Dyskretny czar naręcznego luksusu

Jak to miło i przyjemnie jest zaczynać dzień od wstania z dużego łóżka na miękki dywan, wcześniej odsuwając od z siebie młodą ładną żonę (kochankę), następnie wsunąć kapcie i poczekać w jadalni aż służba zrobi śniadanie delektując się delikatnymi owocami morza z najlepszych warszawskich delikatesów, świeżymi warzywami kupionymi przez usłużną sekretarkę pod Halą Mirowską a następnie dokonać toalety po której człowiek wsuwa swoje ciało w delikatną bieliznę i luksusowy garnitur. Oczywiście tak idealny look musi być uzupełniony czymś co godnie podkreśla status materialny, społeczny i towarzyski człowieka, a jedyną biżuterią mężczyzny jest jak wiadomo ta, którą nosi jego żona. Jednakże jeżeli musi iść do pracy i to bez żony, to wiadomo co pozostaje – sygnet i ewentualnie zegarek.

No właśnie zegarek – szczyt męskiej elegancji, mały drobiazg pokazujący innym nasz status, jeżeli nawet jesteśmy w dżinsach i oglądamy konie na łące w posiadłości ziemskiej ministra – przyjaciela. Zegarek to jest to, każdy prawdziwy mężczyzna jeżeli myśli o sobie z szacunkiem musi mieć na dłoni zegarek, wart co najmniej od biedy 10 tyś zł, ale i tak będzie uchodził w towarzystwie za chłystka. Prawdziwe zegarki zaczynają się powyżej 5000 euro, kwotę sobie proszę przeliczyć.

Oczywiście zadbany mężczyzna na poziomie, grający dominującego samca hetero na ważnym stanowisku – musi mieć takich zegarków kilka lub kilkanaście, żeby zakładać adekwatny symbol męskiej biżuterii do odpowiedniego garnituru lub fraka. Tutaj nie ma żartów, należyta oprawa być musi, a nic tak nie zdobi mężczyzny jak właśnie zegarek. Poza tym jest to bardzo silny fetysz, działający na kobiety jak super pułapka i lep na muchy. Kobiety chodzą po sklepach z biżuterią oglądać, dokupywać, często na raty gdzie kątem oka widzą zegarki i wiedzą, że nie ma to jak drogi, gruby z odpowiednią kopertą i napisem. Po prostu mężczyzna bez zegarka pow. 5000 euro nie jest we współczesnej Warszawie mężczyzną, może być co najwyżej pracownikiem, kolegą z pracy, ewentualnie kimś normalnym, zwyczajnym szarakiem. Kobiety wiedzą co dobre, dlatego nie można się im dziwić że są na takie przejawy luksusu wyczulone. No bo skoro faceta stać na zegarek za ponad dwadzieścia „tysi” to musi być go stać na „dziesięć tysi dla swojej mysi” na drobne wydatki plus zubehory… ot damska logika stara jak świat.

No ale jednak tak to się nieszczęśliwie dla niektórych złożyło, że ewolucja światowej technologii zrodziła teleobiektywy. A teleobiektyw podpięty do aparatu fotograficznego o dużej rozdzielczości matrycy, zwłaszcza w rękach sprytnego fotografa to bardzo potrzebna rzecz w demokracji. Zwłaszcza jeżeli taki fotograf lub kilku fotografów poluje na daną osobę publiczną, fotografując ją w różnych sytuacjach codziennych. Analiza takich fotografii może dostarczyć bardzo wielu interesujących informacji o konkretnym człowieku, zwłaszcza jeżeli byłyby dokonywane regularnie i można byłoby dopasować wygląd zewnętrzny, zachowanie, zwyczaje i mimikę twarzy do kalendarza spotkań danego osobnika, wówczas już mamy do czynienia nawet z tzw. wywiadem jawnoźródłowym i sprawą powinien się zainteresować nasz kontrwywiad, zwłaszcza jeżeli fotografowana osoba jest kimś publicznie znanym.

W takim zbiegu przypadków może dojść do wyśledzenia bardzo ciekawych zjawisk, których obserwacja może spowodować nawet lekkie trzęsienie polityczne w państwie, jeżeli osoba obserwowana była ważnym politykiem, albo przynajmniej zabezpieczała istotny politycznie front działania.

