Kultura

Dzieci z odzysku X

Edukacja prokreacyjna

Coby dzieciaczkom bujdy o kapuście i bocianach nie wciskać, co poniektórzy mówią: trzeba edukować, skąd się dzieci biorą. Że chłopak i że dziewczyna i że on jej i wtedy ona i stąd dziecko. Ta. A ćwiczenia? Czemy nie ćwiczenia? Ale solidne. Bo niby co? Że jak na bananku gumkę poćwiczę zakładać, to już będę wyedukowany antykoncepcyjnie? A co to, ja banana w spodniach noszę? A jak mi jeszcze jakieś dziewczę zechce niczym z banan skórkę zdzierać, oj to będzie ci bolało. Współczesna edukacja seksualna jest niestety edukacją do współżycia, nie zaś edukacją do odpowiedzialności za swoją płoność. Człowiek stworzony jest do bycia płodnym. Ale nie do bycia rozpustnym.

Wątpliwą wielce jest rzeczą takowa edukacja. Szkodzi raczej niźli pomaga. W sumie co mi bowiem po wiedzy, jak zabić dziecko? Jak mordować poczęte życie? I że jakby co, to zawsze można je w aborcji poszatkować? Gdzie tu odpowiedzialność? Gdzie kształtowanie sumienia? Gdzie wychowanie do odpowiedzialności za siebie i drugiego człowieka? Gdzie wartość poczętego życia? Wartość i niepowtarzalność ludzkiego istnienia?

Efekt edukacji seksualnej? Coraz więcej nieletnich poczęć. Skuteczność edukacji żadna. Pozorna edukacja na temat tego, jak zapobiegać niechcianym ciążom w rzeczywistości owocuje właśnie niechcianymi ciążami. Tworzy bowiem iluzję, że można współżyć jak się chce i gdzie się chce i kiedy się chce. Nic dziwnego, że życie w takim układzie poczyna się, kiedy się nie chce.

Oj nie tędy droga, nie tędy. Człowiek powołany jest o płoności i do dawania i rodzenia życia. A co za tym idzie, do odpowiedzialności za swoje pożądanie i swoje chucie. Człowiek ma panować nad sobą, a nie być niewolnikiem własnych zachcianek seksualnych. Życie płciowe człowieka podlega pewnym niewzruszonym zasadom. Albo się ich przestrzega i je szanuje, albo wcześniej czy później mszczą się one na człowieku, który je łamie. Cóż, nie ma to jednak jak wstrzemięźliwość seksualna. Rozpusta i seksualizm nigdy jakoś nie dawały dobrych efektów jeśli chodzi o minimalizowanie poczęć dzieci niechcianych. Dokładnie przeciwnie. Wstrzemięźliwość i godziwe pożycie małżeńskie owszem. Nie daje bezpieczeństwa całkowitego, ale zjawisko dzieci porzucanych minimalizuje.

No ale w końcu edukacja seksualna to przecież czysty dochodowy biznes. Bo i na podręcznikach się zarobi. I do pornografii drogę otworzy. A to też przyniesie dochody. I to jeszcze jakie! Nie wspomnę już o miliardowych zyskach ze środków antykoncepcyjnych. No i wyłączy się myślenie, odpowiedzialność, poszanowanie siebie i drugiego człowieka. Dzieci najłatwiej zezwierzęcić. A jak dorosłe będą to już jak to bezwolne bydło dadzą się dowolnie wycyckiwać.

Verba latebat V

2011-03-24
Poznań

budzę słowa
wiersza próbuję strofy

cóż kiedy serce moje uśpione
zmęczone twym chłodem
spragnione miłości
jakiej nigdy nie było mi dane
zaznać z tobą

budzę słowa
nocą kiedy milknie życie dookoła
kiedy ty śpisz nie mogąc
ranić mnie bardziej niźli wspomnieniem
zdarzeń dnia przeminionego

budzę siebie do życia martwego
próbuję powiedzieć
sam nie wiem komu
że kocham po mimo
że tęsknię za tobą
i że się ciebie boję

Adam Gabriel Grzelązka

Skąd zatem biorą się dzieci?

