Kultura

Dzieci z odzysku XIII

 Podrzutki i odnajdywane

Skoro już mowa o interwencjach, warto wspomnieć jeszcze o jednym zjawisku. A właściwie o dwóch przeciwstawnych. Z jednej bowiem strony w Poznaniu rodzi się bądź trafia tutaj wiele dzieci spoza samego miasta. Najczęściej z małych miasteczek i wiosek. Z małych środowisk. Matka po prostu przyjeżdża do dużego odległego miasta. Rodzi dziecko, po czym je porzuca i wyjeżdża wracając jakby nigdy nic we własne strony. Taka matka-kukułka. Podrzuca je poza miejscem swego zamieszkania. W rodzinnych stronach nikt o niczym nie wie. Tam matka żyje po staremu. Do następnego razu. Dziecko pozostaje w Poznaniu. Powiększa grono przygarniętych przez Pogotowia Rodzinne. Zjawisko to wcale nie jest bynajmniej rzadkie. Wiele matek w ten właśnie sposób ukrywa swe niechciane dzieci. Bywa, że w ten sposób przywożone są i starsze, większe dzieciaczki. I pozostawiane tu w Poznaniu, a mamuńka w najlepsze wraca na swoja wiochę. Niewykluczone, że za rok czy dwa przyjedzie podrzucić kolejne. Może nawet powtórzy cały proceder jeszcze po kilkakroć. Albo pozostawi po urodzeniu, albo najpierw nieco potrzyma przy sobie, a jak się znudzi, pozostawi przywożąc i porzucając w Poznaniu. Zapewne w innych dużych miastach zjawisko to jest znane i doświadczane. Duże miasto zapewnia bowiem anonimowość i bezkarność. Rodzinne, małe środowisko póki o niczym nie wiem, nikogo nie napiętnuje.

Odwrotnością powyższego zjawiska jest ucieczka matki czy obojga rodziców przed próbującym odebrać im dziecko kuratorem. Matka czy też oboje biologicznych rodziców nie potrafią się dzieckiem zaopiekować, nie dają radę, nie rokują jakichkolwiek szans na poprawę. Nie spełniają czysto ludzkich kryteriów bycia rodzicami. Często mają problem z alkoholem czy narkotykami. W domu dochodzi do nieustannych awantur, do przemocy, do nadużyć seksualnych lub seksualnej rozwiązłości. Warunki mieszkaniowe są gorzej niż nędzne. Nie ma co jeść, ani za co jeść. Wszystko topione jest w alkoholu. Nikt nie ma pracy. Wszyscy żyją na koszt państwa i z tego, co ukradną. Bywa, że matka co rusz sprowadza sobie na noc (za pieniądze lub nawet nie) nowego kochanka.

Dziecku ewidentnie trzeba pomóc. Ale nie ma jak. Gdy już już ma się to wydarzyć – matka znika. Zaczynają się długotrwałe, żmudne poszukiwania. Matka co rusz zmienia miejsce pobytu unikając kontaktu z policją, z pracownikami socjalnymi itd. A dziecko cierpi. Cierpi dodatkowo niewygodę. Cierpi na skutek nieustających ucieczek. Czasami głód, bicie, zaniedbanie, porzucenie, odepchnięcie, oziębłość. Aż koniec końców udaje się matkę namierzyć i dziecko uratować. Bo np. się pochorowało i trafiło do szpitala. Szpital spostrzegłszy, że coś jest nie tak, dał znać na policję czy do stosownych placówek społecznych i w końcu prokurator może przejąć opiekę nad dzieckiem. O ile w ostatniej chwili matka dziecka ze szpitala nie wykradnie. i znów w ostatniej chwili nie ucieknie.

Verba latebat IX

2011-03-25
Poznań

co z tego że wiosna
że słońce
że ciepło
że życie budzi się od nowa
co z tego

jakie to ma znaczenie
kiedy moje serce uwięzione
w okowach lodu
pośrodku zimy
jaką jest cierpienie

nie ożyję
nie odtajam
póki znów nie pokochasz
póki w końcu
aż wreszcie
aż nareszcie
przestaniesz nienawidzić
tego że istnieję
tak blisko ciebie
oddzielony kruchą taflą
milczenia które i tak
przed niczym mnie nie ochroni

Adam Gabriel Grzelązka

Okno życia

Jak widać, dzieci do Pogotowia Rodzinnego trafiają różnymi kanałami, napływają z różnych stron, na najrozmaitsze sposoby. Ważne, że jednak trafiają. Że w końcu ktoś się nimi zajmie, otoczy opieką, nakarmi, napoi, umyje, otoczy troską i miłością. Że w końcu dzieci poczują się chciane, kochane i bezpieczne. Że nie zostają zamordowane. Że nie lądują na śmietniku. Że nikt ich nie wrzuca do beczek po kapuście albo nie ukrywa w zamrażalniku. A przypadki takie zachodzą, gdy człowiek traci swe ludzkie oblicze. Gdy traci zdolność wsłuchiwania się w głos swego sumienia.

Stosunkowo najrzadziej, ale jednak trafiają też dzieci do Okien Życia. Mimo wszystko trafiają. Niewiele, bo i samo zjawisko Okna Życia funkcjonuje od niedawna. A funkcjonuje w warunkach mocno niecodziennych. Jest propozycją dla tych matek, co dziecka próbują się pozbyć, dziecka już narodzonego. Ale nie mają odwagi ani porzucić go w szpitalu, ani oddać na policji czy pracownikowi społecznemu. Zazwyczaj dlatego, że nie chcą absolutnie mieć do czynienia z machiną biurokratyczną. Z różnych osobistych przyczyn unikają innych form pomocy. Nie chcą mieć do czynienia z urzędnikami czy funkcjonariuszami. A dzięki Oknu Życia mogą dzieciąteczko przekazać bez konsekwencji i całkowicie anonimowo. A do tego bezpiecznie. I niektóre matki z takiego właśnie rozwiązania korzystają. I całe szczęście.

Szkoda, że niektórym w imię różnych durnych ideologii sam pomysł Okien Życia się nie podoba. Zatem co lepsze: uratować życie, czy trzymać się biurokratycznych procedur? Bo jeśli takowa matka tutaj dziecka nie pozostawi, to albo odnajdziemy je któregoś dnia martwe, albo skaże je na okrutne nieludzkie życie u swego boku. Tak, czy siak dziecko pozostanie dzieckiem straconym. A mogłoby być uratowane. Okno Życia w skrajnych przypadkach jest bowiem jedynym dla takich dzieci ratunkiem.

Część 5 z 6.

Poznań, 2014.04.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

seventeen + one =