Społeczeństwo

Dzień w Warszawie okiem mieszkańca Krakowa

 Stolica, a w zasadzie stolyca! Jak to dumnie brzmi, a tymczasem to proszę państwa coś zjawiskowego, wszystko mają nieco inaczej – w ogóle ludzie także jacyś inni, chyba nieco bardziej zabiegani, może rozbiegani, w każdym bądź razie nie są grupą homogeniczną białych Słowian Zachodnich – potomków wojów Mieszka I-szego! Różnią się znacznie, widać cały bukiet genetyczny, jaki się przetoczył przez nasze nieszczęsne terytorium. Mamy typy nordyckie, mamy osoby o ciemniejszej karnacji, mamy osoby o rysach typowo słowiańskich – wskazujących na wielką rodzinę Słowian Wschodnich – w zasadzie to bardzo duża grupa czy też zbiór typów ludzkich, Podobnie – nie ma, co ukrywać z potomkami Żydów – widać nosy, oczy – często rysy i ogólna budowa są w stanie przedstawić, że dana osoba ma w poczcie przodków tego a owego. Pojawiają się także osoby o wyraźnie innej budowie twarzoczaszki – typowej dla ludności Maghrebu, w licznych punktach gastronomicznych dominują natomiast przybysze z Kaukazu. Wreszcie Warszawa zaczyna przypominać typowy europejski tygiel kulturowo-narodowościowy i ludzie nie oglądają się już za osobami czarnoskórymi, co niestety trzeba przyznać – czasami w naszym Krakowie się zdarza.

Wycieczka przebiega planowo – pociąg o ósmej z minutami na Dworcu Centralnym, krótki spacer, nabycie biletu dobowego ichniejszego zakładu transportowego – tramwaj, autobus, drugi autobus – całkiem sprawnie bez korków udaje się dotrzeć do instytucji, w której załatwia się sprawy urzędowe. Niestety tutaj sukces mniejszy, albowiem wszystko trwa, no a jak pani w sekretariacie usłyszała, że to „pan z Krakowa” no to dawaj narzekać na ceny u nas na Rynku, Grodzkiej i innych ulicach, na których rodowici krakowianie generalnie niczego nie kupują, albowiem wiadomo, że tam z zasady jest drogo – no chyba, że są wyprzedaże, ale to inna piłka, też się da, tylko trzeba się zorganizować. Perturbacje mijają – sprawa w załatwianiu, można opuścić urząd około południa – człowiek jest wolny, może sobie swobodnie zwiedzać i poruszać się po stolicy bez presji, że nie zdąży z naglącą sprawą urzędową.

Po Warszawie bardzo sprawnie można się poruszać w oparciu o metro i tramwaje. Linie autobusowe mają doskonale opisane rozkłady jazdy – przystanki mają nazwy najważniejszych ulic, dodatkowo wszędzie są rozmieszczone plany – nie da się zgubić. Bez problemu można zaplanować podróż nawet z przesiadkami do dowolnego oddalonego miejsca. Przy czym uwaga – najlepiej robić to przed godzinami szczytu popołudniowego, albowiem nagle wszędzie pojawia się o wiele więcej ludzi – niewiadomo skąd.

Nie da się ukryć, że nasza stolica daje szyku – sporo samochodów wręcz nowych z najwyższej półki limuzyn po 500 tyś zł, Oczywiście nie można w ten sposób oceniać kondycji gospodarki państwa, ale jeżeli w jednym miejscu – przez praktycznie cały dzień następuje nagromadzenie limuzyn biznesowych z ludźmi, którzy widać, że nie mają problemów z zapłaceniem za parking – to znaczy, że chyba jeszcze nie jest w Polsce najgorzej.

Ceny – drażliwy temat – w restauracji za obiad dla jednej osoby z popiciem cena około 80 złotych nie robi żadnego wrażenia na krakowianinie – przyzwyczajonym do drożyzny. Natomiast boli to, że w sklepach i kioskach wszystko jest minimalnie droższe o około 20%-30% W końcu to jednak stolica, więc wszystko jest droższe, nie można się dziwić niczym naiwne dziecko.

Czystość – trudno określić, albowiem śniegu sporo natomiast widać ciekawe zjawisko – w rejonach występowania władzy – piesze brygady odgarniają śnieg, dodatkowo odpowiednie maszyny czynią chodnik „przechodnim”, bez problemu można przejść głównymi traktami, jednakże powiedzmy w ten sposób – Warszawa, to nie Poznań, wiele nasz kraj może się od Poznania pod względem czystości nauczyć. Nie trzeba wiele, odrobina organizacji, wytrwałości no i przede wszystkim to wspaniałe poznańskie społeczeństwo! Nie do powtórzenia w tyglu, jakim jest Warszawa! Nie mówiąc już o Krakowie, gdzie wiadomo, że jak mieszkaniec śmieci to tak musi być, albowiem mieszkaniec zawsze ma rację.

