Ekonomia

Dość importu szmelcu, badziewia i podróbek!

 Trzeba powiedzieć stop importowi szmelcu, badziewia i podróbek do Unii Europejskiej. Nie potrzebujemy milionów par butów, do których sklejenia użyto hektolitrów toksycznego kleju, który dostaje się do naszego organizmu przez pory w skórze! Nie potrzebujemy milionów zabawek, które mogą uczynić nasze dzieci kalekami, co więcej nie potrzebujemy kontenerów marnej jakości elektroniki, która już w momencie przywiezienia w unijny obszar celny – jest przestarzała i skazuje konsumenta na bycie konsumentem II-kategorii.

Masowy outsourcing a obecnie także samodzielna produkcja wyrobów masowych w Azji spowodowała bardzo dużą dostępność cenową towarów na naszym rynku, co prawda obniżyło to ceny nabycia szeregu rzeczy, ale niestety zabiło także wiele nisko płatnych i średnio płatnych miejsc pracy w naszym przemyśle, który produkował być może droższe, ale często stosunkowo bardziej użyteczne i trwałe produkty.

Jeżeli nie przemówi do nas aspekt patriotyczny, to niech przemówi aspekt ekologiczny – albowiem miliony ton chińskich śmieci trzeba potem poddać recyklingowi, a wiadomo że o wiele trudniej poddaje się biodegradacji i rozkładowi rzeczy, które w znacznej mierze zostały wykonane bez poszanowania jakichkolwiek norm środowiskowych i często zawierają niedozwolone substancje, których stężenie w momencie odzysku może być groźne dla środowiska.

W naszym, to znaczy europejskim interesie jest takie stworzenie przepisów, żeby pewnego rodzaju kategorii produktów nie opłacało się importerom wprowadzać na rynek Unii Europejskiej. Chodzi przede wszystkim o produkty złej jakości, które mają przez to niską użyteczność a ich koszt środowiskowy jest zdecydowanie wyższy od czasookresu w jakim oferują różne poziomy swojej użyteczności. Trzeba powiedzieć stop temu całemu badziewiu i szmelcowi, które zajmuje regały naszych sklepowych półek i w bardzo krótkim czasie dokonuje cyklu życia, lądując na śmietniku. Jeżeli obowiązujące nas taryfy celne nie pozwolą na wprowadzenie obostrzeń – należy wymusić na producentach stosowanie naszych norm ekologicznych, co zdecydowanie wpłynie na cenę, a w efekcie końcowym na opłacalność importowania wielu wyrobów do Europy. Dopiero wówczas konkurencja będzie „sprawiedliwa”.

Nie ma co się obawiać ograniczenia dostępności do dóbr masowych importowanych z Azji, rzeczywistość nie znosi próżni i jeżeli tylko stanie się to w jakiejś mierze opłacalne – natychmiast pojawią się stosowne wytwórnie/fabryki na ternie Unii Europejskiej. Przy dzisiejszym nasyceniu gospodarki kapitałem – wyasygnowanie kwoty na budowę nawet drogiej fabryki przez władze dużych koncernów to nie jest problem. Gorzej może być z zapewnieniem odpowiednio kwalifikowanej siły roboczej, jednakże nie ma problemów nie do rozwiązania.

W naszym strategicznym interesie leży zbliżenie gospodarcze z USA, całą Ameryką rozumianą od Alaski po Ziemię Ognistą oraz Rosją. W oparciu o taki sojuszników możemy zupełnie bezpiecznie dyktować warunki zwłaszcza Chińczykom, którzy będą musieli się dostosować do naszych norm i wynikających z nich kosztów, wymogów i ograniczeń. Obecnie po pozbawieniu możliwości importu nasza gospodarka stałaby się dysfunkcyjna, ponieważ po prostu zbyt wiele rzeczy importujemy.

