Kultura

Dzieci z odzysku 26

Decyzja odroczona

Przychodzi taki moment, kiedy sąd podejmuje sprawę dziecka. Akta odleżały swoje, nabrały mocy urzędowej i nadszedł łaskawie ich czas. Czasem jest to wkrótce po upływie sześciu tygodni od porzucenia przez matkę dziecka. Sąd w swej wspaniałomyślności idzie na rękę dzieciaczkowi i pozbawia ją praw rodzicielskich niezależnie od tego, czy się ona na rozprawie pojawiła (rzadko) czy też nie (najczęściej) i czy podpisała stosowny dokument potwierdzający jej decyzję o zrzeczeniu się praw rodzicielskich względem oddanego dziecka (niekiedy). Od tego momentu ustanowiony jest pełnomocnik prawny dziecka (Pogotowie Rodzinne) i można przystąpić do wszczęcia procesu adopcyjnego.

Pomijając sytuacje, w których sąd podejmuje decyzję bezsensowną i postanawia do skutku, choć ostatecznie i tak bezskutecznie (niemal zawsze) poszukiwać matki, są jeszcze sytuacje, w których jednak matka się pojawia na rozprawie. I oczywiście zrzec się dziecka nie zamierza. Nieważne, że jest bezdomna. Nieważne, że zmienia partnerów jak rękawiczki (a może to faceci zmieniają sobie ją na inny egzemplarz…?). Nieważne, że nie ma pracy. To bez znaczenia. Ona kocha dziecko. Ona dziecka nie odda. Ona domaga się zwrotu dziecka. Ona się odwołuje. I choćby sytuacja była beznadziejna, sąd zobowiązany jest do przestrzegania przewidzianych na tę okoliczność procedur prawnych.

Zadaniem jest Poety

2002-09-07
Łódź

dać Piękno światu
dość już brzydoty
szpetność co dziś się panoszy
Twą duszę przeraża
nie trwóż się jednak
Bóg Pięknem jest cały
i choć niekiedy zda się zapomniany
jak chcieliby ci co
w Nienawiści Go mają
to przecież żyje w każdym sercu żarliwym
Boga daj światu
głoś Miłości przesłanie
złakniony jest jej świat
gdzie człowiek nienawidząc człowieka
los okrutny szykuje bratu
naucz kochać
Pięknem oczaruj
pisz Prawdę
bo Prawda zawsze
Zwycięża

Bóg jest Pięknem i Prawdą
Miłością On odwieczną

Adam Gabriel Grzelązka

Ciuciubabka

Od momentu, gdy matka na rozprawie odmawia oddania dziecka, zaczyna się zabawa w ciuciubabkę. Zaczynają się schody. A może nawet dojść do niezłej afery.

Bywa, że sąd ma podstawy i jest skłonny matkę (dajmy na to nieobecną na rozprawie) praw rodzicielskich z czystym sumieniem pozbawić uwalniając dziecko od jej balastu. Decyzji tej jednak sprzeciwia się kurator mącąc coś trzy po trzy o drugiej szansie itp. Rzecz w tym, zdecydowanie ogromna część takich spraw jest na chłopski rozum klarowna i przejrzysta. Dla dziecka jedyną sensowną szansą jest oderwanie jej od matki, której prawa rodzicielskie zostaną odebrane. Ale kurator wie swoje. Ma swój punkt widzenia. Swoje ambicje. Że niby matka się postara, tylko trzeba jej pomóc, wesprzeć, nie skreślać tak od razu. No i decyzja się odwleka. Sąd określa wytyczne i wyznacza kolejny termin. I jeśli akurat po drodze jest sezon wakacyjny, kolejna rozprawa może odbyć się nawet pół bez mała roku później. I choćby sąd tego nie chciał i uważał, że kurator się szarogęsi i postępuje idiotycznie, to jednak musi jego stanowisko pod swoją uwagę wziąć.

Fiasko

Koniec końców nic z tego i tak nie wychodzi. Rzeczona mamuśka, mocna w gębie, słaba jest jednak w czynach. Jej chciejstwo nie przekuwa się w decyzje i zmiany w jej życiu. Nie szuka pracy. Nie leczy się z alkoholizmu. Łajdaczy się z tym samym lub kolejnym przygodnym kolesiem. Zmienia miejsca zamieszkania. Nie współpracuje ani z kuratorem ani z opieką społeczną. Słowem nie robi nic, aby z danej sobie szansy skorzystać. Co najwyżej deklaruje swą miłość do dziecka. I nic poza tym.

