znaczenie, albowiem wraz ze zmniejszeniem funduszy jest mowa o nowych kryteriach kwalifikowania ich wydawania – zmodyfikowane zostaną zasady ubiegania się i wydatkowania środków. Może to dotyczyć nie tylko polityki spójności, a jeżeli to się zdarzy to naprawdę czeka nas ciekawy okres, gdyż nagle wszystko zacznie podlegać nowym regułom – dostosowywanym do realizacji strategii Europa 2020 i naprawdę wszystko może się zmienić.

Polska zaczęła coś przebąkiwać o prowizorium budżetowym, jeżeli nie udałoby się dojść do porozumienia w sprawie budżetu, wypowiedzi naszych decydentów są ukierunkowane na Wielką Brytanię, której premier ograniczył pole negocjacyjne zaczynając od bezwzględnego żądania ograniczenia budżetu o około15%-20%. Tymczasem scenariusz oparcia się na prowizorium, czyli kontynuowaniu budżetu z ostatniego roku oznacza wzrost wydatków (automatycznie składek) o 2%. W tym kontekście, brytyjskie weto miałoby być mniej opłacalne dla tego kraju nić próba osiągnięcia konsensusu. Warto tutaj zwrócić uwagę na pozycje wyjściowe do negocjacji – „przyjaciele polityki spójności”, czyli państwa korzystające na unijnym budżecie bronią dotychczasowych pozycji. Obrona przyjmuje bardzo niewdzięczny charakter, albowiem powszechnie wiadomo, że najbogatsi płatnicy do wspólnego budżetu mają poważne kłopoty. Przykładowo Włochy muszą w kolejnym roku wykupić obligacje za około 200 mld Euro, jak w tym kontekście uzasadnić konieczność utrzymania składki na de facto – polską zieloną wyspę? Nie można się, zatem dziwić ograniczaniu budżetu, propozycja cypryjska to propozycja wyjściowa, ale jak widać rozpoczynająca się od zejścia poniżej o jeden stopień.

Zachodowi, w tym Angeli Merkel bardziej chodzi o symbolikę. Oni dalej będą płacić, albowiem doskonale zdają sobie sprawę, że pompowanie krajów biedniejszych funduszami na infrastrukturę opłaca się im podwójnie, gdyż po pierwsze służy to ograniczeniu kryzysu w naszych biednych krajach, a po drugie na tych pieniądzach doskonale pożywiają się zachodnie firmy, czego przykładów m.in. z naszego programu budowy autostrad mamy bez liku. W tym kontekście powinniśmy ze zrozumieniem podejść do oczekiwań naszych partnerów, gdyż mądrą postawą możemy więcej zyskać i to w długim okresie niż upartym powtarzaniem czegoś na wzór „Nicea albo śmierć” to najdelikatniej mówiąc okazanie braku chęci do kompromisu i zrozumienia dla oczekiwań partnerów.

Musimy wykazać się elastycznością w rozumieniu potrzeb naszych partnerów – sponsorów, dodajmy głównie politycznych. Przecież panią Kanclerz czekają trudne wybory, po wpompowaniu miliardów w Grecję, musi teraz przeprowadzić umorzenie reszty jej długów, inaczej ucierpi Euro. Więc tak jak Niemcom opłaca się łyknąć grecką rybę za 300 mld Euro, tak też nam opłaca się zmniejszyć oczekiwania, żeby pomóc przyjaznym nam politykom w wewnętrznych wyborach, a zarazem zachować miano państwa solidarnego w kryzysie. Przecież to genialne i wartość sama w sobie – Polska stawiana za wzór, kraj sam poprosił o zmniejszenie finansowania pomocowego – oczywiście wedle decyzji Komisji Europejskiej – zdając się na jej osąd, jaka ta Polska jest europejska, solidarna, rozumiejąca potrzeby innych i przedkładająca nade wszystko konsensus! W takim scenariuszu unikamy pyskówek i psucia krwi oraz złej prasy, która nam nie daruje pazerności. W praktyce zdając się na Komisję i tak stracimy niewiele, albowiem o wiele łatwiej jest rozmawiać z Komisją – doceniającą nasze osiągnięcia i skuteczność niż z premierem Wielkiej Brytanii, który może postawić dowolne ultimatum, albowiem liczy się dla niego krytyka w Izbie Gmin, a nie na forum europejskim. Nie jesteśmy wyspą, nasza siła tkwi i będzie tkwić w przetrwaniu tego wielkiego projektu i jego dalszej integracji. Nie możemy sobie pozwolić na żadne ryzyko, nawet pogorszenia reputacji.