W ostateczności duża część importowanych produktów po prostu nie jest naszej gospodarce potrzebna (np. zabawki, odzież), można się bez nich obyć w ciągu jednego sezonu. Jednakże jak przekonać konsumentów do patrzenia na metki przed zakupem? Czy jesteśmy w stanie przekonać do tego miliony konsumentów – nie wywołując wojny handlowej i walki na taryfy celne?

Odpowiedzią na ten dylemat jak i większość innych jest jakość. Mamy prawo domagać się produktów odpowiedniej jakości – o którą producent troszczy się na wszystkich etapach produkcji. Nawet jeżeli miałoby to się odbyć kosztem bajecznych zarobków naszych biur konstukcyjno-projektowych i designerskich. Każdy produkt powinien uwzględniać koszty środowiskowe, nie ma innej drogi i nie musimy jej szukać. Jeżeli do tych szlachetnych zamiarów dodamy jeszcze edukację społeczeństw unijnych i modyfikację ich zwyczajów konsumpcyjnych – to odniesiemy sukces.

5 komentarzy

  1. Proszę @autora o spokój!
    Przecież import z Chin idealnie wpisuje się w neoliberalną doktrynę, że chciwość jest dobra!
    Nie ważne że się trujemy ich produktami, ważne że ktoś sie na tym wzbogacił.
    Inne myślenie jest zakazane i może spowodować wizytę ABW, CBA lub innego CBŚ o godzinie 06:02 rano u Redaktorów Obserwatora Politycznego!
    Nie wolno rozgłaszać takich informacji, które poprzez wzbudzenie niechęci, mogą spowodować zmniejszenie zysków wielkich korporacji – faktycznych władców naszego życia.
    Dlatego odcinam się i potępiam idee, głoszone przez @Autora.
    Niech żyje ChRL i jej produkty!
    Chcieliśmy granicy z Chinami na Bugu?
    Już ją mamy w okolicach Janek koło Warszawy, w wielkich halach chińskich hurtowni.

  2. wieczorynka

    Problem bardziej polega na tym, że w Polsce przemysł zlikwidowano, przepraszam chciałam napisać sprywatyzowano. Zatem musimy skądś sprowadzać towar. Zadam też pytanie, czy produkty krajów bogatej czyli zachodniej Europy a wyprodukowane na dalekim wschodzie są bardziej ekologiczne? ja mam poważne wątpliwości.

  3. Marceliński

    wieczorynko więcej szacunku dla faktów, a mniej nieuprawnionych generalizacji i paskudnego fatalizmu w stylu “w Polsce przemysł zlikwidowano” – i wszystko jasne dla leniwych czy ograniczonych umysłowo…

    Handel zagraniczny:
    – W przekroju geograficznym wyraźna poprawa salda obrotów towarowych w ciągu ostatnich pięciu lat wynikała z jego zdecydowanej poprawy z rynkami rozwiniętymi gospodarczo. O ile jeszcze w 2008 r. w handlu z tą grupą krajów notowano deficyt na poziomie 2,2 mld EUR, to
    w 2012 r. nadwyżka obrotów z nimi sięgnęła aż 19,2 mld EUR. Zadecydował o tym dynamiczny wzrost nadwyżki z państwami UE, tj. ponad 9-krotny w latach 2008-2012, do 21,1 mld EUR. Wśród unijnych rynków najkorzystniejsze zmiany bilansu nastąpiły w wymianie z:
    – Niemcami, poprawa salda o 7,2 mld EUR, do nadwyżki wynoszącej blisko 3,6 mld EUR;
    – Wielką Brytanią, wzrost nadwyżki o 3,2 mld EUR, do 5,9 mld EUR;
    – Republiką Czeską, zwiększenie nadwyżki o 1,8 mld EUR, do prawie 3,4 mld EUR;
    – Francją, zwiększenie nadwyzki o 1,8 mld EUR, do 2,3 mld EUR.

