Polityka

Dystopiczny wehikuł czasu

 Wszyscy jesteśmy ślepi. No prawie wszyscy. Zmiany, które nastąpiły po roku 1989 przeorały świadomość społeczną. Nie był to akt jednorazowy raczej proces, którego pierwsza faza zakończyła się w roku 2007. Jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, niektóre elementy przetrwały z okresu przedwojennego, przytłumione tylko w czasie trwanie PRL.

Niemal od początku przemian byliśmy poddani agresywnej indoktrynacji liberalnej wg której istnieje tylko jedna wersja kapitalizmu. Utworzono zbitkę pojęciową w której sklejono demokrację, kapitalizm, społeczeństwo obywatelskie, dobrobyt. Amerykański sen i europejski… Sen Eloiów. I tak narodził się podział na beneficjantów przemian albo takich, którym się wydaje, że są lub mogą być beneficjentami. Takich, którzy tkwią w śnie nie dostrzegając tego, co się dzieje na jawie.

Po za snem są Morlokowie, którzy nie śnią nawet w nocy, żyją z dnia na dzień, nie widząc niczego dookoła poza własnym losem. Są oni poszkodowani przez zmiany społeczne albo mają takie wrażenie. Bo, żeby sformułować jakiś pogląd, trzeba mieć dostęp do informacji, czas i umiejętności.

Eloiowie jednocześnie boją się Morloków i pogardzają nimi. Ich istnienie burzy ich prawie idealny obraz, nie pasuje do wyśnionego świata. A przecież, gdyby tylko chcieli, Morlokowie mogliby zostać Eloijami… Gdyby tylko zechcieli, więcej pracowali, więcej oszczędzali. Znaleźliby lub zmienili prace na lepszą, założyli firmy, wzięli kredyt…Jest przecież tyle możliwości. A oni złośliwie nie chcą.

A przynajmniej tak myślą Elojowie.

Ponad tymi grupami jest klasa polityczna podobnie zaślepiona i podzielona. Raczej cyniczna i nie przywiązująca wagi do etyki. Oszustwo polityczne jest wpisane w mit założycielski III RP.

To, co powstało na gruzach PRL jest dalece odmienne od tego co marzyło się pierwszej Solidarności. Hasło III RP to powtarzane za Margaret Thatcher to: TINA (There is no alternative) czyli nie ma żadnej alternatywy. Polacy jednak w kolejnych wyborach, aż do 2007 roku takiej alternatywy się domagali. Aż wreszcie okazało, że wskazówki politycznego zegara zatoczyły koło i wszyscy już rządzili.

I faktycznie nie było żadnej zmiany. Nie ma alternatywy, a przynajmniej nie zna jej klasa polityczna. To spowodowało że, Morlokowie stracili nadzieję, a Elojowie o nich zapomnieli. W zasadzie nikt o nich nie pamiętał.

Poza prezesem. Moim zdaniem, Prezes Kaczyński , jest jedynym politykiem w Polsce, który uczy się na błędach, wyciąga wnioski, myśli w perspektywie czasu wykraczającej poza rok, czy kadencję. Nauczył się zarządzania strachem, rozdawania obietnic. Wie, których obietnic należy dotrzymać a które mogą poczekać ad calendas graecas. Jest pojętnym uczniem Victora Orbana ale, szczerze mówiąc do politycznej zręczności mistrza dużo mu brakuje.

Jeden i drugi mają ten sam cel, którym jest utrzymanie się u władzy. „Prezes” Węgier ma na dziś i jutro luksusową sytuację, nie zagraża mu rząd polityczny konkurent ani żadna opozycyjna partia.

Losy Polski rozstrzygną się jesienią. Na razie nic nie wskazuje na to, że PiS może utracić władzę. Wybory europejskie pokazały, że potrafi mobilizować elektorat, a w wyborach parlamentarnych będzie to łatwiejsze niż w europejskich.

Mam wrażenie, że wyborcy PiS mają mniejszy dyskomfort związany z głosowaniem, niż głosujący na opozycję, nieustannie stawiani w sytuacji wyboru mniejszego zła. Morlokowie nie mają wielkich oczekiwań wobec państwa, ani też złudzeń odnośnie władzy. Wystarcza im, jeśli władza stwarza warunki, by mogli dożyć do jutra. Pojutrze to już niewyobrażalna przyszłość. Większości wyborców PiS są obojętne sprawy obyczajowe, stosunek państwa od kościoła, a przynajmniej nie są najbardziej istotne przy głosowaniu. Z badań wynika, że wyborcy PiS są w poglądach znacznie bardziej liberalni niż linia partii. Tym niemniej, ten kulturowy liberalizm nie jest dla nich istotny . Istotne jest dla nich, powtarzam, to, jak przeżyć do jutra.

Z badań nad modelem kultury organizacyjnej przeprowadzonych przez firmę Hofstede Insight wynika, że społeczeństwo Polskie cechuje się bardzo wysoką nietolerancją niepewności, dużym indywidualizmem i najniższym w badanych społecznościach, poziomem orientacji na cele długoterminowe. Indywidualizm, a w zasadzie bardziej ignorowanie działań, potrzeb i postaw innych osób wydaje się być wspólny Elojom i Morlokom. Choć pewnie zapytani o to, i jedni, i drudzy zarzekaliby się, że jest inaczej.

