Kultura

Dzieci z odzysku 27

 Opowiem moją historię

Opowiedzieć chcę ci moją historię. Historię mojego życia. Nie martw się, nie będzie ona długa. Ta historia. Historia mojego życia. Bowiem ja niewiele jeszcze mam do opowiedzenia. Mam dopiero kilka tygodni, nie będzie to więc długa opowieść. Właściwie niewiele byłoby do opowiadania, gdyby… No właśnie, gdyby nie owo gdyby… To co, posłuchasz? Zatem zaczynam.

Jestem jeszcze bardzo maleńka. Nie jest mi łatwo to wszystko opowiedzieć. Wielu wydarzeń nie rozumiem. Wydaje mi się, że moja krótka historia powinna wyglądać nieco inaczej. Że coś w niej jest nie tak. Że inne dzieci nie opowiadają takich jak moja historii o sobie. Ale nie jest ta moja historia ani nudna, ani zwyczajna. Jest odmienna. Ani lepsza, ani gorsza. Trudniejsza z pewnością. Jest moja. Niepowtarzalna.

Co było na początku? Nie wiem. Nie pamiętam. Mówią, że na początku zawsze jest miłość. Zgadzam się z tym. A jeśli miłości nie ma, jest jakiś jej namiastka. Jakieś jej pragnienie. Jej poszukiwanie. Do niej dążenie. Miłości jakieś nieudolne naśladownictwo. Jak było z moimi rodzicami, nie wiem. Nie wiem o nich właściwie nic. Ani kim byli, ani jak długo byli razem. Ani dlaczego. Ani czy się kochali i czy kochali mnie. Po prostu nie wiem. Nie znam ich. Nie znam mojej mamy. Nie znam mojego taty. Mamę widziałam tylko zaraz po urodzeniu. Potem po prostu sobie poszła. Mnie ze sobą nie zabrała. Nie wiem czemu. Może nie umiała. Może nie potrafiła. Nigdy już po mnie nie wróciła. Nigdy mnie już potem nie widziała.

Bo ważne jest to, że po prostu żyję

Czasem zastanawiam się, kim ta moja mama była. Ale tak sobie myślę, że to, iż jej ani nie znam, ani nie pamiętam, nie ma właściwie żadnego znaczenia. Ważne, że mam życie. Ważne, że żyję. Że mimo wszystko żyję. Że moja mama mnie urodziła. Ja tę szansę życia, własnego życia otrzymałam. Nie wszyscy mieli chociaż tyle szczęścia w swym krótkim życiu. Nie każdemu dziecku było to dane. Ja się urodziłam. Co prawda przed czasem, przez co wciąż jeszcze jestem bardzo maleńkim szkrabikiem. Ale powoli rosnę i będę kiedyś duża. Ale to dopiero za jakiś czas. Dziś dla mnie liczy się to, abym miała suchą pieluszkę i abym miała pełny brzuszek. I aby ktoś mnie przytulał, okazywać swoją miłość.

Moja mama po tym, jak mnie urodziła, odeszła ode mnie. Dlatego jej nie znam. Porzuciła mnie. Dlatego jej nie znam. Dlatego nie wiem, kim ta moja mama jest. Teraz mam nową mamę. Dostałam niezwykłą szansę. Po kilku dniach po urodzeniu ta moja nowa mama zabrała mnie do siebie. Mam zatem nowy dom. Mam dwie mamy. Jedną, która troszczy się o mnie i mną opiekuje. I drugą, która ofiarowała mi życie, ale nic więcej już ofiarować nie potrafiła. Dlatego po prostu odeszła nie zabierając mnie ze sobą. Okazało się, że nie jestem tu sama. Że jestem tu wraz z innymi dziećmi. A choć nie jestem sama, jedna, kochają mnie tutaj pełnym sercem. Może dlatego, że to ja teraz jestem tutaj najmniejsza.

Jestem jeszcze mała, ale jestem trochę chora. Mam chore serduszko. Mówią, że z czasem może się ono samo zaleczyć i będzie ze mną wszystko dobrze. Że to moje serduszko, jeśli zechce, to się może samo naprawić i będzie wszystko dobrze i nie będzie potrzebna żadna operacja. Jest cała długa lista badań, którym po wyjściu ze szpitala zostanę z czasem poddana. Wszystko po to, aby czuwać nad moim zdrowiem. Dobrze, że mam nową mamę. Ta, która mnie urodziła, pewnie by mną się aż tak nie opiekowała. Nie umiałaby tego. Dlatego odeszła. Dlatego mnie pozostawiła, abym dostała inną mamę. Taką, która zastąpi mi tą moją mamę pierwszą.

