Kultura

Dotykając bolesnej życia strony

 

Verba latebat VI

2011-03-24
Poznań

tej nocy otwarły się we mnie usta
płyną słowa obolałe szerokim strumieniem
jak jednak dotknąć mam serca swego
co płacze i szlocha nocami
gdy łzy już z oczu nie płyną

budzę się gdy ty zasypiasz
szukam sposobu na życie
życie którego tak bardzo obawiam się

samotność pustoszy serce
to serce co miało kochać
a które
łamiesz co dnia
z miłości je patrosząc
uczucia odzierasz niczym skalp

miłości złaknione serce
nie rozumie z tego nic
istnieje by kochać
dziś cierpieć skazane
po kres niezliczonych dni

Adam G. Grzelązka

Verba latebat I

2011-03-24
Poznań

budzę słowa uśpione słowa obolałe
przyzywam bolesny hymn milczenia
elegię żalu nocy łzą wyśpiewam

jestem snem wśród jawy dnia

budzę słowa uśpione
tylko noc wypowiedzieć zdoła
męczarnie ciała serca i duszy
piekło istnienia w nieistnieniu dla ciebie
blisko ciebie a daleko od serca twego tak

budzę słowa uśpione
przerażone umykają mi
nie potrafię przerwać milczenia
sama myśl boli bólem co nie przemija
bólu co pali co we mnie wciąż płonie

Adam G. Grzelązka

Verba latebat VII

2011-03-24
Poznań

serce płonie tęsknotą
dusi się żarem żalu
umiera bez ożywczego oddechu miłości

jestem martwy bez ciebie
nie umarłem lecz i nie żyję
czynisz mnie niezdolnym do istnienia

schroniłem się w mroki nocy
w głuszę milczenia
w otchłań zapomnienia
unikam wzroku co pali
nienawistną wzgardą
unikam słów twoich
co serce wyrywają z piersi

nic już dla ciebie nie znaczę
wiec pomiatasz gardzisz mną
jak niepotrzebnym złym wspomnieniem

Adam G. Grzelązka

Pisać wiersze o cierpieniu jest równie trudno jak o miłości. O miłości jednak o tyle trudniej, że łatwo jest ów temat zbanalizować i prześlizgnąć się płytko po niej w żaden sposób nie zgłębiając jej piękna i głębi.

W cierpieniu nie ma jednak piękna. Jest za to bezdenna głębia, rozpacz, łzy, ból, odchodzenie od zmysłów. A wtedy pisać niepodobna. Cierpienia mąci zmysły, otumania, pozbawia pióra mocy. By móc o nim pisać i to pisać prawdziwie, a nie tylko cierpienie udając – trzeba jednocześnie je przeżywać i pozostawać w z nim w dystansie na tyle odległym, by móc siebie samego poddać obserwacji i przelać to refleksją w słowa.

Pisanie o własnym cierpieniu, o doznawanym bólu jest niezwykle osobistym autobiograficznym wątkiem w pisaninie każdego twórcy. Trzeba się otworzyć, wywnętrznić, wystawić na czyjś ogląd w sytuacji, gdy tak naprawdę wszystko w nas woła i krzyczy, aby tego nie robić.

Niebezpieczeństwo pisania o cierpieniu skryte jest w pokusie cierpienia na pokaz, na wyrost, pod publiczkę, dla przypodobania się komuś z jakiegoś powodu. Wówczas wszystko, co napiszemy przestaje być prawdziwe w odniesieniu do nas, z rzadka jedynie pozostając prawdą literacką i osiągając wyżyny wzniosłości. W każdym razie pisanie o cierpieniu z pozycji osobistego nie-cierpienia jest trudnym wyzwaniem, wymaga nie lada wczucia się i kunsztu pisarskiego. Szczególnie w poezji, która jest przecież bardzo wrażliwa na przekazywane emocje i stany ducha.

Pisanie w chwilach, gdy serce nam pęka z bólu, bywa niekiedy swoistym wyzwoleniem, katharsis. Uwalnia nas spod piętna łez, oczyszcza wewnętrznie. Wypowiedzenie bólu potrafi przynieść ulgę. Trzeba jednak uważać, by w takim przypadku pisanina nie stałą się li tylko wylaniem pomyj, jakie w nas się nagromadziły.