„Jakośtobędzizm” to wyuczona postawa życiowa, cechują społeczeństwa, które nie mogą, nie potrafią sformułować wizji przyszłości. Można powiedzieć, że jest zrozumiała dla Morloków ale Eloiowie przyjmują ją całkiem naturalnie.

Klasa polityczna, wywodzi się z grup opozycyjnych wobec PRL, potem obrosła, głównie oportunistycznymi kandydatami na merytokratów, choć najczęściej bez merytorycznej wiedzy. Jest ponad społeczeństwem Eloiów i Morloków ale rekrutuje nowych członków z obu grup.

Jak pokazała próba zawiązania POPiS-u nie ma wyraźnych różnic pomiędzy członkami konkurencyjnych obozów. Oba są postpolityczne, oba nakierowane wyłącznie na zdobycie i utrzymanie władzy. Nastawione tylko na różne grup docelowe, wśród których szukają poparcia. Jedna u Eloiów, druga u Morloków.  W powieści Eloiowie byli pokarmem dla Morloków. W naszej rzeczywistości obie grupy są pokarmem dla pasożytującej na nich klasy politycznej. Częścią tej klasy jest Kościół Katolicki, którego frakcje wpierają odpowiednie części klasy politycznej.

Czy będzie jakiś happy end? Owszem, wszyscy umrzemy.

Również na

aristoskr.wordpress.com

15 komentarzy

  1. Takie sobie pisanie o tym co jest.

    Autor słusznie przewiduje jesienne zwycięstwo PiS.

    Bo naprawdę, kiedyś WSZYSCY UMRZEMY.

    Amen.

  2. Dobre odniesienie, tylko kto jest Morlokiem?

  3. JUŻ DWA MIESIĄCE MIJA JAK WSPANIAŁA PISOWSKA ZMIANA ZAFUNDOWAŁA NAM MIĘSKO
    DROŻSZE O 60%. NA PEWNO SIĘ NIE PRZEJECIE !!!

  4. Proces „solidarnościowy” wyniósł na szczyty tylko jakąś dziwną społeczność „zdobywców”, namnożył całą zgraję niemoralnych drapieżników, a masy pozwolił pogrążyć w nędzy i smutnym milczeniu.
    Owe dziesięć milionów ludzi, które się związały z „S” i które miały się bić o Polskę i o lepszą przyszłość, stopniały do kilkuset tysięcy. Te z kolei biją się, a jakże, ale między sobą.
    Niekiedy przypomina to typ chłopa staroruskiego; zapytany, co by robił, gdyby został carem, odpowiedział bez namysłu „ Piłbym i prałbym po mordach”.
    Nie po raz pierwszy , ale tym razem dosadnie, wyraził swoją negatywną opinię na ten temat znany polityk Janusz Korwin-Mikke, który pisze w „Angorze” ( nr 32/ 99);
    „Ja naprawdę uważam, że rządzą nami bandyci, złodzieje, oszuści i agenci bezpieki.”
    Zdaniem autora właściwie rządzi w Polsce ” trochę Rząd, trochę mafia, trochę Kościół Rzymsko-katolicki, trochę związki zawodowe, trochę masoneria, trochę Sejm, trochę konfederacje pracodawców, trochę sądy, trochę Senat…(…) Jeśli więc mówię, że jesteśmy rządzeni przez bandytów – to dotyczy to większości wymienionych powyżej ciał – nie tylko P.T. Członków Rządu”

    https://argo.neon24.pl/post/127343,polske-zniszczyla-partia-pod-nazwa-solidarnosc

  5. CYTUJĘ AUTORA :
    ,,nie sposób oprzeć się wrażeniu, niektóre elementy przetrwały z okresu przedwojennego, przytłumione tylko w czasie trwanie PRL”
    ,,AUTORZE”!!! porównaj sobie…

    Osiągnięcia systemu społeczno-gospodarczego w PRL
    • likwidacja analfabetyzmu (40 % populacji),
    • industrializacja kraju – budowa przemysłu,
    • elektryfikacja kraju,
    • reforma rolna i wprowadzenie systemu emerytalnego dla rolników (KRUS),
    • budowa dróg bitych i mostów,
    • odbudowa miast i zabytków kultury ze zniszczeń wojennych,
    • budowa mieszkań i rozdawanie ich praktycznie za darmo, bez bankowych kredytów,
    • wzrost demograficzny Polaków – o 14 mln., mimo dostępności aborcji z przyczyn społecznych,
    • budowa infrastruktury miejskiej i wiejskiej,
    • likwidacja drastycznych podziałów klasowych, bezdomności i feudalnej zależności,
    • rozwój kulturowy kraju – promocja prawdziwie polskiej kultury i sztuki,
    • tanie lub bezpłatne kolonie i wczasy dla dzieci,
    • pełne zatrudnienie i bezpieczeństwo ekonomiczne rodzin,
    • bezpłatna służba zdrowia i zabezpieczenie specjalistycznego leczenia,
    • bezpłatna nauka i szkolnictwo (także wyższe, włącznie ze studiami zaocznymi).

