Kultura

Dzieci z odzysku XII

Te oddane

Powróćmy jednak do kwestii przewodniej bieżącego eseju (a raczej trwającej jego serii): jak trafiają dzieci do Pogotowia Rodzinnego? Zatem po pierwsze: ze szpitala na skutek porzucenia przez matkę. Idźmy dalej. Czasem, dość rzadko, matka, ojciec, rodzice, rodzice matki (nieletniej) oddają dziecko pod opiekę Pogotowia. Przypadki takie niekiedy się zdarzają. Owe dzieci zazwyczaj są starsze, nie są już niemowlętami. W każdym razie to nie są noworodki kilkudniowe, jakie odbieramy wprost ze szpitalnego łóżeczka.

Zazwyczaj matka, ojciec czy oboje rodzice nie dają sobie po prostu rady. Albo dziadkowie dziecka. Bo i zdarza się, że malusieńka do domu dzieciątko przynosi, ale wkrótce przestaje się nim zajmować i obowiązek spada na dziadków. Ci przez jakiś czas się starają, ale z różnych przyczyn nie wyrabiają. Wiek, choroba, problemy materialne i lokalowe. Albo zwyczajnie, prozaicznie – nie chcą się dzieckiem zajmować. Mają je gdzieś. Mają własne życie i nie zamierzają go marnować na dziecko swego dziecka. Więc pozbywają się dziecka. Usuwają je ze swojego życia.

Albo gdy mamuńka jest nieletnią licealistką lub co gorsza gimnazjalistką, która się z jakimś koleżką, najczęściej starszym ze szkoły wzięła i (no wiecie co), a teraz jest dziecko – i owi jej obłudni rodzice chcą się dziecka możliwie jak najszybciej wziąć i pozbyć. Przypadek – co smutne – nierzadki niestety. Bo to wstyd przecież, że się córunia złajdaczyła. I żeby się nie wydało, dziecko zostaje oddane do Pogotowia. Niewykluczone, że za rok dwa lub nieco później trafi tam kolejne niemowlę. Być może oddane już przez tę samą nieco starszą córunię. Ale to już inna sprawa.

Verba latebat VII

2011-03-24
Poznań

serce płonie mi tęsknotą
dusi się żarem żalu
umiera bez ożywczego oddechu miłości

jestem martwy bez ciebie
nie umarłem lecz i nie żyję
czynisz mnie niezdolnym do istnienia

schroniłem się w mroki nocy
w głuszę milczenia
unikam twego wzroku co pali
nienawistną wzgardą
unikam słów twoich
co serce wyrywają z piersi moje

nic już dla ciebie nie znaczę
wiec pomiatasz mną
jak niepotrzebnym wspomnieniem

Adam Gabriel Grzelązka

I te odebrane

Bywają przypadki trudniejsze, dramatyczniejsze. Zdarza się bowiem, że trzeba dziecko rodzicom odebrać. Przyczyn takiego postępowania bywa wiele. Różne bywają też drogi realizacji. Zdarzyło się np. kiedyś, że pijani rodzice wyszli z pubu późną nocą z dzieckiem w wózku. Rodzice zalani jak to się mówi „w trupa”, będąc już na zewnątrz pokłócili się i rozeszli w dwie różne strony. Wózek tymczasem pozostał. Ktoś zauważył. Ktoś wezwał policję. W środku nocy funkcjonariusze przywieźli dzieciątko do Pogotowia Rodzinnego. Policja zresztą bardzo często bywa obecna przy tego rodzaju interwencjach. Mało tego, jej obecność nierzadko jest wręcz konieczna. Szczególnie, gdy rodzice będąc pod wpływem czy na haju zaczynają się awanturować i rozpoczyna się szarpanina o dziecko. Z punktu widzenia owych rodziców policja oczywiście ich prześladuje. Z punktu widzenia owego dziecka policjanci są wybawicielami. Ratownikami życia.

Niekiedy interweniuje szkoła. Dostrzega, że z dzieckiem jest coś nie tak. Że zachowuje się w sposób odbiegający jakoś od normy. Wkracza nauczycielka, dyrektor czy pedagog i krok po kroku dochodzą do sedna rzeczy. Niektóre z takich przypadków kończą się odebraniem dziecka rodzicom nie wywiązującym się ze swych rodzicielskich obowiązków. Czasami owe sygnały zostają niestety rozpoznane stanowczo za późno. Dużo rzadziej, marginalnie, ale jednak – odczytane zostały błędnie.

Niekiedy problem dostrzeżony jest przez sąsiadów. Albo zgłoszenie przychodzi od kogoś z dalszej rodziny. Bywa, że same dzieci dzwonią na policję lub zgłaszają się o pomoc nie mogąc już sobie dalej z sytuacją rodzinną poradzić. Taki przypadek również miał miejsce w Pogotowiu Rodzinnym, w którym pracuję.

Są jeszcze rodziny pozostające pod opieką instytucji użytku społecznego. Pracownicy socjalni monitorują ich sytuację, próbują jakoś dotrzeć do nich z pomocą. Niestety często jest to worek bez dna. Ile byś wysiłku nie włożył i tak będzie za mało. I nic się nie zmieni. Przepływ wsparcia jest jednokierunkowy, a rodzice dziecka nijak nie zmieniają swego stylu zachowania. Koniec końców zapada decyzja o odebraniu dziecka i umieszczeniu go w stosownej placówce. Dzieci mniejsze, małe i zupełnie maleńkie trafiają właśnie do Pogotowi Rodzinnych.

Niestety nie zawsze wszystko działa, jak trzeba. Zdarzają się pomyłki, decyzje pochopne. Decyzje nieprawidłowe niezrozumiałe, bezsensowne. Czasem naprawdę miast obierać dziecko, wystarczyło rodzinie pomóc. Tyle, że łatwiej było odebrać. Bo to interwencja jednorazowa. A pomagać trzeba by było cały czas przez całe lata. Decydują koszta. Albo ideologia. Ta ostatnia zaczyna coraz częściej stanowić coraz większe zagrożenie. Żyjemy niestety w świecie wrogim rodzinom wielodzietnym, wrogim małżeństwom sakramentalnym, wrogim czystości seksualnej.

Czasem jest za późno. Nikt niczego nie zauważył. Albo i zauważył, ale nie zainterweniował. Sprawę zbagatelizował. Pomoc przyszła za późno. Albo nie przyszła w ogóle. Nastąpiła tragedia. Czyjeś życie zostało zaprzepaszczone. Media rzucają się na takie tematy niczym hieny na padlinę. Niestety ich poczynania więcej szkodzą niźli pomagają. W tym wszystkim bowiem nie jest ani ważna prawda, ani dobro czy życie dzieci, rodziny czy kogokolwiek. Liczy się taka opowieść, która podniesie oglądalność, która wygeneruje zyski. Wiec prawdę owszem się przedstawia, lecz przez ideologiczny pryzmat, w krzywym zwierciadle, zniekształconą, nagiętą do zasad komercji. I zamiast pomagać, szkodzi się. Szkodzi często tym, których uratowano i którzy innych uratowali, ale tym razem zawiedli, nie zdołali, nie rozpoznali sytuacji. A tym, co niby media chciały pomóc i tak zazwyczaj nie pomagają. Gdy gasną jupitery, gdy sprawa przycicha i ulega zapomnieniu nie przynosząc już więcej zysków, oni pozostają sami. Napiętnowani, bez pomocy. Jest jeszcze gorzej, niźli było. Prawda została sprzedana. Prawda została wykorzystana.

Część 4 z 6.

Poznań, 2014.04.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.