Reasumując, odpowiednie podejście do redukcji środków pomocowych powinno być podstawą naszej polityki w tej sprawie. Kontrolowane ograniczenie przyznawanych nam funduszy leży w naszym interesie, jest to o wiele lepsze niż pozorny zysk kilku miliardów Euro opłacony awanturą, obsmarowaniem w mediach i łatką państwa roszczeniowego – unikającego solidaryzmu i wyrzeczeń w kryzysie. Argumenty, że jesteśmy biedni, bo u nas była wojna, albo, że nas przemysł wykupiły firmy zachodnie nikogo nie interesują, przecież tak na dobrą sprawę nie ma obowiązku przynależeć do Unii Europejskiej, pamiętajmy o tym, że to naprawdę przywilej. Przywileje natomiast wymagają wyrzeczeń, dobrze, jeżeli tylko okresowych…

2 komentarze

  1. Ograniczenie budżetu na Wspólną Politykę Rolną nie musi być tragedią, jeśli uda się spełnić następujące warunki:

    1.Odejście (choćby częściowe) od filozofii “dopłat historycznych” na rzecz wsparcia tych, którzy rzeczywiście produkują. Jedynie oni bowiem robią “realną gospodarkę”, reszta to w najlepszym wypadku socjal, w gorszym beztroskie marnotrawstwo, w skrajnych (acz u nas częstych) przypadkach zwyczajne malwersacje, często na znaczną skalę.
    2.Konieczne jest sformułowanie wyrazistej polskiej polityki rolnej. Określenie celów, w średniej i dalszej perspektywie czasowej. Warto tu na początek poczytać Konstytucję RP. Dziś zarządzający polskim rolnictwem (wieczny koalicjant ma tu monopol; pan Premier ponoć od początku sprawowania urzędu ani razu nie użył publicznie słowa “rolnictwo”) zasłaniają się unijną WPR i brukselskimi dyrektywami po to, aby ukryć swoją kompletną bierność, brak wizji i (najczęściej) bezwstydną prywatę. Tymczasem sąsiedzi z tej samej UE własne, narodowe wersje polityk rolnych mają doskonale przygotowane i twardo wcielają je w życie.
    3.Uzyskanie większej swobody w wydatkowaniu unijnych środków przeznaczonych na wsparcie polskiego rolnictwa: tak, abyśmy mogli kierować je tam, gdzie przyniosą pozytywne efekty. Dziś np. “rozwojowi”, produkujący rolnicy dramatycznie potrzebują wsparcia na modernizację parku maszynowego, budynków oraz na zakup ziemi – tych pieniędzy wiecznie jest mało. Znaczne natomiast środki są do wykorzystania na szkolenia psich fryzjerów albo inne kursy, które przybliżają rolnikom wiedzę tajemną, że krowa z przodu ma rogi, a z tyłu ogon.

    Wobec nieuchronności cięć w budżecie WPR taki powinien być polski kierunek negocjacji: OK, dostaniemy trochę mniej, ale za to żądamy swobody, która pozwoli nam tą forsę wydać lepiej. Odejście od kryteriów historycznych zadziałałoby na naszą korzyść, gdyż te właśnie kryteria są głównym narzędziem dyskryminacji naszego rolnictwa w stosunku do krajów “starej” Unii. Przy tym w skali całej UE pełnią rolę hamulca zmniejszającego elastyczność i zdolność adaptacji do zmieniających się realiów. Polskie rolnictwo bardzo mogłoby na tym zyskać – mamy potężny potencjał rozwojowy, często skrępowany chorym systemem unijnych dopłat.
    Dla postulatów typu “chcemy więcej forsy!” nie znajdziemy ani zrozumienia, ani sojuszników. Natomiast propozycje racjonalizacji wykorzystania środków trudniej odrzucić (zwłaszcza w czasach kryzysu); moglibyśmy też łatwiej znaleźć dla nich poparcie, być może również niektórych krajów “starej” 15-ki.

    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że “poluzowanie” sztywnych ram wydatkowania subwencji bez jasnej, sensownej krajowej polityki rolnej i bez zmiany fatalnej w tym zakresie praktyki prowadzić może jedynie do nasilenia się zjawisk patologicznych.

    W moim odczuciu aktualny Rząd RP nie jest zdolny ani przeprowadzić skutecznie takich negocjacji, ani tym bardziej (gdyby się nawet udało) przeprowadzić dalszej części planu z pożytkiem dla naszego kraju.
    Tak więc najpewniej dostaniemy mniej, zmarnujemy więcej, będzie jeszcze bardziej patologicznie, egzotycznie, i po prostu nędznie. Nasilą się medialne nagonki na “pazerne, leniwe chłopstwo”, pod nożowniczymi paszkwilami socjologów wyżywać się będzie w komentarzach chór miejskich trolli wściekłych z powodu rosnących cen żywności itd., itp.

    Szkoda.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.