e-Privacy i „ciasteczkowy” spór

fot. IG

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z internetu, ale mogą być także zagrożeniem dla naszej prywatności. Dzięki nim witryny zapamiętują, jak z nich korzystaliśmy i dostosowują się  do naszych potrzeb, ale równocześnie uzyskują szczegóły naszego zachowania, które później mogą zostać wykorzystane w celach marketingowych. Jedno jest pewne, w sieci potrzebna jest większa transparentność. Zapewnić to miały wyskakujące komunikaty informujące o „ciasteczkach”. Niestety rzeczywistość jest inna, a wątpliwości interpretacyjne w zakresie obecnie obowiązujących przepisów niczego nie ułatwiają. Czy traktowanie naszych danych jako „opłaty” jest dozwolone i co w tym zakresie zmienia e-Privacy?

Cookies pod lupą prawa

Wyskakujące komunikaty o plikach cookie miały przede wszystkim zapewnić transparentność i być źródłem informacji dla użytkownika odwiedzającego stronę, m.in. w zakresie celu, w jakim są one wykorzystywane i danych, które za ich pomocą są zbierane. Użytkownik powinien także wyrazić zgodę na wykorzystanie plików cookie do innych celów niż te niezbędne do korzystania z danego serwisu. Często pozyskiwanie takiej zgody to fikcja.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że odwiedzając różne serwisy i korzystając z oferowanych przez nie usług uiszczamy pewnego rodzaju opłatę. Za te z pozoru darmowe usługi nie płacimy jednak w znany nam sposób, ale w zamian za to zgadzamy się (czasem bardziej świadomie, czasem mniej), aby dane o naszej aktywności w internecie były sprzedawane reklamodawcom. W projekcie e-Privacy na jednym z etapów legislacyjnych pojawiła się regulacja dotycząca płacenia danymi (stosowania tzw. cookie walls) zakładająca, że teoretycznie takie praktyki byłyby dozwolone, co jest niejako odpowiedzią zarówno na potrzeby biznesu, jak i samych użytkowników, którzy nierzadko są chętni do tego typu dzielenia się swoimi danymi. Takie rozwiązanie spotkało się jednak z jednoznaczną krytyką ze strony Europejskiej Rady Ochrony Danych, która wskazała na niespójność z RODO. Zgodnie ze stanowiskiem EROD: „aby zapewnić dobrowolność zgody, jak wymaga tego RODO, dostęp do usług i funkcji nie może być uzależniony od zgody użytkownika na przetwarzanie danych osobowych lub informacji przetwarzanych przez urządzenia końcowe użytkownika bądź związanych z takimi urządzeniami, co oznacza, że należy wyraźnie zabronić stosowania cookie walls”.

Co ciekawe, w rozporządzeniu może znaleźć zapis, który określa, że zgoda na ciasteczka nie jest potrzebna, jeśli działanie portalu jest finansowana wyłącznie lub w przeważającym stopniu z reklamy. Oznacza to, że jeżeli ustawa przejdzie w takiej formie to reklamodawcy będą mieć wolną rękę do śledzenia aktywności użytkowników bez ich zgody, co zdecydowanie również nie jest zgodne z RODO.

Niestety projekt pozostawia wiele do życzenia. Przedsiębiorcy stoją na stanowisku, że szereg dokonanych w nim zmian w niekorzystny sposób wpłynąłby zarówno na obecną sytuację, jak również na rozwój i dalsze perspektywy podmiotów świadczących usługi na drogą elektroniczną – wskazuje Agata Kłodzińska, ODO 24. To, co jest istotne z punktu widzenia ochrony danych osobowych to przede wszystkim zapewnienie spójności pomiędzy e-Privacy a RODO – niestety mimo długotrwałych prób ten stan dalej nie został osiągnięty. Tworzenie w e-Privacy nowych warunków i zasad przetwarzania danych zbieranych m.in. przy pomocy plików cookie, może doprowadzić do chaosu prawnego, a co za tym idzie – zamiast przyczyniać się do poprawy bezpieczeństwa usług cyfrowych i ochrony prywatności użytkowników urządzeń końcowych, spowodować efekt zupełnie odwrotny– dodaje.

