Donald Tusk, jako ojciec (narodu)

Każdy ojciec troszczy się o dzieci, to podstawowe prawo natury. Dziecko jest dla mężczyzny powodem do dumy, zwłaszcza syn. Nic dziwnego, zatem, że rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej i starają się im pomóc ze wszystkich sposobów – najpierw inwestując w ich edukacje i staranne wychowanie a następnie pomagając na ile się tylko da, w celu wpasowania dziecka we własne wypracowywane przez całe życie układy. To naturalna kolej rzeczy, w której jedno pokolenie wzrastające wchodzi w garnitur po pokoleniu schodzącym. W interesie obu stron, pomimo skłonności pokolenia wchodzącego do buntu jest możliwe zupełne przeprowadzenie tego procesu. Nie bez znaczenia jest fakt, że rodzice dzięki posiadanemu majątkowi umożliwiają dzieciom aspirowanie do wyższego statusu społecznego i zawodowego niż sami osiągnęli, na tym się opiera postęp cywilizacyjny, to nie jest nepotyzm.

Na tym tle zadziwia nasz premier pan Donald Tusk, zadziwia w kontekście swojego syna pana Michała Tuska, zadziwiający jest, co tu owijać w bawełnę jego brak pomocy dla własnego dziecka, które właśnie rozpoczyna start w karierę i dorosłość, najpierw, jako dziennikarz jednej z trójmiejskich gazet, potem, jako doradca PR w tamtejszym porcie lotniczym a w końcu, jako niezależny przedsiębiorca z branży jak się można domyśleć marketingowej (a ściślej “Stosunki międzyludzkie (Public relations) i komunikacja” – tak określono we wpisie do rejestru działalności gospodarczej). Brak pomocy należy rozumieć, jako nieustawienie syna poprzez posiadane możliwości i układy, bo nie oszukujmy się – etat w samorządowym porcie lotniczym za nieco ponad 3000 zł brutto, to najdelikatniej mówiąc przeciętna krajowa, a nie miejsce umożliwiające odpowiednie zdyskontowanie nazwiska premiera! Stąd też, nie ma się, co dziwić, że pan Michał Tusk szukał dodatkowego zarobku, każdy by tak zrobił to normalna praktyka, nie można mieć o to do niego pretensji, no może, że próbował “łapać dwie sroki za ogon”, aczkolwiek w jego działaniach nie ma niczego niezgodnego z prawem, dlatego też nie można się go czepiać, jak usiłuje to zrobić część opozycji. Każdy szuka zarobku, dlaczego syn premiera miałby nie szukać? Bo ma nazwisko ojca? Bzdura! To nie jego wina ani zasługa, że ojciec został premierem, gdyby państwo Tuskowie chcieli rzeczywiście ustawić syna – można domniemywać, że bez najmniejszego problemu udałoby się im wepchnąć go do jakiejś uczelni dla dzieci globalnej elity, z dala od granic kraju – umożliwiając np. zrobienie doktoratu na jakiejś amerykańskiej uczelni itp. To nie jest problem, a nawet to nie byłaby jakaś specjalna przysługa ze strony amerykanów. Tak się po prostu na szczytach władzy dzieje, że elita zabezpiecza swoją latorośl, skutecznie izolując ją od trosk i niebezpieczeństw życia codziennego.

Wszelkie oskarżenia adresowane do premiera podnoszące, że “załatwił” dziecku posadę są puste, albowiem pomijając już kwestie dowodowe, musielibyśmy upaść na głowę sądząc, że premier państwa załatwia posadki za niespełna średnią krajową dla własnego dziecka. Po pierwsze, dlatego, bo jeżeli to jest kres jego możliwości to bardzo źle się dzieje w państwie polskim! A po drugie, dlatego, bo nawet, jeżeli jakieś sugestie środowiska w sposób dorozumiany miały miejsce, to nie ma nic nadzwyczajnego w posadzie, jaką pan Michał Tusk miał na lotnisku. To zwykła praca, za przeciętne pieniądze, bez apanaży, luksusów, specjalnego traktowania, bonusów i premii za nazwisko. Jedynie przewrotność opozycji i skłonność do zazdrości Polaków powodują, że nawarstwiają się negatywne emocje.  W tym zachowaniu, nie ma nic nadzwyczajnego i nic złego. Chyba, że wyjdą na jaw fakty, o których nie wiemy.

Dlatego też nie pozostaje nic innego jak serdecznie kibicować panu Michałowi Tuskowi powodzenia na szerokiej drodze życia, albowiem to ani jego szczęście ani dramat, że nazywa się tak jak nazywa.  W sprawie rozdmuchiwanej przez media, zwłaszcza te przodujące w publikowaniu wypowiedzi prominentnych działaczy prawicowej opozycji nie ma nic wartego zainteresowania. Jednakże nie sposób oprzeć się wrażeniu, że pan Donald Tusk jest lepszym ojcem narodu niż własnego syna!

2 myśli na temat “Donald Tusk, jako ojciec (narodu)

  • 18 sierpnia 2012 o 14:18
    Permalink

    Słynna histeryczka niejaka Senyszyn – specjalistka od
    “konsumpcji żywności w świetle potrzeb i uwarunkowań” – to temat pracy habilitacyjnej tej delikwentki, jest odmiennego zdania, ona już wie i wydaje wyroki: “… Dzieci nie odpowiadają za rodziców, ale odwrotna zależność jak najbardziej występuje. W przypadku premiera Donalda Tuska odpowiedzialność dotyczy tego, że wychował swojego pierworodnego na Józefa Bąka. Niewykształconego cwaniaczka, który – jako żądny pracy bezrobotny – dla pieniędzy zrobi wszystko, a przynajmniej wiele…”…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.