Klimat mają jakiś inny. U nas śnieg się pojawia, roztapia i jest nasze ulubione błoto pośniegowe wymieszane z niedopałkami i innym brudem. Natomiast w Warszawie – wszędzie biało, śnieg leży, jakoś zimno się bardziej odczuwa, to bardzo ciekawe zjawisko – wymagające do wyjaśnienia wiedzy fachowej na temat klimatu w stolicy, do rozwinięcia na inny temat. Z naszej perspektywy warto pamiętać, że czapkę do Warszawy trzeba brać, nawet, jeżeli w naszym najwspanialszym mieści nie była potrzebna.

Cóż dodać? Porażające wrażenie robią ślady Powstania, jest ich wiele, są wszędzie. Tablice, pomniki i inne sposoby upamiętnienia. Jednakże największe wrażenie robią ślady po kulach – nadal bez problemu widoczne na budynkach, które przetrwały. Poraża rozmiar i wszechogarniające zniszczenie, ta stolica to już zupełnie inne miasto – w zupełnie innym kraju, zupełnie innych ludzi.

Nie można nazwać Warszawy ładną, z wyjątkiem Starego Miasta – jest piękne, cudowne i nie ma znaczenia, że odbudowane a nie oryginalne. Warto zapuścić się w te małe uliczki, poczuć pod nogami oryginalny krakowski bruk (wywieziony do Warszawy z okazji wcześniejszego nieszczęsnego remontu płyty rynku), im się przydał jak znalazł, bo akurat w centrum Starego Miasta – koło Zamku Królewskiego i trasy WZ – nie było niczego – ziemia była jałowa, tylko gruzy i zgliszcza.

Smuci jedynie widok nieszczęsnej pozostałości po Euro 2012 w postaci stadionu zwanego narodowym. Nie będąc estetą ani ekspertem w sprawach architektury dużych obiektów go oceniać, natomiast jest to wielka bryła, która w sposób zamierzony niezamierzony stała się absolutną dominantą na praskim brzegu Wisły. Wielka szara bryła, sprawiająca wrażenie brudnej – odstrasza, przy czym jest nieciekawa. Wygląda jak wiklinowy koszyk, tylko jakiś duży i nie wiadomo, po co…

Podróż powrotna – pierwsza dziewicza decyzja w życiu o skorzystaniu z przewoźnika autobusowego. Cena bardzo korzystna, autokary teoretycznie wspaniałe, jednakże niedostosowane do osób sporych rozmiarów. Pięć godzin pomiędzy Holendrami i młodą Polską z prawie młodym Hiszpanem. Jak można non-stop rozmawiać? Co to za nacje, które stale muszą się między sobą komunikować! Mniejsza z tym, nic nie zepsuje radości z powrotu do Krakowa, który naprawdę jest wartością samą w sobie i doskonałością ponad przeciętną. Doceniamy go zwłaszcza jak go nam zaczyna brakować. Wniosek ostateczny – Kraków, można opuszczać jak się już musi i nie ma się innego wyjścia! Zamiana Wawelu na jakiś zamek z lat 70-tych, chociaż ładny – po prostu nie wchodzi w grę. Nie rezygnuje się z kultury i wartości, jaką w swojej doskonałości Kraków stanowi.

4 komentarze

  1. Świetne spostrzeżenia, pozdrawiam.

  2. Artykuł świetny. Ja nawiążę tylko do stadionu, zwanego narodowym: są w Egipcie piramidy są. Ciągną tam turyści z całego świata i na dodatek jeszcze podziwiają. Tylko patrzeć jak turyści zaczną przyjeżdżać do Polski i podziwiać piramidy, przepraszam stadiony nie tylko w Warszawie ale również we Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku.
    Jak takiemu turyście z bogatego kraju “wciśnie” się, że to piramida to są szanse na sukces. “Piramidy na zielonej wyspie” to tylko próbka dla biur podróży aby zachęcić klientów.

  3. Krakowianin… sztuczne jakieś toto. I razi. Raczej krakowiak, przecież byli “Krakowiacy i Górale”. To nic obraźliwego, no nie :-)?

    • Owszem są Krakowiacy podobnie jak Łowiczanie, Mazowszanie ale dotyczy to określenie również mieszkańców okolic Krakowa. Mieszkaniec Krakowa to Krakowianin, ewentualnie z niemieckiego acz stosowane powszechnie wśród Krakusów Krakauer:-) krakowiak w Krakowie to raczej taniec ludowy 🙂

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.