Dość samooszukiwania się i udawania w finansach publicznych!

Finanse publiczne są problemem, którego rozwiązanie powinniśmy znaleźć zanim jeszcze niż demograficzny upomni się o swoje emerytury lub inne formy wsparcia, do których jak będzie słusznie uważał – będzie miał prawo żyjąc w niedostatku.

Obecne rozbicie form i kosztów zasilania finansów publicznych na formy podatkowe ponoszone solidarnie przez przedsiębiorców i pracowników oraz parapodatkowe – również nie wiedzieć, czemu ponoszone trochę przez tych i przez tych – jest bez sensu. To już nie działa, a raczej działa dysfunkcyjnie w realiach gospodarki opartej na umowach śmieciowych – ci, którzy nie płacą dodatkowych obciążeń, po prostu żyją na koszt tych którzy płacą, a zatem płacący są frajerami. Dodajmy, przeważnie przymusowymi, ponieważ charakter egzekwowania i poboru tych świadczeń jest bezwzględny. Nie można dalej tolerować takiego systemu, ponieważ tworzy on klasę obywateli drugiej kategorii.

Należy zastanowić się nad scenariuszem likwidacji form parapodatkowych, któremu towarzyszyłoby włączenie aparatu parapodatkowego, czyli głównie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do aparatu skarbowego połączone z gruntowną reformą tych dwóch instytucji w celu stworzenia czegoś nowego – najwydajniejszej administracji podatkowej ukierunkowanej na obywatela.

Oczywiście towarzyszyłoby temu przeniesienie obciążeń parapodatkowych do katalogu obciążeń podatkowych. Musiałby to być powiązane z bezwzględnym powrotem do trzeciej a może nawet i wypracowaniem czwartej skali podatkowej. Skorelowanie tych kwestii w jednym ujednoliconym podatku, płaconym przez osoby uzyskujące dochody – powinno być najważniejszą osią procesów. Założeniem podstawowym należy uczynić – zachowanie w momencie startu nowego systemu – nie większego poziomu łącznych przeciętnych obciążeń podatkowych na podatnika. To znaczy – tyle ile płaciłeś podatków i składek w obecnym systemie, będziesz obywatelu-podatniku płacił w nowym z lekką odchyłką o powiedzmy +5% ogólnej sumy płaconych zobowiązań na korzyść państwa – ponieważ wiadomo, że państwo nie może pomniejszyć swoich dochodów bo te są i tak zbyt niewystarczające. Natomiast docelowo – w nowym systemie, należałoby wraz z ujawnianiem majątków i dochodów – wszystkich, podkreślmy wszystkich grup społeczeństwa – doprowadzić do wzrostu obciążeń w sposób progresywny u tych, którzy zarabiają najlepiej. Natomiast równolegle – warto zastanowić się nad dojściem do zwolnienia z płacenia podatków osób najsłabiej zarabiających, ewentualnie – racjonalnym podniesieniem progu kwoty wolnej od podatku, tak żeby biedni rzeczywiście płacili śladowe podatki bezpośrednie, partycypując jednocześnie w kosztach utrzymania systemu.

Z punktu widzenia zarządzającego systemem podatkowym – czyli ministra finansów, całość powinna się bilansować na co najmniej zero, to znaczy budżet nie powinien mieć deficytu, a finansować świadczenia społeczne, potrzeby państwa i odsetki od rolowanych zobowiązań. Pożyczać powinniśmy tylko i wyłącznie na wspomniane rolowanie zobowiązań, co samo w sobie przy mniej więcej stałym poziomie stóp jest mniej więcej neutralne dla budżetu oraz na inwestycje. BUDŻET PAŃSTWA NIE MOŻE WYDAWAĆ PIENIĘDZY NA PRZEJADANIE. Uczta poprzednich pokoleń oraz grup uprzywilejowanych – się skończyła. Następnego pokolenia prawie nie będzie, więc nie ma żartów, trzeba oszczędzać – a oszczędzanie oznacza w naszym przypadku już samo nie zadłużanie się. To bardzo ważne, żebyśmy sobie uświadomili w jakim miejscu jesteśmy i do jakiego stanu doprowadzono nasze wydatki publiczne. Obecnie pożyczamy na wypłacanie emerytur, koszt obsługi zadłużenia jest niepokojąco znaczny.

Nie można się oszukiwać – rząd może albo zmniejszać świadczenia, albo podwyższać podatki. Gdyby suma świadczeń koniecznych do pobrania z gospodarki byłą przejrzysta, wówczas każdy widziałby ile płaci za które czynności rządu. Do systemu należałoby wprowadzić jeszcze zasadę ciągłego budżetowania, rozliczanego w różnych cyklach, tak żeby oderwać się od fikcji budżetu rocznego, która uzasadnia całą gamę inżynierii finansowej, w tym emisji obligacji na zapas! Żeby dobrze zrobić „rynkom”, pod pozorem słuszności pożyczania na zapas.

Rząd powinien mieć możliwość co najmniej kwartalnego dostosowywania instrumentów oddziaływania na podatników i na budżet. To znaczy w obecnym kwartale powinien mieć prawo – na podstawie własnych analiz i przyjętych wskaźników – w sposób dowolny, adekwatny wedle jego politycznej i ekonomicznej oceny – sterować wielkościami podatków i wydatków, tak żeby zapewnić stabilność. To znaczy jak rząd w lutym widzi, że wpływy z VAT-u są znacznie poniżej oczekiwań, a doświadczenia z końcówki poprzedniego roku – gdy jest dokonywana duża część rozliczeń pokazały, że był spadek – to już od marca powinny pójść w górę wszystkie podatki. Adekwatnie do potrzeb, tak żeby nie wystudzić gospodarki. Jeżeli uda się nadrobić braki – wówczas rząd w zależności od tego co lepiej stoi, może obniżyć albo podatki pośrednie, albo bezpośrednie, w tym co jest oczywiste – część przypadającą na wypłatę zobowiązań emerytalnych. Dodajmy, te także muszą być tak sterowane – takie są czasy, nie ma nic stałego.

Jeżeli nie wprowadzimy takiego mechanizmu, to Euro może rozłożyć naszą gospodarkę, ponieważ jeżeli załamie się np. sprzedaż, to Euro stanie się dobrem rzadkim, prawie jak złoto. Nic wówczas nie poradzimy i to Euro będzie sterować naszą gospodarką – podobnie jak ma to miejsce obecnie w Grecji, broniącej się przed dalszą pauperyzacją obywateli, których nie stać już na najdroższe niemieckie dobra importowane.

Zaproponowany system ma walor – prawdziwej informacji – rząd pokaże obywatelom, popatrzcie – tyle kosztuje nasze państwo! Ponieważ mamy za małe dochody – mamy do wyboru, albo ciąć wydatki, albo podwyższyć podatki, ewentualnie lekko ciąć tam gdzie się da bez krzywdy dla ludzi (co też stara się robić rząd), a zarazem podwyższać lub szukać pieniędzy tam, gdzie są jeszcze rezerwy (jak w przykładowych Lasach Państwowych). Z próżnego się nie naleje, a dopuszczenie do inflacji z powodów populistycznych, bez stanu wyższej konieczności spowodowanego np. wojną – powinno być karane śmiercią, gdyby takowa oczywiście byłą orzekana, więc w naszych realiach – dożywociem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.