Co przyniesie przyszłość

Obecnie e-Privacy spędza sen z powiek cyfrowym gigantom jak np.: jak Google czy Facebook. Jednak nie tylko oni będą mieli problem z odnalezieniem się i zrozumieniem skomplikowanych reguł ochrony danych cyfrowych użytkowników z Unii Europejskiej. Rozporządzenie dotknie także setki mniejszych firm. Dotyczy to także tych podmiotów, które mają siedzibę poza UE, a świadczą usługi obywatelom krajów członkowskich.

Od 2017 roku w parlamencie europejskim trwa debata na temat przepisów UE dotyczących prywatności w łączności elektronicznej. Prawo zwane e-Privacy na obecnym etapie nadal ma mnóstwo luk prawnych, w tym także tych wynikających z RODO. Warto wiedzieć, że rozporządzenie ePrivacy ma zastąpić obecną dyrektywę 2002/58/WE o prywatności. Jej zadaniem jest dostosowanie aktualnych przepisów w zakresie ochrony prywatności i danych w komunikacji elektronicznej do postępu technicznego. Warto wiedzieć, że w wielu kwestiach będzie ono nie tylko zmieniać, ale i zaostrzać reguły RODO w zakresie cyfryzacji.

Dyskusja wokół ePrivacy wciąż trwa, i tak naprawdę nie wiadomo, jaka wersja zostanie przyjęta. Projekt ePrivacy od chwili powstania „przeżył” już pokaźną liczbę prezydencji Rady UE: maltańską, estońską, bułgarską, austriacką, rumuńską, fińską i chorwacką. Obecnie duże nadzieje są pokładane w kadencji niemieckiej – nie jest przecież tajemnicą, że Niemcy przykładają olbrzymią wagę do ochrony danych osobowych, stąd są wobec nich oczekiwania, że „pchną” prace do przodu. Jednak póki nie ma ostatecznego kształtu rozporządzenia – podczas prac nad którym niejednokrotnie dochodziło do znaczących zmian, stąd trudno przewidzieć, co koniec końców się w nim znajdzie. Pozostaje nam starać się zapewnić zgodność z naszymi sektorowymi przepisami (w tym Prawem telekomunikacyjnym), RODO i jednocześnie śledzić poczynania TSUE, którego orzeczenia niejednokrotnie stanowiły punt wyjścia dla tego, jak korzystać z plików cookie, tak jak chociażby w wyroku ws. Planet49 GmbH (C-673/17) – podkreśla, Agata Kłodzińska, ODO 24.

***

Informacja redakcji:

Wszelkie prawa zastrzeżone dla ODO 24 sp. z o.o., wyłączenie licencji CC 4.0.

10 thoughts on “e-Privacy i „ciasteczkowy” spór

  • 12 października 2020 o 05:06
    Permalink

    Nie ma nic za darmo.

    Wtrącenie się “państwa” w regulacje dotyczące E-privacy, niby ma chronić Obywatela przed koncernami internetowymi, ale może z tym być różnie.

    Szczególnie w przypadku “państwa z kartonu i dykty”, jak Nasze Nadwiślańskie i Banasiowe Macondo.

    Amen.

    Odpowiedz
  • 12 października 2020 o 06:36
    Permalink

    Kompletnie gdzieś mam te ciasteczka. Bardziej mnie niepokoją nasłuchujące ekrany telewizora i telefonów komórkowych.

    I standardowo już zapytam: Skoro usługa głosowa: “Ok, Google” po której wypowiedzeniu można dyktować zapytania i tekst, aktywna jest tylko wówczas, tzn po wypowiedzeniu tej kwestii, a z założenia telefon nas przed komendą nie słucha, to ja mam pytanie, jak do cholery telefon usłyszał komendę “Ok, Google”?
    Dlaczego wchodząc w “ustawienia” Google widzę na komórce, na mapie google, moją podróż na treningi tenisa do stałego miejsca? Przecież ja pamiętam trasę i nie potrzebuję jej ustawiać w GPS.

    To są dwa najbardziej poważne zagrożenia, nasłuchująca komórka i telewizor. Kamerę można jeszcze zasłonić, zalepić, pobrudzić. Jak wyłączyć mikrofony? Nie da się. A jakoś dioda sygnalizująca działanie kamer/mikrofonu mnie nie przekonuje. Diodę to można wyłączać programowo.

    ps. dla wywiadu ważny był zawsze dźwięk, obraz to jest dodatek

    pozdrawiam.

