Kultura

Dzieci z odzysku 16

 A jednak dom

To jedno, krótkie przecież zdanie, zmienia bardzo wiele. Nie jest przecież oczywiste to, ze trafiłem do mego rodzinnego domu. Mogłem przecież zostać porzucony w szpitalu. Albo mogli mnie tam siła zatrzymać, odebrać matce. A mimo to trafiłem do rodzinnego domu i jak się okazało, ja pozostałem tam na zawsze.

Inna sprawa, że matka i tak odeszła. Zniknęła z mego życia na zawsze. Nigdy się nie pojawiła. Nigdy nie odnalazła. Nikt jej zresztą nie szukał. Ja także. Jaki ma to w sumie sens? Teraz, po tylu latach jej nieobecności… Pozostaje wieczność. Daj Boże, dzięki Bożej pomocy może będzie nam się w niej jednak spotkać i odnaleźć. Czy tęsknię? Tęsknić można jedynie za czymś czy kimś, kogo się utraciło. Czy mi jej brakuje? Jak może brakować kogoś, kogo nigdy nie było przecież. Miałem jakoś półtora roku. Zniknęła na zawsze. Odeszła w siną dal. I tyle.

Ja jednak żyję. I to jest jej jedyny dar. Ale jakżesz dla mnie cenny. Jestem, żyję, choć mogło mnie nie być. Mogła przecież skutecznie stosować antykoncepcję i mogłem nie zostać poczęty lub też po poczęciu zamordowany przez maszynerię antykoncepcyjną. Mało tego. Mogła mnie zabić poprzez aborcję. Mogła, ale nie zabiła. Ja istnieję. Ciekawe, czy nadal popierasz aborcję? A popierałbyś ją, gdybyś się dowiedział, że twoja najukochańsza maminka rozważała twoją aborcję i mogło cię nie być? To przecież jej osobista, prywatna sprawa, czy będziesz, czy też cię wykasuje ze swego życia. I nic ci do tego, skoro ona ma ochotę cię z siebie wyskrobać. Może nawet z tego powodu nie masz braciszka czy siostrzyczki.

Lekkich obyczajów była ci ona

Albo inaczej. Skoro wpisane mam w akcie urodzenia na szpitalnym wypisie, że z urzędu mojej matce odbierają prawa rodzicielskie do mnie, to oznacza, że ona jakaś recydywistka była w sumie. Nie ma się co oszukiwać. Nazwijmy sprawę po imieniu. Spałą z kim chciała. Co rusz z kimś innym. Piła i łajdaczyła się na całego. Aż sąd PRL odebrał jej prawa do jej narodzonych dzieci. I tych – jak ja – mających się po wyroku narodzić. Czy to źle? Chyba nie. Raczej wręcz dobrze. Przecież i tak mnie porzuciła. Zresztą nie tylko mnie. Ale o tym później.

Pocałunek tęsknoty XII

2010-05-18 Poznań

nigdy w mym życiu
nie było tyle strachu
nigdy tak bardzo
nikogo się nie bałem

jak mam cię kochać
skoro samą obecnością
mnie przerażasz

żywe we mnie wspomnienie
słów czynów i zdarzeń
czas lekko tylko oddalił
lecz nic nie zatarło się we mnie

chcesz bym cię kochał
i ja tego pragnę szczerze
lecz między nami
strach rozpacz i cierpienie
leżą niczym graniczna kłoda
ku tobie wyjść z siebie się boję
a przecież tęsknię a przecież pragnę
za dnia za nocy wzdycham w sobie

gdyby choć gest dotknięcie dłoni
gdyby choć ust wilgne przyłożenie
choć soczystość pocałunku twego
ale ty nic…

Adam Gabriel Grzelązka

Otóż idźmy dalej. Bądźmy radykalni. Skoro to taka kobieta lekkiego obyczaju, niezdolna zaopiekować się narodzonymi dziećmi, to może lepiej od razu jej owo rodzenie kolejnych uniemożliwić. Czyż sterylizacja nie byłaby dobrym w takim przypadku rozwiązaniem? No jak nie, jak tak. Przecież puszczalska była. Łajdaczyła się. I piła na umór. Zawodowa alkoholiczka z niej była. Ot, taki margines społeczny. Penerka. Ciągle pijana, ciągle bezrobotna. Ciągle z innym facetem. Żaden rarytas. Żadna kandydatka na matkę kolejnych dzieci. A te co jakiś czas przecież siłą rzeczy pojawiać się muszą. Młoda jeszcze była w miarę. Swoją drogą, pojęcia nie mam ile miała lat, gdym się począł. Tato miał lat 38. A mama – nie wiem. Tato nie żyje od 11 lat. A mama – nie wiem. Może jednak jeszcze nadal gdzieś po świecie chodzi. Może jakoś sobie w końcu życie poukładała, ustatkowała się, opanowała jakoś swą chorobę i lekkie przygodne życie.

A ja mówię: nie

A co z tą sterylizacją? Mogli ją jej poddać. Do niej namówić. Albo wręcz przymusić. Ot, sąd mógłby dajmy na to sterylizację mojej mamy nakazać po tym, jak zapadł wyrok pozbawiający ją dożywotnio praw rodzicielskich. No bo niby czemu nie. No bo niby z jakiego powodu miałoby się to nie stać? Jakieś przeciwskazania? Ktoś się sprzeciwia? Wszyscy za? Ty też?

Hola, hola, nie rozpędzaj się. Zaczekaj nim wydasz skazujący wyrok. Otóż ja jestem jak najbardziej przeciw! Dlaczego? Z prostej przyczyny. Istnieję, żyję i mimo wszystko dobrze mi z tym. A dyby mi mamę wysterylizowano, to ja bym nie istniał. Nie począł się. Nie narodził się. I wcale mi się ta perspektywa nie podoba.

I nie istniałaby moja kochana siostrzyczka Monika. A właśnie, nie wspomniałem jeszcze, że mam rodzeństwo. Oprócz rok młodszej siostrzyczki, mam też rok starszego braciszka, Bogdana. Bóg racy wiedzieć, ile jeszcze dzieci miała nasza mama. Bo ojców to my mamy każde z nas własnego. Ja mojego. Ale on nie jest ani ojcem brata, ani siostry. I brat ma swojego. Własnego, prywatnego, osobistego. I nie jest on ani mój, ani siostry. Siostra też ma swego osobistego ojca. Ciekawe, nie? Troje nas, rok po roku. A ojców mamy trzech. Ale za to mamusia jedna. Ale za to jaka. Taka ci to układanka personalna. Jak wiać mamunia lubiła facetów. Albo faceci ją. I żadnemu nie odmawiała.

Czy starszy o rok brat też ma taki wpis o pozbawieniu praw przez mamę, tego nie wiem. Możliwe, że tak. Siostra na pewno, skoro urodziła się już po mnie. Czy były jakieś dzieci przed bratem – nie wiem. Ani po siostrze – także nie wiem.

CDN. Część 2 z 5.

Poznań, 2014.04.24
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. Miałam w życiu więcej szczęści moi rodzice mieli czas dla swoich dzieci, pamiętam zimowe wieczory i wspólne czytanie (przy lampie naftowej) Mickiewicza, Sienkiewicza a także mniej znanych autorów, był też czas na rozmowy z Rodzicami, były to czasy PRL. Jak zwykle moje poglądy są rozbieżne ze zdaniem autora.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.