Powstają tutaj dwa pytania. Pierwsze o kwalifikacje osobowościowe poszczególnych kandydatów na osoby mające piastować najważniejsze funkcje polityczne w państwie a po drugie sposób dyskretnego nadzoru nad ich prywatnym życiem i ich otoczeniem. Przecież to nie jest możliwe, żeby służby specjalne 35 mln państwa nie prowadziły dyskretnej osłony kontrwywiadowczej ministrów własnego rządu! A nawet innych wysokich urzędników państwowych i samorządowych! Każde słabości, kochanki, kochankowie, znęcanie się nad żoną, terroryzowanie psychiczne męża, bicie psa, a także nagłe drogie zakupy lub wymienianie się z kolegami posiadającymi znaczne majątki przedmiotami będącymi oznakami luksusu – wszystko to i inne sprawy, jak bilingi i konta w bankach powinny być pod dyskretnym monitoringiem odpowiednich służb. Nie dlatego, żeby zdobywać haki na konkretnego oficjela, ale dlatego żeby po pierwsze politycznie zabezpieczyć rządzący gabinet przed wstrząsami, albowiem jeżeli coś się dzieje i jest na rzeczy to najpierw powinien o tym wiedzieć premier! Po drugie, żeby wiedzieć więcej niż potencjalny przeciwnik i móc antycypować jego ewentualną grę na słabości naszych własnych VIP-ów.

Uwaga nie chodzi tutaj o inwigilowanie przedstawicieli władzy państwowej ale o opiekę i monitorowanie ich życia i otaczającego ich świata przez służby, w taki sposób że jak nagle w czyimś domu pojawi się jakiś nowy znajomy, służby mogły zasygnalizować przełożonemu danej osoby – czy też bezpośrednio premierowi, że taka a taka osoba jest w takim a takim – prawdopodobnym niebezpieczeństwie. Wówczas odbywa się rozmowę w cztery oczy w strzeżonym gabinecie i albo dana osoba złamie się i będzie szczera w interesie swoim, interesie politycznym opcji rządzącej i co najważniejsze interesie państwa – albo premier jako pierwszy przyzwoli służbom na puszczenie kontrolowanego przecieku gdzie trzeba. Wówczas wiadomo, albo zjadają człowieka dziennikarze i przychodzi prokurator, albo od razu nad ranem wpadają umundurowani funkcjonariusze służb bezpieczeństwa i naprawdę przydaje się mieć miękką wykładzinę, gdyż w przypadku powalenia na ziemię, nie jest już różowo.

Oczywiście powyżej przedstawiana sytuacja to political-fiction bez powiązania z żadnymi znanymi redakcji przypadkami korupcji politycznej, jednakże pewne analogie nasuwają się same i powstają pytania – czy premier ewentualnie wiedział coś wcześniej i właśnie czyści sobie ministerstwo, płacąc za to medialną cenę, ale będąc fair wobec współpracowników politycznych, czy też ktoś nam strzela po kolei w kolejnego ministra a nasze struktury powołane do ochrony bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju – nie wiedzą co się dzieje?

Nie udzielimy odpowiedzi na to pytanie – w najbliższym czasie zobaczymy ją wszyscy w mediach mainstreamowych, wówczas obserwując czyjś upadek, być może z próżności warto będzie się zastanowić, czy wydarzenia naprawdę są takie jakimi są, czy też ktoś nimi steruje.

2 myśli na temat “Dyskretny czar naręcznego luksusu

  • 9 maja 2013 o 16:58
    Permalink

    Jak głoszą osoby to pamiętające, żołnierze Armii Czerwonej, wkraczający na tereny Polski w latach 1944-45, dali się poznać jako zwolennicy zbierania zegarków.
    Mieli ich po kilka.
    Z uwagi na rewizje ich przełożonych – zapinali je nawet na łydkach, o czym mi wiadomo z przekazów rodzinnych, bo jeden z tych boiców, właśnie z rozpruta nogawką ukazującą kilka zegarków, leżał rozstrzelany na posesji mojej rodziny.

    Odpowiedz
  • 10 maja 2013 o 20:43
    Permalink

    Jak to miło wstać przed południem z łóżka, rozejrzeć się i stwierdziwszy, że przyjaciele – domownicy jeszcze słodko śpią włożyć na siebie nie zobowiązujące ciuchy, na nogi wsunąć przydeptane kapcie i pójść do kuchni aby zrobić w kubeczkach kawę.Popatrzyć też na kwitnące za oknem mirabelki, posłuchać śpiewu “zaświerkolonych” ptaków a następnie z uśmiechem zaprosić domowników do kuchni na kawę lub kitekat, zależy co kto woli. Na temat zegarków się nie wypowiadam, to faceci z pewnych kręgów mają na tym punkcie “hopla”. Ja swojej codzienności nie chcę zmieniać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.