Polityka

Dylemat Donalda Tuska – jak pozbyć się Jarosława Gowina?

 Konia z rzędem temu, kto zagwarantuje, że Platforma Obywatelska nie rozpadnie się przed wyborami na wrogie, zwalczające się frakcje lub nawet nie wyłoni się z niej nowe osobno zalegalizowane środowisko politycznej – prawicy. Przecież porozumienie się, co do kształtu list wyborczych pomiędzy poszczególnymi jej obecnymi środowiskami będzie niemożliwe, zwłaszcza po ostatnim głosowaniu w Sejmie, gdzie „sumienia” posłów o prawicowych wartościach pozwoliły im nie słuchać własnego przywódcy.

Donald Tusk, jeżeli będzie chciał zachować władzę w partii lub w sposób kontrolowany ją „komuś” przekazać, kto nie będzie Jarosławem Gowinem – musi wcześniej odpowiednio powycinać już w przedbiegach ludzi ze środowisk, które okazały się nielojalne, jednakże nie może pozamykać się na te środowiska, albowiem wówczas te głosy przejmie prawdziwa prawicowa prawica lub jeszcze bardziej prawicowa na prawo przesunięta prawica. Na taką stratę – sięgającą, co najmniej 10-15% ogólnej ilości miejsc w Sejmie nie może sobie pozwolić żaden polityk, dlatego też Donald Tusk prawdopodobnie już dzisiaj szuka sposobu, w jaki sposób dać wyborcom nowego Gowina.

Oczywiście najlepiej jest pozbyć się starego, zresztą wymaga tego prestiż i sytuacja, albowiem lojalność pana Jarosława Gowina ma swoje granice tam, gdzie w warstwie moralno-obyczajowej wyznacza je w sposób ortodoksyjny rozumiana nauka Kościoła dominującego. W takich realiach nie da się prowadzić polityki, budować koalicji i osiągnąć niczego trwałego, każdy przeciwnik automatycznie wykorzysta taką słabość i uderzy właśnie tu – gdzie wie, że wywoła ferment wewnętrzny. Kompromis i pragmatyzm to podstawa współczesnej polityki, niestety nie wszyscy uznają to za wartość samą w sobie – ważną składową naszej demokracji. Nie da się jednak nic zrobić, jeżeli koalicja ma przewagę kilku głosów, a posłów „niepragmatycznych” jest prawie pięćdziesięciu.

Bardzo ciężko będzie uniemożliwić kandydowanie tak popularnemu politykowi jak Jarosław Gowin, zwłaszcza w Krakowie gdzie jest doskonale znany, – bo był promowany, jako lokomotywa wyborcza zabierająca głosy wyborców prawicowych z listy Prawa i Sprawiedliwości. Warto podkreślić, że w tej roli sprawował się doskonale, albowiem jego wynik wyborczy zawsze był niezagrożony bez względu na pozycję. Dodatkowo jest to polityk bliski ideowo względem przewodniczącego struktur regionalnych tej partii pana Ireneusza Rasia, co powoduje, że ewentualne blokowanie Gowina z wejściem na listę może wywołać bunt struktur, chociaż tenże oczywiście także ma wrogów, którzy bardziej niż ze zniknięcia pana Gibały cieszyliby się z jakiegokolwiek pogorszenia pozycji wyborczej pana Gowina. Krakowska Platforma Obywatelska to wyjątkowo specyficzne środowisko i niezwykle trudne do prowadzenia gier personalnych, chociaż jednego wielkiego „premiera z Krakowa” Donald Tusk już usunął i to na tyle skutecznie, że tenże zwinął żagle, co samo w sobie jest już zaskoczeniem, bo jego małżonki, jako posłanki Prawa i Sprawiedliwości niewielu krakowian bierze na poważnie, jako samodzielny byt polityczny.

W Polsce listy wyborcze układa się mniej więcej na rok przed wyborami. Wówczas trwa praca w partiach, następują pierwsze przedstawienia – wyłożenia, rozmowy ze środowiskami itd. Często przedkłada się kilka propozycji – różnych środowisk uwzględniające różne nazwiska, tylko po to, żeby kogoś utopi przez łączenie np. 2-3 czołówek list w jedną. Taki eklektyzm jest szczególnie niebezpieczny w okręgach wielkomiejskich, gdzie „zagęszczenie” kandydatów jest naturalnie większe niż w mniejszych, na które przypada mniej głosów a tym samym kandydatów. W praktyce jednak, – kto ma startować w obrębie danego okręgu wiadomo już wcześniej – mniej więcej na półtorej roku przed wyborami. Pod te oczekiwania układa się listy, które potem się puszcza w obieg, niektóre wręcz jawnie po to żeby zmylić konkurencje a inne tylko i wyłącznie w celu spalenia niektórych nazwisk. W międzyczasie do prominentnych polityków przychodzą pielgrzymki wrogów i przyjaciół – lobbujące za i przeciw konkretnym nazwiskom – oferując w zamian za przyjęcie określonej opcji konkretne korzyści, w tym przede wszystkim inne nazwiska personalne lub jawne poparcie wyborcze, które zawsze działa przekładając się na wynik.