    Koszty społeczne transformacji w III RP
    • wzrost przestępczości kryminalnej i gospodarczej.
    • rozbicie rodzin i euro-sieroctwo.
    • bieda determinująca przestępczość.
    • kryminalizacja społeczeństwa.
    • amerykanizacja kultury i prawa prowadząca do niszczenia dziedzictwa kulturowego słowiańskiej polski.
    • niewolnictwo ekonomiczne – neokolonializm gospodarczy i kulturowy.
    • upadek kultury – prymitywizm i chamstwo.
    • demografia – zatrzymany rozwój narodu.
    • wegetacja 80 % społeczeństwa – zatrzymany rozwój społeczno-gospodarczy.
    • wzrost chorób psychicznych i depresji.
    • wzrost liczby samobójstw.
    PS…
    autorze !!!
    PRZEWIETRZ CZASEM SWOJE SZARE KOMÓRKI(wyjdź z pieskiem na spacer) ZANIM SIĄDZIESZ DO KOMPA.
    Różnica pomiędzy “okupacją” radziecką” a obecną jest taka, że ten pierwszy z “okupantów” nie nakazał nam likwidacji cukrowni, stoczni, kopalń.
    Po tej “okupacji” zostaliśmy z polskim przemysłem, polskimi bankami, polską prasą. To jedno.
    Drugie to analogia do Polski przedwojennej. Wtedy zachowywaliśmy się tak samo. Obrażaliśmy sąsiada, wyśmiewaliśmy propozycję wspólnej ( także z aliantami zachodnimi ) rozprawy z Hitlerem. Prowadziliśmy swoją, polską politykę, łącznie z awantura czechosłowacką. Żeby historia się nie powtórzyła. Wtedy oszołomstwo doprowadziło niemal do unicestwienia nie tylko państwości, ale przede wszystkim narodu. Pewnie teraz jest podobnie, gdyby np. ISIS czy inny bandzior nas napadło, a “sojusznicy” okazali się niesłowni lub za słabi, też byśmy twierdzili że “zły rusek” i tak ma obowiązek ginąć za nas, ale pomnika i tak mu nie postwaimy, albo obalimy go po kilku latach, w imię naszej rusofobii i oszołomstwa.
    PS…
    CO TEN OBECNY ,,DRUG” PEWNIE BARDZIEJ TOBIE ODPOWIADA???

  6. Po pierwsze – pierwszej Solidarności marzyło się nie to co było realnie możliwe i dobre dla społeczeństwa, a niektórym nic się nie marzyło poza wchłanianiem i wydalaniem, aby tylko dowalić władzy, to był ich cel. Pomijam opisany w literaturze fakt sterowania ruchem w pożądanym przez zachód kierunku, aby zniszczyć konkurencję gospodarczą i system sprawiedliwości społecznej, który zagrażał zachodniej oligarchii. Pewną usłużną rolę w tym odegrał jakiś procent przedwojennego “jaśnie państwa” nie pogodzonego z systemem. Jaki to był procent, to już zadanie badawcze dla socjologów. Nie będę cytował bogatej literatury w temacie, a w telegraficznym skrócie można sobie wyrobić zdanie po przeczytaniu tego:
    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2018/02/19/solidarnosc-byla-operacja-specjalna-cia/
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/09/absurdalnosc-robotniczych-postulatow-z-1980-r-a-plony-z-tego-zasiewu-powszechnie-odczuwane-obecnie-chichot-historii/
    https://ptto.wordpress.com/2014/03/23/sekrety-watykanu-jak-papiez-polak-jan-pawel-ii-zaprzagl-polskich-ksiezy-do-wspolpracy-z-cia-przeciw-prl/
    https://www.youtube.com/watch?v=FV3n2Ravdgw
    https://myslnarodowa.wordpress.com/2014/03/29/kolorowe-rewolucje-i-ich-organizatorzy-a-suwerennosc-i-niepodleglosc-panstw-i-narodow-co-laczy-polska-solidarnosc-z-ukrainskim-majdanem/

    Po drugie – ruchy społeczne same z siebie nie powstają, zwykle są sterowane i inspirowane z zewnątrz przez wrogów. Dowodem tego jest fakt, że w Polsce już nie powstanie podobny ruch społeczny z postulatami pierwszej Solidarności, bo nie ma już żadnej instytucji, która dałaby temu ruchowi wsparcie, jakie przykładowo dał kościół Solidarności i nie ma żadnej siły politycznej, nawet zagranicznej, która byłaby zainteresowana tworzeniem takiego ruchu, zwłaszcza mającego za cel zmianę paradygmatu społeczno-gospodarczego, jak miało to miejsce choćby w początkach Polski Ludowej po wojnie. Teraz wrogowie Polski i Polaków są co najwyżej zainteresowani tworzeniem doraźnych grup wpływu antagonizujących Polaków, aby jak najdłużej utrzymać swoją neo-kolonię (poczytać prof. Witolda Kieżuna).
    Prof. Witold Kieżun o sytuacji polskiej gospodarki.
    https://www.youtube.com/watch?time_continue=9&v=IGi0keqLGpE

    Po trzecie – większość społeczeństwa po destrukcyjnej transformacji zamieniono właśnie w takich Morloków, którzy stają się powoli takimi chłopami pańszczyźnianymi na prekaracie, ze wszystkimi negatywnymi skutkami tego stanu zniewolenia.

