Dzieci z odzysku 28

fot. AGGStres pourodzeniowy

Urodziła kilka dni temu. Zdrowy, piękny synek. Nie pozostawiła go w szpitalu, ale zabrała ze sobą do domu. Tłumaczyła się, że nie mogłaby tego zrobić, ponieważ tam się źle takimi porzuconymi niemowlakami zajmują. Zabrała zatem synka do domu. Nie na długo niestety. Wytrzymała jeden czy dwa dni. Sytuacja ją jednak przerastała. Panika opanowała jej serce. Zwróciła się o pomoc do MOPR’u. Zgłosiła, że chce oddać dziecko. Swoje dziecko. Najlepiej od teraz. Najlepiej już. Że już nie chce, nie może się nim zajmować, że nie potrafi. Że nie da rady. Prosi o pomoc. Już. Teraz. Zaraz.

Tyle że to nie takie proste. Tak od ręki to tylko w oknie życia. Tam można dziecko przynieść i po prostu pozostawić. Bez konsekwencji. Bez żadnych dodatkowych zabiegów. Anonimowo. A tutaj nie. Potrzebne są papiery. Trzeba nieco się nabiegać i na załatwiać. Papierologia.

Udało się jej dopiąć wszystko stosunkowo szybko. Wieczorem maleństwo znalazło już nowy dom. Nową, tymczasową mamę. Kogoś, kto nakarmi, przewinie, przytuli z miłością. Kogoś, kto znajdzie w swym sercu odrobinę ciepła, troski, miłości. Przywieziono je do nas, do naszego Pogotowia Rodzinnego.

A dotychczasowa mama? Cóż… Lepiej oddać niż wyrzucić do śmietnika. Lepiej oddać niż zamrozić w lodówce. Lepiej oddać niż zabić, a potem udawać że ukradli, porwali, albo że niby przypadkiem się wymsknęło z rąk. Lepiej oddać niż przerzucać z kąta w kąt, niczym zbędny mebel,  z którym nie wiadomo co właściwie począć. Lepiej oddać. Zdecydowanie lepiej. Tak jest dobrze. W ostateczności. Skoro matka nie chce. Skoro matka nie potrafi. Skoro matka nie daje rady. Skoro nie odczuwa ze swym nowo poczętym dzieciątkiem żadnej macierzyńskiej więzi. Matka podjęła najtrudniejszą ze swych życiowych decyzji, ale mimo wszystko podjęła ją odpowiedzialnie. Zadbała o swe oddane dziecko. Zatroszczyła się o jego los.

Przyjechała wieczorem. Przywiozła synka z odrobiną jego rzeczy. W towarzystwie jakiegoś gacha. Może ojca, a może nie. Dziecko ma jej nazwisko. Może nie chciał dać mu swego. A może ona teraz jego, od niedawna. A dziecko z innym, wcześniej. A może oni razem od dawna, a dziecko z innym, tak jakoś przy okazji, tak jakby na boku. Tak przy okazji. Dziecko się urodziło, a ona nie potrafiła się w tej nowej sytuacji odnaleźć. Coś się w jej życiu zwaliło. Coś w nim nie zaskoczyło.

Szkoda, wielka szkoda. Nie tak to winno się było potoczyć. Młoda matka, całe życie przed nią. Czemu tak postanowiła? Czemu dobrowolnie oddała własne dziecko? To nie była jaka prosta, zagubiona dziewuszka. Mimo to stało się.

Powrót

Historia ta ma jednak swoje bardzo szczęśliwe zakończenie. Jakieś dwa tygodnie później matka pojawiła się ponownie. Ze łzami w oczach odebrała porzuconego synka i zabrała go ze sobą. Stał się na powrót częścią jej życia. Ochłonęła. Pierwotne emocje opadły. Złapała drugi oddech. Wszystko wróciło do normy. Poukładała swój wewnętrzny i zewnętrzny świat. Wtedy była gotowa. Gotowa, aby odzyskać dziecko. Aby je na nowo pokochać. Aby otoczyć je swoją matczyną opieką.

Czasem życie mimo zawirowań i powikłań potrafi powrócić do normy i przyjąć pomyślny bieg. Tym razem tak waśnie się stało. Historia zakończyła się szczęśliwie zarówno dla matki, jak i dziecka. Są razem. Znów są razem. Mają siebie nawzajem. Mogą siebie nawzajem obdarzać swą miłością.

Poznań, 2013.07.16-2015.06.07
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