Przelanie bólu w wiersz domaga się bogactwa słów i środków wyrazu. Inaczej albo nudzi, nuży, albo odpycha swą okropnością i nadmiernym realizmem. Nie ma nic pięknego w cierpiącym człowieku, zatem wiersz nie może oprzeć się na wychwalaniu piękna. Cierpienie domaga się całkiem innego podejścia, całkiem innych środków wyrazu, całkiem innej wrażliwości poetyckiej. Jest nie lada wyzwaniem dla każdego piszącego. A do tego napisać wiersz tak, by czytający został poruszony, by został porwany przez zawartą w wierszu rzekę emocji, by i w nim wyzwoliły się podobne odczucia, by stał się współcierpiącym… To dopiero wyzwanie dla piszącego, który tymczasem wije się w spazmach bólu i jednocześnie próbuje ująć to jakoś w słowa, wypowiedzieć swe bolesne wnętrze.

Znakomitą lekcję poetyckiego radzenia sobie z cierpieniem dają biblijne psalmy. Także historia literatury polskiej posiada wiele wspaniałych perełek poruszających tę trudną tematykę. Choćby treny Kochanowskiego czy rozliczne wiersze Poświatowskiej.

Verba latebat czyli „Słowa płaczące” są króciutkim cyklem poetyckim powstałym na kształt lamentacji, stworzonych przeze mnie w ubiegłym roku. Powstały w dość krótkim czasie. Są próbą zmierzenia się z bolesnymi doświadczeniami i utrwaleniem ich w materii słowa. Daję tu jedynie próbkę tego cyklu. Kolejność niepokolejna nie jest bynajmniej przypadkowa. Same w sobie tutaj zawarte mogą w sumie być odczytane w dowolnej kolejności. Wpisane jednak w projekt powstającej propozycji książkowej wpisały się w opowieść przez nią snutą i wmieszczone zostały pomiędzy inne wiersze je dopełniające. Stąd taka a nie inna kolejność budowanej przez wiersze opowieści.

Grzebanie we własnych odczuciach wymaga ostrożności. W końcu to nic miłego cierpieć i doznawać bólu. Jednocześnie, aby przekuć to w słowa, trzeba jednak paluchem w otwartych ranach pogrzebać. Bez tego rozdrapywania blizn niepodobna wydobyć pereł. Nie da się jednak tego robić nazbyt długo. No chyba, że kto tak akurat lubi. Skoro jednak znajduje w tym upodobanie, to winien raczej specjalisty poszukać, a nie babrać się w otwartym własnym sercu. Mimo trudności i przeszkód warto pisać o cierpieniu. Trudny temat zawsze jest wyzwaniem i okazja do wzrostu, do ubogacania własnych środków wyrazu. Poszerza spojrzenie. Sprawia, ze rozmowa z czytelnikiem staje się bardziej osobista, bardziej intymna.

Inna sprawa, że osobiście wolę czytywać lżejsze wiersze. Po te opisujące czyjeś cierpienie sięgam osobiście zdecydowanie rzadziej. Za to właśnie w chwilach szczególnych. Wtedy nie tylko je czytam, ale i współodczuwam przeżywając aktualnie stany wierszom czytanym podobne. Pozwalają czasem lepiej zrozumieć samego siebie, czasem poradzić sobie z niechcianym, czasem przynoszą ulgę i wytchnienie. Bywają pociechą, ze przecież nie tylko ja, nie tylko mnie, ale i komuś jeszcze, kto rozumie i kto potrafił to opowiedzieć, wyrazić, tym się podzielić.

Jest to swoista poezja pogranicza. Poezja szczególnie bliska życiu. Zarazem prawdziwa w swym wyrazie i nieprawdziwa, bo przecież słowo nigdy wyrazić wszystkiego nie zdoła. Poza tym zawsze jakoś wiersz przekracza doznawane cierpienie, uogólnia je czyniąc ogólnie dostępnym. Bywa, że powstają wówczas wiersze tak bardzo osobiste, tak bardzo intymne, ze niepodobna się nimi dzielić, ze muszą siłą rzeczy pozostać ukryte. Albo opisują tak wielki doznawany ból, że trzeba czasu, by mieć siłę się nimi podzielić. Bywa w końcu i taki ból, który pisanie jakiekolwiek uniemożliwia, paraliżuje. A wszystko co powstało, gdy w końcu można po pióro sięgnąć, jest jedynie bladym wspomnieniem, niejasnym odbiciem, obrazem wydobytym ze mgły niedawno jeszcze zaćmiewającej i umysł i zmysły swą intensywnością.

