Paradygmat rozwoju

Dokąd zmierzamy?

 Zadziwiająco mało osób zadaje sobie pytania generalne. Dokąd zmierzamy, jako cywilizacja, państwo, społeczeństwo, jednostki? Co jest naszym celem? Po co tak naprawdę zadajemy sobie codzienny trud? Czy naszym celem jest poprawa losu człowieka? Czy chodzi o zwiększenie populacji? Supremację państwa nad innymi państwami? A może przetrwanie narodu? Przecież te wszystkie wysiłki muszą czemuś służyć, nie może być tak prymitywnie, że po prostu przemijamy, nie pozostawiając po sobie niczego, zwłaszcza niczego, co można pozostawić przyszłym pokoleniom, chociaż i o nie jest ostatnio coraz trudniej.

Szczególnie ciężko jest zdefiniować pytanie o cel funkcjonowania w przypadku naszego państwa, skażonego wirusem sezonowości. Niepodległość nie jest dana Polakom raz na zawsze, lekcje historii należy umiejętnie wyciągać i się z nich uczyć. Jednakże, czy państwo narodowe jest naprawdę efektywne i umożliwia nam realizację osobistych aspiracji? Przecież tak wielu naszych rodaków wybrało wolność na zachodzie, godząc się na dołączenie do tamtejszych społeczeństw, ponieważ w rodzinnym kraju nie widzieli dla siebie przyszłości! Zatem jeżeli najaktywniejsi z nas stąd wyjechali to cała reszta to niby, co? Marazm i “bylejakość” a może “jakoś tam będzie”?

Istniejące i liczące się w sferze publicznej partie polityczne w żadnej mierze nie dają nam odpowiedzi na pytanie, dokąd zmierzamy. Żadna opcja polityczna nie jest zainteresowana formułowaniem jakiejkolwiek wizji czegokolwiek, albowiem oznaczać to będzie konieczność politycznych rozliczeń, których z natury rzeczy nikt nie lubi. Nie chodzi tu tylko i wyłącznie o bezideowość, ale przede wszystkim o wskazywanie jakiegokolwiek politycznego kierunku. Tego wymaga podstawowa uczciwość wobec społeczeństwa wyjałowianego okresem 22 lat transformacji. Brak wyrazistości owocuje śmiercią idei, brakiem jakiegokolwiek przekazu mającego polityczny sens i wartościową wymowę. Dopóki ludzie mieli na rosołek tego typu retoryka, a właściwie jej brak wystarczało. Obecnie, kiedy zaczyna się psuć w gospodarce, nie ma miejsca na pustosłowie, albowiem ludzie żądają od swoich przewodników wskazania nie tylko winnych, (bo wiadomo, że winni są oni…), ale przedstawienia nowego celu. Co jako państwo i społeczeństwo chcemy osiągnąć? Czy dom z ogródkiem dla każdej rodziny? A może zwykłe M3? Za to z “małym fiatem” na parkingu pod blokiem? Przecież w bajki o budowie gospodarki innowacyjnej i opartej na wiedzy nikt nie wierzy, nawet autorzy i recenzenci najlepszych strategii.

Dokąd zatem zmierzamy? Czy jako państwo, jako wspólnota mamy coś sobie więcej do zaoferowania? Czy będą to tylko i wyłącznie ciągłe wyrzeczenia i krwawica kolejnych pokoleń, których jeżeli nie gestapo to własne banki doprowadzają na próg samobójstwa? Przecież nie możemy opierać racji bytu państwa na jego auto transformacji w kierunku modeli społeczno-gospodarczych, właśnie bankrutujących na naszych oczach! To z pewnością nie jest koniec historii jak prorokował pewien wybitny myśliciel, ale pytanie o to, co dalej? To w istocie wyższy poziom słynnego “jak żyć?” O to coraz częściej pytają ludzie, skoncentrowani na życiu, jako procesie od narodzin do śmierci. Z czasem zaczną zadawać pytania – po co my właściwie to wszystko robimy, a następnie, w jakim celu? I dla kogo? Od tego mniej więcej momentu nie będzie w Polsce więcej miejsca na partie polityczne, których największym atutem jest lęk przed przeciwnikiem i pustosłowie.

Można mieć wątpliwości, czy w ogóle nasz system by się utrzymał, jeżeli większość ludzi nagle by sobie uświadomiła, że nie wiadomo, dokąd zmierzamy, a wszystko to, co nas otacza służy celom jakiś wąskich grup ludzi, którym się udało skorzystać na transformacji. Może właśnie o to chodzi, żeby nie było wiadomo, „o co chodzi”? Albowiem jak wiadomo w mętnej wodzie ryby lepiej biorą i lepiej jest łapać króliczka niż go zjeść…

Bez względu jednak na naszą narodową i systemową specyfikę, w najbliższej przyszłości nie unikniemy pytań o cel rozwoju, jakie postawi przed nami konieczność pogłębiania troski o środowisko naturalne, masowe bezrobocie młodych pokoleń, starzenie się społeczeństwa, ogólny brak perspektyw i niedopasowanie oczekiwań i aspiracji do możliwości. W naszym interesie pozostaje utrzymanie, zatem status quo, tak długo jak się da, albowiem jest to jedyna szansa na ucieczkę do przodu przed problemami teraźniejszości. O problemy przyszłości nie zwykliśmy się martwić, ponieważ wiadomo, że “jakoś tam będzie”.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.