    Po czwarte – sądzę jednak, że prezes niczego się nie nauczył, a tylko odkrył możliwość zdobycia władzy za pomocą respiratora ekonomicznego. Oczywiście chwała mu za ten respirator ekonomiczny dla biednych, bo to ograniczyło patologię i daje nadzieję na przyszłość. To wyrównuje szanse Morloków na godne przetrwanie, ale na zasadzie coś za coś. Nie rozgrzesza to jednak prezesa z wielu innych decyzji, które są skrajnie niekorzystne dla Polski. Generalnie historia nie pozostawi na nim suchej nitki.

    Po piąte – politycy wywodzący się z Solidarności i post-PZPR, nie są już w stanie zmienić losu Polski, w który ją wprowadzili swoim brakiem kompetencji i inteligencji. Do tego potrzebne są młode inteligentne pokolenia, doświadczone ciężkim losem w transformacji ustrojowej. Tylko one mogłyby coś zmienić, ale na horyzoncie brak jest odpowiednich liderów z charyzmą, a i tak wątpię czy w tak z antagonizowanym społeczeństwie jest możliwa jakakolwiek zmiana, bo przecież kapitalizm żywi się nieszczęściem ludzi i wielu z tego żyje. Nigdy nie zrezygnują z możliwości żerowania na społeczeństwie i zawsze będą zainteresowani jego antagonizowaniem, rozbijaniem na mniejsze grupy interesów, którymi łatwo sterować.

    Z jednym się zgadzam, że obecna klasa polityczna jest faktycznie moralnie skarlała.

  7. Polecam autorowi poniższy cytat, aby zweryfikował pogląd o rzekomo szczytnych celach pierwszej Solidarności. Autor nie zauważa, że nawet pewne szczytne cele musiałyby być zrealizowane kosztem innych grup społecznych lub bezpieczeństwa państwa. Czy ta pierwsza Solidarność zdawała sobie w ogóle sprawę z odpowiedzialności za losy państwa? Wątpię! Pamiętam, chodziło tylko o najniższe atawizmy, a pracować się nie chciało. Pracowałem jako robotnik i wiem, jak faktycznie było, jak robotnicy potrafili bojkotować swój własny byt, nie zdając sobie sprawy, jak szkodzą sobie samym.

    W moim zakładzie w 1980 roku stary robotnik pamiętający czasy przedwojenne, miała jedno na nich stwierdzeni, że ta: “(pomijam inwektywę początkową) ….. nigdy nie zaznała prawdziwej biedy i poniżenia dlatego nie zdaje sobie sprawy z tego co robi”. Oczywiście wygładziłem tą wulgarną wypowiedź, której nigdy nie zapomnę, bo razem z nim, jako młody uczeń zawodu na praktyce byłem łamistrajkiem, poniżanym za to, przez wyzwolonych z myślenia z opornikami w klapie.
    Niestety idee Tadeusza Kotarbińskiego z Traktatu o dobrej robocie z jego niezależną etyką nie przebiły się przez ukrzyżowane umysły.

    A oto co pisze Karlheinz Deschner, Polityka papieska w XX wieku, w tomie 2 na s. 407:
    „W Polsce Kościół przewodził opozycji. Stanowił wszechobecne przeciwieństwo oficjalnej opinii i władzy. Swój totalitaryzm przeciwstawiał totalitaryzmowi państwa i partii. To Kościół stał za „Solidarnością”, którą bodajże stworzył Wojtyła, i za Lechem Wałęsą, najwidoczniej jedynym działaczem zdatnym do tego, aby stać się marionetką kleru. I dlatego właśnie on w klapie noszący obrazek Matki Boskiej Częstochowskiej i klękający przed papieżem, w styczniu 1981 roku stał się w Rzymie obiektem stosownych umizgów, wraz ze swą delegacją potraktowany w Kurii niczym gość rangi państwowej; katolicki teolog Wolfgang Hammel pisze: „Nigdy jeszcze nie świadczono w Watykanie człowiekowi świeckiemu takich zaszczytów.” Komunistyczne władze zaś 13 grudnia 1981 roku wprowadziły w Polsce stan wojenny, a w następnym roku, kiedy Wałęsa ochrzcił córkę imieniem Maria Wiktoria, ku czci zwycięstwa Maryi, zdelegalizowały „Solidarność”. Jej przywódca, początkowo jakby opuszczony przez kler, znikł po cichu z widowni, ale w odpowiednim czasie znowu go wydobyto.
    Kreml reagował na to jakby zbity z tropu. Oczywiście wiedziano kto stoi za „Solidarnością”, kto ją tak naprawdę prowadzi i podżega. Nie bez racji spodziewano się najgorszego, aż do „kontrrewolucji” i może nawet powstania zbrojnego, przy czym było jasne, że i Rzym aprobuje tu wszystkie posunięcia, wszelkie formy oporu i „kurs reformatorski, jak również wspiera je rozlegającym się na pół świata ogniem huraganowym swej publicystyki.
    W Moskwie Litieraturnaja Gazieta w 1982 piętnowała polskiego papieża jako sługusa amerykańskiego imperializmu, fałszywego apostoła pokoju, zdrajcę watykańskiej polityki wschodniej. Ostrzegała przed czynnym mieszaniem się Kościoła w sprawy polskie i zwracała uwagę, że rozruchy uliczne w Gdańsku, Wrocławiu, Nowej Hucie wybuchały zaraz po nabożeństwach. Radio Moskwa zaś donosiło, że wielu Polaków zadaje sobie pytanie, „czy Kościół aby nie odczuwa pokusy, żeby zastąpić „Solidarność” i wystąpić już nie tylko w roli moralizatorskiej, lecz jako organizacja polityczna, która przeciwstawi się socjalizmowi?” ŹRÓDŁO: Karlheinz Deschner, Polityka papieska w XX wieku, Tom 2, Gdynia 1997, s. 407.