Miłość i cierpienie to dwa skrajne przezywane przez nas stany. Obydwa stanowią okazję do rozwoju. Pierwsze, przeżywane jednak może być nazbyt powierzchownie i nijak nas nie uskrzydla, nie daje wystarczającej siły by się wznieść ku niebu. Drugie zaś może być zbyt ciężkim doświadczeniem, nazbyt trudnym, i zamiast pogłębiać nas, przytłacza, miażdży, obezwładnia – a niekiedy prowadzi na krawędź samobójstwa. Iluż to poetów ukróciło swe życie! A iluż otarło się o tę krawędź i ciemność ledwo uchodząc z życiem.

Cierpienie zmienia nasz sposób widzenia zarówno siebie jak i świata. Należycie „doświadczone”, bez samoomamiania czy ucieczki przed nim, ale i bez gloryfikowania własnej męki, daje szansę i jest okazją do dojrzewania nas samych, naszego człowieczeństwa. Pogłębia i poszerza. Pozwala nabrać dystans do siebie, innych i życia. Bez tego dystansu pozostawalibyśmy głusi i ślepi. Nie cierpienie zatem jest złe, choć zawsze niechciane. To zazwyczaj nasz sposób jego przyzwania bywa nieprawidłowy. Nasz sposób buntowania się przeciw niemu bywa często nieadekwatny i nie pozwala nam odnaleźć wewnętrznego spokoju i harmonii. Najczęściej jednak przed cierpieniem na wszelkie sposoby uciekamy. Tymczasem uciec niepodobna przed czymś, co jest nierozłącznym elementem człowieczego żywota.

Łatwo i lekko o cierpieniu mówi się, gdy mija lub chociaż na moment przygasa. Tymczasem, gdy nas dosięga, gdy w nas trwa – nie ma mocnych – cierpimy, wyjemy wewnętrznie skręcając się, buntujemy przeciw niemu, próbujemy mu się wyrwać z zaciśniętych na nas szpon. Nie pozostajemy obojętni na nie. I nigdy na cierpienie nie można się przygotować. Nawet na to spodziewane. Zawsze nas w końcu zaskakuje swym przebiegiem, swą intensywnością. łamie nas i przekracza zdolności naszego pojmowania i odczuwania. Po prostu jest w nas. Trwa. Można je albo odrzucać, – co zresztą i tak nic nie daje i do niczego nie prowadzi. Albo sią z nim pogodzić, je świadomie przechodzić, bynajmniej mu się nie poddawać biernie, ale i nie szarpać panicznie. Trzeba pozwolić mu wypalić się w nas. Tylko od nas zależy, czy wyjdziemy pokonani, czy tez my je pokonamy i powstaniemy zeń z podniesionym czołem lepsi i szlachetniejsi. A mimo to nadal niegotowi, gdy znów do nas powróci i zaatakuje jak zawsze znienacka.

Poezja niekiedy potrafi w takich chwilach pomóc. Potrafi być światłem prowadzącym przez mrok, przewodnikiem na bezdrożu. Cierpienie, nasze osobiste, nasze doświadczane w nas samych, jest jeszcze jednym argumentem by po poezję sięgać. By ją tworzyć i ją czytać. By się poezja dzielić z innymi. Dobry wiersz może sprawić, że zdołamy spojrzeć na własny ból z zupełnie innej perspektywy. Oby lepszej. To jednak zależy od samej poezji, czy jest wystarczająco dobrej jakości, wystarczająco prawdziwa i wystarczająco głęboka.

3 komentarze

  1. Piękne strofy i refleksyjne zdania.
    Serdecznie autorowi za nie – dziękuję.

  2. Mam podobne zdanie co @kanapowicz.
    Jak to dobrze, że bywa tu autentyczny poeta.
    Gratulacje dla REDAKCJI, że zadbała o ten kącik pozezji.

  3. Zapraszam do częstej lektury – w czwartki i niedziele będą ukazywać się kolejne eseje poetyckie – każdy na jakiś wątek oraz dołączona do niego ilustracja poetycka 🙂 Może nie wszystkie przypadną każdemu do gustu, te bowiem są indywidualną preferencją, ale na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie. Póki co jest to jedyna droga, na której tymi wierszami podzielić się mogę – wciąż szukam wydawcy lub Mecenasa Sztuki, który by wsparł finansowo i pokrył w jakimś zakresie koszta druku.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

4 × five =