Kultura

Dzieci z odzysku 23

 Niechciany

Przywieźli go któregoś przedpołudnia. Wystraszony, nieśmiały. Ojciec powiedział, że darmozjadem zajmować się nie będzie. Matka nie interesowała się nim wcale. Przerzucano go z domu do domu. Wszędzie był gościem. Wszędzie niechciany. Wszędzie spychany do kąta. Nigdzie niekochany. Pomiatany, poniżany, zastraszony niczym małe zwierzątko. W końcu postanowiono się go pozbyć. Trafił do Pogotowia Rodzinnego. Można powiedzieć, że w tym swoim nieszczęściu miał szczęście. Dostał szansę na nowe lepsze życie. Nie wszystkim dzieciom, takim jak on, się to przydarza. Przyjechał ze swoim wózkiem. Ta spacerówka była dla niego ostoją. Namiastką domu, którego nie miał. Domu, którego nie znał.

Małe, zastraszone zwierzątko. Duże wiecznie przestraszone oczka. Nie potrafił zostawać sam. Bał się samotności, odrzucenia, porzucenia, pozostawienia. Gdy tylko zostawiano go samego, ryczał spazmatycznie. Nic nie mogło ukoić jego bólu i strachu przed porzuceniem. Porzuceniem, które przecież nim nie było, a jedynie chwilową samotnością, pozostawieniem na moment samemu sobie. Ale nie dla niego. Przeszedł zbyt wiele, aby się godzić nawet na te krótkie rozstania. Jemu każda taka sytuacja kojarzyła się jednoznacznie z odrzuceniem. Zmęczony płaczem, niekiedy wielogodzinnym, w końcu wdrapywał się do wózka i zasypiał w nim. Wiele, bardzo wiele czasu minęło, nim oswoił się z nowym otoczeniem. Nim zaczął obcych obdarzać jakim takim zaufaniem. Nim nabrał śmiałości. Nim potrafił zaakceptować krótkie rozstania.

Cierpliwie

1996-12-07/08
Łódź – Karmel

czekasz aż
w natłoku myśli
gonitwie zajęć
wśród czasu
co przez palce
bezużyteczny

cichy i pokorny
delikatnie w drzwi
od tylu już lat

nie łomocesz
nie walisz jak inni
nie ściągasz
specjalnie uwagi
czekasz
tak po prostu

aż w końcu
spojrzę w głąb serca
i spostrzegę
że Ty mnie
KOCHASZ

Adam Gabriel Grzelązka

Ku normalności

Powrót do normalności nie był łatwy. Tym bardziej, że ta normalność nie była mu znana. Nie pamiętał jej. Nie zaznał w swoim krótkim życiu. Ta jego normalność bynajmniej dotychczas daleka była od atmosfery kochającego domu i rodziny. Nawet domu nie miał jako takiego na dłuższy czas przebywając to tiu to tam zamiast z mamą i tatą. Czas na szczęście leczył rany. Czas zmieniał strach przed odrzuceniem w poczucie bezpieczeństwo i zaufanie. Jego serce zostało stopniowo uzdrowione. Lęk stał się przeszłością. Na wystraszonej kiedyś twarzyczce zagościł pokój. Zawitała na niej radość. Radość dziecka szczęśliwego, dziecka kochanego, dziecka czującego się bezpiecznie.

Odwiedziny

Ojciec pojawił się raz. Posiedział trochę, trochę się z synkiem pobawił. Więcej się nie pojawił. W sumie nawet lepiej. Takie odwiedziny są kontrowersyjne. Niemal zawsze. Nic nie dają. Właściwie nigdy nic nie dają dobrego. Przynoszą więcej szkody niż pożytku. Niemal zawsze szkodzą. Ex rodzice rzadko kiedy umieją się zachować. Nie umieją się odnaleźć.

Z jednej strony takie odwiedziny są szansą. Szansą na odbudowę naderwanych relacji. Na odnowienie rodzicielskiej miłości. To jednak tylko teoria w żaden sposób nie przekładająca się na realne życie. Z szansy tej jednak mało kto korzysta. Mało kto podchodzi do tego poważnie i odpowiedzialnie. Niemal regułą jest, że padają wtedy dumne i szumne deklaracje. Za słowami jednak nie idą żadne czyny. Nie dokonuje się żadna przemiana. Nie pojawia się żaden wysiłek, który umożliwiłby dziecku powrót do rodzicieli. Rodzic niby się stara. Niby chce dziecko swe widywać. Ale tylko w słowach. Sowach bez pokrycia. Słowach nie przelewanych w czyny. Bardzo szybko jednak ów początkowy zryw zamiera. Najczęściej jednak odwiedziny zamierają po pierwszym razie. Znaczące jest też to, że dochodzi do nich krótko przed rozprawą sądową, na której zapadnie decyzja o pozbawieniu praw rodzicielskich. Póki termin jest odległy, nikt dzieciątka nie odwiedza.

Nowy dom

Wspomniany chłopiec po kilku miesiącach oczekiwania w końcu doczekał się sądowego werdyktu. Rodzice utracili swe praw. Ojciec zbytnio się nie starał. Dziecko odwiedził raz. Jeden jedyny. Rodziców pozbawiono praw rodzicielskich. Do akcji wkroczył ośrodek adopcyjny. Wytypowano kandydatów. Zaczęły się odwiedziny. W końcu nadszedł ten moment: sąd przekazał chłopca w ręce nowych rodziców. Obawialiśmy się, że może powrócą dawne lęki, dawne kłopoty, dawne przeżycia. Dzięki Bogu jednak nic takiego nie zaszło. Chłopiec zaadoptował się do nowego domu, do nowych rodziców, których stopniowo poznawał w trakcie kolejnych odwiedzin, bez większych komplikacji, bez większych problemów. Dziś jest szczęśliwym radosnym małym chłopczykiem kochanym przez tych, którzy stali się jego nowymi oficjalnymi rodzicami. Dopisało mu szczęście. Stanął na nogi. Podniósł się z traumy, w jaką wpędziło go ciężkie dzieciństwo.

Poznań, 2013.06.10 – 2015.04.27
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 × 4 =