    Warto czytać literaturę faktu, wtedy dopiero możemy się zorientować przynajmniej post factum jak było naprawdę i kto za tym stał, w czyim interesie? Ale Morlokowie nie czytają, jak chłopi pańszczyźniani, więc nie będą mogli zmienić swego losu bo nie uzyskają wyższej świadomości. W ten sposób byt polityków i Elojów nie jest zagrożony.

    • Pewną usłużną rolę w tym odegrał jakiś procent przedwojennego “jaśnie państwa” nie pogodzonego z systemem.”
      Raczej już rewizjoniści komunistyczni z pierwszorzędnymi “korzeniamy”.
      Począwszy od “Puławian” poprzez mutowaną w czasie z “Puław” opozycję
      “demokratyczną” – w różne KSS KOR-y. W 80/81′ nie wypaliło ale co się
      odwlecze to nie uciecze. Bowiem 88/89′ był przełomowy…’prigotowka”
      80′-ych zdziałała cuda, nawet ideowi komuniści głosowali w 89′ na ekipę
      szeryfa (“jedyny sprawiedliwy” – w mieście bezprawia) z filmu “W samo
      południe”.
      Podtemat: Zewnętrzna „siła wiodąca” dzisiejszej liberalnej inteligencji.

      “W latach 50. ub. wieku, Puławianie w porę zrozumieli nowatorskie podejście do marksizmu Antonio Gramsciego. Ten włoski komunista przestawił marksistowski schemat zależności między świadomością a światem realnym z głowy na nogi, tworząc podstawy neomarksizmu, czy też inaczej „marksizmu kulturowego”. Gramsci zrozumiał, zgodnie ze stanem faktycznym, że świadomość jest najważniejsza. O ile więc Natolińczycy dalej uważali się za siłę przewodnią polskiej „klasy robotniczej” (według Puławian i to „chamy” i to „chamy”) o tyle Puławianie starali się zostać siłą przewodnią polskiej inteligencji. Neomarksistowską metodą zmiany rzeczywistości jest tzw. „marsz przez instytucje” (media, różne organizacje społeczno-polityczne i kulturalne). Dla Puławian pierwszymi takimi instytucjami były stoliki kawiarniane miasta stołecznego Warszawy, a ich pierwszymi odbiorcami ludzie kultury w tym mieście .

      Po latach możemy podziwiać skuteczność tej metody. Dzisiejsi post-Puławianie, na spółkę zresztą z dzisiejszymi post-natolińczykami, wodzą za nos większą część liberalnej inteligencji, co uwidoczniły wyniki ostatnich wyborów samorządowych. Oczywiście ich klientelą jest głównie inteligencja antyklerykalna czy wręcz ateistyczna.

      Jak już wspominałem, przed wojną i jeszcze wcześniej, inteligencja taka była patriotyczna i miała swoje patriotyczne organizacje. Nieszczęściem dzisiejszej Polski jest to, że takich organizacji nie ma i potomkowie Puławian wyprowadzili liberalną polską inteligencję na pozycje antypolskie. I tak się stać musiało. Trudno się bowiem spodziewać by Redaktor Naczelny Gazety Wyborczej czy założyciele i właściciele TVN kochali Polskę bardziej niż George Soros.” ? http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/04/centrum-zdrady-solidarnosci/

      “Polecam autorowi poniższy cytat, aby zweryfikował pogląd o rzekomo szczytnych celach pierwszej Solidarności. ”
      Cele i założenia były naprawdę szczytne, socjalistyczne aż do bóló, dopóty-
      dopóki ruchu związkowego nie nakryła kosmopolityczna ‘czapa neokomunistyczna” rusofobska aż do bóló – zapatrzona w Zachód
      i (fałszywie – jak okazało się “nieco później”) w Matkę Boską.
      “Niewątpliwie towarzyszyła temu duża satysfakcja dwu zbratanych na powrót frakcji, tym razem już obu postkomunistycznych. Obu im tzw. „klasa robotnicza” zalazła mocno za skórę. Natolińczykom w latach 1970, 1976 i w całym okresie lat 1980-1989. Kornikom, w czasie wygwizdywania ich na I. Zjeździe Solidarności w 1981 roku.” Link: j/w. (tam’że)!

      Podtemat: Rychłe i dziwne sakutki Okrągłego Stołu.
      “Jak już wiemy, formułę Okrągłego Stołu („dogadajmy się przeciwko związkowi zawodowemu z Matką Boską”) przygotował w 1981 roku Geremek. Okrągły Stół był potrzebny, ale nie według formuły Geremka. Na początku główni uczestnicy obrad, czyli obie post-stalinowskie frakcje – Natolińczyków i Korników były w stosunku do siebie nieufne. Ale to szybko mijało w imprezowej atmosferze. Szybko też ujawniły się efekty rzeczywistych uzgodnień. Znów zamordowano księdza i brutalnie pałowano, zdumionych tym Prawdziwków. Skutki długofalowe wszyscy już dobrze znamy – patologiczne państwo, trwające z małymi przerwami aż do wyborów 2015 roku.” Link: j/w. (tam’że).

