Dzieci z odzysku IV

fot. AGGSkażony świat

Żyjemy w świecie niedoskonałym. Żyjemy w świecie ułomnym. Żyjemy w świecie skażonym grzechem. Skutki tego grzechu, mojego, twojego, naszego zarówno indywidualnego, jak i grzechów społecznych grup, społeczeństw, całych narodów są wszechobecne. Niektórzy w grzech nie wierzą. Ale on jest. On przenika nasz świat. Jest skutkiem zła, jakie nosimy w naszych sercach. On to zło w naszych sercach rozpala i upowszechnia. On tym złem nasz świat nam niszczy. Grzechowi bynajmniej nasza weń niewiara nijak nie przeszkadza. Możesz w grzech nie wierzyć, ale nie możesz nie dostrzegać jego skutków wokół siebie. Jesteśmy nim, czy tego chcemy czy nie, czy się na to zgadzamy, czy nie, czy w to wierzymy, czy też nie – przesiąknięci.

Owo skażenie natury ludzkiej zauważalne jest także przy narodzinach dzieci. Z jednej strony w naszym kraju rodzi się zbyt mało dzieci. Jako naród obumieramy. Jako naród kurczymy się. Jest nas coraz mniej i owo ubywanie będzie przybierać na sile. Będzie nas coraz szybciej coraz mniej. Dlatego właśnie, że rodzimy zbyt mało dzieci.

Tłumaczenie, że czasy ciężkie jest akurat nie na czasie. Ciężko to było po wojnie. Jeszcze ciężej było w czasie zaborów. Rozwój cywilizacji przyniósł nam masę udogodnień. Mimo trudów i bezrobocia, obecnie nie umierają w Polsce ludzie z głodu. A przynajmniej nie dzieje się to masowo. Przymierają głodem – owszem. Ale nań rzadko kiedy umierają. A tak było jeszcze wiek temu. Dwa wieki temu. Mimo ciężkiej, niewolniczej naszej własnej pracy, dzieci nasze nie muszą pracować od małego. Nie spędzamy w pracy po 16 godzin na dobę. A tak było w IX wieku. Chociaż to obecnie akurat przykład nienajlepszy, bo pracodawcy nas wyzyskują i wymuszają niepłatne nadgodziny. Mimo problemów mieszkaniowych w naszych domach żyjemy sami, a nie całą kilkudziesięcioosobową rodziną. Mamy do dyspozycji bieżącą wodę, prąd, gaz, kanalizację. Tego wszystkiego niedawno jeszcze nie było przecież wcale. I wtedy to były ciężkie czasy. Rzeczywiście ciężkie. Niewyobrażalnie dla nas ciężkie. A mimo to przybywało nas, gdyż rodziło się wystarczająco dużo dzieci. A teraz nie. Wtedy dawaliśmy radę. A teraz? Teraz to nam się po prostu nie chce.

Bo nam się nie chce właśnie. Nie chce i basta. Bo nam wygodniej dzieci nie mieć. Wolimy je zabijać i mordować, niż rodzić i wychowywać. Aborcja odebrała nam już kilkadziesiąt milionów ludzi. I wciąż odbiera. I niestety będzie odbierać. A antykoncepcja jeszcze więcej. Gdyby nie oba te haniebne i mordercze w swym wydźwięku zbrodnicze zjawiska społeczne, nie byłoby nas 30 milionów, lecz 100 albo i więcej. O ileż mądrzejszym i bogatszym bylibyśmy narodem. Ale nie będziemy. Bo będzie nas coraz mniej i mniej. Nie ma się co dziwić zatem, że gospodarka się nam wali na głowę. Demografia dostarcza nam co roku więcej emerytów niż nowych rąk do pracy. Sami do tego żeśmy doprowadzili. Samiśmy sobie to piwo uwarzyli. Ino patrzeć, jak sięgniemy po eutanazję jako jedyne rozwiązanie zaistniałego nierozwiązywalnego problemu. Ino patrzeć.

Verba latebat I

2011-03-24
Poznań

budzę słowa uśpione
przyzywam hymn milczenia
elegię żalu

jestem snem wśród jawy dnia

budzę słowa uśpione
tylko noc wypowiedzieć zdoła
męczarnie ciała serca i duszy
piekło istnienia w nieistnieniu dla ciebie
blisko ciebie a daleko od serca twego

budzę słowa uśpione
przerażone umykają mi
nie potrafię przerwać milczenia
sama myśl boli bólem co nie przemija
co pali co we mnie płonie

Adam Gabriel Grzelązka

Owoce niemoralności

Gdzieś w tym wszystkim, w tej pogmatwanej przez nas rzeczywistości, istnieją dzieci z odzysku. Dzieci rodzone przez dzieci. Dzieci porzucane przez niechcące ich matki. Dzieci, które trzeba odbierać rodzinom patologicznym. Trzeba, albowiem te stoczyły się na samo dno i nie potrafią się swymi pociechami należycie zająć. Stanowią dla nich niebezpieczeństwo. Śmiertelne niebezpieczeństwo.