Nie korzysta nawet z prawa do odwiedzin. Bywa, że nie pojawia się ani razu. Że nie podejmuje żadnych kontaktów. Jeśli już jednak się pojawia, pojawia się zazwyczaj tylko raz. Drugi raz jest już dużo mniej prawdopodobny. Kolejne odwiedziny zdarzają się w jeszcze rzadszych przypadkach. Czasem co prawda nie pojawia się już ani razu (albo nigdy wcześniej także), ale dzwoni owszem, umawia jakieś terminy, ale ich nie dotrzymuje. Po prostu nie przychodzi.

Rozróba

Oto kolejny termin, kolejna rozprawa. Matka decyzją sądu, czasem na skutek starań własnych czy za wstawiennictwem kuratora owszem drugą szansę otrzymała, ale z niej nie skorzystała. Warto tu wspomnieć, że owa „druga szansa” najczęściej dotyczy tych matek (czasem rodzin), które nie tyle z własnej woli dziecko oddały czy porzuciły, co im je odebrano na skutek jakiejś interwencji. Czasami postawione przez sąd wymogi spełnione są częściowo i wówczas sprawa znów może się przeciągnąć. Matka gra na zwłokę, choć tak naprawdę nie czyni nic, aby dziecko odzyskać.

Dochodzi do momentu decydującego. Matka przyparta do muru oczywiście dziecko kocha. Kocha pełną gębą. Domaga się, aby dziecko jej zostało zwrócone. To nie ona jest winna. To winna jest policja, bo dziecko zabrała. To winna jest pomoc społeczna, która dziecko jej odebrała. To winne jest Pogotowie Rodzinne, w którym dziecko przebywa i które w takim przypadku jest stroną opiniującą o pozbawienie matki praw rodzicielskich.

Dochodzi do scen iście dantejskich. Potrzeba niekiedy wsparcia ze strony ochrony, aby do rękoczynów jakowyś nie doszło. Zapytana, czemu dziecka nie odwiedzała, chociaż przecież miała do tego pełne prawo i mogła, wykręca się w stylu: „Bo pękłoby mi serce z żalu”. Emocje sięgają czasami zenitu. Płyną potoki łez. Uszy ranią krwiste wulgarne słowa. Padają gromy oskarżeń. Wyzwiska, pogróżki to bynajmniej nierzadkie zjawiska na takich rozprawach. Bo matka kocha. To nic, że nic nie zmieniła w swoim życiu. Ona kocha i ona chce dziecka. To nic, że nie zdoła dziecka wykarmić. Ona je kocha i chce go z powrotem. To nic, że alkohol, narkotyki, przygodny seks pozamałżeński, że przemoc fizyczna. To wszystko nic nie znaczy. Ona dziecko kocha i sąd ma natychmiast jej dziecko oddać. Bo jak nie to ona się zabije. A tę sukę z Pogotowia ukatrupi. A w ogóle to po co zwlekać, najlepiej czyny wcielić tu od razu i dokopać wrednej małpie. Bo ona chce mi dziecko odebrać. Bo ona mówi, że ja zła matka jestem. A ja przecież kocham. Ja przecież tęsknię. Mi się należy. To moje i wara wam od dziecka.

Tak to niekiedy wygląda w praktyce. Kończy się pojawieniem ochrony na sali rozpraw. Albo i nawet wezwaniem policji. Decyzja zapada. Kurator już nie próbuje dalej wspierać matki-histeryczki. Ta zaś potrafi na rozprawie pojawić się z jakąś durną adwokacizną przyznaną jej z urzędu, który wtrynia swe trzy grosze bez pokrycia i wbrew oczywistym i naocznym faktom. Skutek? Odwołanie od decyzji. Kolejne odwleczenie. Kolejne tygodnie, miesiące dziecka w zawieszeniu. Kolejne stracone dni dla przyszłych rodziców adopcyjnych. Samo życie niestety.

Poznań, 2015.03.11 – 04.27
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.