      • Przerabialiśmy temat już wiele razy więc nie będę się powtarzał. Rola kleru i dawnego “jaśnie państwa” w świetle materiałów źródłowych, które oni sami pokazują i publikują chwaląc się swoimi osiągnięciami w rozwalaniu systemu PRL – jest oczywista. Puławianie byliby za słabi samodzielnie, aby zbuntować lud na zgubę własnej egzystencji, gdyby nie wiodąca rola kleru nakazującego śpiewać ludowi “ojczyznę wolną racz nam wrócić panie”, a Natolińczykom zabrakło inteligencji, aby sprostać utrzymaniu systemu i przekonać ten lud pod okupacją religijną do zmiany postaw. Zrobiono wiele, ale o wiele za mało, aby można było uratować socjalizm. A potem się poddali ideowo, widząc lud otumaniony ideologią zachodniej pseudo-demokracji i dalej już poleciało, a skutki odczuwamy dziś.

        Ale prawdziwi patrioci się budzą i piszą co sądzą o obecnej rzeczywistości na którą kiedyś przestali mieć wpływ. Polecam, już chyba kiedyś cytowałem tego zacnego profesora.
        Prof. Tadeusz Krzymowski – żołnierz AK Brygady Wileńskiej, emerytowany były Rektor ART w Olsztynie pisze w swojej książce, której fragment cytuje Przegląd nr 24/2019, s. 34 – w artykule pt. „Powojenne przemiany w Polsce – fakty i mity”.
        Autor: Tadeusz Krzymowski | Czerwiec 10, 2019
        “Nie wolno burzyć, trzeba budować i drobnymi krokami dojść do demokratyzacji życia politycznego
        Jako dziecko, do 12. roku życia żyłem w II Rzeczypospolitej. Pamiętałem z okresu przedwojennego – a szczególnie dobrze to poznałem, kiedy w Zwiadzie Konnym AK przemierzałem wzdłuż i wszerz całą Wileńszczyznę – jak beznadziejna nędza na wsi i w małych miasteczkach Wileńszczyzny była w tym czasie normalnością. Jak ogromny odsetek ludności był analfabetami i podpisywał się trzema krzyżykami. Czym był przednówek. Jak wyglądało życie wielodzietnej rodziny, tłoczącej się w jednej izbie z klepiskiem glinianym zamiast drewnianej podłogi, w chacie krytej słomą, z małymi oknami i zaśnieżoną zimą ubikacją obok stodoły. A takich chat były dziesiątki i setki. Jak ogromny procent dzieci w całym dzieciństwie nie miał choćby jednej pary butów.

        Moje dzieciństwo było inne, ale ja widziałem i nie mogłem tego nie pamiętać. I choć wydaje się to dziś paradoksem, to ja, były żołnierz AK, żyjący w Polsce Ludowej przez 13 lat na fałszywych, nielegalnych dokumentach, ale pełen życia 20-latek, który tu w Polsce, pracując, kończy gimnazjum w wieczorowej szkole w Brodnicy i rozpoczyna na Uniwersytecie Warszawskim studia – byłem dumny z odbudowy zburzonej przez Niemców Warszawy, z odbudowy zniszczonych miast i miasteczek, z likwidowania analfabetyzmu, z migracji milionów chłopów z nędznych wiejskich chałup do miejskich mieszkań z łazienką i ubikacją. Migracja chłopów ze wsi i miasteczek do odbudowywanych i budowanych miast! Kto dziś o tym pamięta? Dzieci i wnuki owych przesiedleńców, dzisiejsza inteligencja, jakże często dziś twórcy kultury i sztuki, uczeni, inżynierowie, politycy i wysocy rangą urzędnicy, najczęściej odcięli się od swoich korzeni, zapomnieli, kim byli ich dziadkowie, babki, ojcowie i matki, i w jakich to czasach zmienił się ich status społeczny, komu i jakim czasom zawdzięczają swoją dzisiejszą pozycję społeczną.
        Porywało mnie to, a zapewne i wielu innych, że uczelnie wyższe wypełniały się tymi, którzy w innym ustroju pozostaliby bez szans. Sądziłem, że idee Stefana Żeromskiego z „Popiołów” i „Przedwiośnia”, które były dla mnie szlachetne i wielkie, znajdują swój finał, a jeśli jeszcze nie znajdują go dziś, to muszą znaleźć w niedalekiej przyszłości. Choć, dziś to wiem, było w tej ocenie wiele utopii, być może naiwnej wiary w szansę nowego nieznanego, ale, jak wierzyłem, sprawiedliwszego ustroju. Ta wizja nie tylko mnie porywała.