Problem jest nierozwiązywalny. Istniał, istnieje i będzie istnieć. Rzecz w tym, aby znaleźć najlepsze formy niesienia pomocy i łagodzenia skutków tego grzechu społecznego, jaki toczy niczym rak współczesne nam społeczeństwa. Nie jest to przecież specyfika czysto polska. Tak jest na całym świecie. Zarówno w najbiedniejszych krajach, jak i w tych najbogatszych.

Paradoksalnie najprostsze i najsensowniejsze rozwiązanie jest niestety obecnie najmocniej krytykowane i odrzucane przez społeczeństwo. Remedium na dzieci odrzucone, niechciane jest przecież małżeństwo. Nie homoseksualny związek partnerski czy luźny konkubinat. Właśnie małżeństwo mężczyzny i kobity i to małżeństwo sakramentalne, uświęcone i wspierane łaską i błogosławieństwem przez Boga.

Gdzie jak gdzie, ale właśnie tam jest naturalne miejsce dla narodzin i wzrostu dla dzieci. Każdych dzieci, także i tych niespecjalnie chcianych, planowanych, wyczekiwanych. Taką drogę, taką propozycję od tysiącleci promuje Kościół. Ustawia wszystko w należytym porządku. Seks? Tylko w małżeństwie. Proste. Antykoncepcja? Nie! Dlaczego? Bo jest morderstwem. Jest zbrodnią. No i jest nieskuteczna. Można się z tym kłócić, ale praktyka pokazuje, że mimo wszystko jest i niestety zawsze będzie w jakimś stopniu nieskuteczna. Nieskuteczna społecznie o wiele bardziej niż technicznie czy chemicznie. Skuteczna jest jedynie całkowita wstrzemięźliwość oraz sterylizacja. Aborcja? Nie! Jest zbrodnią i mordowaniem niewinnych istnień! Czy chciałbyś, aby to ciebie zamordowano? Aby to ciebie matka poddała aborcji? Chciałbyś tego?

Rozwiązaniem jest życie w zgodzie z naturą ludzką i cyklem płodności. Naturalna regulacja poczęć promowana przez Kościół to coś więcej niż prymitywny kalendarzyk. Miejsce seksu jest tylko i wyłącznie w małżeństwie miedzy kobietą i mężczyzną. Ma im to z jednej strony sprawiać radość, z drugiej pogłębiać intymną wieźć miedzy nimi, no i oczywiście jeśli to możliwe, przyczyniać się do poczynania dzieci. Naturalna regulacja poczęć jest przeciwieństwem napędzanej antykoncepcją rozwiązłości seksualnej. Jest na tyle skuteczna, na ile chce się przestrzegać jej wymagań i reguł. Na ile chce się żyć w zgodzie z naturą i Bożym dla nas planem.

Obecnie najwięcej dzieci z odzysku poczynanych jest na skutek uprawiania seksu bez podejmowania odpowiedzialności. Przede wszystkim rodzą dzieci nastolatki. Coraz młodsze, bo coraz częściej podejmują inicjację seksualną. I coraz częściej, coraz więcej. I po wielokroć, a nie jednorazowo. To już nie wpadka, ale igranie z płodnością świadome i z premedytacją. W takiej żyjemy kulturze, która sprzyja tego typu zachowaniem. Poza tym zwyczajnie je wymusza. Dlaczego? Z powodu pieniędzy. Uprawiający seks nastolatkowie to potencjalni klienci środków antykoncepcyjnych. A w razie wpadki także klinik aborcyjnych. To olbrzymie pieniądze, więc stojące za tym korporacje medyczno-farmaceutyczne dwoją się i troją, aby zachęcać młodzież do uprawiania frywolnego seksu bez zobowiązań.

A do Pogotowi Rodzinnych coraz częściej trafiają porzucane dzieci. Dzieci porzucane przez nieletnie matki. Dzieci porzucane przez dzieci bawiące się w seks. To zresztą i tak lepsze od dzieci zabijających swe poczęte dzieci. Dzieci chodzących na skrobanki, bo im się poczęło podczas którejś z orgii. I tak to się toczy. I nikt tym dzieciom nie wytłumaczy, że nie tędy droga. Nikt tym dzieciom nie uświadamia konsekwencji, bo świadomość nie generuje zysków, a konsekwencje nieświadome – owszem i to nawet wielkie. A zysk ważniejszy jest od moralności.

CDN. – cz. 1 z 3.

Poznań, 2014.04.02
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

One thought on “Dzieci z odzysku IV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.