Ech te moje nóżki

Mam jeszcze jeden poważny problem. Z moimi nóżkami. One są jakieś takie nie tak jak powinny były sobie być. Są chore. Ale jest nadzieja, że będę mogła normalnie chodzić. Pan doktor, gdy poznał moją historię, gdy dowiedział się kim jestem i co mnie już w życiu spotkało, powiedział, że mi pomoże i nie chce, aby mu za tę pomoc płacić. Mimo, że przyjmuje mnie w swej prywatnej klinice. To taki wspaniały, sympatyczny pan. Bardzo mnie polubił. A ja polubiłam jego, bo on mi naprawi te moje nóżki i one będą już potem dobre. Będą takie, jakie być powinny, abym mogła na nich chodzić.

Ten pan doktor to wspaniały kochany człowiek. Wynalazł metodę, która uleczy moje chore nóżki. Dzięki jego pomocy będę chodzić gdy przyjdzie na mnie naturalny czas, gdy każde zdrowe dziecko uczy się chodzić. Pan doktor ma wielu pacjentów i pacjentek. Wielu z nich to już bardzo duże dzieci. Albo i niemal dorosłe osoby. Wtedy jednak, gdy oni byli tacy mali jak ja, nikt jeszcze nie umiał leczyć ich chorych nóżek. Mam zatem szczęście, że już ją znają. I że pan doktor pragnie mi pomóc.

Zaczęło się od gipsów. Na obu nóżkach od stópek aż po pachwiny. Bardzo to niewygodne. Szczególnie, gdy mi trzeba zmienić pieluszkę. Ale konieczne. Dzięki temu moje nóżki powoli się zmieniają na lepsze. One same się naprawiają pod tymi skorupkami. Co tydzień zmieniają mi opatrunki i dostaję nowe gipsiki. I tak przez wiele tygodni. Później przeszłam specjalny zabieg. Dzięki temu zabiegowi moje stópki będą normalniały.

Takie dziwne buciki

Teraz dostałam takie specjalne buciki na łączącej je szynie. Muszę je cały czas nosić, aby moje stópki skręcały się prawidłowo na zewnątrz, a nie podwijały się do środka, jak to lubią same z siebie nieprawidłowo robić. Na początku było mi ciężko z tymi bucikami i szyną. Ale z czasem się przyzwyczaiłam i nabrałam krzepy w moich nóżkach, tak że machałam nimi tak, jakbym nic na nich nie miała. Jedyna różnica jest taka, że gdy macham, to nie jedną ale obiema naraz. Gdy znów podrosłam, dostałam nowe buciki, większe. Mam silne nóżki dzięki tym bucikom i tej szynie. Trudno jest mi je nałoży, bo jak mam wolne stópki, to macham nimi ile wejdzie. Tak osobno, pojedynczo. A jak założą to już tylko obiema naraz i nie mogę tych wszystkich fajnych machnięć roić, co to się je macha jedną nóżką. Ale to nie szkodzi, to wszystko jest bowiem po to, aby moje nóżki były zdrowe już niedługo.

Mama nowa i tata nowy

Cały czas rosnę i nabieram ciałka. Nie jestem dużą dziewczynką. Pewnie zawsze będę mała. Od niedawna odwiedzają mnie wspaniali młodzi ludzie. Mówią mi, że bardzo mnie kochają i że chcą być moimi rodzicami adopcyjnymi. Bardzo ich polubiłam i sądzę, że będą wspaniałymi rodzicami dla mnie. Już mnie kochają a i ja kocham ich coraz bardziej z wizyty na wizytę.

Moja historia potoczy się dalej w dobrym kierunku. Mama, która mnie urodziła, nie potrafiła się mną zająć ani mnie pokochać. Ale przyjęli mnie do swego domu inni ludzie i otoczyli troską. Teraz zaczynam nowe całkowicie życie jako dziecko adoptowane. Jako kochane dziecko. Jako dziecko chciane. Moje nóżki mają się już całkiem nieźle. Nauczyłam się chodzić. A ostatnio nawet jeżdżę małym rowerkiem po mojej ulicy koło domu. Będę zdrowa. Będę normalnie jak każde inne zdrowe dziecko biegać. Dostałam szansę na nowe życie. Jestem szczęśliwym dzieckiem. Jestem dzieckiem kochanym. Taka jest moja krótka historia.

Poznań, 2013 – 2014.06.07
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.