No tak. Wciąż pytanie nierozwikłane. A w bociany to ty też nie wierzysz. Już nie wierzysz. Za duży już na nie jesteś. I wiesz jak to jest. On, ona i seks. I żadnej kapusty! A jak seks, to wcześniej czy później i dzieci. Niby tak być nie miało, ale się pojawiają. I nie trzeba ich ani na polu kapusty szukać, ani czekać, aż jakiś bocian coś doniesie, coś podrzuci pod drzwi albo na balkon. On i ona załatwiają to pomiędzy sobą. Taka już jest nasza natura ludzka. Spotyka się dwoje ludzi. Coś do siebie czują. Miłość, pociąg jakiś, czy coś tam zbliżonego. Albo zwyczajnie, płacisz i masz co chcesz. A że ona potem, to co cię to w sumie. Ty płaciłeś za seks, nie za dziecko. Skoro ona się nie przyłożyła do wiadomo czego, to jej problem. W końcu ty zamawiałeś seks, a nie dziecko. Gówniara mogła słuchać na lekcjach o tym, jak się zabezpieczać. A skoro się małolata puściła, to się niech teraz sama problemem zajmie. Ciebie to ani parzy, ani ziębi. Ty się na inną przerzucisz. W galerii jakaś wyhaczysz, która za parę groszy ci poprzednią zastąpi. Czy to twój problem, że zapomniałeś gumek? Że pękła? Że ona zapomniała o pastylkach? Ty jesteś facet i masz prawo sobie ulżyć. Reszta cię nie interesuje. Jej dziecko, jej problem. Ty zmieniasz kwiatek.

Często zresztą podczas tych szczególnych, wspaniałych chwil wcale nie myśli się o dziecku. Nie myśli się też ani przed, ani po onej chwili. Do czasu aż nie da się już nie myśleć. Kiedy rosnący brzuch daje do myślenia i świat się zaczyna walić. Wówczas niektórym robią się w życiu schody. Szczególnie, jeśli się dopiero chodzi do liceum. Albo co gorsza jeszcze do gimnazjum. O, wtedy to o dziecku na pewno się nie myśli. Właściwie to winno się myśleć o nauce, o szkole, o dzieciństwie. Tyle, że współczesny świat nie dba o moralność nieletnich. Tak zwana edukacja seksualna bynajmniej nie ma przecież na celu uczyć ani wstrzemięźliwości, ani cnotliwości, ani wierności małżeńskiej. Prowadzi w linii prostej do całkowitej nieokiełznanej rozwiązłości seksualnej, której efektem są niechciane ciąże. Część z nich kończy się aborcyjnym morderstwem. Część niechcianymi narodzinami. Te zaś porzuceniem narodzonych. Edukacja seksualna mówi: zrób tak i tak i używaj ile wejdzie. Przede wszystkim używaj sobie ile wlezie. Nie czekaj, nie odkładaj tego na potem. Zacznij jak najszybciej. Zacznij już teraz. No i dzieciaki zaczynają sobie używać seksualnie. Między sobą, ze starszymi, z dorosłymi. Czasem za darmochę, czasem dla szmalu. Albo za używki. Szmacą się i dziewczynki i chłopaczki. Bo świat niestety brutalny jest. I myśli tylko o tym, jak kogoś wyzyskać, zużyć, wykorzystać, zdeprawować. I nikt nikomu o konsekwencjach nie mówi. Absolutnie. Konsekwencje są tabu. Konsekwencje są be. Konsekwencje trzeba ukryć. A czystość seksualną wykpić. Wyśmiać. Zabronić! Zniechęcić do niej!

Co ty, łupi, nie chcesz sobie poużywać? Nie zamierzasz spróbować? Zamierzasz się powstrzymywać? Myślisz, że świat ci na to pozwoli, o tym ci opowie, do tego cię zachęci? Wręcz przeciwnie: świat krzyczy używaj!, używaj!, używaj!. Nie bądź frajer, nie czekaj. Zacznij już teraz. Jesteś przecież już biologicznie dorosły. A nawet jeśli nie, udawaj takiego. I wielu daje się na to nabrać. Dzieciaki łatwo wkręcić, bo przecież są bezmyślne jeszcze, bezkrytyczne w ich wieku. Niewinne. Nieświadome. Nie myślą o konsekwencjach.

A dorośli? Dorośli robią tak samo mimo, że są dorośli i więcej już wiedzą o wszelakich następstwach i konsekwencjach. A mimo to na własnych i cudzych błędach się nie uczą. Brną dalej ślepą uliczką rozwiązłości seksualnej.

A co, jeśli dzieckiem ojca nie jest mąż? Lub jakby obecny konkubent? Chociaż nie, teraz unika się słowa konkubent określającego nieślubnego faceta. Albo kobietę w przypadku nieślubnej dziewczyny. Teraz mówi się o partnerze. Co nie zmienia faktu, że i tak nie łączy ich nic nawet w formie urzędowego małżeństwa, o związku sakramentalnym już nie wspominając. Są na chwilę. A dzieci na całe życie.

Zresztą seks jest fajny. Jest super. I tu jest problem, bo to jak najbardziej prawda. Szczera prawa. Ale prawa niepełna. To tylko jedna jej część. Więc się seksu nadużywa w nieodpowiednich okolicznościach. łamiąc zasady ustanowione przez naturę. Próbuje się naturę człowieka nagiąć o własnych potrzeb. A i na studiach można zaliczyć przedmiot albo i dorabiać sobie regularnie. Oj tam, zaraz dziecko. Się trafi, to się zresetuje je i tyle.