        Miliony młodych Polaków, takich jak ja, pełnych aktywności i dobrej woli, nie chciało pozostawać na marginesie wydarzeń i podobnie jak ja wiązało swoje emocje z nieznaną, a więc może z lepszą przyszłością.
        „Kto w młodości nie był utopijnym socjalistą, ten najczęściej będzie łajdakiem na starość”, nie bez racji chyba powtarzali słowa kanclerza Bismarcka dawni Piłsudczycy i inni. Dziś rozumiem, że jest to kwestia wrażliwości, która w jakże różnym stopniu rozwija się u każdego z nas. Ale podobnie myślących były naprawdę miliony.

        Są fakty, ale są i utrwalone mity.
        Mitem jest, że opór przeciw nowemu ustrojowi był powszechny. Miliony Polaków, z nadzieją na lepsze życie, popierało ten nowy, nieznany ustrój. To dzięki zmianom powojennym tysiące bezrolnych lub małorolnych otrzymało ziemię z rozparcelowanych majątków, to tysiące przenosiło się z ubogich Kurpi i Podkarpacia oraz innych dzielnic Polski na Mazury, na Ziemie Zachodnie. Tam zajmowali piękne gospodarstwa rolne, przydzielane im za darmo. Z radością witano parcelacje majątków i nacjonalizację przemysłu. Z radością przyjmowano brak tak tragicznego przed wojną bezrobocia czy otwarcie nowych szkół powszechnych. Z entuzjazmem witano bezpłatne szkoły średnie i wyższe, pamiętając o czasach przedwojennych, gdzie odpłatność za szkolnictwo średnie i wyższe było podstawowym ograniczeniem, dla milionów niedostatecznie zamożnych, dostępu do tych szkół.”
        Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 24/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.
        https://www.tygodnikprzeglad.pl/powojenne-przemiany-polsce-fakty-mity/

        Książka Tadeusza Krzymowskiego, “Strzępy autobiografii i refleksje starego fizjologa racjonalisty nad życiem”, Wydawnictwo UWM, Olsztyn 2018.
        Oby więcej takich świadectw i publikacji byłych żołnierzy AK, którzy razem z ludem budowali Polskę Ludową i się tego nie wstydzą.
        Przekazuję wyrazy szacunku i poważania dla pana profesora Krzymowskiego.
        Hańba tym, którzy działali na szkodę Polski.

  8. Jarosław Kaczyński, „O naprawie Rzeczypospolitej”.

    Fragment wystąpienia: ( w tzw. “fundacji Batorego” – sądzę iż Jego Królewska Mość -przewraca się z w grobie z rozpaczy w związku z postponowaniem nazwiska, osoby i tytułu … moj przyp.)

    „ W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent. W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze.

    Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, — nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, — tylko przy urnie wyborczej, — całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, — to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) — i rozwścieczonych swoi losem postkomunistów.

    Ci ostatni znajdują się dzisiaj w znanej sytuacji, ale nawet jeżeli uda nam się ich zdelegalizować – liczę na Trybunał Konstytucyjny – to ze sceny politycznej nie zejdą.

    Przecież delegalizacja to nic innego jak wyrejestrowanie. — Potem będą mogli założyć kolejną partię. — Delegalizacja byłby jedynie mocnym aktem potępienia moralnego.

    Podkreślam raz jeszcze: — istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów.

    Wszystkim, którzy zalecają heroiczną drogę walki o przemiany gospodarcze w Polsce, — radziłbym wziąć to pod uwagę.” https://forumemjot.wordpress.com/2017/02/07/stanislaw-bulza-z-deszczu-pod-rynne-i-z-powrotem-czesc-i-cala-elita-iii-rp-to-uczniowie-jerzego-giedroycia-polecam/

    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2019/06/czy-wymienione-177-afer-rzadu-pis-to-sa-klamstwa/

    “Klasa polityczna, wywodzi się z grup opozycyjnych wobec PRL…’
    Niby racja, ale to tylko pozór – “pogrzep” w życiorysach “klasy” tak skrzętnie
    (wstydliwie) dziś ukrywanych – a doszukamy się bezpośrednich związków klanowo- rodzinnych z wierchuszkami PZPR, BA!! W prostej linii nawet z KPP!!
    I TO (pochodzenie etniczno-partyjne), jest nieszczęściem dla Polski i Polaków…

    “Bo naprawdę, kiedyś WSZYSCY UMRZEMY.” Fizycznie – tak! Ale, niektórzy
    pozostaną już (na zawsze?) ‘wiecznie żywi”…

    Максим Шевченко. В России начался процесс передачи власти
    https://www.youtube.com/watch?v=D_5xncAoWUM&t=135s
    +ok. 2,5 kom.

  9. Dobre, bardzo dobre podsumowanie naszej rzeczywistości.

  10. Morlokowie… rewelacja, bardzo serdecznie gratuluje.

  11. Artykuł stanowi pewną przenośnię, która w nieco zakamuflowany sposób podsumowuje zmiany społeczne ostatnich 30 lat.
    Jasne, można mieć także inne spojrzenie na ten okres, ale ja w dużej mierze zgadzam się z Autorem.

    Między innymi, mam nieco inne spojrzenie na kwestię “agresywnej indoktrynacji liberalnej”, jako dostarczonej nam wersji kapitalizmu.
    Wydaje się mi, że wówczas ludzie bardzo chcieli kapitalizmu, bo wydawało się im, że skoro na Zachodzie “ludzie żyją lepiej”, to wystarczy zmienić ustrój a u nas będzie tak samo. Śmieszne, że myśleli tak nawet ci, którzy powinni orientować się w tym lepiej. Niestety, proste uzasadnienia zwykle najlepiej działają na emocje. Nikt nie porównywał się do ówczesnej Turcji, lecz raczej do RFN i Japonii. Ludzie sami się oszukiwali w swoich nadziejach.