2 myśli na temat “Dzieci z odzysku 28

  • 21 lipca 2016 o 18:32
    Permalink

    Nasuwa mi sie pytanie, dlaczego nie ma pod patronatem panstwa domow ( samotnej ) matki i dziecka, gdzie byla by np. polozna, psycholog, pielegniarka, dla osob w wierzacych np.jakas siostra milosierdzia, ktore by staly rada i fachowa pomoca takiej mamie, zwlaszcza ze kazda kobieta w pologu o czym sie publicznie nie mowi znajduje sie w pewnym szoku nawez pozytywnym, ma inna zawarosc hormonow we krwi i potrzeba jej paru dnii, by powrocic do normy, takze niewypowiadalne wielkie i mniejsze konflikty partnetskie czy rodzinne roznej masci wprowadzaja te kobiey w desperacje i wtedy podejmuja decyzje o tak fundamentalnym znaczeniu i czesto nieodwracalne, mimo, ze wlasciwie chcialy by podjsc zupelnie inna decyzje…troska panstwa o matke i dziecko winna zawiera pytanie czy taka mama z dzieckiem pragnie chociaz na krotko skorzystac z pobytu w takim domu matki i dziecka, musiala by byc mozliwosc przebywania tam do 3-ech lat i zwiazana z pomoca tych domow matki w urzadzeniu samodzielnego zycia, to by takich u wiekszych dramatow nie byl, takze decyzja o donoszeniu ciazy lub samej decyzji o dziecku byly by z zupelnej innej pozycji podejmowane, czego panstwa tak zle trsktuje kobiety i swoich mlodych obywateli ?
    Decyzje kobiet w tych kwestiach sa zawsze wypadkowa polityki panstwa i spolecznych postaw bliznich, mam nadzieje, ze Pan i inni wezma pod uwage wszystkie aspekty tej problematyki i nie beda oceniac tych czesto zrospaczonych lub w znajdujacych sie w pelnej desperacji kobiet tylko standardowym szablonem moralnym: ” no przeciez tak sie nie robi”, trzeba konkretnie pokazac jak sie powinno robic i dopiero wtedy ksztaltowac swoje mniemanie o tym, jak inni moga lub nie moga podjac takiej czy to takiej decyzji, slepe moralizowanie nic tu nie pomoze.
    Wyrazam wszystkie wyrazy mojego uznsnia, ze autor podejmuje sie takiej ciezkiej i b.odpowiedzialnej misji w Pogotowiu Dzieciecym i ze powrot malenstwa do swojej mamy byl mozliwy, nie bez znaczenia byl z pewnoscia fakt, ze tej mamy nikt nie potepial i nie wyzywal, ze bez strachu na ramieniu podjela swoja suverenna decyzjei zapragnela przejsc obowiazki mamy i doznac najglebszych uczuc, te decyzji nie mogla by podjac muszac liczyc sie z represjami….mamie i malenstwu ♡♥♡♥zycze wszyszkiego dobrego od losu i od panstwowych decydentow, autorowi zycze sil i sukcesow w jego bardzo waznej czlowieczej misji w Pogotowiu Dzieciecym
    Z pozdrowieniami

    Odpowiedz
  • 22 lipca 2016 o 01:36
    Permalink

    domy samotnej matki mają opiekę psychologia itd. rzecz w tym, ze rezydujące tam kobiety nie chcą z takiej pomocy zazwyczaj w ogóle korzystać. W każdym razie jest to bardzo niewielki odsetek tych dziewczyn, które taką inicjatywę i pomocną rękę podejmują. często trafiają tam dziewczyny z pogranicza społecznego bo jest wygodniej, full serwis, obsługa. Ale jak dojdą do siebie ani myślą respektować regulamin – brak alkoholu, narkotyków itp i nawet jeśli nie zostaną usunięte za jego nagminne łamanie, to zwyczajnie po prostu odchodzą.

    oczywiście jest też grupa matek, dla których taka pomoc i takie miejsce to ogromne błogosławieństwo i jedyne wyjście w ich aktualnej tragicznej sytuacji życiowej.

    mamy niestety do czynienia ze zwichnieciem moralnym i psychicznym pewnej części naszego społeczeństwa. kobiety idą tam, bo wiedzą, ze będzie im tam dobrze. rodzą. a potem – potem dziecko jest ich dalekim priorytetem życiowym. często zbędnym bagażem. I nie robią nic, aby to nastawienie w sobie zmienić. dziecko dla nich nie jest wartością samą w sobie, a przeszkodą we własnym egoizmie. jest pewna grupa dziewczyn, które trafiają tam po kilka razy, co rok, dwa – rodzą kolejne dzieci i nadal powracają do swego życia bez pracy, z alkoholem, czasem narkotykami, bardzo przygodnym seksem, bywa, ze nieustannie zmieniają partnerów seksuanlnych i co rusz się przeprowadzaja od jednego do drugiego.

    jest to jakiś tam margines, lecz nie jest on aż tak mały.

    te dziewczyny, które godzą się na pomoc z zewnątrz, np. od pomocy społecznej często nawet nie muszą trafiać do domu samotnej matki. są bardziej stabilne moralnie emocjonalnie i bytowo nawet jeśli nie mają od lat żadnej pracy. ale ima zależy, zależy na własnym dziecku i po jego urodzeniu zmieniają swoje życie biorąc owo dziecko pod uwagę we własnych potrzebach.

    słowem albo ktoś chce pomocy, albo tylko wygodnej opieki. niedawno fiaskiem skończyła siępewna sprawa, ww której matce pomagaliśmy dobre pół roku i ostatecznie wszystko wskazywało że jest ok. ale po 2 tygodniach po powrocie maleństwa matka poszła w takie tango, bo skończyła się kontrola z zewnatrz, że policcja musiała interweniować włącznie z użyciem względem matki siły a dziecko ostatecznie trafiło do placówki panstwowej skad mam nadzieję ze jak najprędzej znajdzie docelową rodzinę. gdyby takie coś zaszło przed powrotem małej do matku, pozostałaby nadal w pogotowoiu, ale gdy wyszła, miejsce zajęło inne dizecko, a dla tego, zabranego przez policję w środku nocy, nigdzie akurat nie było już miejsca. pogotowii jest po prostu za mało niestety. i wiele dizeciaków nie ma szczęscia trafić do nich. to akurat wynika z jednej strony z braku rodzin chcacych podjac ten niewdzieczny trud (niewdzieczny od strony biuroktacji), a z drugiej z unikania za wszelką cenę przed tym przez ośrodki powiatowe (bo to rodzi koszta – co prawdą nie jest, bo dziecko w domu dizecka kosztuje 2x minimum wiećej niż w pogotowiu).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.