Kultura

Dzieci z odzysku XI

 Źródła dzieci odrzuconych

Dzieci w Pogotowiu Rodzinnym nie biorą się znikąd. Nie wygrzebujemy ich ani spod kapuścianych liści, ani nie podrzucają nam ich bocianie zastępy. Dzieci trafiają od nas od konkretnych ludzi. Od konkretnych rodziców. Najczęściej jednak od konkretnych samotnych matek, bo często ojcowie są NN lub dawno już poszli sobie w długą. Zmienili kwiatek.

Istnieje kilka dróg, którymi dzieci przechodzą od rodziców biologicznych do Pogotowia Rodzinnego, by następnie iść do adopcji lub rodziny zastępczej. Rzadziej do rodziny biologicznej, do rodziców, dziadków, starszego rodzeństwa, wujków, ciotek itp. Część dzieci przychodzi tutaj bezpośrednio po narodzinach, gdy tylko może opuści szpitalne mury. To dzieci pozostawione przez matki od ręki niejako. Lub takie, które odbiera się matkom, którym dzieci już odbierano, a które kolejny raz poczęły i urodziły. Druga grupa dzieci to te, które trzeba było rodzicom odebrać, gdyż ci nie zapewniali im stosownej opieki. W ten lub inny sposób państwo interweniuje i udziela pomocy dziecku. Tu zdarzają się dzieci zwykle dużo starsze. Rzadziej niemowlęta. Gdzieś pośrodku są dzieci oddawane przez rodziny, gdyż są one świadome tego, że jednak nie dadzą rady i muszą oddać, choć tego nie chcą. Przypadki to najrzadsze. Przyczyny oczywiście są dużo bardziej złożone i bogate niż tylko wspominana ta jedna ogólnikowo. Czasem można po prostu pomocy udzielić takim rodzinom i wówczas dzieci mogą z nimi pozostać.

Zdarza się też, że to same dzieci odchodzą, uciekają od rodziców prosząc o pomoc. Są i takie, które o pomoc nie proszą stając bezdomnymi wiecznie wędrującymi po Polsce i świecie dziećmi ulicy. Dzieci zazwyczaj społecznie stracone. Niektóre same tak wybrały, inne nie wiedziały, że można inaczej. Jeszcze inne zostały do tego zmuszone, zdeprawowane, zniewolone. Bywają też dzieci, które czasowo z różnych powodów potrzebują miejsca, gdzie przeczekają kłopoty czy chorobę swych rodziców uniemożliwiające tymżesz opiekę czasową nad nimi. A ci nie mają najbliższej rodziny, która by nad ich dziećmi na ów czas trudu i kryzysu, czy też choroby stosowną opiekę roztoczyć mogła. Gdy problem zostaje rozwiązany (np. rodzice wracają z więzienia, powracają do zdrowia), dzieci szczęśliwie powracają do nich. Dla nich Pogotowie Rodzinne było jedynie epizodem i tymczasowym schronieniem.

Verba latebat VI

2011-03-24
Poznań

tej nocy otwarły się we mnie usta
płyną słowa obolałe szerokim strumieniem
jak jednak dotknąć mam serca swego
co płacze i szlocha nocami
a łzy już nawet z oczu nie płyną

budzę się gdy ty zasypiasz
szukam sposobu na życie
życie którego tak bardzo się boję

samotność pustoszy mi serce
to serce co miało kochać
a które ty
łamiesz co dnia
z miłości je patrosząc