    Odpowiedz
  • 12 października 2020 o 10:00
    Permalink

    Czyli kolejne podejścia nikczemnego biznesu, jakby tu zarobić na danych osobowych obchodząc RODO!!!
    Aczkolwiek samo RODO też niczego nie załatwia, a wręcz utrudnia życie. Ja bym zupełnie odwrócił te przepisy, częściowo na wzór szwedzki, czyli wprowadziłbym powszechny dostęp do danych, aby uruchomić kontrolę społeczną nad tym co wyrabiają politycy i nikczemny biznes.
    Natomiast zabroniłbym wszelkim portalom zbierania i wykorzystywania ciasteczek oraz handlu i wymiany danych osobowych pod groźbą likwidacji portalu/firmy i wysokich kar finansowych, także za wykorzystywanie danych osobowych do handlu i przestępczości.

    Jeżeli mam jakąś potrzebę i chcę nabyć produkt lub usługę po to są wyszukiwarki internetowe, aby sobie tego samemu poszukać. Biznes chcąc zyskać klientów niech się reklamuje na stronach, które powinienem móc wyłączyć, jeżeli jakiekolwiek reklamy mnie nie interesują, bo mam wszystko co mi do życia jest potrzebne.

    Może nadszedł czas, żeby wprowadzić takie uregulowania prawne, które zmuszą wszelkiej maści nikczemników oferujących bzdety, aby szanowali czas ludzi i nie narzucali im swoich usług lub produktów, często wątpliwej jakości. Chyba nadszedł już moment i zwiększona świadomość abyśmy też sami szanowali swój czas i nie tracili go na usuwanie z poczty spamu, lub oglądali podrzucone nam na stronę rzekomo ulubione produkty według danych z naszego profilowania w sieci.

    Bardziej świadomi korzystają z odpowiednich programów blokujących te nikczemne praktyki i śledzenie naszej aktywności w sieci oraz profilowanie.

    Czas na budowanie świadomości obywatelskiej.
    A i jeszcze zabroniłbym prawnie zmieniania w marketach ułożenia towaru średnio co dwa tygodnie, najwyżej miesiąc. Żadnego przestawiania, szanujcie czas swoich klientów. Każdy z nas ma swoje ulubione produkty i z reguły co miesiąc muszę ich szukać już w innym miejscu bo wampiry biznesowe już zarządzili ich przestawienie. Wykorzystywanie słabości ludzkiej psychiki do lokowania produktów i usług, wykorzystywanie naiwności i nieświadomości ludzi w celu wciśnięcia im kolejnego niepotrzebnego gadżetu należy do najbardziej nikczemnych praktyk biznesu według wzorców zachodnich, które trafiły do nas masowo po 2004 roku, czyli poddaniu się Polaków zachodniej okupacji ekonomicznej.
    Czas ucywilizować biznes, szczególnie ten zachodni i nauczyć ich szacunku oraz reguł uczciwej gry w stosunku do klientów.
    Panie Prezesie do roboty, może czas zyskać kolejnych wyborców? 🙂

    BYŁEM PEWIEN ŻE TO PAŃSTWA ZAINTERESUJE I UMIECIE CZYTAĆ POMIĘDZY WIERSZAMI. POZD. WEB.JÓ.Z

    Odpowiedz
    • 12 października 2020 o 12:12
      Permalink

      Obserwuję market L….tan i podejrzewam, że tam psycholog marketingu nie zaglądnął. Lubię tam kupować i Panu też polecam. Jak zapomnę zważyć to Basia krzyczy:

      – Henia!?
      – Coooooooo?
      – Zważysz Panu?
      – A to zależy co 😉 zależy co 😉

      To takie po troszę barejowskie, ale mnie się ten styl z PRL-u podoba. Nie wiem czy tak jest we wszystkich L….tanach, ale mam nadzieję, że tak.

      Odpowiedz
    • 12 października 2020 o 20:37
      Permalink

      @WEB. JÓZ.