Część 2 z 6.

Poznań, 2014.04.29
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

5 komentarzy

  1. Drogi Autorze!
    Nie zgadzam się z tym felietonem – wyjątkowo…
    🙂
    Cytuję:
    “Efekt edukacji seksualnej? Coraz więcej nieletnich poczęć. Skuteczność edukacji żadna. Pozorna edukacja na temat tego, jak zapobiegać niechcianym ciążom w rzeczywistości owocuje właśnie niechcianymi ciążami. Tworzy bowiem iluzję, że można współżyć jak się chce i gdzie się chce i kiedy się chce. Nic dziwnego, że życie w takim układzie poczyna się, kiedy się nie chce.”

    Autorze, piszesz artykuł o BRAKU EDUKACJI SEKSUALNEJ!!!
    Wnioski tego dotyczą!!!!

    Powinno być:

    Efekt BRAKU edukacji seksualnej? Coraz więcej nieletnich poczęć. Skuteczność edukacji żadna. Pozorna edukacja na temat tego, jak zapobiegać niechcianym ciążom w rzeczywistości owocuje właśnie niechcianymi ciążami. Tworzy bowiem iluzję, że można współżyć jak się chce i gdzie się chce i kiedy się chce. Nic dziwnego, że życie w takim układzie poczyna się, kiedy się nie chce.

    Nie słyszałem by edukacja seksualna polegała na nakładaniu “gumki na banana”…
    Takie informacje rozpowszechniają jeno jacyś średniowieczni ludzie związani z bardzo wsteczną częścią tzw. kleru…

    Edukacja seksualna to temat szeroki, ale może zanim podyskutujemy, zaglądnął byś Autorze do kilku książek i podręczników na ten temat…

    Z całym szacunkiem dla Autora, którego felietony /pozostałe/ bardzo mi się podobają!

  2. Aby prowadzić właściwą edukację seksualą należy skorzystać z wiedzy prof. Izdebskiego (uczestniczył w programie organizowanym przez UE) oraz prof. Lwa Starowicza, czyli autorytety w tej dziedzinie. Opowiadanie o bananach i edukacji brzmi zabawnie. Ja owszem lubię banany ale jako dodatek do porannej kawy.

  3. Trudno mówić o braku edukacji seksualnej. Nieletnie matki wiedzą o niej naprawdę dużo. Wiedza jednak nie przekłada się na praktykę. Wiedzą, ale nie chcą. Jedynym sensownym zabezpieczeniem jest czystość przedmałżeńska albo powstrzymywanie się od współżycia w okresach płodności. A jak to wygląda w praktyce? Seks często uprawiany jest w stanie upojenia alkoholowego lub po narkotykach. Kto wtedy myśli o możliwości poczęcia? Kto wtedy decyduje się na mordowanie potencjalnych dzieci chemią antykoncepcyjną? Kończy się zatem niechcianą ciążą i pół biedy gdy dochodzi do narodzin, a nie proces zostaje przerwany aborcją. Narodzonym dzieckiem można się przecież zająć i znaleźć mu nową rodzinę. Zabitemu dziecku nie pomoże już nic.

    Ot skutki współczesnej edukacji seksualnej. Swoją drogą ciekawe dlaczego odchodzi od niej takie państwo jak USA, kiedyś światowy potentat wolności seksualnej i edukacji w tej materii… Widać się nie sprawdziło i powracają do metod naturalnych.

    Żadna zresztą etyka seksualna nie sprawdza się, jeżeli jej nie stosować. I tu w zasadzie leży sedno sprawy. Tymczasem z pokolenia na pokolenie inicjacja seksualna zaczyna się coraz wcześniej i odczuwana jest wręcz presja środowiska aby ją odbyć. Aby nie zwlekać. Cnota jest de mode. Wstrzemięźliwość seksualna jest nie na topie. Wierność małżeńska jest niepopularna. małżeństwa dwojga ludzi płci przeciwnej są niepopularne. Takie czasy. Takie obyczaje. Żyjemy w skrzywionych czasach. I ponosimy tego skutki praktyczne.

    • Niestety, ale nieletnie matki nie wiedzą NIC z powodu BRAKU edukacji!!!
      Gdyby były “wyedukowane” to by w ciążę nie zachodziły! Takie to przecież proste i zrozumiałe!

    • Moim zdaniem USA nie jest najlepszym przykładem jak chodzi o edukację w ogóle. W wielu szkołach uczą kreacjonizmu, zamiast teorii Darwina. Proponuję przykład Szwecji, są mniej zakłamani a jednocześnie jest to kraj w Europie gdzie dokonuje się najmniej aborcji. Skoro mamy “takie czasy” to tym bardziej należy rozmawiać językiem podpartym wiedzą naukową.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.