Paradygmat rozwoju

Droga do wolności prowadzi przez rewolucję

W historii cywilizacji ludzkiej wszelkie systemy państwowo-publiczne stworzone przez człowieka do zarządzania społeczeństwem na pewnym etapie swojego rozwoju osiągają punkt kulminacyjny pod względem wewnętrznej efektywności i zewnętrznej wydajności. W wyniku, czego rozwój systemu jest co najwyżej śladowy, a w skrajnych przypadkach struktura zaczyna zjadać swój własny „przysłowiowy” ogon. Wówczas następuje konserwowanie systemu od wewnątrz, tak żeby zabezpieczał on pozycje i potencjał najważniejszych jego użytkowników. W wyniku zakonserwowania – całość się zastaje, przestaje być zdolna do wprowadzania i absorpcji zmian.

W systemach państwowych zawsze panuje hierarchia i podporządkowanie. Bez względu na stopień rozwoju demokracji – zawsze ktoś jest na górze a wielu jest poniżej. Piramida społeczna jest czymś naturalnym od zawsze.

Dzięki humanizmowi i doktrynom socjalistycznym udało się nieco tą piramidę spłaszczyć, przez co wiele osób korzysta z takich udogodnień jak „darmowe obiady”, za które jednak zawsze płaci ktoś inny lub oni sami, ale w inny sposób. Feudalizm niczym się nie różni od kapitalizmu – prawa feudalne zastąpiono umowami kredytowymi, czynsze odsetkami itd. System działa tak samo jak zawsze – niewielu akumuluje procent składany z pracy wielu. Bez podporządkowania nie może być mowy o zarządzaniu. Lecz jeżeli rządzą przedstawiciele wąskiej elity, którzy mają inne priorytety niż ogół, to z czasem pojawiają się konflikty związane z podziałem dóbr i przydziałem obciążeń.

Z zasady zawsze silniejsi dążą do dominacji, w czym pomaga im ich uprzywilejowana pozycja i posiadane zasoby. Ich działania prowadzą do deregulacji systemu – dotychczasowe przydziały wartości i obciążeń okazują się nieaktualne. Wszyscy uczestnicy systemu chcą więcej za mniej, w tej samej jednostce czasu. Ponieważ nikt nie chce ustąpić dochodzi do jawnego konfliktu, oczywiście słabsi (biedniejsi) są w gorszej sytuacji, albowiem mogą się tylko zbuntować, co zawsze na początku oznacza pogorszenie ich statusu, a w szczególności dla inicjatorów buntu. W wyniku konfliktu, gdy silniejsi lekko odpuszczą pola, tylko po to, żeby nie stracić inicjatywy – natychmiast doprowadzą system do równowagi, albowiem z tego mają największe zyski. Na tym opiera się każda strategia uczestniczenia w konflikcie silniejszych. Ponieważ oni mają zasoby – mogą sobie pozwolić na „głodzenie” słabszych, wedle zasady – „na przetrzymanie”. Jednakże działa to tylko do tego momentu, do kiedy system jako całość funkcjonuje i jest niezagrożony, a właściwie niezagrożony jest jego wynik. Bo tylko to ich interesuje. Didaskalia, które najczęściej są wypisane na sztandarach buntowników, jako wielkie hasła – nie mają w istocie żadnego znaczenia, oczywiście właśnie dlatego wokoło nich toczy się główna oś sporu. Wszystko to pozoracja i mydlenie oczu – bo zawsze chodzi tylko o to, żeby biedna większość pracowała na bogatą mniejszość. Nic innego się nie liczy. Dlatego właśnie proletariat – nigdy w niczym nie może ufać burżuazji, no chyba że ta dobrowolnie przekazując majątek państwu – kładzie głowę pod gilotynę – naciskając samemu mechanizm zwolnienia ostrza.

Bez zrozumienia działania tego mechanizmu, ludzie zawsze będą niewolnikami tych, którzy mają więcej i są na tyle wpływowi, że potrafią zabezpieczyć swoje przewodnictwo w systemie, jak również utrzymać jego węzłowe punkty. Nie jest to żadna naiwna próba afirmacji komunizmu, jednakże nie można się zgodzić na funkcjonowanie w systemie, w którym dominująca większość społeczeństwa jest niewolnikami mniejszości – skupiającej w swoich rękach dominującą własność i wpływy.

Tylko reset systemu, zwany ze staroświecka – rewolucją – powodującą wymieszanie się systemu i poprzerywanie dotychczas obowiązujących więzów, może umożliwić nowe rozdanie, a w efekcie bardziej sprawiedliwy podział, no a przynajmniej inny niż ugruntowany dotychczas w systemie. Dzięki temu być może nie będzie lepiej, ale inni także będą mieli możliwość napełnienia żołądków. O nic innego w rewolucji nie chodzi, trzeba pamiętać, że jej bilans zawsze jest ujemny i zniechęca nawet samych rewolucjonistów. Przez co także jest rozwiązaniem wynikającym bardziej z ideologii, niż z pragmatycznego poszukiwania efektywności. W tym znaczeniu jest pułapką pozbawiającą biednych i bogatych korzyści z udziału w systemie. Realokacja nie zawsze jest sprawiedliwsza niż stan sprzed rewolucji. Jednakże nie ma innej możliwości na uwolnienie się z kieratu, niż właśnie dokonanie jej. Koszty liczą się zupełnie inaczej, jeżeli w grę wchodzi potrzeba wolności, a nie da się jej zapewnić bez osiągnięcia wolności w wymiarze ekonomicznym.

Ps. Ciekawie wyglądałaby teraz dobrowolna i w miarę łagodna rewolucja przy udziale zachowań społeczności sieciowych(jak tych z ACTA). Niedługo od 1917 roku upłynie 100 lat i może warto zrobić przynajmniej jej symulację w sieci, uwzględniając aktualne i realne dane.

One Comment

  1. Za 4 lata 100 rocznica Rewolucji Październikowej, tylko teraz mamy jeszcze INTERNET. Jakby to teraz mogło wyglądać?

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.