      Powiem nieskromnie, ma pan elitarny portal to i elita na nim nie jest beznadziejna. 🙂
      Pozdrawiam

      @Grzegorzu …
      U mnie w pobliskim miasteczku nie ma L..marketu. Na wiosce mam prywatny sklepik, gdzie podstawowe rzeczy kupuję. No ale mam kilka swoich produktów, których tam nie kupię, więc co jakiś czas muszę przechodzić horror w poszukiwaniu swoich ulubionych rzeczy w miejskich marketach, a że rzadko w sumie je odwiedzam, to za każdym razem horror z reguły co miesiąc się powtarza. 🙂
      Pozdrawiam

      Odpowiedz
    • 13 października 2020 o 08:22
      Permalink

      Ten, komu przyszło żyć długie lata w PRLu i nie sterczał notorycznie niczym widły w gnoju pod budką z piwem, były takowe w miasteczkach , “na każdym kroku’, kufel jasnego pełnego, (ale TO kufel a nie jakieś cienkie goowniane szkło) o ile pamięć mi służy ‘stojał” 3.50 w latach 70’ potrafi/ł odbierać ( i nadawać) informacje ukryte, nie podane wprost. Jako że historia (Fortuna) kołem się toczy, zważać należy uważnie w którym momencie dziejowym aktualnie jesteśmy, czy aby nie w punkcie najniższym obrotu sfer niebieskich, BO, zbliżający się listopad to p. Dzieju niebezpieczna dla Polaków pora…

      Odpowiedz
      • 13 października 2020 o 14:22
        Permalink

        Pal licho z twoimi podtekstami i informacjami. Lepiej pomyśl co to było za piwo?
        No bo to było jeszcze prawdziwe piwo dla chłopów. A ciemne piwo tym bardziej. Dodaj jeszcze, że to jasne pełne z sokiem, np. malinowym, to był kosmos, podane na ciepło i z goździkami.
        No i teraz się rozmarzyłem, bo chętnie bym w te zimne dni takie grzane piwko prosto z beczki wypił, a tu w promieniu najbliższych 30 km posucha, sam szajs i badziewie, rzekomo markowe ale siki, bo piwem tego nazwać nie można. Wtedy żywiec to był żywiec, a teraz? Pytam się kto nam kuźwa zepsuł to piwo?

        A w PRL-u w pracy na przerwie obiadowej jechaliśmy z kolegami do baru na porządny bigos, a do tego grzane piwko z sokiem. Robota była zrobiona i nikomu krzywda się nie stała od jednego dobrego piwa. PRL to jednak były czasy, które dawały ludziom prawdziwą wolność. Tylko że intelektualne cioty pragnęły zachodu i wszystko przepadło.

        Odpowiedz
    • 12 października 2020 o 21:02
      Permalink

      “Na dodatek w Polsce bandyci sumień i ludzkiej pamięci mają czelność dzielić krew polskiego żołnierza na lepszą i gorszą, a oficjalnie obowiązującymi idolami naszej historii najnowszej są hitlerowscy kolaboranci i ludzie, którzy mieli bratnią krew na rękach. Mniej już nawet mówią o żołnierzach Armii Krajowej, może dlatego, że przytłaczająca większość z nich po wojnie włączyła się w sprawę odbudowy Polski takiej, jaka była w tym historycznym momencie i jedynej, jaka mogła wówczas istnieć. A przemilczenia bohaterstwa I i II Armii Wojska Polskiego, odmawianie im patriotyzmu i polskości to najwyższej próby łajdactwo, w którym specjalizują się dzisiejsze najmimordy z pseudobadawczych instytutów.
      Nikt nie ma prawa odmawiać polskiemu żołnierzowi miłości ojczyzny, niezależnie od drogi, którą do niej szedł, rzucony tam wiatrami wielkiej polityki. Nikomu nie wolno rzucać bezpodstawnych oskarżeń, obrażać pamięci poległych i ich potomków. Czarno-biała, a więc prymitywna wersja świata właściwa jest dzieciom i politycznym idiotom. Politycy rządzącego ugrupowania dziećmi nie są, powinni więc rozumieć, że niszczą pamięć społeczeństwa, które nieostrożnie uwierzyło ich obietnicom. Gorzko za to zapłacą. Już niedługo.
      Czyn żołnierzy, którzy razem z żołnierzami radzieckimi zdobyli Berlin nigdy nie powinien zostać zapomniany. Tym bardziej, że polityczne rezultaty ich działań dały Polsce możliwość rozwoju i zapewniły pokój na dziesięciolecia. Cześć i chwała bohaterom!”
      https://strajk.eu/nie-wolno-nam-zapomniec-o-lenino/

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.