Polityka

Dramat czekoladowego Orła

 Orzeł, to nasze narodowe godło, konkretnie Bielik, ale tak naprawdę to nie do końca wiadomo jaki, ponieważ historia obchodziła się z naszym znakiem narodowym naprawdę brutalnie w tym znaczeniu, że podlegał różnym interpretacjom i motywom przewodnim w sztuce. Najbardziej bolało odejmowanie korony, formatowanie skrzydeł, potem dodawanie korony. Oto zatem mamy post-PRL-owskiego Orła w koronie i nikt się szczególnie tym nie przejmuje.

Pech chciał, że w tym roku ktoś wymyślił stworzenie Orła z białej czekolady – prawdziwe arcydzieło rzemiosła cukierniczego mistrzów: Janusza Profusa, Joanny Klimas Profus i Adama Orkisiewicza. Ptak czekoladowy miał być stylizowany na Orła z godła narodowego, ale w innej pozbawionej patetycznego dostojeństwa pozie – szpony wbite w czekoladowy cokół, wielkie skrzydła – imponujący przykład ludzkiej zaradności i geniuszu, bo stworzenie czegoś takiego samo w sobie jest wydarzeniem w erze wyrobów czekolado podobnych. Orzeł miał promować pozytywne postrzeganie polskich symboli narodowych, odsłonił go uroczyście pan prezydent państwa Bronisław Komorowski w dzień flagi narodowej, mówiąc m.in., że „(…) Polska i polskie symbole mogą być wspaniałe, mogą być piękne, a czasem nawet smaczne.” W czym wyraźnie wykazał się dobrym humorem, a ptaka miały po obrządkach państwowych zjeść smacznie dzieci.

No ale się nie udało i teraz dopiero rozpoczniemy analizę przypadku, która może doprowadzić nas na skraj obłędu, ponieważ w sposób racjonalny tych wydarzeń nie da się w żaden sposób przeanalizować, dlatego skoncentrujemy się tylko na „głównych zarzutach. Otóż bowiem zaraz podniosły się krzyki, że orzeł brudny i oblepiony pyłem i jak mają go jeść dzieci? Podnosili głosy obrońcy dzieci – zupełnie nie wiedząc, że kurz jest na wszystkim a tego typu wyroby cukiernicze – prawie zawsze owija się specjalną folią, której niewprawne oko nie dostrzeże. Jakby tego było mało – podniosły się głosy, że prezydent Komorowski kpi sobie z godła narodowego! Hasła w rodzaju „Polska kraj czekoladowego Orła” itd., wypełniły blogosferę, a w postaci komunikatów medialnych niektórych polityków prawicowej-prawicy przeniknęły nawet do mainstreamu. Powstał poważny problem jak traktować godło, wypowiadały się autorytety w poważnych mainstreamowych telewizjach i stacjach radiowych – w pełni święcie oburzone tak okropnym potraktowaniem godła – jakby to był żywy Orzeł! Proszę sobie wyobrazić, że pojawił się problem krojenia Orła, czyli znieważenie godła! No bo jak go pokroić i rozdać dzieciom? Komu dupkę, komu szpona a komu dziób? Przez dwa dni sezonu ogórkowego idioci, idiotki i debile oraz debilki (terminy medyczne) w mainstreamowych mediach – prześcigali się w kalumniach podchwytujących temat apologetów prawicowej poprawności narodowej i obrońców symboli wszelakich! Media zalało morze głupoty – paskudnej wrednej i zawistnej, wynikającej z niskich pobudek, motywowanych czystą nienawiścią – część sceny politycznej a zapewne i część społeczeństwa uznała, że rzeczywiście może dojść do profanacji, chociaż ptak jest jedynie stylizowany na Orła Bielika i wielka góra czekolady i innych pyszności – godłem narodowym nie jest. Jednakże na nic zdały się zapewnienia nielicznych głosów rozsądku! W telewizji mainstreamowej pojawiły się głosy heraldyków opowiadających o dramacie przedwojennego przemysłu zapałczanego, który drukował Orły – z godła II RP na opakowaniach zapałek, beznadziejnie rzucane w błoto po zużyciu!

Co więcej – na najbardziej prawicowym blogach i na portalach zupełnie już poświęconych problematyce mgły smoleńskiej i teorii zamachu, pojawiły się wpisy krzyczące wręcz, że to kolejna „profanacja Komorowskiego”, pod hasłem – „Gdzie jest krzyż?” Przypominająca rozruchy i profanację krzyża na Krakowskim Przedmieściu w kontekście zastąpienia go tym nieszczęsnym ptakiem z czekolady. Poza tym została wylana cała rzeka pomyj innego rodzaju. Do tego stopnia ohydna, że nie dało się czytać swobodnie tych głupot i kalumnii – można podejrzewać choroby psychiczne u przynajmniej części twórców.

Można sobie pomyśleć – jakiż szczęśliwy i pozbawiony wszelkich trosk musi być kraj ludzi, którzy potrafią zrobić problem – prawie sięgający racji stanu z dosłownie niczego! Nazwać kawałek czekolady godłem i dopatrywać się profanacji przy tym, jak będzie się odłamywało kolejne kawałki białej wyśmienitej czekolady i dawało dzieciom do zjedzenia. Jak szczęśliwi muszą być wszyscy ci, którzy bronili czekoladowego Orła przed zakusami „myśliwego z pałacu”. Naprawdę dokonali wielkiego dzieła.

Z drugiej strony – to przerażające, że Kancelaria Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej nie potrafi przeprowadzić skutecznie tak ciekawej i w istocie pozytywnej akcji, adresowanej przecież do najmłodszych – najpewniej sierot z jakiegoś domu dziecka, które po pierwsze mogłyby mieć jedyną w życiu okazję zobaczyć się z prezydentem państwa w centrum władzy państwowej, to dodatkowo jeszcze na tym skorzystać, zwłaszcza że wyposażono je nie tylko w czekoladę.

Nie będziemy śledzić losu czekoladowego Orła, jednakże z pewnością spotkał go już lub spotka smutny los, bo do wypchania raczej się nie nadaje, inspekcja sanitarna nie pozwoliłaby go trzymać w budynku władz państwowych. Dlatego dziwi, że obrońcy czekoladowego Orła nie zawiązali szybko zbiórki społecznej i nie wykupili go z żelaznego uścisku „uzurpatorów” i potencjalnych profanatorów – oczywiście pozostawiając sobie na wieczną pamiątkę jako pomnik piramidalnej głupoty.

Tu nie chodzi nawet o dystans do rzeczywistości i pozytywne podejście, ale proszę się zastanowić – jakiego rodzaju bydlęciem trzeba być, jak trzeba mieć przestawioną percepcję i umiejętność postrzegania oraz wartościowania rzeczywistości, żeby zrobić z czekoladowego Orła dramat narodowy!

Siłą rzeczy – symbolika zakazanego czekoladowego Orła zrównuje się i zamazuje symbolikę niechcianego krzyża na Krakowskim Przedmieściu!

Witamy w klubie leczenia psychiatrycznego!

2 komentarze

  1. www.JakiZnakTwoj.pl

    “MOŻEŁ” to iście prima-majowy pomysł tzw. „elit” na rozprawę z frustracją wpuszczonych w szczaw Polaków, przez zrzut 3.000.000 ulotek z dowcipami i założenie rodakom różowych okularów. Pytanie: „Za czyje pieniądze?” wydaje się być retoryczne…

    • Za Pana, moje i naszych sąsiadów.
      Taka już jest polityka, że wybieramy polityków, żeby nawet ciemnotę wciskali nam – za nasze pieniądze.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.