Samym manewrowaniem nazwiskami na liście wyborczej nie da się usunąć zagrożenia, jakie stanowi Jarosław Gowin. Można być pewnym, że polityk tego formatu wejdzie do Sejmu z każdego miejsca na liście biorącej udział w podziale mandatów. Chyba, że wcześniej coś się niespodziewanego wydarzy.

No, więc właśnie tego należy się spodziewać. Przecież premier Donald Tusk nie jest niewinną istotką w różowych pantofelkach, która nie wie, kto jest jego największym wrogiem a zarazem nawet, jeżeli nie największym to myśli na tyle samodzielnie, że zrobi mu zawsze jakiś numer. Nie bez powodu mianował pana Gowina na to stanowisko, na jakie go mianował. Mylą się wszyscy ci, którzy uważają, że w ten sposób” zrobił błąd, albowiem nie było tutaj żadnej przypadkowości. Gowin, jako minister jest w pobliżu premiera i jest na „paseczku”, albowiem nie może okazać jawnej niesubordynacji, gdyż uniemożliwia to wymóg odniesienia przez niego sukcesu na tak ważnym i eksponowanym stanowisku politycznym! Innymi słowy w interesie samego pana Gowina jest wyjście z sytuacji ministerialnej z twarzą i z tarczą – otrąbiając przy tym wielki sukces, – jako podstawę pięknego wpisu do swojej osobistej CV. Przecież dla każdego jest oczywistym, że ten polityk ma ambicje prezydenckie! A nie tylko jakieś tam kopanie się po kostkach! Dlatego właśnie do pewnego stopnia musi mu zależeć na tym, żeby współpracować z premierem, albowiem w administracji państwowej – ponieść porażkę można bardzo, naprawdę – wręcz banalnie łatwo i to w jeden dzień. Z pewnością już gdzieś grzeją się jakieś kwity, o których minister nawet nie wie i prawdopodobnie nie miał z nimi wiele wspólnego, ale okażą się na tyle obciążające w razie potrzeby, że skłonią go do racjonalnego zachowania się – zgodnie z oczekiwaniami.

W przełożeniu na język polityki może to oznaczać najskuteczniejszą i najlepszą rzecz, jaką Platforma Obywatelska mogłaby teraz zrobić z panem Gowinem – bez unicestwiania go w sensie politycznym, – czyli wysłać go do Parlamentu Europejskiego. Jest to najprostszy, najtańszy i najklarowniejszy sposób tymczasowego odsunięcia pana Jarosława Gowina od wpływu na sprawy krajowe. Będąc w Brukseli wiele nie zdziała i jeżeli coś osiągnie to będzie to musiało mieć bardziej techniczny niż ideologiczny charakter, a o takie sukcesy zdecydowanie trudniej. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia skłonienia polityka tego formatu do takiego zachowania, no, ale już nie takich ludzi się łamało jak pan Gowin, chociaż trzeba przyznać, że tutaj widowisko, a przede wszystkim cena – będą bardzo ciekawe, zwłaszcza, jeżeli się nie zgodzi „po dobroci”.

2 komentarze

  1. Wierny_czytelnik

    Najlepiej pozbyć się tego pana na stałe i to w ogóle z polityki

  2. Też się nie zgadzam z @Wiernym_czytelnikiem.
    Może nie tak radykalnie jak co do spraw REFERENDALNYCH (NSOP), ale się nie zgadzam.
    Tacy jak Pan Gowin są potrzebni, żeby był punkt odniesienia.
    Poza tym wielu ludzi myśli podobnie jak On, więc dlaczego ich pozbawiać REPREZENTANTA.
    Niech sobie powoli przegrywają kolejne batalie o nowoczesne myślenie, laickie państwo i tym samym wolne społeczeństwo.
    Że to potrwa – trudno.
    Nie zapominajmy, że budujemy demokrację dopiero 23 lata …
    Zresztą gospodarka jest najważniejsza i na niej polegna obecnie rządzące popłuczyny po Solidarności.
    Co powiedzą ówcześni przywódcy od 21 słynnych postulatów, byłym swoim kolegom z PRL-owskich zakładów pracy?
    Uczciwie nikt z nich nie przyzna, że ówczesna NOMENKLATURA PZPR, słynne sklepy za żółtymi firankami – to mały pikuś w porównaniu do tego co się porobiło.
    A porobiło sie tak, że właściciele środków produkcji z PRL-u DOBROWOLNIE pozbyli się swego majątku.
    I zrobili to tak skutecznie, że teraz nie tylko że ktoś go przejął, ale do tego CAŁKOWICIE GO ZLIKWIDOWAŁ.
    I nie ma nawet za to komu dać w mordę.
    Sami bojownicy pozostali.
    A spory o małżeństwa gejowskie to tematy zastępcze, typowe ZASŁONY.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.