    Ponadto, my znaliśmy głównie kapitalizm prymitywny, jakiego opisy serwowano nam w propagandzie i szkołach. I uważano wręcz, że taki powinien być: każdy ma dbać tylko o siebie, a inni to po prostu okazje do wykorzystania. Uważano, że jak my będziemy mieć lepiej, to “dzięki nam”, z czasem i tej reszcie się poprawi. Cóż, takie wyobrażenie kapitalizmu wówczas obserwowałem.

    Co zaś do “liberalizmu gospodarczego”, to było to w rzeczy samej nawiązanie i powrót do oryginalnego kapitalizmu po erze kapitalizmu “społecznego” lub “socjalnego”, który się rozpowszechnił w warunkach obawy o zwycięstwo “komunizmu”. Państwa “komunistyczne” jednak padły, więc przestano się również obawiać niebezpieczeństwa “komuny”, i po prostu kapitalizm wrócił “do źródeł”.

    Obecnie w Polsce, jakiekolwiek nawiązanie do kapitalizmu “społecznego” lub “socjalnego” trąci teraz “komuną” nie tylko dzięki takiemu ukształtowaniu świadomości, ale po częsci także z powodu globalizacji i globalnej konkurencji na rynkach. Trudno dziś promować i wprowadzać tzw. “socjał”, gdy konkurencyjne gospodarki wygrywają niższymi kosztami pracy. Do państw narodowych raczej powrotu nie ma, bo byłyby zbyt małe i słabe na globalnym rynku. Pozostaje raczej konsolidacja w większe organizmy, a jednocześnie obrona takiego wspólnego rynku.

    Niestety, niektóre gospodarki są bardziej efektywne, a inne mniej. Te ostatnie (z pomocą odległych przyjaciół) znowu zaczynają żyć przekonaniami, że wystarczy autarkia i większa “niezależność”, a będzie właściwie. Co to znaczy? Że niby według jednych będzie jak wcześniej, a według innych będzie jak jeszcze dawniej. Mrzonki. Przeszłość nie wróci. Świat się zmienił, i zmienia się nadal. Albo będziemy w tym uczestniczyć, albo zostaniemy na marginesie. Dajmy więc spokój z marzeniami typu ‘8o, czy ’89. Wróćmy na ziemię. Przyjrzyjmy się temu dokąd zmierza świat, i spróbujmy w tym uczestniczyć. Ale nie przez pokładanie nadziei w zwodnicze i kosztowne sojusze, lecz przez lepsze kształtowanie i wpisywanie się w ramy wspólnoty.
    Zastanówmy się też, czy chodzi nam o ludzi, czy o jakieś “idee fixe”.

  12. Mroczny Siepacz i Wizjoner

    Zestawienie morlokowe naprawdę świetne i daje do myślenia, świetny tekst. Kocham ten portal nie wyobrażam sobie, żeby jutro mogło go nie być…

  13. Jerzyjj – doskonałe zestawienie zrobiłeś w poście z 12-go , godz . 8.32 . Problem tylko w tym , że nasz “suweren” coś mało kuma , albo wypiera te fakty ze świadomości . Jakoś taką mamy … kaleką świadomość . Co więcej , młodzi – porównaj wezwanie starego Morawieckiego , zdawałoby się kompletnego (….) do porozumienia z Rosją i odpowiedź jego syna Mateusza i kręgów zbliżonych . Koszmar .
    Dobra analiza w/w faktów u Wielomskich w “Myśli polskiej” ws. Konfederacji .

    Z racji obłąkanej wręcz rusofobii jesteśmy gotowi płacić wszystko i wszystkim – łącznie z istnieniem Państwa z racji wyboru pozycji bezmózgiego amerykańskiego pinczera ! Godząc się nawet na sprowokowaną przez USA wojnę na naszym terytorium . Szaleństwo zupełne !!!

    Pocieszające jest to , że Świat ma skończyć się za ok. 30 lat . Niezależnie od przyczyn ocieplenia ( czy antropogeniczne czy nie ) i tak skończy się to paskudnie . Sam plastik w oceanach , typowo antropogeniczny , pozbawi nas życia .

    Miło już było , za czasów PRL . Fakt , staliśmy w kolejkach po byle co , ale bezpieczeństwo , godność pracy , kultura były zupełnie inne .

    Myślę , w ślad za wieloma mądrymi historykami , że Polakom brak było etapu monarchii absolutnej . Tępe zadowolenie z siebie “panów braci ” skutkowało totalnym rozkładem państwa . W podobnej mentalnie Rosji zmienił to car Piotr Wielki . Potem Katarzyna , wybitnie światła osoba . Oni nabyli poczucia znaczenia PAŃSTWA !
    U nas nie miał kto . Zostało absurdalne (!) poczucie wyższości ( z czego ? ) , kult debilnych przegranych powstań ( że niby “moralnie wygraliśmy ” ) , wyklętych i nieodwzajemniona miłość do Jankesów .

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.