    W 2012 r. szybciej niż przeciętnie zwiększył się eksport następujących grup towarowych:
    − artykułów rolno-spożywczych – o 14,8% (do poziomu prawie 17,5 mld EUR);
    − wyrobów ceramicznych – o 12,4% (do blisko 4,4 mld EUR);
    − produktów mineralnych – o 5,4% (do prawie 7,3 mld EUR);
    − wyrobów przemysłu chemicznego – o 4,9% (do ponad 19,8 mld EUR).

    Natomiast eksport dominujących w polskiej wymianie z zagranicą wyrobów elektromaszynowych (39,1% udziału w eksporcie oraz 34,6% w imporcie) ukształtował się na poziomie nieznacznie (o 0,1%) wyższym niż rok wcześniej i wyniósł prawie 55,5 mld EUR. Na wyniki wywozu w tej grupie wpłynęły dwie przeciwstawne tendencje:
    − z jednej strony wzrósł eksport kotłów, maszyn i urządzeń mechanicznych o 6,5% (do blisko 17,9 mld EUR) oraz maszyn i urządzeń elektrycznych o 2,6% (do prawie 15,8 mld EUR);
    − z drugiej zaś odnotowano spadek wywozu pojazdów oraz ich części i akcesoriów o 7,4% (do ok. 16 mld EUR), co spowodowało spadek ich udziału w łącznym wywozie z 12,6% w 2011 r. do 11,3% w roku 2012.

    Czyli mówiąc obrazowo eksport z Polski wyrobów elektromaszynowych (39 % udziału w eksporcie) w jednym tylko roku 2012 to 55,5 mld EUR, a dajmy na to saldo transferów Polska – UE w okresie 2004 – styczeń 2013 (okres blisko 9 lat) to “tylko” ok. 51 mld EUR.

    • wieczorynka

      Dane o rozwoju Polski rzeczywiście imponujące, zatem mam kolejne pytanie
      -Skoro tak świetnie się rozwijamy, to dlaczego w Polsce ubywa ciągle miejsc pracy a bilans w handlu zagranicznym jest ujemny i to dość mocno. Dziękuję za mnóstwo przytoczonych cyferek co skomentuję “jeżeli teoria nie zgadza się z praktyką, to tym gorzej dla praktyki” przynajmniej tak wynika z pana tekstu.

      • Marceliński

        1. To są dane o eksporcie z Polski wskazujące, iż nieuprawnione jest twierdzenie, że “w Polsce przemysł zlikwidowano” i że “musimy skądś sprowadzać towar” – i tylko to wynika z mego tekstu.
        2. Nigdzie nie napisałem, że “świetnie się rozwijamy” – proszę czytać teksty uważnie.
        3. Stopień zrównoważenia wymiany handlowej Polski – relacja salda obrotów do eksportu – w latach 2000-2012 wykazuje trend rosnący. Od ok. minus 34% na początku tego okresu w 2000 r. do stanu bliskiego równowadze w 2012 r. – minus 3,6 % (wg NBP, ujęcie płatnicze, towary)- więc znowu wieczorynko kula w płot z tym bezpodstawnym twierdzeniem, iż “bilans w handlu zagranicznym jest ujemny i to dość mocno”.
        4. Liczba miejsc pracy w Polsce nieprzerwanie rośnie od 2004 !!! – wg danych BAEL, GUS z uwzględnieniem szarej strefy – w latach przybyło prawie 3 mln miejsc pracy, z około 13,5 mln w 2004 r. do ponad 16 mln w 2012 r. Z tego w latach 2009-2012 przybyło kilkaset tysięcy miejsc pracy…
        Choć miejsc pracy przybywa, to nie na tyle szybko, żeby wchłonąć wszystkie nowe osoby wchodzące na rynek pracy – efekt wchodzenia na rynek pracy końcówki wyżu demograficznego 1970/1980.
        5. Warto widzieć świat zgodnie z faktami i nie ulegać medialnemu pesymizmowi. Demaskujmy zło, piętnujmy nieudolność rządzących i słabość opozycji, ale nie generalizujmy pochopnie bez wszechstronnego zbadania stanu rzeczy.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.