Paradygmat rozwoju

Dziedzictwo kulturowe jako motor – bariera rozwoju?

 Dziedzictwo kulturowe to wszystko to co definiuje przestrzeń społeczno-gospodarczą w danym czasie. Może stanowić ono motor, jak również może być barierą rozwoju. Wszystko zależy od charakteru danej kultury, od tego w jaki sposób definiuje ona swoje własne orientacje na zewnątrz i do wewnątrz. Przykładowo – inaczej czujemy się i mamy inne możliwości w Tajlandii, kraju który przez wieki wytworzył swoją unikalną i wspaniałą kulturę a inaczej czujemy się i mamy inne możliwości działania w Egipcie, kraju który co najmniej trzy razy zmienił swoją kulturę na przestrzeni znanej nam historii i obecnie panuje tam Islam, bardzo rygorystyczny w postrzeganiu szeregu spraw.

My jako kraj nadzwyczajnie specyficzny mamy w sobie coś z Tajlandii i Egiptu w tym znaczeniu że jesteśmy jako kraj i jako kultura nadzwyczajnie otwarci, ale zarazem zaściankowi i zawistni, wręcz zamknięci. To słynna polska sprzeczność, którą swego czasu kilkoro autorytetów nazwało „kreatywnym napięciem”.

Niestety nasze kreatywne napięcie przejawia się głównie tym, że przez lata kraj był bogaty i jego warstwy uprzywilejowane (niekoniecznie się z nim utożsamiające) nie wiedziały co robić z pieniędzmi, a często pierwsze porządne bite drogi budowali zaborcy! W tym sensie mamy za dużo napięcia, a za mało kreacji, ewentualnie jesteśmy jak ten balon, który pękł z napięcia.

U samego zarania naszego państwa nastąpił reset kulturowy, chrześcijaństwo wycięło święte gaje, nowa struktura i organizacja feudalna społeczeństwa w sposób totalny ukształtowała naszą rzeczywistość. Wszystko co było wcześniej zniknęło, do dzisiaj przez to jesteśmy Narodem i państwem bez korzeni, z wyrwanym kodem etnicznym, nie wiadomo skąd i nie wiadomo w jaki sposób ukształtowanym – co najwyżej jako chrześcijańska monarchia nadążna na obrzeżach chrześcijańsko-rzymskiej Europy.

Chrześcijaństwo nas ukształtowało, można nawet stwierdzić że kultura chrześcijańska nas definiuje i to wyjątkowo bardziej nawet niż inne Narody, albowiem u nas w zasadzie nie było oświecenia. W momencie jak Francja, Anglia, Włochy i inne państwa europejskie przeżywały wzrost myśli oświeceniowej – my mieliśmy złote czasy saskie albo „rzeź Pragi” i inne momenty minionej chwały, podczas której obficie lała wódka lub krew. W czasie gdy inne narody budowały swoją intelektualno-instytucjonalną potęgę – my się wykrwawialiśmy, uświadomiwszy sobie że oto właśnie staliśmy się koloniami. Całą pociechą i nośnikiem polskości była „wiara ojców”, którą kultywowano. Na to nałożyła się ideologia przedmurza, „Chrystusa narodów”, który musi cierpieć za innych i dla dobra cywilizacji i kultury chrześcijańskiej w Europie. To nas ukształtowało i nas predefiniowało na wieki próby. Dzięki tak definiowanemu patriotyzmowi udało się powrócić do niepodległości, jednakże na tym wszystko się skończyło bo zabrakło zdolności do utrzymania niepodległości.

W ten oto sposób mamy państwo i państwowość, które opierają się na chrześcijaństwie, jednakże dopuszczają rozwiązania inne niż dopuszcza je tradycyjnie rozumiana etyka chrześcijańska. W tym sensie, nasza religijność definiująca kulturę – nie musi być barierą, ponieważ doskonale Polacy potrafią swoją dumę ugiąć, gdyż przez lata nauczyli się skłaniać głowę przed swoimi zagranicznymi panami.

Nie mamy natomiast kultury uniwersalnej. Zmarnowaliśmy kilka powojennych dekad na walkę z komuną o niepodległość, gdy w tym czasie na zachodzie powstało wiele nowych trendów i wzorców w kulturze. My ten czas zmarnowaliśmy, a to co udało się wypracować w czasie realnego socjalizmu zmarnowano, rozpuszczono i „zniknięto”. Nie mamy ani wzornictwa, ani własnej kultury współczesnej, nie mamy niczego co nie kojarzyłoby się z chrześcijaństwem – co moglibyśmy zaoferować światu. Karol Wojtyła zrobił swoje, oczywiście pozytywnie, ale to zdeterminowało charakter państwa na lata i nic się na to nie da już poradzić.

W post chrześcijańskiej Europie to co uważamy za własne atuty, a nawet traktujemy jako normalność poprzez którą formułujemy swoją percepcję – jest tam uważane za przeszłość historyczną – element dziedzictwa, ale w istocie co najwyżej równy z dziedzictwem oświecenia.

Czy to się nam podoba, czy nie – w ten sposób musimy sobie uświadomić naszą niekompatybilność kulturową z zachodem. Nie ma tu znaczenia nasza urażona duma, czy subiektywna percepcja – liczy się to jak postrzega nas otoczenie, a warto pamiętać że już jednym z powodów okrucieństwa wojsk szwedzkich w XVII wieku, było traktowanie naszego kraju jako katolickiego, przez w większości protestanckich żołnierzy.

One Comment

  1. Ciekawe doszukiwanie się naszych obecnych problemów w XVII wieku. Wiele racji ma autor.
    Wniosek jeden się nasuwa: straciliśmy kilkaset lat i nadal jesteśmy w szponach kościelnej KONTRREFORMACJI.
    Nam brakuje reformacji i polskiego Marcina Lutra oraz etyki protestanckiej.
    Inaczej nadal będziemy tu, gdzie jesteśmy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.