Adam Gabriel Grzelązka

Odrzutki

No dobra. Przejdźmy do rzeczy. Do konkretów. Dziecko się ma narodzić. Matka udaje się do szpitala. Tam dziecko przyjdzie na świat. Jeśli będzie chciane – odjedzie z mamą do ich domu. Jeśli nie – pozostanie w szpitalu. Prawo stanowi sześciotygodniowy ochronny okres oczekiwania dla matek, które pozostawiły swoje dzieci. Bywa bowiem, że takie porzucenie jest skutkiem depresji poporodowej lub wynika z przyczyn rodzinnych. Czy jakichś innych dość skomplikowanych czynników. I daje się jej czas na przemyślenie, na cofnięcie decyzji. Na powrót do dzieciątka. Na złączenie rodziny z potomstwem. Swoją drogą ciekawe, czy istnieją jakiekolwiek statystyki powyższego zdarzenia. Ile matek powraca po wcześniej porzucone dzieci? Obawiam się, że nie tak znów wiele. Zazwyczaj takie odrzucenie dziecka jest jednoznaczne i bardzo świadome. Matka pozbywa się niechcianego problemu. Co innego depresja. Tu działanie jest impulsywne, a czas pozwala ochłonąć, pozbierać się, odzyskać równowagę i odzyskać dziecko.

Osobiście znam jeden taki przypadek. Co prawda matka nie pozostawiła dziecka w szpitalu, lecz oddała je chwile później, po kilkunastu dniach od narodzin pod opiekę Pogotowia. Gdy ochłonęła, gdy doszła do siebie ona i jej facet, ojciec dzieciaczka, powróciła po niemowlę i zabrała je na powrót do siebie. Wszystko skończyło się szczęśliwie pomimo przejściowych perturbacji. Wszystko się u nich ułożyło. Zwyciężyła miłość i macierzyństwo oraz ojcostwo. Dziecię wygrało.

Gdy jednak matka nie przejawia zainteresowania dzieckiem, które wzięła i była w szpitalu pozostawiła – czytaj porzuciła dziecko niechciane, niepragnione, niekochane – trafia ona pod opiekę zastępczą. Do Pogotowia Rodzinnego. Tam odczekuje po opuszczeniu szpitala czas owych sześciu tygodni. Gdy nic się nie dzieje, teoretycznie winny ruszyć procedury pozbawiające jej – porzucającej dziecko matki znaczy się – praw rodzicielskich. Dziecko zostaje odebrane rodzicielce i trafia do adopcji. Pojawiają się nowi rodzice. Pełni pragnień, tęsknoty i nade wszystko z rozlewającą się na dziecko miłością macierzyńską. Jeśli dziecko ma szczęście, już nawet po jakichś dwóch miesiącach od narodzin odnajduje nowy dom. Rzecz w tym, że nie każde dziecko ma takie szczęście. Te z mniejszym muszą jeszcze odczekać kolejny lub dwa, a nawet trzy i więcej miesięcy. Są i takie, których szczęście w tej materii zawodzi zupełnie i ich oczekiwanie ciągnie się w nieskończoność. Rok, półtora. Sądowi się nie spieszy. Są podejmuje szereg absurdalnych z punktu widzenia zdrowego rozsądku, a jednak możliwych w świetle prawa decyzji. A dziecko czeka i cierpi. A dziecko czeka i traci. I tracą jego przyszli rodzice.

Skąd owe problemy? Co jest powodem zwlekania? Co przedłuża oczekiwanie? Cóż to temat na nową całkiem zawiłą i pełną smutku opowieść. Doś powiedzieć, że zazwyczaj opóźnienie dzieje się w sądzie, który rychliwy nie jest i któremu się nigdy nie spieszy. No niemal nigdy, bo są i tacy sędziowie, którzy działają rozważnie, lecz szybko i skutecznie. Pośpiech tak, lecz nie kosztem pochopności. Najprościej, gdy matka jeszcze w szpitalu podpisze zrzeczenie się dziecka i nie robi żadnych problemów z dalszym jego losem. Ale nie zawsze tak się dzieje. Nie zawsze matka tak postępuje. Często ucieka ze szpitala jak najprędzej i słuch po niej ginie. Do kolejnych narodzin…

Część 3 z 6.

Poznań, 2014.04.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One Comment

  1. wieczorynka

    Czyli wracamy do jednego z pierwszych zdań, które napisałam w cyklu “Dzieci z odzysku”. Dzieci powinny posiadać tylko osoby, które tego bardzo pragną, nie będą potrzebne wówczas żadne pogotowia, rodziny zastępcze z tego wynika moja kolejna wypowiedź, edukacja i po wielokroć edukacja.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.